Jurta, tunele i skałki (Pogórze Izerskie i Kaczawskie)

W dziale tym znajdują się opisy, zdjęcia oraz reportaże z wypraw i wycieczek
Posty: 2665
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Jurta, tunele i skałki (Pogórze Izerskie i Kaczawskie)

Postautor: buba » niedziela 17 lip 2022, 23:38

Zazwyczaj w kwietniu nie wyjeżdżamy na wycieczki dłuższe niż weekend. Zazwyczaj nie nocujemy kilka dni w jednym miejscu. Zazwyczaj w zakresie naszych zainteresowań leży inna półka cen i standardów. Ale teraz mieliśmy kupon. A kupon jak już jest - to szkoda, żeby się zmarnował. Portal, z którego mogliśmy skorzystać, raczej podbija do innej grupy docelowej niż my. Skierowany jest chyba przede wszystkim do ludzi, dla których wyrwanie się z miasta na weekend bez internetu czy zobaczenie nocnego nieba bez światła latarni jest przygodą życia, na którą warto poświecić milion monet. Dla uwięzionych w wielkich metropoliach świetnie zarabiających pracocholików, którym "wyłączenie się" z trybów miejskiej dżungli nie przychodzi samoczynnie i napawa lękiem jako nieznana planeta. Przeglądając oferty przez chwilę mogłam się poczuć kims zupełnie innym, momentami wręcz nie mogąc się oprzeć zdumieniu, że istnieją tacy ludzie, którzy się zastanawiają czy nie będą się nudzić na wakacjach i trzeba im doradzić, że np. mogą czytać książki albo leżeć w hamaku, obserwując przepływające obłoki.

Przebijając się przez tysiące ofert o najdzikszych ostępach leśnych (z wifi i asfaltem pod oknem) czy najprawdziwszych wiejskich chatach z XVIII wieku (z łazienką o dwudziestu trybach hydromasażu), powoli już zaczynam tracić nadzieję na powodzenie tego przedsięwzięcia. Do sporej ilości tych miejsc nie miałabym ochoty pojechać nie tyle za darmo, ale nawet jakby mi dopłacali! Cierpliwość jednak popłaca. Udaje się wyłuskać kilka miejsc naprawdę zarąbistych! Potrafiących zaskoczyć swoją oryginalnością i ciekawym pomysłem wykonawców. Chatka na drzewie, pływający domek na wodzie, hamakonamioty czy jurty. Przy większości jednak nie ma już wolnych miejsc, nie pasują nam terminy lub miejsce położenia na mapie Polski. Na placu boju pozostaje jedynie jurta z Pogórza Izerskiego - zwana fikuśnie "Ałabajka".

Jurta praktycznie ze swojej nazwy (i moich wyobrażeń) ma jedynie kształt i zewnętrzną stylizację. Tak naprawdę jest to mały domek letniskowy z meblami, kuchnią, łazienką, piecem kominkowym i setką alarmów. Ale połozona jest rzeczywiście na uboczu i w miejscu solidnie widokowym - na rozległe płowe łąki, zamykające horyzont Karkonosze i łagodne kolejne wzgórza, gdzie rozłożyły sie zabudowania wsi Radomice. Wiele razy włóczylismy się wioskami i pagórami po obu stronach Bobru, ale do tej miejscowości akurat nas jeszcze nigdy wcześniej nie zawiało.

Jurta w różnych ujęciach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wspomniane wcześniej Karkonosze obserwowane z rejonów okołojurtowych.

Obrazek

Obrazek

Hamak w brzeziniaku.

Obrazek

Zabudowania wsi Radomice na pobliskich wzgórzach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W ciepłych barwach kwietniowego wieczoru.

Obrazek

Obrazek

Wnętrza jak na jurtę są dosyć mało okopcone. Raz solidnie pracowaliśmy nad rozwiązaniem tego problemu (a piec i mokre drewno dotrzymywało nam współpracy ;) Przez chwilę było już jak w bacówcach, które zazwyczaj spowija aromatyczny siwy dym. Ale nie wiedzieć czemu zaraz powłączały się alarmy, no i zamiast robić ładne zdjęcia to zajelismy się wietrzeniem, coby nie mieć zaraz na łbie strazy pożarnej a i uspokoić to okropne wycie... ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mają tu również taras.

Obrazek

Miejsce szczególnie klimatycznie prezentuje się nocą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieczory (gdy akurat nie leje) mijają nam przy ognichu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak leje - to radzimy sobie inaczej.

Obrazek

Obrazek

Jak to jest, że gdziekolwiek byśmy się nie znaleźli - zawsze to kończy się tak samo? ;) Tym razem nie jest to klasyczne pranie, a trzygodzinny spacer w deszczu o sile wodospadu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


cdn

Posty: 2665
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Jurta, tunele i skałki (Pogórze Izerskie i Kaczawskie)

Postautor: buba » poniedziałek 18 lip 2022, 07:52

Idąc z jurty w stronę Radomic przechodzimy przez wzgórze zwane Góra Kaczmarka, które za wysokie nie jest, ma chyba poniżej 500 m, ale krajobrazowo to oferuje całkiem fajne klimaty!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zabudowa Radomic to w większości solidne, przedwojenne domostwa rozrzucone po pagórach. Na brak widoków miejscowi narzekać nie mogą, ale na zapylanie wszędzie pod górkę to już zapewne tak... ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miły traktor zawsze cieszy oko.

Obrazek

Ścienne malowidła...

Obrazek

Melancholijne obejścia ze sporą nutką patyny...

Obrazek

Obrazek

Błotnista droga odbija z wioski w stronę dawnego kamieniołomu.

Obrazek

Raz po raz między drzewami migają szerokie panoramy na ośnieżone szczyty. U nas wiosna a tam zima! Brrr.. Ale mają przewalone, ci co się teraz wybrali w Karkonosze!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pierwsze napotkane wyrobisko jest świeże. Widać jeszcze lśniące ślady opon na błocie. Chyba nawet dziś ktoś tu pozyskiwał materiały budowlane.

Obrazek

Uwielbiamy odwiedzać kamieniołomy, gdyż nigdy nie wiemy co nas tam czeka i czym ciekawym akurat dane miejsce zaskoczy. Ten, zgodnie z tradycją, też staje na wysokości zadania, zapodając cechy charakterystyczne zupełnie odróżniające go od innych, podobnych mu miejsc.

Na początek wita nas wapiennik. Taki dosyć wyremontwany i odczyszczony, co sprawia wrażenie, że ktoś się nim zajmował w czasach bardziej niedawnych niż wskazywałoby na to używanie kamieniołomu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Druga zachowana budowla jest w stanie duzo bardziej spójnym z resztą głównego wyrobiska.

Obrazek

Obrazek

Mają tu też mały bunkierek, który chyba był zmęczony, bo wyłożył się jak długi i patrzy w płynące obłoki. Fajne ma betonowe drzwiczki - takie grubaśne!

Obrazek

Obrazek

Do głównej dziury dawnego wyrobiska prowadzi dosyć stroma skarpa...

Obrazek

Obrazek

... przechodząca później w taki urokliwy wąwozik. Niesamowicie obrosły kożuchem mchu. Mięsistego i dorodnego. Nie wiem co akurat tu jest, ale mchy to lubią!

Obrazek

Są też cieki wodne i niektórych z ekipy trzeba przez nie przerzucać lub przenosić pod pachą.

Obrazek

Pierwsze co nas tu uderza to kolory. Przecudnie ciepłe i jakieś takie nasycone. Być może to wcale nie zasługa barw skał czy roślin, a raczej wieczornego słońca i to takiego wyłażącego chyłkiem spod chmur.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Drugie co robi niesamowite wrażenie to roślinność, a zwłaszcza ta na podłożu! Cały czas idziemy przez dywany z mchów. Różnokształtne kępki porastają kamienie i skaliste załomy. Przypomina to jakieś odległe tundry czy torfowiska. Gdyby tak porosły jakieś zwykłe góry, to pewnie zaraz zrobili by tam mega rezerwat z zakazem nie tylko wstępu, ale i oddychania 2 km od epicentrum. Ale tereny postindustrialne na szczęście często rządzą się innymi prawami i przykrywa je nimb zapomnienia. Kroczymy więc mięciutkimi, uginającymi się pod nogami powierzchniami, mając niepohamowaną chęć wyłożyć się na takim kobiercu. Jednak regularne "pffff", zalewające co chwilę buty, przypomina o dzisiejszych i wczorajszych deszczach i odbiera chęć leżenia i posiadania tego "pfff" na plecach ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na dużym przybliżeniu ów świat wygląda jeszcze bardziej interesująco. Czochram więc nosem w gruncie przez czas nieco przydługi (przynajmniej w ocenie moich towarzyszy)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak to bywa w miejscach opuszczonych, również w tym kamieniołomie zalega sporo śmieci. Kabak więc znajduje sobie zabawkę, starą kosiarkę. Nie wiem czy wszystkie dzieci tak lubią hałas? Chodzi w kółko i turkota telepiącymi się w niej częściami. Na szczęście silnik już nie działa, więc rośliny porastające okolice nie są zagrożone i mogą sobie dalej żyć w spoju, bujnie rosnąć i cieszyć oko.

Obrazek

Obrazek

Z owym kamieniołomem wiążą się też legendy. Takie typowe dla Dolnego Śląska, o tajnych korytarzach, gdzie uciekający Niemcy ukryli niewyobrażalny skarb. I o znikających śmiałkach, którym zapachniało bogactwo, sława lub przygoda - i dotarli kawałek za daleko. Jak ktoś lubi takie opowieści o kolumnach ciężarówek, żelaznych wrotach i tajemnicach zabranych do grobu - to dokładniej opisały to kiedyś Nowiny Jeleniogórskie - LINK: https://nj24.pl/gdzie-sa-zelazne-wrota/


cdn

Posty: 2665
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Jurta, tunele i skałki (Pogórze Izerskie i Kaczawskie)

Postautor: buba » wtorek 19 lip 2022, 19:40

Kolejnego dnia ruszamy na wycieczkę w kierunku jeziora Pilchowickiego, czyli zbiornika na rzece Bóbr. Nad Karkonoszami pogoda średnia.

Obrazek

Jeleń również podziwia widoki ;)

Obrazek

Tuptamy przez Radomice, a miła dla oka zabudowa towarzyszy nam na każdym kroku. Domy o małych okienkach i fikuśnych parapetach, garaże pełne żelaznej chudoby, pogięte płoty czy łopoczace na wietrze pranie. I to wszystko wśród wybuchu wiosny, porastającej kwiatami każdy byle skwerek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeden dom, tzn. głównie jego obejście, szczególnie przykuwa uwagę. Zgromadzono tu sporo tabliczek i znaków drogowych. Pewnie niepotrzebnych już w miejscach swego pierwotnego przeznaczenia, które tutaj odnalazły swoje drugie życie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Radomicki kościół wczoraj był oglądany z góry, ze wzgórz. Dziś dla odmiany z dołu.

Obrazek

Przy drodze, za rzeczką o gliniastych skarpach, widzimy mocno zarosłe ruiny.

Obrazek

Obrazek

Początkowo owe dziury podejrzewamy o bycie wejściami do sztolni, ale to chyba raczej jakieś stare piwniczki.

Obrazek

Omszałe korzenie drzew oplatają resztki podmurówek.

Obrazek

Obrazek

Zielony szlak w końcu opuszcza drogę nurkując w zagajniki i łąki ciągnące się w kierunku Maciejowca. Kręte, błotniste drogi wiją się wśród łagodnych wzgórz i starych sadów o równie pokręconych konarach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kabak zwraca uwagę, że jedno z drzew ma jakby gębę i wysoko podniesione ręce! I jeszcze nimi rusza!

Obrazek

Maciejowiec wita nas sylwetką opuszczonego dworu obronnego.

Obrazek

Obrazek

Różne detale np. kamienna piłka ;)

Obrazek

Kawałek dalej wpadamy na wieżę dawnej straży pożarnej.

Obrazek

Obrazek

Pałętają się także po wsi egzotyczne zwierzęta. Czy to już podpada pod "mini zoo"? ;)

Obrazek

Maciejowiec jest miejscowością, z którą wiążą się nam bardzo miłe wspomnienia - zlotu forum sudeckiego z roku 2010. Tutaj RELACJA: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... linie.html . Idziemy więc rzucić okiem na PTSM, gdzie wtedy nocowaliśmy. Na dzień dzisiejszy (kwiecień 2022) jest on chyba niedostępny dla turystów - zamieszkują go ukraińscy uchodźcy. Zaraz obok PTSMu jest sklepik, któremu chyba bardzo wzrosły obroty ostatnimi czasy. Mieszkańcy schroniska raz po raz wpadają po lody, czipsy, soczek czy piwo. Są bardzo grzeczni, co chwilę mówią nam "dzień dobry". Czasem mamy wrażenie, że to już piąty raz ta sama osoba kursuje między PTSMem a sklepem. My też tu chwilę zabawiliśmy.

Obrazek

Wóz wozem, siano sianem, ale ten budynek w tle ma bardzo nietypowe okna! Jakby kiedyś, w poprzednim wcieleniu był kościołem?

Obrazek

A tu ceglany dom. Wydawałoby się, że taki całkiem zwyczajny, gdyby nie ciekawe ozdobienie przez pomysłowych właścicieli.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy również domy opuszczone, zapomniane, które próbują się ukryć w trawie.

Obrazek

Obrazek

Maciejowiec dosyć płynnie przechodzi w Pokrzywnik, więc dokładnie nawet nie zarejestrowalismy, gdzie jedna wieś się kończy a druga zaczyna. Z mapy wynika, że już w Pokrzywniku stoi ten pomnik poświęcony ofiarom światowych wojen.

Obrazek

Obrazek

Bardzo spodobała mi się jego tablica. Prosta i bezstronna. Suche fakty. Bez czczenia jedynie słusznych bohaterów tej czy tamtej strony. Ogromnie trudna rzecz w odniesieniu do wojen. Zarówno tych dawno minionych jak i tocznych obecnie...

Obrazek

Jest też dom, który zwrócił naszą uwagę i zapisał się na zdjęciach 12 lat temu, na trasach sudeckiego zlotu. Zmienił się coś?

2010

Obrazek

2022

Obrazek

Inne szachulcowe ujęcia z okolic, w klimacie drewna i kamienia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pojazd. Wygląda nieco jak terenowy kiosk ruchu! ;)

Obrazek

Obrazek

Do kolekcji "nazwy miejscowości obrazowo" - relacja: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... azowo.html

Obrazek

Za Pokrzywnikiem kończy się droga, a żółty szlak wkracza w zielone pola, zza których wyłaniają się ośnieżone szczyty. Niesamowity kontrast pomiędzy świeżością wiosennej trawy (czy tam innych zasiewów) a tu myk! jakby zaraz obok zima w pełni! Ale ja się cieszę, że jesteśmy tu a nie tam! :) Acz nie ukrywam, że w tej perspektywie i odległości, to śniegi się całkiem ładnie prezentują!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dziwna tu okolica, praktycznie ciężko jest zrobić fotkę, żeby w kadr nie wlazł słup albo druty. Odkrywam to dopiero w domu, że 90% zdjęć trzaskanych na różne strony zawiera takowy "artefakt". Bliskość elektrowni chyba odcisnęła swoje piętno na całym otaczającym krajobrazie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A droga wciąż opada w dół... To lubie! :) Idziesz z górki i widzisz coraz więcej wysokich szczytów na horyzoncie! Żyć nie umierać! :)

Obrazek

Kabak stwierdza, że pozostałą część trasy pokona jadąc na desce!

Obrazek

I tak to docieramy na sam brzeg jeziora, w okolice góry Stanek, na skałkę zwaną Kapitański Mostek. Całkiem solidny kawał skały!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki na ośnieżone Karkonosze i tutaj nas nie opuszczają.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce jest na tyle sympatyczne, że zapodajemy tu dłuższy piknik racząc się jadłem i napojami (tylko musimy uważać, żeby nam się termosy i kanapki nie wykociły w przepaść ;)

Obrazek

Poźniej tuptamy dalej wzdłuż zachodniego wybrzeża jeziora.

Obrazek

Obrazek

I znów wyłazimy na szerokie przestrzenie widokowych pól.

Obrazek

Obrazek

A mijane słupowiska stają się coraz dorodniejsze!

Obrazek

Jakiś szlak. Ale nie mogli sie zdecydować jaki ;)

Obrazek

Początkowy plan zakładał powrót do Pokrzywnika dolinką zwaną Dziki Wąwóz, ale coś poszło nie tak i wyleźliśmy zupełnie gdzie indziej. Ale specjalnie jakoś tego wąwozu nie szukamy, bo tutaj też się wędruje całkiem przyjemnie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Muuuu!

Obrazek

I nawet znajdujemy wapiennik, którego nie mamy na mapie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I ostatecznie znów lądujemy w Pokrzywniku, ale w innej niż poprzednio z jego bocznych uliczek.

Obrazek

Uroki architektury drewnianej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zwierzyny wszelakiej tu również nie brakuje - błotne krasule...

Obrazek

Obrazek

niebieskookie ujadacze...

Obrazek

polujące kłęby futra...

Obrazek

A dalej powrót do Radomic praktycznie tą samą drogą co przyszliśmy, ale w barwach coraz bliżej następującego wieczora. Z cieniami kładącymi się po dolinach i chłodnym odechem zimy, przypominającym, że to jeszcze nie lato, nawet gdy za dnia słoneczko praży. Z lodowatym wiatrem pojawiąjącym się nie wiadomo skąd, który natychmiast gasi nasze rozważania o rzekomo urokliwych miejscach na namiot i marzeniach coraz bardziej kręcących się wokół ciepłego kominka w jurcie...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



cdn

Posty: 2665
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Jurta, tunele i skałki (Pogórze Izerskie i Kaczawskie)

Postautor: buba » wtorek 26 lip 2022, 19:17

Poprzedniego dnia wędrowaliśmy z Radomic na południe, przedwczoraj na wschód, więc dziś przychodzi czas zobaczyć co słychać na zachodzie. Ruszamy w stronę Wojciechowa, ciesząc się, że dosyć szybko znika asfalt, którym zalano część wzgórz.

Obrazek

Obrazek

Polne drogi często mają to do siebie, że się wiją. Sprawiają wrażenie, jakby żyły własnym życiem i tak biegły jak im wygodnie, a nie według rozkazów człowieka.

Obrazek

Obrazek

Drzewko się złamało, ale się nie poddaje! Wciąż żyje i nawet zaczęło kwitnąć!

Obrazek

Obrazek

Nie wiem czemu, ale strasznie lubię jak gdzieś wśród pól majaczy kościelna wieża. A jak jeszcze taka bulasta - to pełnia szczęścia!

Obrazek

Obrazek

Spotykamy takowego robala.

Obrazek

A inne dokazują na dnie kałuż.

Obrazek

Przy jednym z krzaczków spędzamy chyba godzinę. Miejsce jest tak cudne, że trudno to opisać. Cała kwintesencja wiosny, jaką można sobie wyobrazić, jest zebrana w tym miejscu i ubrana w najpiękniejsze barwy, wonie i dźwięki. Krzaczek jest dosyć spory i kwitnie sobie na biało. Pachnie połączeniem aromatu świeżości, wiatru, słońca, ze sporą nutką jakiejś dziwnej tajemniczości. Trzęsie się od śpiewu ptaków i brzęku pszczół. Posilają się na nim motyle i inne wszelakie owadziątka o połyskliwych lub pręgowanych grzbietach. Kit z całą ułożoną na dziś wycieczką, kit z górami, ruinami i jakimiś wymysłami, które teraz schodzą na dalszy plan. Chyba nie warto w życiu robić nic innego jak gapić się na ten krzak! Po prostu stać, wlepić tępo w niego oczy i się zawiesić. I nie ma nic innego jak bzzzzzz, i ledwo rejestrowalny szum motylich skrzydeł i opadających płatków.


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W końcu udaje się nam oderwać od krzaka, ale nie jest to proste ;)

W Wojciechowie mijamy gospodarstwo pełne drewnianych i wiklinowych rzeźb. Każdy skrawek obejścia jest w jakiś sposób udekorowany! Czego tu nie ma - dziady, baby, na skrzypeczkach przygrywają. Wśród tego ptactwo gniazduje, i takie prawdziwe, i wyplatane.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu też poszli w ozdabianie, ale w nieco odmiennym stylu ;)

Obrazek

Tu skupiono się jedynie na udekorowaniu bramy garażu - osiadło na niej tchnienie dawnych czasów.

Obrazek

Można też użyć na starych traktorach.

Obrazek

Obrazek

W Wojciechowie jest też sporo kapliczek, zarówno w ogródkach domów, jak i na przydrożnych skwerkach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jezus o nieco specyficznych, egzotycznej urodzie. Taki jakby nieco skośnooki?

Obrazek

A ten pan nas zawołał. Widział, że fotografujemy domy czy kapliczki po drugiej stronie drogi. Prosił, żeby zrobic mu zdjęcie. I koniecznie uwzględnić na nim kury.

Obrazek

Acz to nie jedyne kury w tej wiosce. Miejscowość jest zdecydowanie rozgdakana! Miło się wędruje wśród takich podkładów dźwiękowych, nawet gdy kawałek trzeba przejść główną drogą.

Obrazek

Powoli wychodzimy ze zwartej zabudowy. Pozostaje jedynie szosa i coraz bardziej śmigające auta. A my do skrętu mamy jeszcze z kilometr. Nad drogą wznosi się dziwna konstrukcja. Jakby słup wysokiego napięcia się rozrósł i zmutował w jakąś dziwną stronę.

Obrazek

Obrazek

Odbijamy z szosy i suniemy w stronę niewielkiej wioski, która nie wiem jak się nazywa. Na części map jest podpisywana jako Zalesie, a na innych figuruje jako Kawczyn. Po drodze mijamy spore stada bydła, które z łąk podziwiają widoki ośnieżonych gór.

Obrazek

Obrazek

Miejscowość to głównie coś na kształt dawnego dworu i otaczający go folwark.

Obrazek

Obrazek

Miejsce wybitnie nie jest opuszczone (jak nam sugerowali panowie pod sklepem w Wojciechowie). Praca wre, a nawozem to wali tak, że nos chce urwać!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mają tu też dwie kamienne kapliczki, o ciekawych rzeźbieniach i sporej ilości starych napisów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dalej stoi jeszcze kilka domów, wyraźnie powojennych, budowanych według tego samego projektu i kojarzących się z terenami PGRów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wychodzimy z wioski i drogą o soczystych zielonościach kierunemy się w stronę Popielówka. Czyż może być coś piękniejszego niż wiosna??

Obrazek

Obrazek

Przy belach siana zarządzamy krótki popas.

Obrazek

Nałażą ciemne chmury, które zjadają nam słońce. Trzeba wyciągać z plecaka ciepłe kurtki, bo i wiatr jakiś lodowaty się zerwał. Suniemy więc przez ciemne pola i tylko Karkonosze się lśnią, podświetlonym wałem zamykając horyzont.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Popielówek wita nas kolejnym wysypem kapliczek, usadowionych gdzieś pomiędzy zaroślami w zakolach błotnistych dróg.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bramy znikąd donikąd... Tylko one pozostały z jakiegoś dawnego fragmentu krajobrazu...

Obrazek

To chyba nie jest najgłówniejsza z dróg na Jelenią ;)

Obrazek

Obrazek

Był początkowo plan iść jeszcze w stronę Janic, ale stwierdzamy, że to chyba za daleko i że nam się nie chce...

Wracamy więc w kierunku Wojciechowa, ale innymi ścieżkami. Okolice pełne są różnorodnej drewnianej zabudowy.

Obrazek

Obrazek

...pasącej się chudoby...

Obrazek

Obrazek

Zupełnie jak na festynie starych traktorów, gdzie mieliśmy okazję kiedyś gościć! :) ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... stare.html )

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nasza trasa niestety niedawno padła ofiarą betonozy, więc nie wędruje się tak miło jak to sugerowała mapa :( I znów można napotkac te dość nietypowe konstrukcje...

Obrazek

Obrazek

Widoki na przybliżającą się zabudowę Wojciechowa...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I mocne zbliżenia na wyrobiska kamieniołomów pożerających górę Rozwalisko. Jak ja kiedyś żyłam bez aparatu z zoomem? Człowiek w ogóle świata wokół nie widział!

Obrazek

Obrazek

Na bocznych drogach znów masa kapliczek. Ci przedwojenni Niemcy byli chyba bardzo pobożnym narodem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oprócz kapliczek można też użyć na maszynach rolniczych. Takich jak lubimy - nie pierwszej nowości. Chyba dzisiaj mijając każdą wieś to powtarzam ;)

Obrazek

Obrazek

Mamy też okazję oglądać sytuacje na milimetry od groźnego wypadku i przerobienia kolesia na placek. Jechał sobie debil na rowerze. Nie wiem czy nachlany czy po prostu tylko durny. Rower był na niego 3 numery za mały, pewnie podpierdzielił jakiemus dzieciakowi. I sobie tym rowerem serpentyny na drodze wyczyniał, nogi na ramę wkładał, a rękami więcej macał się po dupie niż trzymał kierownicę. No i chyba wjechał na jakiś kamyczek bo poleciał jak długi, rower w jedną stronę, a on na brzuchu i mordzie z poślizgiem w drugą. Prosto pod nadjeżdżającego zza zakrętu sporego busa. Bus nie jechał szybko, więc zdążył wcisnąć hamulec i odbić w stronę pobocza, rowu i muru. Sunący po asfalcie debil minął go na milimetry. Koleś z busa chyba był bliski zawału, puścił wiązankę w stronę kretyna wspominając wszystkich jego przodków, a potem jeszcze sporo czasu stał w tym rowie i nie odjeżdżał. Chyba długo dochodził do siebie... A debil śmiejąc się i pogwizdując odjechał w boczną uliczkę rowerem bez siodełka, bo gdzieś odpadło. Rozjedziesz takiego i odpowiadasz jak za człowieka... Pewnie i nam by się oberwało, bo by nas ciągali na świadków i byśmy musieli czekać, aż kolesia zdrapią z asfaltu... Pozostaje się cieszyć, że kłopotów jednak nie było i mieć nadzieję, że debil utopi się we własnej studni bez udziału osób trzecich...

Na niebo zwlekają się czarne chmury, słoneczko spod nich przebłyskuje - już takie mocno wieczorne. Ciepłe kolory i zimny kwietniowy wiatr jakoś totalnie do siebie nie pasują. Dobrze, że nie poszliśmy do Janic, bo wracalibyśmy po ciemku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


cdn

Posty: 2665
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Jurta, tunele i skałki (Pogórze Izerskie i Kaczawskie)

Postautor: buba » piątek 29 lip 2022, 12:07

Przesiane wilgocią powietrze i faliste dachy Radomic witają nas tego poranka. Dziś to chyba słońca nie zobaczymy...

Obrazek

Obrazek

Pogoda pogodą, ale coś trzeba ze sobą zrobić. Suniemy więc sobie w stronę Wlenia zielonym szlakiem. W okolicy pagórka Wietrznik zaczyna popadywać. Póki co deszcz jest jeszcze delikatny, a w wokół nawet conieco widać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Krzyż pokutny na rozdrożu znaczy miejsce, gdzie wreszcie mamy okazję zleźć z asfaltu.

Obrazek

Tu taka mała dygresja: szanowanie map i dbanie o nie niekoniecznie zawsze wychodzi na dobre. Ja każdą mapę oklejam dokładnie i szczelnie taśmą klejącą, co czyni ją praktycznie niezniszczalną. Jednocześnie też staram się je dobrze składać, chronić przed wilgocią itp. Tym samym jedna mapa potrafi mi służyc kilkanaście lat. I tu zaczyna się problem, bo tam, gdzie mam znaczoną malowniczą, leśną ścieżkę - jest wyrąbany asfalt, las wycięty i np. stoi willowe osiedle albo "Biedronka"...

Wszędzie coś kwitnie!

Obrazek

Coraz bardziej nurkujemy w lasy. Tzn. w to, co po nich zostało. Na porębach i wiatrołomach szukamy pewnego miejsca...

Obrazek

Obrazek

W końcu zaczyna się ono wyłaniać. Ponoć to pozostałości bardzo dawnego kamieniołomu na zboczach góry Gniazdo. Ale chyba już fest stary, bo wygląda jak w zupełności naturalne miejsce.

Obrazek

Idąc tu myślałam, że to będzie jakaś popierdółka, a tu niespodzianka! Skały są jebutnie wysokie, pionowe i całość zajmuje solidnie duży obszar!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciekawe formacje - kojarzą mi się ze skalnymi odciskami pradawnych skorupiaków, no tylko zazwyczaj one były malutkie, a tu mamy rozmiar XXXL ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wyłazimy też na górę, acz stąd teren wygląda mniej spektakularnie. Skały porasta jednak miły sosnowy las, co bardzo sprzyja zrobieniu popasu! :)

Obrazek

Obrazek

Od skał w stronę Wlenia suniemy bezdrożami, trafiając na mniej lub bardziej zanikające ścieżki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po drodze widzimy bardzo dużo zniszczonych lasów. :( Skądinąd strasznie dużo drewna się marnuje przy takich wycinkach...

Obrazek

Lewitujące drzewo. Albo częściowo niewidzialne.

Obrazek

Kabak nałożył maskowanie odpowiednie dla barw wczesnej wiosny ;)

Obrazek

Okolice pałacu we Wleniu obfitują w murki, kamienne uliczki i zwieszające się pnącza. Niestety zaczęło też lać. I to coraz bardziej solidnie... Ma to jednak swoje plusy - wszystko wygląda jak zapomniane. Nie spotykamy żywej duszy. Jak 14 lat temu, gdy byłam tu po raz pierwszy. A ponoć teraz w pałacu działa pensjonat i restauracja.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na wzgórze zamkowe wspinamy się w deszczu i aromatycznym zapachu. Jest czym się pożywić w tym miasteczku! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Właśnie też uświadamiam sobie jedną zabawną rzecz, że jestem na tym zamku po raz trzeci - i zawsze leje, pizga, a widoki z wieży są, oględnie mówiąc, nieszczególne...

Obrazek

Obrazek

Z lawinami błota zjeżdżamy na kuprach z zamkowej góry. Stroma i śliska skubana! Jeszcze rzut okiem na skąpane w ulewie drewniane balkoniki, wykusze czy ganeczki wleńskich kamieniczek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Acz miasteczko to głównie murkami stoi!

Obrazek

Zaglądamy też w okolice browaru, który polecali nam znajomi. Fajnie by nabyć jakieś lokalne piwo. "Dolina Bobru" ma się ponoć nazywać. W obiecywanym miejscu jednak nic nie ma, tylko psy dupami szczekają. Co za ściema z tym browarem? Może tu był, ale w latach 70 tych?

Obrazek

W domu już, zżerana przez ciekawość, próbuje coś o nim znaleźć. Na googlemaps faktycznie w tym miejscu jest znaczony browar! A pinezka jak byk wbita w tą ruinkę, wokół której łaziliśmy!

Obrazek

Kolejne dwie czy trzy godziny to spacer pod opadem o sile wodospadu. Już tylko toperz robi zdjęcia telefonem, bo ja się boje zalania aparatu.

Obrazek

Obrazek

Warunki, w których przemaka chyba nawet sztormiak... Do suszenia mamy praktycznie wszystko, a sporo czasu przed jurta spędzamy na wykręcaniu...

Po przebraniu się w suche ciuchy i rozwieszeniu tych ociekających, zauważamy, że intensywność opadu zmniejszyła się, a godzina jest jeszcze w miarę młoda. Postanawiamy więc jeszcze podjechać w jedno miejsce. Jest to cypel nad jeziorem Pilchowickim niedaleko zapory. Zalesiony półwysep skrywa w zieloności opuszczony budynek. Chyba niegdyś był to jakiś ośrodek wypoczynkowy.

Już klimat drogi i płotów sugeruje, że zmierzamy we właściwe miejsce. Asfalt jest wąski, wygryziony i coraz gęsciej poprzerastany trawą, mchem i ziołami. Taka okolica powoduje, że zawsze mam ochotę zacząć biec, aby jak najszybciej zobaczyć co jest na jej końcu. Żeby zdążyć, żeby przypadkiem ktoś nas nie zawrócił, nie przegonił, nie udaremnił planów zwiedzania. Jest coś chyba wręcz niezdrowego w tym moim podejściu, bo to chyba tak jak alkoholik, który zobaczy flaszkę na horyzoncie i aż się trzęsie cały, aby jak najszybciej dostać ją w swoje ręce. Tak samo ma buba, widząc na horyzoncie kawałek rozwalonego betonu ;)

Obrazek

Obrazek

W końcu za kolejnym zakretem drogi, wyłania się i budynek. Nie wiem czy ze względu na mokra pogodę, ale aromat starej, zatęchłej piwnicy jest tutaj szczególnie zauważalny. Wali grzybem już 20 metrów od budynku. Chyba wszelakie pleśnie pożerające ściany mają tu szczególnie korzystne warunki do rozwoju.

Obrazek

Hotel nie działa juz chyba dosyć długo. Baner z informacją o możliwości kupna również już nadgryzł ząb czasu.

Obrazek

Zieleń porastająca wokół jest bujna, latem pewnie ciężko się przedrzeć do środka.

Obrazek

Obrazek

Całkiem solidne drzewka porastają już balkony...

Obrazek

...i tarasy.

Obrazek

We wnetrzach nie pozostało już za wiele do oglądania. Sprzęty są totalnie rozszabrowane i porozwalane, stropy przeciekają, a w wielu pomieszczeniach ściany czy sufity noszą ślady podpaleń. Kabak koniecznie chce sobie znaleźć jakąś pamiątkę, ale wszystko jest tak oślizgłe i zgnite, że nasze poszukiwania są z góry skazane na niepowodzenie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Znajdujemy też główne siedlisko aromatycznego grzyba! Chyba szczególnie ulubił sobie stare wykładziny!

Obrazek

A tu chyba była stołówka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jedyne miejsce, gdzie zachowało się jakieś dawne ścienne malowidło.

Obrazek

W czasie zwiedzania budynku cały czas towarzyszy nam dziwne buczenie. Jakby transformator albo jakiś agregat? Szukamy więc źródła tego dźwięku, który prowadzi nas do piwnic. A tam znajdują się drzwi, całkiem nowe i odmalowane, a za nimi słychać pracę maszyn. Jakby jakaś rozdzielnia elektryczna, czynna i na chodzie. Ale tu? W przeciekającym budynku? Po kiego diabła?

Obrazek

Wchodząc do jednego z pomieszczeń parteru (chyba była to stołówka) czmycha nam spod nóg sarna. Długo miota się po pomieszczeniu, chyba zdumiona naszym nagłym najściem. Po chwili zwinnie wyskakuje przez okno. Kabak zerka z owego okna na zarośla, rozgląda się wokół i stwierdza trochę jakby nie swoim głosem: "Kiedyś cały świat będzie tak wyglądał, a ludzie będą żyli jak sarny..." Oczy kabaka robią się na chwilę dziwnie okragłe i wlepione w jeden punkt. Mnie natychmiast robi się zimno. Jakby z sarniego okna powiało lodowatym chłodem. W połączeniu z szumem deszczu i miarowym stukiem kropel z przeciekających dachów - brzmi to jakoś złowieszczo... Co ją naszło? Skąd takie wynurzenie? Dzieci potrafią być niesamowicie zaskakujące... Chwilę później kabak zapomina o całej sprawie i znów jak przed chwilą zaczyna szukać szczególnie cennych "pamiatek" w pryzmach śmieci i chce się wspinać po pęknietej ścianie. Mi jednak to zdanie jeszcze długo huczy w głowie, nawet jak wieczorem kładę się spać patrząc na skwierczący w piecu jurty ogień... I mam nadzieję, że to jakis dziecinny odpał, a nie proroctwo z zaświatów...

A! Oczywiście na naszej wleńskiej wycieczce był też tunel! Miejsce idealne na spacer czy popas w taką pogodę, a możliwość rozłożenia pikniku na torowisku - w pełni spełniło nasze oczekiwania. Ale o tym w kolejnej relacji, poświęconej całościowo owej linii kolejowej z Lwówka do Jeleniej.

cdn


phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Pamiętnik Włóczykija”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości