Gdzieś na Górnym Śląsku

W dziale tym znajdują się opisy, zdjęcia oraz reportaże z wypraw i wycieczek
Posty: 2956
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba » poniedziałek 30 mar 2020, 15:53

Ranczo z ulicy Chemicznej

Na pograniczu Siemianowic i Katowic jest miejsce zupełnie nie przystające do ludnej i ruchliwej śląskiej aglomeracji. Jest to zaułek Siemianowic, ale wciśnięty pomiędzy dwie katowickie dzielnice. Miejsce robiące wrażenie zapomnianego przez Boga i ludzi. Jeden blok (dawny hotel robotniczy), hałda, jakieś magazyny w oddali, przystanek autobusowy pełen gęsi, poprzemysłowe nieużytki i bezmiar rozwalisk, zarośli i zaułków o niezidentyfikowanym przeznaczeniu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zabiera mnie tam Karolina, która trafiła w te tereny jakiś czas temu - szukając hałdy, gdzie ponoć składowano radioaktywne odpady. Hałda powstała w miejscu dawnego wysypiska śmieci. Sztuczne wzgórze ponoć czasami samo się zapala i okadza okolice dosyć aromatycznym dymem. Czy opowieści o promieniowaniu są tylko legendami - nie wiem, bo to nie hałda będzie tematem tej opowieści.

Przy okazji tamtej eksploracji hałd (więc zupełnie przypadkowo) zostało odkryte “Ranczo”. I to ono jest głównym celem naszej dzisiejszej wycieczki!

Twórcą tego obiektu jest pan Jerzy Świder, osoba o bardzo ciekawym, pełnym niespodziewanych zwrotów, życiorysie. Jego historia przypomina mi nieco dawnych, bieszczadzkich zakapiorów, którym przedziwne koleje losów potrafiły napisać najdziwniejsze scenariusze… Pan Jurek mieszka wraz ze swoją dużą rodziną w tym samotnym bloku przy hałdzie. Mamy okazję rozmawiać tylko z jego żoną. Gospodarz akurat tego dnia gdzieś wyjechał. Acz i tak rozmowa z nim byłaby trudna - obecnie, ze względu na swoją chorobę, pan Jurek nie mówi, porozumiewać się można jedynie na migi, lub za pomocą listów na kartce..

Pan Jurek przyjechał na Śląsk w bardzo głębokiej młodości, zostawiając za sobą niezbyt radosny świat - np. dom dziecka.. Śląsk w tamte lata zdawał się być rajem dla wszelakich przybyszów znikąd - praca od ręki, mieszkanie, dobra kasa, towarzystwo, zabawy.. Pan Jurek dobrze zarabiał jako spawacz, był też sportowcem. Acz i tu na Śląsku nie wszystko toczyło się dla niego szczęśliwie. Nie miał rodziny, wpadł w alkoholizm, po drodze zdarzył się jakiś pobyt w więzieniu. A w końcu trafiła się jeszcze straszna choroba - rak krtani. Ale życie potrafi być niesamowicie przewrotne. Bo zdawało się, że to już jest koniec, a on jednak okazał się być początkiem! Początkiem nowego życia.. Życia, które pan Jurek uważa za lepsze niż było to wcześniej - mimo że tamto odbywało się w zdrowiu. To było 20 lat temu. Pan Jurek pokonał swoje choroby (zarówno raka jak i alkoholizm), ożenił się, ma siedmioro dzieci. Stał się bardzo religijny, zbudował “Ranczo” i twierdzi, że dopiero teraz jest szczęśliwy.

Ranczo powstało z materiałów wtórnych, o które jest obecnie bardzo prosto. W naszych czasach pojawił się kult wyrzucania. Pojawił się brak szacunku do przedmiotów - nawet gdy te są wciąż użyteczne, gdy działają i mogłyby służyć jeszcze dziesiątki lat. Ludzie popadli w nałóg kupowania - bo moda, bo trzeba mieć nowe, bo stara rzecz to obciach i co powiedzą sąsiedzi. Pryzmy niepotrzebnych przedmiotów piętrzą się więc pod niebo i toniemy w śmieciach.. Pan Jurek więc nie miał najmniejszego problemu z pozyskiwaniem budulca i ozdób do swojego folwarku. Jeździ z wózeczkiem po okolicy i zbiera jak grzyby po deszczu - meble, dywany, zabawki, samochodowe części...

Na terenie “Rancza” żyje sporo zwierząt. Kury, gęsi, kucyki, psy, kozy... Gąski okazały się najbardziej fotogeniczne :)

Obrazek

Obrazek

Tutejsze płoty i budy przystrojone są w samochodowe opony, kołpaki, dywany, lalki, misie, konie na biegunach oraz niezliczoną ilość odezw i napisów. Są takowe o charakterze religijnym - typu “Wiara zwycięża”. Niektóre odezwy są dosyć optymistyczne, np. “Życie ma niesamowitą wartość”, “Kto kocha nie liczy lat”, “Uśmiechnij się”, “Można się śmiać”. Acz sporo jest też takich o dość smutnym przesłaniu - związanym z ciągłą walką o utrzymanie i nie zniszczenie tego miejsca: “Żal komuś”, „Gnębią ranczo”, „13 lat źle piszą”, “Powoli rozbieram Ranczo”, “Ranczo to ciężki plecak”, “Życie nie raz zdradziło nas”..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

“Ranczo było - jest - będzie”... a laleczka - wisielec puszcza nam oko… Wiatr? To na pewno był wiatr… To musiał być wiatr… ;)

Obrazek

Główna brama. Mieszkańcy kroczą dostojnie, noga za nogą. Ogęgały nas nieco... Gąski są oburzone! No bo co? Przyszły jakieś przybłędy i kręcą się jak g… w przeręblu! ;)

Obrazek

Kapliczka z konikiem na dachu.

Obrazek

Konie na wysokościach. Są tu bardzo lubiane!

Obrazek

Brzoza w czerwone moro.

Obrazek

Groźne gąsiory i złe psy - pod czujnym okiem prezydenta! ;)

Obrazek

Obrazek

Barak telewizyjny?

Obrazek

Uwaga! Dziecko za kierownicą!

Obrazek

Talerz? Tarcza do strzelania? Tablica ogłoszeń?

Obrazek

Wesoły słonik.

Obrazek

Koguty - wampiry z logo Biedronki? Hmmmm.. Różnie można to rozumieć ;)

Obrazek

Przez chwilę miałam wrażenie, że wyjeżdża stąd samochód!

Obrazek

Czy to różowe to kiedyś był kiosk “Ruchu”? To chyba nie na wózeczku gospodarz tu przytargał!

Obrazek

Akuku!

Obrazek

Wszystko utopione jest tu w zieleni.

Obrazek

Miejsce jest pełne pozytywnej energii, radości i twórczego zapału. Pasji, która może jest nieco ekstrawagancka, ale zupełnie nieszkodliwa dla innych. Jak niewiele trzeba, aby nadać komuś sens życia - trochę desek i przedmiotów, które innym były już niepotrzebne...

Wielu ludziom jednak “Ranczo” przeszkadza. Nie przystaje do jedynej, właściwej wizji świata - z trawą z rolki, tujami jak z plastiku i równiusią do bólu kostką bauma. Inność straszliwie niektórych boli i mają wręcz fanatyczną potrzebę walki z każdym jej przejawem. Pan Jurek więc od lat boryka się ze skutkami donosów, z urzędnikami, sądami, policją, strażą miejską, komornikami... Wielu ludzi, nie potrafiących zrobić nic ciekawego swojego, za główną życiową misję wybrało sobie zniszczyć to, co stworzyli inni… Pan Jurek zdaje sobie sprawę, że siemianowickie “Ranczo” nie jest wieczne i ludzka nienawiść do oryginalności w końcu kiedyś je pokona.. Ponoć powstaje już pomału “Ranczo 2”, gdzieś w Polsce, ale daleko stąd. Już na w pełni prywatnej ziemi gospodarza. Tamto ma być “dla dzieci” - acz ciekawe czy dzieci podzielają pasję ojca?

Siemianowickie “Ranczo”, pan Jurek, jego dzieci i zwierzęta pojawiły się też jako tło w teledysku rapera Miuosh “Reprezent”. Jak ktoś ma ochotę - do obejrzenia/posłuchania tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=XIeIje1G24A

Posty: 27952
Rejestracja: niedziela 08 lut 2015, 20:46
Lokalizacja: Frankenstein

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: Karolina Kot » poniedziałek 30 mar 2020, 21:32

To była bardzo fajna wycieczka! Aż się łza w oku kręci...

A Ranczo zasłużyło na swój własny wątek na naszym Forum. ;)
"Wiele zabytków przeszłości, co jeszcze wczoraj istniały, jutro zniknie bezpowrotnie. (...) Obowiązkiem żyjących jest zebrać te ułomki i okruchy najdroższych pamiątek przeszłości i w pamięci przyszłych pokoleń zapisać..."

Posty: 2956
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba » czwartek 02 kwie 2020, 19:53

Jakoś nigdy nie byłam specjalną miłośniczką sztuki. Zwykle rzeczy charakteryzowane tym określeniem kompletnie nie wpadały w moje gusta. “Galeria sztuki” - gdzie trzeba było się gapić na obrazy czy rzeźby (i jeszcze za to płacić) wiały dla mnie nudą i beznadzieją. Dotyczyło to zarówno sztuki nowoczesnej (gdzie kupa zrobiona na środku kartki była ponoć arcydziełem godnym poświęcenia uwagi), jak i sztuki klasycznej. Nigdy nie przemawiały do mnie tłuste amorki wpierdzielające winogrona, jabłka na talerzu (brzydsze niż u mnie w kuchni) ani jakieś sceny batalistyczne, przed którymi wszyscy mdleli z zachwytu. A przynajmniej udawali, że mdleją, bo przyjęło się, że jak ci nie odpowiada przyjęty i narzucony odgórnie kanon piękna - to znaczy żeś prostak i cham. A ludzie zazwyczaj lubią być fajni, lubią być uważani za kulturalnych i obytych w świecie, więc wszyscy zwykle pod tymi obrazami czy rzeźbami cmokali z mniej lub bardziej dobrze udawanym zachwytem. Ze szkolnych lat pozostało mi w pamięci ślizganie się w przepastnych korytarzach takich ekspozycji oraz kolektywne podpijanie jakiejś flaszeczki w kiblu, aby choć trochę osłodzić sobie te masakrycznie nudne chwile…

Dziś wybrałyśmy się z koleżanką na wycieczkę, celem zwiedzania zaułków Górnego Śląska. Jakież było więc moje zdziwienie, gdy Karolina zaproponowała zwiedzenie “galerii sztuki”! Na usta pchało mi się coś w stylu “ale k… dlaczego????” Udało mi się nic nie powiedzieć, ale przypuszczam, że na gębie miałam wypisane całkiem dużo ;) No kurde… Mieliśmy zwiedzać rozwaliska, ruiny i zakazane dzielnice, pogoda jest piękna, przyświeca lipcowe słoneczko - a my pójdziemy się gapić na jakieś obrazy pod dachem??? Cały dzień psu w d…! No ale dobra. Karolina dziś jest “organizatorką wycieczki” i skoro jej na tym zależy - to ok… Poza tym pojawiła się jakaś nutka ciekawości - w końcu Karolina ZAWSZE zabierała mnie wyłącznie w ciekawe miejsca…

Samo miejsce owej “galerii” już z lekka napawało optymizmem - stare poprzemysłowe budynki. Odnowione wprawdzie, ale zawsze coś.

I powiem tak… Ciężko się przyznać przed samą sobą do pomyłki, do złego oszacowania sytuacji i do tego, że dotychczas g… się wiedziało o świecie… Bo miałyśmy tam być chwilkę, a minęło chyba parę godzin… A pozostałe punkty zwiedzania zeszły jakoś na dalszy plan… Miejsce okazało się być na tyle ciekawe i przede wszystkim inne od wszystkiego co do tej pory widziałam, że ten fragment dzisiejszej wycieczki zdecydowanie najbardziej zapadł mi w pamięć.

Miejsce to nazywało się “Galeria Sztuki Naiwnej”. Nie jest to coś stacjonarnego, to wędrowna kolekcja przemieszczająca się tu czy tam. Teraz na miesiąc czy ileś tam osiedliła się na Śląsku.. I co ciekawe - marzyły mi się na dzisiaj prawdziwe klimaty Śląska z dawnych lat - okopcone podwórka, żulerskie zaułki, dymiace kominy, chlewiki i zapadłe bramy, gdzie postronni ludzie o zdrowych zmysłach raczej z własnej woli nie zaglądają. I spora część prezentowanych tu obrazów właśnie takiego Śląska dotyczyła. W dużej części przedstawiała Śląsk, którego już nie ma… Takiego z omami na ławeczkach, gołębiorzami, kurami i kozami hodowanymi w przyfamilokowych kamerlikach i niebem gęsto zasnutym dymami kominów… Takiego Śląska z moich dziecinnych wspomnień - który nie był ani opuszczony, ani odpicowany… Bo teraz jakoś się tak przyjęło, że tylko te dwie opcje są możliwe…

Kurcze! Praktycznie każdy z tych obrazków bym sobie chętnie powiesiła na ścianie - i patrzyła na niego codziennie! :)

Piękno familokowych zaułków w pełnej krasie! Z czasów, gdy dym nie powodował smogu, gołębie nie przenosiły zarazków a dzieci nie łapały kleszczy na trawie...

Obrazek

Miejsca, gdzie jest dużo kotów i pająków zawsze mają właściwy klimat!

Obrazek

Obrazek

Tu jakiś festyn strzelecki w cieniu hałd i kominów.

Obrazek

Nie wiem gdzie jeździła taka kolejka - i jeszcze zabierała pasażerów?

Obrazek

Kolejna kolejka.. Chyba wąskotorówka.. Tak w centrum miasta?

Obrazek

Tu bardziej drezynowo ...

Obrazek

Msza polowa przy leśnej kapliczce…

Obrazek

Diabelskie wnętrze huty… Takiej, jak ta, do której kiedyś wjeżdzał ogólnodostępny tramwaj… A ja mając kilka latek, z nosem przyklejonym do szyby, zaglądałam do martenowskich pieców...

Obrazek

Tu też scenka przemysłowa. Nie wiem co pan w białym kasku trzyma w ręce - chyba raczej nie pisze smsa ;)

Obrazek

Tutaj chyba dzieje się coś niedobrego na dzielnicy.. Uliczny malarz spierdziela, babiny się modlą, stoją jakieś barykady na podwórku? Nawet słoneczniki z pewnym niepokojem zerkają zza płota…

Obrazek

Powrót z jakiejś majówki? A może po prostu spacerek?

Obrazek

Utopce straszą nad stawem w księżycowe noce!

Obrazek

Gołębie, stadko kur, koleś z flaszeczką… Aż słychać z tego obrazu gruchanie, ujadanie psa i terkotanie kopalnianych szybów…

Obrazek

A tu dźwięk trąb odbijających się echem od budynków...

Obrazek

I kolejne klasyczne śląskie podwórko… A nie, czekaj.... ;)

Obrazek

Grill na działce, w cieniu kominów

Obrazek


A wiecej TUTAJ: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... iwnej.html

Bo na przeklikiwanie wszystkiego to nie mam cierpliwosci...

Posty: 2956
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba » piątek 14 maja 2021, 20:38

Pyskowice, Bały - niedokończone mosty


Do Pyskowic jeździłam wiele razy. Za czasów podstawówki na zbiory truskawek (pierwszy poranny autobus nr 20 relacji Bytom - Pyskowice to w odpowiednim sezonie był cały napchany dzieciakami. Każdy miał tam swoje plany - jeden trochę zarobić, ktoś inny najeść sie do syta zajumanych truskawek, innym pachniały szerokie przestrzenie i wolność pierwszych w życiu samodzielnych wyjazdów. Jechaliśmy też kiedyś z rodzicami do Pyskowic zawieść znaleziony portfel… Potem niezliczoną ilość razy przemierzałam kolejową linie na trasie Gliwice - Oława, której jedna z nitek przebiega właśnie przez Pyskowice. Tak, patrzyłam przez okno pociągu, ale człowiek czasem patrzy i nie widzi… Kręciliśmy się też kiedyś w rejonie stacji zwiedzając na pół zapomniany skansen kolejowy - kompletnie nie wiedząc, ze kilometr czy dwa dalej czai się takie cudo...

I dopiero w tym roku dowiedziałam się, że nieopodal Pyskowic znajduje się niedokończony węzeł kolejowy, którego budowę rozpoczęto przed wojną za niemieckich czasów - no i nie została ukończona. Czemu postanowili stację węzłową umieścić akurat w podmokłym terenie, który wymaga zbudowania szeregu mostów, a nie np. kilometr dalej? Nie jest to dla mnie jasne...

A stoją tam sobie trzy mosty, prawie jeden na drugim. Pierwszy z nich (ten najmniej ciekawy wizualnie) jest używany przez obecną linie kolejową Gliwice - Opole. Dwa pozostałe, o malowniczych, łukowatych przęsłach, cieszą imprezowiczów i spacerujących. Nie wiem czy kiedyś coś po nich jeździło - jakieś fragmenty podkładów kolejowych się tam walają.

Na cały kompleks składają się jeszcze dwa podwójne tunele, które wyglądają jak wielka betonowa lornetka wrzucona w środek rzeki Drama. Rzeka przepływa zarówno przez tunele jak i obok nich. Wyglądają trochę jak bunkry czy inne hangary. Ich kształt jest zupełnie inny od pobliskich mostów, jak również są dużo niższe, stąd ciężko nam wydedukować o ich planowanym przeznaczeniu.

Do pierwszej z “rur” podchodzimy od strony drogi. Beton malowniczo omszał. Bobry też nie próżnują. A my nie możemy się przebrać przez rzeczke. No cóż, trzeba wyleźć na most kolejowy.

Obrazek

Obrazek

Z góry obserwowany obiekt przedstawia się jeszcze ciekawiej!

Obrazek

Plany wlezienia do środka spełzają na niczym. Woda jest za głęboka nawet na gumiaki. Może kiedyś zaczniemy wozić ponton na takie eskapady!

Obrazek

Obrazek

A to był nasz alternatywny pomysł na pokonanie rzeczki ;) Ale jednak wybraliśmy most kolejowy - mimo nalegań kabaka ;)

Obrazek

A tu widać trzy stojące koło siebie mosty. Pierwszy czynny, po którym śmigają pociągi. Drugi tworzący kapitalną wiatę na imprezy - i w dali filary trzeciego.

Obrazek

Kolejne malownicze przepusty rzeczki.

Obrazek

Rewelacyjne miejsce na biwak, impreze czy ognisko - nawet w czasie burzy czy zamieci śnieżnej! :)

Obrazek

Czynny most kolejowy widziany z ciemnych odchłani pod drugim mostem.

Obrazek

Obrót na pięcie o 180 stopni i widoczek na najwyższy z mostów.

Obrazek

Budowla wykorzystywana jest jako ścianka wspinaczkowa oraz do skoków na linach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niech się schowają wszystkie zadeptane i obiletowane Stańczyki!

Obrazek

Położone po drugiej stronie mostów betonowe rury bardziej przypadają nam do gustu. Bo łatwo wyleźć na górę.

Obrazek

Obrazek

Omszenie kępkowe :)

Obrazek

A i zajrzeć do środka w miarę suchą stopą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Poszłam sprawdzić co za tabliczka wala się na wyspie. Jasna sprawa - “miejsce niebezpieczne i ble ble ble”. Można było się domyśleć, że jak miejsce ciekawe, to trzeba zabronić tu bywać. Ale jakiś Włóczykij z małą Mi już tu byli! ;)

Obrazek

Pozostałości starych podkładów. Acz tu mamy wątpliwości czy one nie zawędrowały jakoś później, aby stanowić fragment toru przełajowego dla motocykli.

Obrazek

Wiadukty najładniej prezentują sie razem ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzieś między tym wszystkim, wśród płowych szumiących traw, natrafiamy na malutki bunkierek.

Obrazek

Obrazek

Najwyższy wiadukt jest fajnym punktem widokowym.

Obrazek

Obrazek

Po zejściu z jednego z mostów ślady podkładów prowadzą w las. Nie omieszkamy sprawdzić dokąd nas zawiodą! :)

Obrazek

Obrazek

Również poniżej cały las jest poprzeplatany starym butwiejącym drewnem, w których zapachu zatopiony jest nieodłączny aromat kolei!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Docieramy nad umocnienia otaczające drogę nr 40.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A i kawałek dalej przy szosie stoją betonowe ściany. Chyba miały stanowić przyczułki kolejnego wiaduktu, którego budowa została przerwana na dość wczesnym etapie. Solidna ta inwestycja była tu planowana!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mam nadzieję, że kiedyś tu wrócimy i zrobimy jakąś fajną impreze! :) Bo miejsce rokuje! :)

Posty: 116
Rejestracja: środa 02 gru 2020, 20:48
Lokalizacja: Swiętochłowice

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: Silverka » czwartek 24 cze 2021, 13:22

buba pisze:Obrazek



To drzewko nad Dramą było takie klimatyczne :(

Obrazek

Posty: 2956
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba » czwartek 24 cze 2021, 18:39

Noooo... Ale go szkoda, ze sie złamalo :(

Posty: 2956
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba » piątek 29 paź 2021, 18:25

Już po raz drugi zawijamy w okolice Pyskowic celem szukania niedokończonych wiaduktów przykolejowych. Na wiosnę odwiedziliśmy dość znane i popularne Bały (relacja powyzej). Wtedy myśleliśmy, że na tym koniec i już nic więcej nie czai się po okolicznych zaroślach. A tu niespodzianka!
Wracamy więc w te rejony jesienią, mając wyczajone jeszcze dwa inne skupiska betonowych wiaduktów! :)

Pierwsze dwa z nich znajdują się już chyba na terenach miejscowości Czechowice, lekko na zachód od drogi nr 901. Oba są takie jak lubię - znikąd donikąd, łącząc różne kawałki nieużytków porosłych chaszczem.

Ruszamy spod skwierczącego słupa wysokiego napięcia, który nie wiedzieć czemu bardzo ulubiły sobie ptaki.

Obrazek

Jest ciepły, słoneczny dzień, acz klimat nieubłagalnie nadchodzącej jesieni już zdecydowanie wyziera zewsząd wokół.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rzucone tu i ówdzie w krzakach stare podkłady sugerują bliskość kolei i klimatów, których poszukujemy.

Obrazek

Pierwszy betonowy wiadukt odnaleziony!

Obrazek

Obrazek

Włazimy na górę. Szeroki, przestronny.. Chropawy beton muśnięty zielonością mchów, głównie na łączach płyt i w zagłębieniach przy gzymsach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widać, że był świadkiem niejednej imprezy. Są ślady po ogniskach, romantycznych nocach we dwoje, a tłuczenie szkła niektórzy podnieśli tu do rangi sztuki. Tutejsze tulipany są wyjatkowo okazałe i jakby równo w jednym miejscu ułożone... Kabak twierdzi, że pewnie ustawili te butelki koło siebie i do nich strzelali. Tak ponoć zabawiali się w jakimś jej rysunkowym filmie i stąd skojarzenie. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że ona może mieć racje!

Obrazek

Pod wiaduktem przebiega czynna linia kolejowa Pyskowice - Gliwice.

Obrazek

Obrazek

Dosłownie co chwilę śmiga pod nami jakiś pociąg, co nie muszę chyba wspominać jak wielką atrakcję dla niektórych stanowi :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widok z dołu. Pewnie nieraz pod nim przejeżdżałam, zupełnie nie mając świadomości, jakie fajne tereny spacerowe rozciągają się nad moją głową!

Obrazek

Obrazek

Zaraz obok widzimy też dwa kolejne wiadukciki, więc idziemy je obadać.

Obrazek

Jednym przebiega torowisko jakiejś bocznej linii, nie wiem na ile nieczynne, a na ile po prostu rzadko używane.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z mapy wynika, że prowadzi ono w stronę składu kruszyw i stacji pyskowickich kolei piaskowych. Pendolino nas tu raczej nie zmiecie, ale rozglądać się warto.

Obrazek

Obok jest jeszcze jeden wiadukt, do którego nie tak prosto dojść z racji na zakrzaczenie.

Obrazek

Torowiska nie ma, same dechy. Nie wiem więc czy przebiegała tu jakaś linia czy było kładką dla pieszych?

Obrazek

Obrazek

Kolejny duży wiadukt z betonu położony jest blisko torów, ale do nich nie sięga. Całościowo skrywa się w lesie...

Obrazek

a dostępu bronią mocno kolczaste zarośla!

Obrazek

Miała tam chyba w zamyśle śmigać jakaś solidna dwupasmówka!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na górze stopień zarośnięcia nieco większy niż na poprzednim - sporo już trawy a nawet pojawiają się krzaczki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szczelina oddzielająca pasy ruchu.

Obrazek

Obrazek

A w jednym z zacisznych miejsc stoi piecyk! Takiego ciekawego znaleziska to się tutaj nie spodziewałam! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejne urokliwe skupisko nieczynnych wiaduktów znajduje się tam, gdzie ulica Piaskowa przebija się pod torami w rejonie kolejowego skansenu. Wiadukcików jest kilka, jeden koło drugiego, a na ich wierzchu rośnie gęsty kożuch trawy. Można by rozbić namiot! :)

Obrazek

Obrazek

Ostatnim wiadukcikiem przebiega mało uczęszczane torowisko.

Obrazek

Na górę możemy się dostać takimi malowniczymi schodami, porosłymi plątaniną dzikiego wina. Niezwykle urokliwa roślina, zwłaszcza o tej porze roku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Momentami dojście na wiadukt i przejście nim nastręcza większych problemów ;) Ale dla chcącego i tak się da!

Obrazek

Samo przejście pod owymi wiaduktami ulicą/chodnikiem już samo w sobie jest ciekawe.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I stare latarnie ze ścian na nas zerkają!

Obrazek

Obrazek

Ale nie samymi tunelami i wiaduktami człowiek żyje. Kierujemy się w stronę opuszczonych różnistych budynków i pordzewiałego taboru! :)

cdn

Posty: 2956
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba » sobota 30 paź 2021, 08:21

Niedaleko od stacji PKP Pyskowice możemy znaleźć kilka opuszczonych budynków. Zapewne dawniej pełniły jakieś funkcje kolejowe, acz dla takiego laika jak ja są one nieznane i owiane tajemnicą ;)

Jeden z nich interesował mnie od zawsze. Ile to razy widziałam go przejeżdżając tu pociągiem i obiecywałam sobie, że kiedyś pójdę go obejrzeć z bliska. Chyba to nietypowy model bo taki na nóżkach. Coś jak domek Baby Jagi na kurzej stopce, ale bardziej symetryczny.

Obrazek

Obrazek

Pod spodem można przejść. Ba! Nawet przejechać, bo przebiega tam całkiem solidna szutrowa droga.

Obrazek

Obrazek

Tu budynek widziany od strony lokomotywowni.

Obrazek

Obrazek

A tu zza torów.

Obrazek

I z daleka. Przeziera przez krzaki i drzewa. Jak maleńka chatynka przedziwnie uniesiona do góry.

Obrazek

Los nam sprzyja! Udaje się wejść do środka!

Obrazek

Strome, kręcone, drewniane schodki prowadzą na górę...

Obrazek

Obrazek

Wszystko tutaj skrzypi. Głównie owe schody. Tego akurat można się było domyślać, jako że stare schody często mają to w zwyczaju. Ale skrzypią też ściany, poręcze, futryny okien targane wiatrem - a każde na nieco inną melodie. Razem sprawia to wrażenie orkiestry. Kabak stwierdza: “tu chyba ktoś jest - i słucha radia!”

Oprócz efektów akustycznych wizualnie przestrzeń też jest ciekawa. Fragmenty muru, drewna, cegieł, metalu, kiedyś były pokryte farbami i lakierami - i wszystko obłazi całymi płatami, sprawiając wrażenie pomalowania w moro.

Większość okien została zatkana dyktą. Nie wiem z jakiego powodu. Chyba żeby myszom nie wiało w razie gorszej aury niż dziś. Bo myszy tu są. I chyba tęsknią za człowiekiem, bo ledwo weszliśmy to dwie wskoczyły mi na buta i zaczęły niuchać. A może moje buty pachną jak smakołyk dla gryzoni?

Obrazek

Aha! Fragment budowli (widoczny na poprzednim zdjęciu) przedstawia ten korytarzyk, który biegnie nad drogą. Tzn. nie jest toto nijak podparte od spodu. Nie poszliśmy więc dalej. Kawałki dykty zatykający dziury w podłodze nie wyglądały zachęcająco. Kabak ma plan - kiedyś przyjedziemy tu wywrotką wypełnioną sianem. Podjedziemy pod budynek i tam zaparkujemy. I wtedy wrócimy do tematu wędrowania tym pomieszczeniem. Bo nawet jak się podłoga obwali - to spadniemy na mięciutkie sianko! Proste? :) Jakby więc ktoś dysponował takim pojazdem - to prosimy o kontakt! ;)

Widoki z okienka zawierają moje ulubione izolatory.

Obrazek

Obrazek

Akuku z wewnątrz i z zewnątrz.

Obrazek

Obrazek

Kolejny namierzony przez nas budynek skrywa się w gęstych krzakach.

Obrazek

Ale iść przez łany szumiącej nawłoci to przecież sama przyjemność!

Obrazek

Ziejące czernią otwory okien zachęcają, aby zajrzeć do środka.

Obrazek

Obrazek

A tam już mało co się zachowało. Wypatroszone maksymalnie. Nawet ścianki działowe między piętrami zajumali.

Obrazek

Teraz zmierzamy tam!

Obrazek

Budynek prezentuje się ciekawie, kojarzy mi się jakby ze starym dworcem.

Obrazek

Na jego fasadzie zachowały się nawet niemieckie napisy!

Obrazek

Obrazek

Chyba ostatecznie tak wyszło, że nie weszliśmy do środka. Część okien była pokratowana, a z jego bocznej części jakoś zdryfowało nas do lokomotywowni i już potem nie wracaliśmy.

Obrazek

A na tyłach bluszcze się wręcz wylewają z okien!

Obrazek

Ciekawie też się prezentowała takowa konstrukcja z drewnianą wieżą.

Obrazek

Obrazek

W środku niestety już nie bardzo jest co oglądać a i strach, że zaraz wszystko runie na głowę.

Obrazek

Po drugiej stronie torów, na skraju placyku z betonowych płyt, stoi sobie taki baraczek.

Obrazek

Obrazek

A obok niego - podjazd do naprawiania samochodów. Konstrukcja ze starych, dobrych czasów, kiedy liczyła się praktyczność, a nie jakieś wydumane pierdoły.

Obrazek

W krzakach nieopodal można namierzyć zarośniętego busa. Ukrywa się skubaniec! Ale wprawne oko poszukiwaczy tak łatwo nie zostanie zmylone! ;)

Obrazek

Płytówka i latarnie z dawnych lat. Szkoda, że już dziś nie mamy czasu powędrować tą drogą dalej...

Obrazek

Ale my tu jeszcze wrócimy!

Posty: 1999
Rejestracja: poniedziałek 22 cze 2015, 22:45

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: warschauer44 » wtorek 02 lis 2021, 10:50

buba pisze:Jeden z nich interesował mnie od zawsze. Ile to razy widziałam go przejeżdżając tu pociągiem i obiecywałam sobie, że kiedyś pójdę go obejrzeć z bliska. Chyba to nietypowy model bo taki na nóżkach. Coś jak domek Baby Jagi na kurzej stopce, ale bardziej symetryczny.

To jest nastawnia bramowa.
www.facebook.com/Luftschutz3345

Posty: 116
Rejestracja: środa 02 gru 2020, 20:48
Lokalizacja: Swiętochłowice

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: Silverka » czwartek 04 lis 2021, 08:57

Cudne zdjęcia! I miejscówki genialne. Wpisane na długaśną listę miejsc, które muszę zobaczyć :)


phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Pamiętnik Włóczykija”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości

 

 

cron