Beskidzkie ścieżki (2022) - z Żywca do Chabówki

W dziale tym znajdują się opisy, zdjęcia oraz reportaże z wypraw i wycieczek
Posty: 2787
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Beskidzkie ścieżki (2022) - z Żywca do Chabówki

Postautor: buba » czwartek 01 gru 2022, 11:00

Lać zaczyna gdzieś pomiędzy Bielskiem a Żywcem, gdzie wiezie nas autobus kolejowej komunikacji zastępczej. Do wszystkich obrzydliwości "eski" dołączają jeszcze sine chmury ciągnące brzuchy prawie po asfalcie. Super... Można było się domyślać, że nam doleje na tym wyjeździe, ale że musi już pompować od pierwszych chwil?

W Żywcu wita nas ściana wody. Postanawiamy dać szansę pogodzie i spróbować przeczekać. Rozsiadamy się w chyba najbliższym barze od dworca PKP, gdzie serwują ziemniaczki.

Obrazek

Obrazek

Gdy 15-20 lat temu częściej jeździliśmy w Beskidy, było to stałe miejsce, gdzie zawsze kończyliśmy nasze wyjazdy. W międzyczasie ziemniaczki zmieniły swoje miejsce i przeniosły się do sąsiedniego budyneczku. Zmieniła się też maszyna opiekająca. Nie ma też lanej coli z automatu. Ale atmosfera dalej jest przyjemna a ziemniaczki smaczne, ciepłe i pożywne :)

Obrazek

Obrazek

Pełny brak zmian można za to zaobserwować w dzisiejszej pogodzie. Leje równo i z podobną, dość znaczną intensywnością.

Obrazek

Obrazek

Porzucamy nasz plan początkowy - pieszego przejścia do Przyłękowa i postanawiamy podjechać taksówką. Zwłaszcza, że spora część trasy i tak wiodła asfaltem wzdłuż jezdnych dróg. Nie dość, że pompuje z nieba to jeszcze auta będą na nas chlapać. Trudno - lepiej być burżujem niż zmokłą kurą na samym starcie ;) Podjeżdżamy z miłym dziadkiem pod sanktuarium maryjne. Dalej jechać się nie da (a przynajmniej nasz kierowca nie wykazuje takiej ochoty ;) Dziadek opowiada nam po drodze, że miesiąc temu była obława na niedźwiedzia w Żabnicy. Udało się go uśpić i gdzieś wywieźć. Skubany przywędrował ponoć ze Słowacji i robił dużo szkód. Ule poprzewracał, jakieś dzieciaki postraszył jak jagody zbierały.

Do kościoła nie zaglądamy. Trwa akurat msza weselna i budynek jest nabity ludźmi po brzegi.

Obrazek

Naciągamy więc kurtki, kaptury, pokrowce i klnąc na czym świat stoi (a zwłaszcza na rzekome ocieplenie klimatu i susze, których jakoś za cholerę nigdzie nie możemy napotkać). Porzucamy przysiółki i asfaltowe szosy.

Obrazek

Suniemy dalej błotno kamienistą drogą gdzieś w mglistą leśną toń. Wpadamy w lotne piaski - wyglądało to jak zwykła glina, na której najwyżej można się poślizgnąć, a wpadamy po kolano. Zabawne, że oboje równocześnie, więc nie ma komu robić zdjęć jak się gramolimy, a musi to wyglądać mega zabawnie. Nie ma to jak pierwsze 10 minut wędrówki a już ujebać się do pasa! Trzeba mieć talent!

Wyłazimy na Kiczorę. Jest tam krzyż, kapliczka chyba myśliwska (bo z jeleniem i kolesiem w kapeluszu), miejsce ogniskowe i dużo mokrej mgły.

Obrazek

Obrazek

Celem naszej dzisiejszej, ekstremalnie długiej wędrówki, jest pewna chatka ukryta w cieniach tutejszych lasów. Po drodze czasem nawet błyśnie jakiś widoczek.

Obrazek

Obrazek

Chatkę udaje się znaleźć już koło godziny 16. Stwierdzamy, że nie ma sensu iść dalej, a zmoknąć to jeszcze zapewne zdążymy w kolejne dni. Mamy więc przed sobą długie popołudnie i ani przypuszczamy jak ono długie będzie naprawdę ;)

Chatka jest dziwna. Nie jest to ani bacówka, ani wiata, ani opuszczona chałupa. Najprędzej wygląda na daczę, którą ktoś kiedyś dawno zaczął budować i procesu z tajemniczego powodu nie dokończył. Budowla jest duża, drewniana i ma spory procent ażurowości. W wietrzne dni lepiej więc nie zostawiać lekkich przedmiotów bez opieki ;)

Obrazek

Całość okala wielka weranda.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Budynek w oknach ma kraty, a na drzwiach solidny zamek, jakim się zazwyczaj zamyka domy mieszkalne. Wszystko to nie jest już pierwszej nowości.

Obrazek

Obrazek

W środku jest łóżko z rozgrzebaną, brudną pościelą, kanapa i tapczan zawinięte szczelnie w folię, dużo zakurzonych desek i szarego styropianu, który nie wiem czy jest taką odmianą czy był niegdyś biały, ale zszarzał ze starości.

Obrazek

Obrazek

Próbujemy się suszyć, a w trwających okolo 10 minut "oknach pogodowych" udaje się rozpalić ognisko. Jest więc herbatka, grzanki i dużo aromatycznego dymu. Beskidzkie biwakowanie można więc uznać w pełni za rozpoczęte!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki są ładne, zwłaszcza ze stryszku i łączki kawalątek dalej. Chmury przewalają się przez okoliczne szczyty, sprawiając wrażenie, że są one dużo wyższe.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ale w końcu wieczorem góry znikają. Wszystko spowija szara, lepka mgła.

Obrazek

Obrazek

Skubana włazi też do chatki i powoduje nie tylko brak schnięcia mokrych rzeczy, ale że i te początkowo suche zaczynają wciągać wilgoć jak gąbka. I nie wiem czy wspominałam, że "upał nieco zelżał", na tyle, że decydujemy się ubrać puchowe kurtki. A miałam chwilę wahania czy je brać. W końcu jest to wyjazd w samiuśkim środku wakacji! Dobrze, że wahanie było krótkie, a wnioski prawidłowe.

W celu dokładniejszego odizolowania się od wilgoci i zimna - stawiamy na stryszku namiot. Idealnie mieści się pomiędzy ławy, belki i zgromadzone tam inne rupiecie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Noc mija pod hasłem bębnienia w dach i szumu na zewnątrz, który momentami przypomina wręcz rwącą rzekę czy morskie fale, a nie zwykły opad atmosferyczny. Początkowo nie możemy zasnąć. W namiocie, na którym leży tropik, a nie jest odciągnięty przez śledzie, szybko robi się duszno, a po otwarciu wpełza lodowate zimno. Długo nie możemy się zdecydować, która wersja jest lepsza, zwłaszcza, że zachodzi pomiędzy nami różnica zdań. Potem, nie wiedzieć czemu, zaczynamy sobie wkręcać różne rzeczy. Co ciekawe jednocześnie i bez porozumiewania ze sobą. Gadamy o tym dopiero rano. Toperz rozważa, czy przypadkiem tak nie było, że chatka została porzucona w czasie budowy, bo właściciel powiesił się na stryszku, właśnie tu gdzie stoi nasz namiot. I dlatego ta belka nad nami jest taka z lekka wygięta. Ja za to zaczynam rozmyślać o tej kołdrze, co leży na łóżku na dole, czy przypadkiem pod nią nie ma czegoś ukrytego. Bo jest jakaś taka dziwnie zwinięta, a zabrudzenie koło niej też przywołuje różne skojarzenia. A przechodzę koło niej kilkakrotnie wychodząc na nocne siku. Zaraz mi się przypomina zasiedlony przez bezdomnych pustostan w Krakowie, gdzie pod jedną sfotografowaną przeze mnie kołdrą zdecydowanie coś było, a potem o tym miejscu pisały gazety...
Coś też w namiocie wali stęchlizną. Podejrzewamy początkowo, że buty albo mokre skarpety, ale po włożeniu nosa do takowych zapach nie przybiera na intensywnosci.
Potem (koło godziny trzeciej) jednak sen przychodzi a dziwne, niepokojące myśli odlatują jak ręką odjął i śpi się wybornie. Ciekawa jest ta nagła różnica nastrojów, jakby ktoś przyszedł i przełączył wajchę...

Rankiem odkrywamy, że ulewa przybrała na intensywności.

Obrazek

W takich warunkach wyprawa w las na kupę skutkuje totalnym przemoczeniem, a co dopiero trasa do kolejnej chaty, która ma kilkanaście kilometrów. Rozważamy początkowo czy nie podjechać taksówką z Sopotni do Koszarawy (a wtedy relację można by zatytułować "Taksówką przez Beskid Żywiecki" ;) Acz biorąc pod uwagę wodospady deszczu - i trasa 2 km do Sopotni może się okazać za długa. Przychodzą nam też alerty, że pada i trzeba "znaleźć bezpieczne schronienie". No rewelacja! Gdyby nie ta celna uwaga "wielkiego brata" to byśmy nie zauważyli! Byśmy myśleli, że świeci słońce i poszli się opalać! Ciekawe czy za jakiś czas będą przypominać o śniadaniu i porannym siku, bo w innym przypadku niezadbany obywatel bezradnie zleje się w gacie? Ech... jakoś wszystkie myśli dziś kręcą się wokól lania ;) Nawet coś w rozmowie przewineło się o jakimś gospodarzu i kocie, który dostał lanie. Jak tylko zostaje to wypowiedziane, to przez długi czas zwijamy się ze śmiechu.

Ostatecznie decydujemy się zostać tu do jutra. Dach jest, w namiocie jest ciepło. Jak się nam znudzi pobyt na stryszku, to można posiedzieć na werandzie. A stan, gdy mamy suche większość ciuchów bardzo się nam podoba i chcielibyśmy go utrzymać. Odwracamy się więc na drugi bok i śpimy do 14. O 15 zjadamy śniadanie. Czas mija nam na zbieraniu deszczówki do menażki, gotowaniu herbat i wgapianiu się jak paruje las.

Obrazek

Jabłonka zagląda nam na werandę, a z zielonych jabłuszek spływają krople. Co ciekawe każda z nich wytycza nową trasę spływu i nie powtarza wcześniejszej drogi swoich koleżanek. Są też takie, które dziwnym trafem zapychają pod górę, przecząc naukowym teoriom i prawom grawitacji.

Obrazek

Obrazek

Otaczający nas las pachnie jak jezioro albo morze. Jakby trochę glonem i taką świeżością toni wodnej. Kabak nam ponoć zazdrości tego biwaku w deszczu. Ponoć w Bytomiu też leje, więc dziadkowie zrobili jej biwak w domu, z prawie prawdziwym ogniskiem i całkiem prawdziwym żurkiem.

Obrazek

Obrazek

Prawie tak samo ;)

Obrazek

Obrazek

Zjadamy większą część zapasów sera, kaszy, bakalii i plujemy sobie w brodę, że w Żywcu nie kupiliśmy żadnej flaszki na czarną godzinę. Bo takowa właśnie nadeszła i zapewne jakaś pigwa czy wiśnia chętnie spędzała by z nami czas w tej miłej chatce. No ale co zrobić, jak człowiek głupi i mało zapobiegliwy to potem pozostaje deszczówka, herbata i żurawina w postaci suszonej.

Wieczorem niebo zaczyna się chwilami przecierać. Mgły włóczą się dolinami albo przyczepiają do co wyższych, okolicznych szczytów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W końcu w porze zachodu nagle skądeś błyska słońce. Takie skondensowane promienie, które wyrwały się spod chmury i mają barwy zachodu. Powoduje to iście nieziemskie kolory, kładące się po szczytach, oświetlające fragmenty lasów czy odbijając się w oknach odległych zabudowań. Ale takie kolory, które w normalnym świecie nie wystepują! Jakby przez jakiś filtr to przepuścili! W życiu się nie spodziewaliśmy, że czeka nas dzisiaj takie widowisko! Po dwóch dniach we mgłach i szarościach taki mega prezent na dobranoc!!!!!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nasz punkt widokowy, gdzie siedzimy z otwartymi japami.

Obrazek

Spać kładziemy się wcześnie, aby wstać o poranku i już dłużej nie zamulać w tym miejscu. Budzimy się na długo przed budzikiem, jako że słońce włazi nam na stryszek i smaży w namiot. Cóż za piękna odmiana po dwóch dniach ciągłej nocy polarnej! Nasze miejsce wygląda dziś zupełnie inaczej.

Obrazek

Obrazek

Z jednej strony widok cudny - będący zapowiedzią dalszej drogi i kolejnych przygód. Acz teraz to miejsce jest już tylko zwykłą chatką w zwykłych Beskidach, nie ma tej magii tajemniczości i bycia bezpieczną przystanią w dzikich, pustych i nieprzebranych mgło-górach.

Tuptamy więc w dół, rozprostowując zastane nogi, które zaczęły nam już chyba zanikać. Drogami płyną potoki wspomnień dnia wczorajszego, drzewa co chwilę otrząsaja na nas wręcz lawiny zgromadzonej wilgoci. Ale dziś nam to nie przeszkadza! Wszystko schnie w oka mgnieniu!

Obrazek



cdn

Posty: 2787
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Beskidzkie ścieżki (2022) - z Żywca do Chabówki

Postautor: buba » niedziela 04 gru 2022, 13:47

Z mokrego lasu droga wyprowadza na rozległe łąki.

Obrazek

Mijamy z lekka już wrośnięte w ziemię maszyny.

Obrazek

A to już Sopotnia Mała. Czasem trafi się taki wycinek krajobrazu, gdzie można by domniemywać, że to drewniana wioska z przeszłości.

Obrazek

Trafia się też bardzo ciekawa murowana zabudowa - z wierszem na elewacji. A może to piosenka?

Obrazek

Obrazek

Dalej trasa prowadzi cały czas asfaltem. Po drodze przyglądamy się pracom rolniczym na okolicznych łąkach i pagórach.

Obrazek

Obrazek

Tak wita nas Jeleśnia. Rozważamy, czy decydując się tu iść wczoraj - byśmy się osiedlili w tej szopie? ;) To pierwsze konkretne zadaszenie na naszej trasie (nie licząc plastikowych PKSow z Sopotni)

Obrazek

Centrum Jeleśni.

Obrazek

My też tu przylgnęliśmy na jakiś czas, głównie z powodu robienia zakupów i oczekiwania na bus do Koszarawy. Nie chce się nam zapylać szosą kolejnych 8 km.

Zjadamy też lody jagodowe w kapitalnej budce, która chyba się nie zmieniła przez ostatnie 30 lat.

Obrazek

Takie lody pełne prawdziwych jagód zbieranych gdzieś po okolicznych halach. Siedzisz na tym chodniku, żresz tego loda i widzisz wręcz tą babinę z umazanym pyskiem, z koszyczkiem w jednej łapie i drapaczką w drugiej. Ja zjadłam dwa rożki, a toperz to chyba cztery!

Obrazek

Kilkanaście lat temu Koszarawa zapadła mi w pamięć dużą ilością drewnianych chałup. Teraz mam wrażenie, że jest ich dużo mniej, acz od czasu do czasu coś się trafi. Z fajnymi szybkami na werandach, z przystrojonymi kwiatami kapliczkami czy z malowanymi ścianami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nad Koszarawą docieramy do chatki. Super klimatyczne miejsce, puste - wręcz idealne... ale jest godzina 13... Trochę wcześnie na biwak, nawet dla nas ;) Zwłaszcza jak jest ładna pogoda a my w poprzednie dni już się trochę nasiedzieliśmy. Szkoda, że nie było jak sie tu wczoraj teleportować.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W drzwiach wita nas gospodyni :)

Obrazek

Spędzamy tu z pół godziny. Siedzimy, patrzymy w płynące obłoki. Trochę porządkujemy chatkę, bo chyba jakaś weekendowa ekipa trochę nasyfiła w środku. Spać nie spać, ale fajnie żeby w chacie było ogarnięte.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejny punkt na trasie to Lachów Groń. Byliśmy tu w bacówkach w maju 2005 roku i jestem bardzo ciekawa jak to teraz wygląda. Na szczycie spotykamy rodzinę z czworgiem dzieci, którzy robią sobie piknik. To jedyni wędrowcy jakich dziś spotkaliśmy na szlakach. Wczoraj i przedwczoraj - nikogo. Tak to można wędrować! :)

A! Jeszcze takiego "turystę" dziś spotkaliśmy. Polska śródtygodniowa to cud miód orzeszki! :)

Obrazek

Toperz po dzisiejszej trasie jest bardziej obżarty niż ja, bo było więcej jagód niż malin. I niestety stan ten utrzyma się do końca wyjazdu. Jakiś nie malinowy ten rok niestety
:(

Szerokie drogi wiją się po tutejszych łąkach.

Obrazek

Obrazek

Na chwilę obecną stoi tu jeden trójkątny szałasik. Widać, że trochę cieknie, ale nie bardzo. Mam nadzieję, że nie wypłyniemy podczas nocnych burz, bo jakieś takowe łażą po horyzontach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

17 lat temu były tu dwie bacówki. Spaliśmy wtedy w tej większej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Teraz została po niej juz tylko "podmurówka".

Obrazek

Nieopodal chatynki jest fajne źródełko. Nie jest bardzo obfite i wodę trzeba nabierać kubeczkiem, ale woda jest bardzo zimna i ma przyjemny smak. No i bardzo miło się siedzi w tym bagienku wśród traw i czeka aż się nabulga do kubeczka :) Kiedyś było tu korytko z płynącą wodą, ale bardzo zarosło i zbutwiało.

Obrazek

Obrazek

W ogóle okolice są tutaj dosyć bagniste. Początkowo myśleliśmy, że to kwestia pogody, ale łąki porasta roślinność sugerująca, że zazwyczaj bywa tu mokro.

Obrazek

Obrazek

Wieczorem wyłazimy ponownie na szczyt, popatrzeć jak słońce błyska spod chmur, a okoliczne góry ostatecznie powyłaziły z mgieł.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mamy też podgląd na Mędralową. Dziś ktoś tam jest. I wygląda jakby suszył mokre bety.

Obrazek

Wieczorne promienie spowijają las, który bardzo często odwiedzamy - bo czy na kibelek, czy po opał na ognisko :)

Obrazek

Ognisko rozpalamy dość wcześnie. W poprzednie dni nie użyliśmy za bardzo na tej formie wypoczynku, więc musimy sobie odbić :)

Obrazek

Obrazek

W końcu przychodzi czas układania się spać. Nasz domek pachnie jak prawdziwa bacówka - wędzonką! W końcu kilka godzin nad tym pracowaliśmy! :)

Obrazek

Obrazek

Montujemy ciekawe zamknięcie: sznurek + patyk. Jakby ktoś właził w nocy, żeby było go słychać i np. nie zajumał nam butów w czasie snu. Śpi się rewelacyjnie. O 10 budzi nas budzik! W nocy był taki moment, że gdy wychodziłam na kibelek to wszedzie była taka gęsta mgła, że miejsca ogniskowego nie było widać!

Nie ma nic lepszego niż słoneczny poranek i jego promienie przeciskające się przez sęki i pomiędzy deskami bacówki. Ciemne wnętrze i ta jasność, która jest gdzieś tam na zewnątrz! Tam, gdzie zaraz wyjdziemy z naszych kokonów!

Obrazek

Rano śniadanko przed szałasem i w drogę!


cdn

Posty: 2787
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Beskidzkie ścieżki (2022) - z Żywca do Chabówki

Postautor: buba » poniedziałek 05 gru 2022, 11:11

Mijamy Czerniawę Suchą, skąd są fajne widoki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Między innymi można stąd rzucić okiem na Jałowiec. Mamy miłe wspomnienia z tego szczytu wczesną wiosną 2019: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... owiec.html Jak siedziliśmy w szałasiku, wcinając leczo, racząc sie nalewkami, a wokół szalała snieżyca!

Obrazek

Kawałek dalej (i trochę w bok od szlaku) jest Beskidek. Szczyt, gdzie prowadzi dwupasmowa droga! ;)

Obrazek

Okolica charakteryzuje się dużą ilością płowych traw i krzaczków uginających się od jagód.

Obrazek

Na górze stoi krzyż z poradą dla wędrowców.

Obrazek

Obrazek

...a kawałek dalej jakaś para z psem zbudowała sobie szałas i chyba w nim pomieszkuje.

Obrazek

Słyszałam, że na przełęczy Klekociny jest schronisko. Wszystkie opinie, jakie mi się obiły o uszy, były negatywne, więc jest szansa, że mi się ono spodoba ;) No ale schroniska nie ma... A przynajmniej my nie potrafimy go namierzyć. Cała przełęcz to jeden wielki plac budowy, gdzie powstaje osiedle domków letniskowych. Kurcze, jak ktoś tu miał stary domek i teraz chciałby tu mieszkać czy wypoczywać - to ma totalnie przerąbane! Uciekamy stąd jak najszybciej!

Droga pnie się bukowymi lasami.

Obrazek

Acz niestety w większości wyglądają one tak:

Obrazek

Rozpiździel totalny...

Obrazek

Ciekawy pień. Niby wypróchniał, ale nie wszystkie jego elementy.

Obrazek

Są też fajne jamy pod korzeniami. Z czuprynką z jagód.

Obrazek

Włazimy na Magurkę.

Obrazek

Widać stąd jakąś hale z bacówkami. Nie umiem za bardzo zidentyfikować co to za miejsce. Może ktoś podpowie? Mniej więcej w przeciwną stronę niz Babia.

Obrazek

Rozważamy czy te chatki są domkami letniskowymi? Czy może zbłąkany turysta może z nich skorzystać? Ciężko to ocenić z takiej odległości.

Obrazek

Na Magurce zwracamy jeszcze uwagę na gałęzisto - dziuplaste drzewo z kapliczką.

Obrazek

Obrazek

Zaglądamy też do pobliskiej wiaty z widokiem na Babią.

Obrazek

Super miejsce na ognisko czy imprezę, ale po krótkich oględzinach odpuszczamy jednak plan noclegu tutaj. Ławy są z potrójnych beli, miedzy którymi są dziury. Na ziemi jest klepisko, które dzisiaj jest mokre.

Obrazek

Tuptamy więc dalej.

Obrazek

Idziemy sobie na Mędralową zobaczyć co tam słychać i jak się ma szałas, koło którego spaliśmy 18 lat temu. Masakra jak ten czas zapinkala! Czerwiec 2004 i nasza wycieczka z Grzesiem i Pigmejem na Babią, zakończona moją skręconą nogą... Kiedy tyle lat przeleciało???? Poniżej kilka fotek bacówki z tamtego wypadu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mędralowska bacówka trochę się zmieniła. Na dachu nie ma już papy, przybyły ławeczki i stoliki. Pojawiło się wycięcie w deskach dachowych na wyjściu z części kuchennej - pewnie żeby rzadziej rozbijać sobie głowę. Widać, że ludzie dbają o chatę i często tu ktoś bywa. Wokół morze płowych traw i dalekie widoki, fakt, że dziś lekko przymglone, ale i tak gęba się cieszy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dach i ściany są uszczelnione. Piec ktoś wstawił, trochę żarcia i suchego drewna jest zgromadzone. Zbłąkany wędrowiec z głodu i chłodu nie umrze! Wnętrza są aromatycznie przesiąknięte dymem :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A za ławeczką klomb żółtych kwiatów!

Kilka razy walę się w łeb nisko wiszącym stropem albo dechami okapu - aż mi dzwonią zęby! Raz aż se siadłam. Już mi się przypomniało, czemu wtedy - w 2004 roku jednak zdecydowaliśmy się spać w namiocie ;)

Nabieramy wody w takim oto malowniczym źródełku. Tzn. ciurkało kawałeczek dalej.

Obrazek

Przy chatce robimy sobie grzanki z serem i herbatę.

Obrazek

Ma tu też miejsce dziwna sytuacja. Jedząc grzankę przypominam sobie, że znajomy najprawdopodobniej w podobnym terminie miał wędrować przez Beskidy. Warto więc mu dać znać, gdzie jesteśmy - a nuż będzie nam dane się gdzieś spotkać. Sięgam po telefon, byłam pewna, że mam jego numer. Ale jednak nie mam :( Kontakt mieliśmy tylko przez fora czy fejsy, a na wyjazdach netu nie mam. No trudno...
Ileś czasu po powrocie dowiaduje się, że znajomy faktycznie wędrował przez Beskidy i nasze trasy były najbliżej siebie właśnie podczas naszego pobytu na Mędralowej. Dlaczego właśnie tu mnie tknęło, aby podjąć próbę nawiązania kontaktu? Jakaś telepatia??

Na nocleg decydujemy się wrócić na Magurkę. Tam chyba podobało nam się najbardziej.

Obrazek

Dziś mieliśmy kilka opcji noclegu i to zawsze jest problem co wybrać jak wszystkie są fajne! Klęska urodzaju! ;)

Namiot stawiamy w borówkach, świerszcze nam grają, a słoneczko zachodzi nieco mgliście.

Obrazek

Jemy zupki pomidorowe, zapijamy nalewką mini i oczywiście dużą ilością herbaty. Babia siedzi w chmurach, wieczór jest chłodny i wieje jesienią. Toperz wyjada wszystkie batoniki, bo jutro mamy plany znaleźć sklep w Zawoi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W lesie wpadam w stare niemieckie okopy. Faktycznie podłużne rowy są tutaj wciąż dobrze widoczne.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ponoć były tu umocnienia batalionów Volkssturmu, czyli zmobilizowanego pod koniec II wojny światowej niemieckiego pospolitego ruszenia, które w ogóle nie chciało się tu znaleźć, nie miało żadnego przeszkolenia i pewnie najczęściej miało tą całą wojnę w d... Ot mięso armatnie polityków, którzy wiedzieli już, że przegrywają i miotali się w desperacji... Chodzę więc po lesie, wpadam w wykroty i myślę o tych biednych dziadkach, którzy zapewne bardziej marzyli o ciepłych kapciach i fotelu bujanym niż o realizowaniu chorych pomysłów swego wodza...

Obrazek

Las tu jest bardzo powykręcany i krzywy. Jak to bywa na poligonach ;)

Obrazek

Gdy tylko zapada zmrok widzimy dziwne światło - jakby na drugim końcu łąki. Ktoś chyba idzie... Na wszelki wypadek staramy się nie używać naszych latarek. Przyglądamy się. Dość silne światło, jakby solidna czołówka, tylko że nieruchome. Jakby ktoś stał, a nie szedł? Ki diabeł?? W nocy też to światło widziałam, dokładnie w tym samym miejscu. Jak nic musiała to być jedna z nowoczesnych świeczek wstawionych do kapliczki. Innego wytłumaczenia nie widzę.

Rano widać jakiś ludzi kręcących się wokół chatki na Mędralowej. Stoi też niedaleko zaparkowany gazik. Zapewne więc jagodziarze działają. Mają w tym roku co zbierać!

Obrazek

Wstajemy dość nietypowo wcześnie bo o siódmej, jako że mamy dziś kawałek do przejścia. Dzień jest pogodny, a okolicę spowija solidna rosa. Odkrywam, że przytykałam śpiworem do ściany, ona się oparła o tropik i wynik jest taki, że cały dół śpiwora jest mokry. Tylko jak go teraz wysuszyć w cieniu, wśród namokłych od rosy roślin? To samo tyczy się namiotu - jak zwijać taki ociekający? Bez sensu zagnić namiot w pogodny dzień! Toperz wpada na super pomysł, aby na śniadanie udać się do "Babiego Szałasu" - tamto zbocze powinno już być oświetlone! Tego nam było trzeba! :)

Obrazek

Tam jemy, suszymy się i cieszymy widokami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dzień szykuje się upalny! :)


cdn

Posty: 2787
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Beskidzkie ścieżki (2022) - z Żywca do Chabówki

Postautor: buba » czwartek 08 gru 2022, 19:04

Mijamy tereny festiwalu "Skowronkowy Jarzmin".

Obrazek

Dopiero się rozkładają, bo impreza zacznie się za kilka dni.

Obrazek

Obrazek

Gadamy z jednym kolesiem, który bardzo nas namawia, aby trochę im pomóc przy przygotowaniach, a potem zostać na imprezie. Niestety nie mamy nieograniczonego czasu, wiec musimy tuptac dalej. Jakbyśmy mieli wolne do jesieni - to na bank nie trzeba by nas długo zanęcać!

Schodzimy do Zawoi, a raczej gdzieś w rejony jej oddalonego przysiółka zwanego Czatoża. Początek miejscowości charakteryzuje się bardzo miłą dla oka zabudową.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie wiem co to za rodzaj szopy, ale pod spodem przepływa potok.

Obrazek

Zawoja jest pełna kolonistów. Spotykamy ich na każdym kroku. Zwykle są oznakowani czapeczkami, chustami czy jakimiś przypinkami - pewnie żeby się nie pomieszali.

Obrazek

Dla niektórych grup atrakcją dnia jest pójść do sklepu po energetyki, ciastka i czipsy. Cóż za wspaniały program! Jednocześnie 3/4 uczestników kolonii wygląda tak, że o ciastku nawet pomyśleć nie powinna... Potem plan dnia zakłada "przeczekiwanie upału w ośrodku". Nie wpadło nikomu do głowy, że w słoneczny letni dzień można by zabrać dzieciaki na basen albo nad potok?? Poza tym jakie przeczekiwanie upału? Telebim przy szosie mówił o 27 stopniach! Ja pierdziele - i ich rodzice za to płacą? Obozy nietematyczne to zawsze jest jakaś masakra i wycie z nudów do księżyca. Zresztą za moich czasów było podobnie. Widzieliśmy też jakiś obóz karate - tam przynajmniej tłum dzieciaków ćwiczył na łące.

Potem czeka nas podejście na Mosorny Groń. Fajne, pachnące, świerkowe lasy - tylko czemu tak tu stromo??? ;)

Obrazek

Obrazek

Na szczycie jest wieża widokowa, wyciąg i trochę ludzi się kręci. W weekendy to tutaj musi być masakra.

Obrazek

Atmosfera na pierwszy rzut oka wydaje się być (oględnie mówiąc) średnia, ale mają piwo i szarlotkę, więc korzystamy i na chwilę przysiadamy na ławeczce.

Obrazek

Jedna z babek sprzedających pyta mnie czy Skowronkowy Jarzmin już się rozkłada i czy był Bartek. Jasnowidz? Skąd ona wie, że my właśnie stamtąd idziemy??

Co zwraca uwagę w tym miejscu - bardzo miła, sympatyczna obsługa w bufecie przy górnej stacji wyciągu. Chętni zarówno do pogadania jak i pomocy np. gdy widzą, że się próbuję zabrać z dwoma szarlotkami i dwoma piwami, zaraz oferują swoją pomoc, pytają w jakie miejsce zanieść talerze itp. Smutnym kontrastem jest to w stosunku do dwóch odwiedzonych później schronisk PTTK (Hala Krupowa, Luboń Wielki). Obiektów starych, drewnianych, bardzo ładnych i klimatycznych architektonicznie, ładnie położonych. A obsługa taka, że bez kija nie podchodź, turysta traktowany jest jak intruz, z wywracaniem oczami, fochami i chamskimi komentarzami.

Poziom fochów jednak podtrzymują w tym miejscu turyści. Jakaś rodzinka oburzona jest wiatrem na górnym balkoniku wieży. Że na dole nie było ostrzeżenia, że na górze wieje! A to naraża ich na niebezpieczeństwo złapania kataru! Nie było nawet sugestii, aby zabrać ze sobą bluzy! Chwilę poźniej włazi tu zła jak osa dziewczyna, która wydziera sie na chłopaka - że tutaj w tej Zawoi jest mało atrakcji i ona się nudzi. Widoki z wieży są słabe, a wyciąg był krótki, a w ogóle wszędzie jest las zamiast coś ciekawego. Chłopak ma minę zbitego psa i próbuje się tłumaczyć, opowiadać o pięknie Babiej Góry (zamiast brać nogi za pas póki jeszcze czas...)

Wieża i widoki z niej. Nie są takie złe, acz fakt, że d... nie urywa ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tuptamy w stronę Policy przez korzeniaste lasy.

Obrazek

Obrazek

i kamieniste drogi...

Obrazek

Czasem nawet jakaś skałka się trafi.

Obrazek

Na Policy jest skrzydło z rozbitego samolotu. Widać świerki też są niebezpieczne, nie tylko brzozy.

Obrazek

Tereny obfitują tu w suche drzewa obrośnięte malowniczo porostami. Nie brakuje też suchcieli powywracanych we wszelakich płaszczyznach i rozcapierzonych korzeni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dzisiejszy nocleg wypada nam w chatynce wśród jagodowisk i kamienistych zboczy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Świat widziany przez porosty.

Obrazek

Obrazek

Uroki pobliskiego źródełka. Znaleźliśmy je wyłącznie na słuch i odgłos bulgania. Bo raczej byśmy nie wypatrzyli oczami!

Obrazek

Siedzimy na werandzie i gapimy się w dal. W tą bliższą, którą szybko zamyka sylwetka Babiej Góry i tą dalszą, gdzie wśród plaskatych równin w mocnym zamgleniu próbują się ukazac Tatry. I takie mamy poczucie, że nic nam więcej nie trzeba. Dziś już nie trzeba mielić nogami i zadyszać się na podejściach. Wieczór jest w miarę ciepły i pogodny. Nie musimy myśleć o przyziemnych rzeczach, bo wszystko co do życia jest potrzebne - mamy pod ręką. Żarcie, picie, dach na głową. Gapimy się więc w dal i się zawieszamy. Zagapiamy się na okoliczne pagóry i szybujemy gdzieś aż hen! na słowackie przestworza rozmywające się w błękitach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I wreszcie są maliny!!!

Obrazek

We wnętrzach chaty nie widać śladów po piecu czy kominie. Są tylko dwa łóżka i stolik.

Obrazek

A kawałek w zaroślach za chatką leży fragment czegoś, co wygląda, że pełniło kiedyś fukcje grzewcze. Musiało więc chyba pochodzić z chatki? Bo po kiego diabła ktoś by to tutaj wnosił?

Obrazek

Układamy się do snu wśród grania świeszczy, hukania nocnych ptaków i chrobotu czegoś w ścianach.

Obrazek

Obrazek

Nie jesteśmy tu sami. W chatce zdecydowanie coś mieszka (są kupy), a w nocy słychać tumulty strychu. Jakaś kuna widmo, bo mimo chęci i podejmowanych prób nie udało się jej zobaczyć.

Rano budzą nas nawoływania jagodziarzy, którzy jakoś szczególnie upodobali sobie to zbocze. Kilka razy zagląda do chaty jakaś fioletowa i bardzo zadowolona z siebie gęba z drapakiem w dłoni. Zawsze miło się wita i ciekawie rozgląda po chatce, jakby ją widział pierwszy raz. Co nas akurat bardzo dziwi, bo myśleliśmy, że kto jak kto, ale oni to chyba dobrze znają swoje areały łowieckie.

Jeszcze śniadanko z widokiem przez okno - i w drogę!

Obrazek

Obrazek



cdn

Posty: 2787
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Beskidzkie ścieżki (2022) - z Żywca do Chabówki

Postautor: buba » czwartek 15 gru 2022, 18:34

Kierujemy się w stronę Hali Krupowej.

Obrazek

Im bliżej tym robi się tłoczniej wokół i jakoś tak bardziej nerwowo. Psy ujadają i rzucają się na przypadkowych przechodniów łapami, dzieci drą gęby jakby je ze skóry obdzierali, dorośli wrzeszczą do telefonów albo puszczają sobie muzyczkę z głośników pod pachą. A może myśmy po prostu odwykli?

Samo schronisko zapadło nam w pamięć hmmm... dwojako... Na duży plus - krajobraz. Budynek jest ładnie położony i utopiony w łanach wierzbówki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na minus - element ludzki. Zamówiliśmy naleśniki. Ja dostałam na starym talerzu z logo PTTK. Takim z obwódką - były takie ze "Społem", "PKP", "Służba Zdrowia", "GS". I tak wyszło, że ja akurat takie zbieram. Poszłam się więc zapytać czy talerz przypadkiem nie jest na sprzedaż, a nuż mają np. cennik, gdyby fajtłapowaty turysta takowy talerz rozbił. Pytam więc grzecznie o to kolesia za okienkiem trzymając pusty talerz w ręce. A on dostaje wręcz furii: "Chyba cię przegrzało na słońcu! Co za idiotyczny pomysł! To schronisko, a nie targ ze starociami!" Po czym wyrywa mi talerz z ręki (jednocześnie ochlapując mnie śmietaną, która tam została) i mrucząc pod nosem jakieś niecenzuralne obelgi szybko się oddala. Minę ma taką jakby mu zgraja turystów właśnie nasrała do obu butów (czego mu zresztą szczerze życzę). Stojący za mną jakiś gość kiwa głową: "Słaba promocja uczciwości. Ktoś inny, o bardziej złodziejskich zapędach, schowałby szybciutko talerz do plecaka i sie chyłkiem oddalił. Miałby i talerz, i nikt by w niego butów nie wycierał"... To prawda, smutno się robi w takich sytuacjach. A wystarczyło powiedzieć" "Nie, niestety, talerzy nie sprzedajemy, bo są dumą naszego schroniska i też takie kolekcjonujemy". W sumie krótkie "nie" też by obleciało. Ale ten koleś robił wrażenie w ogóle obrażonego na cały świat, że tu jest i że ktoś przyszedł i śmiał się odezwać do jaśnie pana. Cóż - nie mam wyjścia i w schroniskowej łazience muszę zrobić duże pranie. Nie będę chodzić przez tydzień uwalona śmietaną, bo jakiś niezrównoważony emocjonalnie typ wystawia się do ludzi zamiast siedzieć w pokoju bez klamek.

I zaraz mi stają przed oczami przemiłe babeczki z wyciągu na Mosornym. Jak ludzki uśmiech i pozytywne podejście do przybysza czyni miejsce sympatycznym i fajnie wspominanym, nawet gdy wszystkie inne czynniki zdają się temu zaprzeczać. No i na odwrót działa to identycznie tak samo. Bo kogokolwiek w życiu spotkam na swojej drodze - będę mu polecać zostawić pieniążki na wyciąg i bufet z Mosornego, a zakichaną Krupową omijac szerokim łukiem. Najwyżej iść tam zjeść swoje kanapki i wypić swoje piwo wśród wierzbówki. No bo wierzbówka przecież nie jest winna...

Obrazek

Dalej zgiełk milknie. Nie wiem skąd ludzie teleportują się do schroniska, ale raczej nie jest to czerwony szlak. Do wieczora mijamy dosłownie kilka osób.

Obrazek

Widać, że zbliżamy się do Wyspowego!

Obrazek

Na Narożu stoi całkiem porządna wiatka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce zwraca uwagę nietypowym wysposażeniem - apteczką i saperką, specjalnie wystawioną tu dla celów kibelkowych.

Obrazek

Obrazek

Dalej był jeszcze pomnik partyzantów, gdzie ktoś wydrapał udział tych radzieckich. Skądinąd ciekawe czy owi radzieccy partyzanci rzeczywiście brali tam udział w walkach? Bo jeśli tak, to taka akcja jest celowym zakłamywaniem historii. No chyba, że nie brali, ale były takie czasy, że musieli ich dopisać? Bo może w latach 60-tych bez podkreślenia "jacy oni byli fajni" nie mógł powstać pomnik? Jeśli to druga wersja - to wydrapanie było całkowicie na miejscu. Takie różne rozkminy nas biorą, bo i dzisiaj często padają słowa, że "dla dobra słusznej sprawy warto kłamać" czy "w trudnych czasach wolność słowa nie jest wskazana". I nie mówią tego dziadki wychowane na komunistycznych ideałach z dawnych lat, ale młodzi ludzie, którzy rośli niby "w wolności i demokracji"...

Obrazek

Obrazek

Droga naturalnie wybetonowa! Ten las sam z siebie zapragnął być nowoczesny! :P

Obrazek

Czasem miniemy jakiś widoczek...

Obrazek

...innym razem przyczepę, która zdaje się nie być dostosowana gabarytami do zbieranego drewna ;)

Obrazek

Szlakowskaz podobnie jak strudzony wędrowiec - czasem lubi się wesprzeć na kiju ;)

Obrazek

Potem schodzimy w stronę Bystrej, do chatki, która wygląda jakby niegdyś była drwalówką, a teraz została przerobiona specjalnie na schron dla turystów podążających czerwonym szlakiem. Przynajmniej z wpisownika można wywnioskować, że przychodzą tu i nocują głównie idący Głównym Szlakiem Beskidzkim - ci od kropki do kropki.

Obrazek

Obrazek

Acz nadal w okolicy chatki jest prowadzona zrywka. Dziś szczęśliwie jest cicho i piły nam nie wyją.

Obrazek

Obrazek

W środku baraczka stoi łóżko piętrowe, piec, stolik - chata niewielka, ale na pełnym wypasie!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też apteczka i łopata - to jakiś motyw przewodni w tych okolicach. Jak się walniesz łopatą w stopę - to wiesz gdzie jest bandaż ;) Ciekawe czy jest więcej takich nowych chatynek, bo bardzo fajna inicjatywa!

A! Jest tu też rękawica mieszkalna. Zamieszkiwała tu mysz z myszątkiem - świadczy o tym pozostawiona korespondencja :)

Obrazek

Obrazek

Za chatką w wąwozie płynie potok. Można więc zażyć kąpieli czy zrobić większe pranie. Korzystamy ochoczo z tych możliwości :) A gdzieś obok osypują się skarpy. Ciekawy widok - nic u góry nie łazi, wiatru brak, a malutkie kamyczki i ziarenka piasku cały czas lecą w dół...

Obrazek

Wieczór oczywiście mija w blasku płomieni, przy grzankach i nalewce.

Obrazek

Rano koło 7 budzą nas turyści. Zaglądają do okienka i jeden teatralnym szeptem mówi do drugiego: "Tam ktoś śpi!" - "Coo???" - drugi nie dosłyszał. "Tam ktoś śpi!" - "Cooo????" A potem przewracają ławkę, a w czasie jej podnoszenia przydzwaniają plecakiem w okno, po czym decydują się iść dalej. Później przyjeżdżają traktory po drewno, ale jest koło 9 więc i tak warto już wstać.

Obrazek

Obrazek

Śniadanie na przyzbie, dosuszanie świeżo wypranych betów i można tuptać dalej w dół, szukając kolejnych atrakcji i przygód :)

Obrazek

Obrazek


cdn

Posty: 2787
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Beskidzkie ścieżki (2022) - z Żywca do Chabówki

Postautor: buba » piątek 16 gru 2022, 23:35

Idziemy przez Bystrą, gdzie odwiedzamy sklep. Stojący obok paczkomat czuje się samotny i wykazuje chęć nawiązania kontaktu z przechodniami.

Obrazek

A tak serio - nie wiem jaki sens mają takowe wyświetlenia? Chyba to pytanie retoryczne, bo nikt nie będzie się raczej zwierzać szafie z paczkami. A jak ktoś w weekend ma w planach iść do pracy albo na wymuszoną imprezę rodzinną - to może się jedynie dodatkowo wkurwić...

Miejscowy kościół ma bardzo ciekawą wieżę - na każdym jej rogu jest dodatkowo mała wieżyczka. Fajnie by było móc zobaczyć to od środka!

Obrazek

Obrazek

Tuptamy dalej w stronę Jordanowa. Na wielu mijanych drzewach wiszą kapliczki, kolorowo udekorowane kwiatami.

Obrazek

Obrazek

Przekraczamy rzeczkę Bystrzanka.

Obrazek

Na trasie spotykamy kolesia, który ma dużo tatuaży, z czego spora część jest dokładnie takowa, jak dziarali sobie w więzieniach w krajach byłego Sajuza (specyficzne gwiazdy na kolanach, kilkukopulasta cerkiew na ramieniu). A koleś jest młody i zdaje się mówić czysto po polsku. Zamieniamy ze soba kilka ogólnych zdań na temat wędrówki, ale jakoś nie mam śmiałości zapytać o nurtujące mnie zagadnienie. Obrazki, które zwróciły moją uwagę były mniej więcej w ten deseń. Zdjęcia z internetu:

Obrazek

Po raz pierwszy tu, na czerwonym szlaku, zaczynają się przewijać turyści z dużymi plecakami. Może nie aż tak opasłymi jak nasze, ale zdecydowanie sugerującymi niejednodniowość.

Na skraju jednej z łąk ktoś zorganizował miejsce biwakowe. Stoi stolik z ławami obitymi ceratką, otoczone cegłami miejsce na ognisko i szkielet z gałęzi - mając ze sobą plandekę można zrobić sobie wiatę!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W oddali widać już zabudowania Jordanowa.

Obrazek

Po drodze mamy jeszcze rzekę Skawę.

Obrazek

Obrazek

...i linie kolejową, którą będziemy wracać za kilka dni.

Obrazek

Jordanów to jedna wielka masakra! Tumult, kociokwik, rozprażony beton. Ścigające się auta i biegający jak w obłędzie ludzie. No ale czego można się spodziewać przy wędrówkach dwucyfrówkami... Niestety musimy przeleźć przez prawie całe miasto, więc odechciewa się wszystkiego. Wlekąc się wśród ryczących tirów rozważamy po diabła nam były te góry? A można było nad jezioro w Jelczu pojechać ;)

Próbujemy znaleźć jakieś zaczepienia dla oka, aby choć przez chwilę popatrzeć na coś sympatycznego i oderwać się od syfu, który nas tu otacza. Uchowało się tu i ówdzie kilka drewnianych domków.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miły mural, który przenosi nas w czasy dawnej kolei.

Obrazek

Ratuje nas knajpa, taka w klimatach jak restauracja z dawnych lat. Stołują się tu kuracjusze z pobliskiego ośrodka, więc mamy okazję na chwilę przenieść się w ich świat. Emerytów i młodych matek. Czwórki operatorów wózków widłowych z fabryki rur w Holandii. Daniem dnia jest grzybowa, więc jej aromat spowija wszystko dokoła, a nawet chyba wsiąka w nas i nasze rzeczy, bo zapach grzybów niesie się z nami do późnego popołudnia.

Obrazek

Obrazek

Ciut lepiej się idzie, gdy skręcamy w boczną szosę w stronę wiosek Naprawa. Czasem nawet sie trafi jakiś miły wycinek czasoprzestrzeni, acz niezmiernie rzadko...

Obrazek

Obrazek

Kapliczka, która wygryzła chodnik. Pewnie kiedyś stała przy polnej, pylistej drodze...

Obrazek

W wypchaniu kwiatami to ta kapliczka wysoko stawia poprzeczkę! :)

Obrazek

Dalej niebieski szlak wyprowadza nas na jeżynowe wzgórza pełne sianokosów i nowoczesnych babuszek. Było kiedyś "kobiety na traktory" a tutaj widać popularna jest odmiana "na kłady". Mija nas stareńka babinka w chusteczce w kolorowe kwiaty, z koszykiem dzikich owoców i zapinkalająca na kładzie! Z radosną miną, nucąc pod nosem pieśni religijne :) A za chwilę z lasu wyskakuje i druga takowa, młodsza, więc i szybciej pogina!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czy już wspominałam, że tak się nażarliśmy jeżyn, że aż nas zęby bolą? ;)

Obrazek

Na naszej trasie jest też tajemniczy betonowy plac przy ryczącej "zakopiance". Ogromny teren wyłozony płytami, ale jakby już z lekka opuszczony i zapomniany.

Obrazek

Obrazek

Nie mam pojęcia co tu kiedyś było lub miało być? Oprócz betonowych, trójkątnych ścianek są jakieś schodki donikąd i nieczynne latarnie.

Obrazek

Zaraz przy samej szosie stoi też wieża. Jakby jedyny pozostały fragment dawnego domu?

Obrazek

W oknie przycupnęła lekko przykurzona figurka Matki Boskiej, która przypatruje się wściekłym wyścigom i jakby z zadumą wspomina czasy, gdy inaczej tu bywało pod jej okienkiem...

Obrazek

Obrazek

Wszystko na to wskazuje, że kawałek musimy przejść wzdłuż tej upiornej szosy. Jakoś trzeba będzie się przebierać rowem. Plus taki, że na mapie mam znaczoną knajpę, z której usług chętnie skorzystamy. Już się cieszymy na wizję chłodnych napojów (nasze w plecakach mają już formę zupy) i rozważamy jaki to będzie klimat lokalu - czy coś tak miłego jak jordanowski "Strumyk"? Czy może jakaś karczma w stylu zakopiańskim, z nabzdyczonymi kelnerami i gdzie za sam kibel wołają 20 zł?

Knajpa okazuje się być bardzo miła... ale nieczynna... :( Bar "Spontus". Jak potem sprawdzałam - jeszcze 3 lata temu działał. Czemu go zamknęli??

Obrazek

Buuuuu! Ależ to niefart! Jakby sie miło teraz popijało browarka wśród tej trylinki z lekka zarosłej trawą! Choćby to był i Harnaś albo inne siki! Ech... a przed nami teraz największe na dzisiaj podejście - i to tak o suchym pysku!

Droga na Luboń jest dosyć nudna. Zdjęcie pod tabliczką, z racji braku innych ciekawych miejsc do sfocenia. Bo las jak las, błoto jak błoto.

Obrazek

Kamień z krzyżem. Jakieś napisy wydłubane w kamieniu, coś jakby oderwane? Grób nie grób albo zdemolowana tablica pamiątkowa?

Obrazek

Mijamy przysiółek Surówki Krzysie. Są tu łąki, więc pojawia się trochę widoczków na bardzo zamglone horyzonty. Upalne dni są cudowne, bo wreszcie człowiek nie marznie, ale widoki to zazwyczaj są wtedy gówniane. Tak to bywa na tym świecie - raju nie ma nigdy ;)

Obrazek

Widać już stąd sympatyczną bryłę schroniska na Luboniu, położonego w cieniu wielkiego masztu.

Obrazek

Idziemy, idziemy, rozglądamy się, ale cały czas brak miejsc na biwak. Albo za blisko domów albo okropnie strome zbocza albo nawet w miarę nadająca się wizualnie łączka, ale jakaś taka zatęchła i pełna wściekłych, kąsających much.

Po drodze z ciekawostek to jeszcze stoi pomnik upamiętniający katastrofę śmigłowca. Już drugi w tym stylu na naszej trasie - coś te podniebne pojazdy nie miały tutaj szczęścia (acz chyba w Gorcach było jeszcze gorzej ;). Tutejszy pomnik posiada krzyż wykonany z metalowych kawałków śrubkopodobnych, przypuszczalnie pochodzących ze spadniętego wraku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W końcu znajdujemy jedno miejsce, średnie takie, bo wklinowane między drzewa i kamienie, ale osłoniete nieco od szlaku i nawet z kawałkiem widoku na Beskid Wyspowy.

Obrazek

Obrazek

Jeśli przejść kilkanaście metrów w lewo czy w prawo - to widoków jest jeszcze więcej. Muchy nie żrą, lekki, ożywczy wiaterek dmucha - ufff... myśleliśmy, że już nic tu nie znajdziemy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rano wychodząc na kibelek wpadam na wschód słońca. Jakiś taki mglisty, ale zawsze coś. Kto by pomyslał, że targając się po chaszczach na zboczach Lubonia jest szansa na podziwianie wschodu słońca :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pogoda się stopniowo pogarsza, jak to zawsze ma w zwyczaju na weekend. Koło godziny 9 już nie widać gór, nad którymi wschodziło słońce. Wisi za to dziwna chmura - jakby od spodu ucięta nożem.

Obrazek


cdn

Posty: 577
Rejestracja: piątek 30 paź 2020, 09:37

Re: Beskidzkie ścieżki (2022) - z Żywca do Chabówki

Postautor: smar » sobota 17 gru 2022, 19:09

Nie mam pojęcia co tu kiedyś było lub miało być? Oprócz betonowych, trójkątnych ścianek są jakieś schodki donikąd i nieczynne latarnie.

Może to był jakiś skład kruszywa do polowej betoniarni służącej budowniczym "zakopianki"?
Tutejszy pomnik posiada krzyż wykonany z metalowych kawałków śrubkopodobnych, przypuszczalnie pochodzących ze spadniętego wraku.

Najbardziej przypomina mi to wałki rozrządu silnika tłokowego...

Posty: 2787
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Beskidzkie ścieżki (2022) - z Żywca do Chabówki

Postautor: buba » niedziela 18 gru 2022, 15:32

Może to był jakiś skład kruszywa do polowej betoniarni służącej budowniczym "zakopianki"?


Moze? Bo to wlasnie zaraz przy szosie.

Najbardziej przypomina mi to wałki rozrządu silnika tłokowego...


Ale myslisz ze z tego samolotu? Czy z traktora wzieli? :P

Posty: 577
Rejestracja: piątek 30 paź 2020, 09:37

Re: Beskidzkie ścieżki (2022) - z Żywca do Chabówki

Postautor: smar » niedziela 18 gru 2022, 20:15

Raczej z traktora... ;)

Posty: 2787
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Beskidzkie ścieżki (2022) - z Żywca do Chabówki

Postautor: buba » czwartek 22 gru 2022, 18:12

Pełzniemy na szczyt. Fragmenty szlaku wyglądają jak wykładane kostką brukową.

Obrazek

Schronisko siedzi we mgle. Fajny ma kształt - jakby wieża. Obok jest do towarzystwa druga - wyższa, z masztami i cała obita gontem. Ona dopiero jest pojemna - jak wieżowiec. Ciekawe co tam w środku się mieści?

Obrazek

Obrazek

Czasem przewieje chmury i się pojawi widoczek. Ten utrzymał się jakieś 10 sekund.

Obrazek

W schronisku można kupić w miarę smaczną szarlotkę, ale zamawiając więcej niż jedną trzeba sie liczyć z fochem. A chcąc do tego jeszcze drugie piwo - to już oburzenie sięga zenitu: "Jeszcze coś, czy będziecie trzeci raz tu łazić? Wy tylko żreć w te góry przyjeżdżacie?" Z drugiej porcji już więc rezygnujemy, mówiąc, żeby sobie wsadzili w d... szarloteczkę razem z piwem. Trudno. Kupimy sobie coś w Rabce w Żabce. Będzie pewnie taniej i napewno z lepszą energią.

Z jednej strony smutno by było jakby schroniska PTTK upadły, a ich miejsce zastapiły takie obiekty jak na Mosornym. Acz patrząc co się wyrabia, to szczerze się dziwię, że się tak jeszcze nie stało...

Obsługę mają tu mega wredną, ale przynajmniej jest fajny wychodek w jarzębinach. Zawsze coś...

Obrazek

Obrazek

Schodzimy w stronę Rabki Zaryte przez strome zbocza i wąwozy. Patrząc z daleka na tą niepozorną górkę, nigdy by człowiek nie przypuszczał, że jest poryta aż takimi rozpadlinami! Jak zagłębie nieczynnych kamieniołomów!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dalej ścieżka stromo opada w dół przez gołoborze. Miejsce to zwą "perć Borkowskiego". Całkiem solidne głazy porosłe jarzębinami. Pewnie bywają stąd ładniejsze widoki, gdy wszystko nie siedzi w tej cholernej mgle...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też kapliczka w skalnym zagłebieniu wśród kamulców. Niestety jest mocno porozbijana :( Nie wiem co musi mieć we łbie typ, który wyłazi w takie miejsce, specjalnie zadaje sobie trud i pnie się pod górę, a potem niszczy taką uroczą kapliczke?? I to raczej nie jest ten przypadek, że nabuzowana ekipa, która wraca z dyskoteki, wywraca kosze czy łamie ławki, bo akurat weszły im w drogę.
Dobrze, że ktoś ją naprawił! "Matka Boska Trudnych Szlaków" - tak zwą mieszkankę tego skalnego zagłębienia. Ciekawe czy są jakieś hardkorowe babuszki, które by tu przychodziły śpiewać na majówki?? :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Schodzimy niżej i niżej. Na łąkach nad wsią uderza nas wiatr, wcześniej w lesie w ogóle nie było go czuć. Też dopiero tu zauważamy jak te wszystkie chmury zapierniczają!

Obrazek

Mamy więc Rabkę Zaryte, peryferyjną dzielnicę położoną przy szosie w strone Raby Niżnej. Mijamy kilka starych, drewnianych domów, dających obraz jak kiedyś było tu sympatycznie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zazwyczaj miło się wędruje okolicą przykolejową :)

Obrazek

Mamy szczęście - trafiamy na przejazd parowozu! :) Nie dopisuje ono jednak w 100%. Nie damy rady podjechać nim do Chabówki, bo jedzie w przeciwną stronę ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wspinamy się pod górę między Banią a Grzebieniem.

Obrazek

Obrazek

Jest takie powiedzenie "zamieść coś pod dywan" - ale żeby od razu cały samochód??? ;)

Obrazek

Schodzimy do Rabki. Zaczyna lać, a my mamy całe miasto do przedeptania.

Coraz mniej ochoczo myślę o noclegu w namiocie, rozkładaniu go na mokrej trawie. Świdruje więc oczami w każdy drewniany pensjonat pokroju np. tego. Może wynajmują w nim pokoje? A przy okazji będzie można połazić przepastnymi korytarzami albo zajrzeć na strych. Niestety wszystko pozamykane... :( Jak potem wyczytałam w intenecie - budowla nazywa się willa Józef i nawet jest na sprzedaż.

Obrazek

Obrazek

Mijamy też taki fajny budynek. Tu na bank trzeba by wbijac na dziko, bo to już raczej ruina. Wszystko jest jednak pozamykane, a poza tym miejsce jest już zasiedlone - przez gołębie. W środku zapewne nie ma gdzie położyć karimaty i się nie usyfić w g...

Obrazek

Pozostaje więc stary plan - rozbić się gdzieś na zboczach Zbójeckiej Góry, aby jutro mieć blisko na zejście do Chabówki. Wąskie, asfaltowe drogi prowadzą przez kolejne skąpane w deszczu przysiółki.

Obrazek

Czemu akurat wybraliśmy to miejsce na ostatni biwak? Zbójecka Góra jako jedyna w okolicy zdawała się być niezabudowana przysiółkami. Na miejscu jednak okazuje się, że rozłożyła się tu obwoźna bacówka. Gdzieś w dali biegają owce (słychać tylko ich beczenie we mgle). Widać za to wyraźnie dwa psy pasterskie, co od razu zniechęca nas do noclegu tutaj, a także dalszego spacerowania po terenie owczym. Teraz psy odgwizduje pasterz. Są wychowane, posłuszne, zaraz chowają kły, przestają ujadać i biegną w kierunku wskazanym przez szefa stada. Ale chyba nas tu nie trzeba. Trochę słabo zostać zeżartym wychodząc w nocy do kibla, jak akurat pasterz będzie smacznie spał.

Osiedlamy się więc ciut wcześniej, w chaszczu na skraju łączki. Dość wczesnie wpełzamy do namiotu bo zaczyna lać bardzo solidnie. W tym roku chyba w każdy weekend w górach leje. Tylko skąd pogoda wie, że akurat jest sobota???

Rano chmury nieco pękają, czasem błyśnie nawet słońce.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nad Gorcami tworzą się ciekawe formacje z mgieł.

Obrazek

A my suniemy w stronę powrotnego pociągu. Lokalne koty się nam bacznie przyglądają.

Obrazek

Obrazek

Czasem wpadnie w oko jakiś widoczek...

Obrazek

Obrazek

https://blogger.googleusercontent.com/i ... .18.17.png

Obrazek

Jesteśmy na stacji trochę wcześniej, jak mamy to w zwyczaju. Początkowo mamy zamiar zaopatrzyć się w piwo i spożyć je gdzieś w terenie przykolejowym.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jednak nie znajdujemy odpowiednio dogodnego miejsca (tzn. zadaszonego), nie ma też sklepu z zaopatrzeniem. Ale trafiamy na bar! Taki baaardzo pasujący do miejsca, w którym się znajduje! Nie ma wątpliwości, że jest to miejsce zaraz przy torach! Miło w nim posiedzieć, zwłaszcza, że znowu świat nawiedziło oberwanie chmury!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na koniec zdjęcie związane z pewnym zakładem ;) Kto ma wiedzieć - ten wie ;) A dla pozostałych po prostu idiotyczna fotka w kiblu pociągu pośpiesznego, który nas wiezie do domu z ociekających wodą gór ;)

Obrazek

KONIEC


phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Pamiętnik Włóczykija”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości