Żydzi z Gdowa

Posty: 557
Rejestracja: poniedziałek 02 mar 2015, 14:48

Re: Żydzi z Gdowa

Postautor: Markot Roman » niedziela 20 sie 2017, 12:08

Wyznawcy judaizmu są zobowiązani do przestrzegania kaszrutu czyli zasad odżywiania się zgodnie z Torą. Ma on trzy główne reguły, pierwsza zakazuje spożywania krwi, mięso musi być pozbawione wszelkich żyłek i długo moczone w wodzie. Oglądacze w rzeźniach pilnowali koszerności poprzez dmuchanie w płuca ubitego zwierzęcia. Jeżeli zostały one przebite i przez jakiś otwór uciekało powietrze a z nim resztki krwi, wówczas taką półtuszę odrzucali. Druga zasada kaszrutu nakazuje spożywać tylko drób i mięso wołowe z przednich części niektórych zwierząt, nie wolno jadać wieprzowiny. Trzecia nakłada obowiązek gotowania oraz przechowywania w oddzielnych garnkach potraw mięsnych i mlecznych. Dlatego w każdej gminie żydowskiej ważną i odpowiedzialną funkcję wypełniali rzezacy, zajmujący się rytualnym ubojem zwierząt. Mogły nimi być osoby dorosłe płci męskiej z odpowiednimi kwalifikacjami, z talmudycznym wykształceniem i wiedzą z zakresu autonomii. Chodzi o to by zwierzętom zadać jak najmniejszą dawkę bólu i cierpienia oraz właściwie sklasyfikować mięso. Po ubiciu następowały oględziny organów wewnętrznych zwierzęcia, tylko zdrowe mięso uznawano za koszerne i zdatne do sprzedaży. Żydowskie jatki, w których zaopatrywali się także katolicy, były jedną z kilku niezbędnych instytucji w funkcjonowaniu gminy.

Najstarszymi gdowskimi rzeźnikami byli bracia Joachim i Jeruchem Sonnenscheinowie vel Schächterowie. Mieszkali pod nr 272, po lewej stronie bocheńskiej drogi za skrzyżowaniem z Obrytką.Sonnenschein Jeruchem ur w 1835 r w Klaśnie, s kupców Mojżesza, Arona i Scheindli długie lata rytualnie obrzezał też gdowskie noworodki żydowskie. W wieku 53 lat - 24 listopada 1887 r poślubił 58 letnią Rywkę Piller ur w Krakowie, c kupców Nehemiasza i Eidel. Dużo wcześniej, 11 sierpnia 1864 ur Samuel, w (-) ur Serce, w (-) Lea, Bruche,
Sonnenschein Jeruchem zmarł 4 sierpnia 1905 w wieku 70 lat.

Gdowską koncesję na skup i ubój cieląt posiadał inny rzeźnik Adolf Künstlinger. Wynajmował izbę u Kąkolów pod nr 123 w rynku, był też oglądaczem mięsa, cielęcinę wywoził do Wiednia. Po nim ten ubój przejął syn Abraham Künstlinger, poślubił Gustę Herman ur 18 kwietnia 1865 w Lubniu, córkę propinatorów, Mojżesza i Anny. Mieszkał w chałupie Korneckich na Dłużyznach pod nr 172, 7 marca 1886 ur Józef, 8 kwietnia 1887 ur Feigel, 11 września 1889 ur i zm Samuel, 4 grudnia 1890 ur Marjem, Amalia, 30 października 1892 ur Markus, 10 kwietnia 1897 ur Nachim.

Rzeźnikami w Gdowie była również rodzina Zimmerspitzów, lokatorzy w chałupie Wójtowiczów pod nr 103 w rynku. 61 letni Majer, Mojżesz Zimmerspitz, s Wolfa i Małki, 5 marca 1893 r poślubił oficjalnie 55 letnią Rywkę Rottersman, c Arie i Sary spod nr 144. Wcześniej w 1865-7 ur Jakub, w 1871 ur Wolf, w 1873 ur Freide, Gittel, w (-) Taube,

Rzeźnik Wolf Zimmerspitz, s Majera w grudniu 1912 r dał na zapowiedzi z Lea Neiger urodzoną w Krzywaczce, c Süssmana i Anny, Chaji. W Wieliczce 8 lipca 1896 ur Rachel, w Taszycach 1 września 1898 ur Abraham, w Rudkach 2 września 1905 ur Małka.

W najlepszym dla siebie okresie gdowskie spółki żydowskie całkowicie zmonopolizowały skup i ubój bydła, zaopatrywały lokalny rynek a także wywoziły znaczne ilości mięsa wołowego do Krakowa. W niektórych publikacjach wymienia się koszerną rzeźnię oddaloną nieco od bocheńskiej drogi, z tyłu za chederem Meinharda a potem domem Banasiów. Ortodoksyjny rzezak z długą brodą po 25 groszy od sztuki, miał obrzezywać kury, gęsi i gołębie. Nie udało mi jednak dokładnie zlokalizować tego miejsca ani ustalić nazwiska Żyda, który mieszkał tu aż do dyskryminacji.
Załączniki
Rzezacy w Gdowie.jpg
Rzezacy w Gdowie.jpg (210.53 KiB) Przejrzano 457 razy
Ostatnio zmieniony poniedziałek 21 sie 2017, 18:37 przez Markot Roman, łącznie zmieniany 1 raz.

Posty: 557
Rejestracja: poniedziałek 02 mar 2015, 14:48

Re: Żydzi z Gdowa

Postautor: Markot Roman » niedziela 20 sie 2017, 12:24

Galicyjski wykaz rzemieślników z 1907 r wymienia w Gdowie czterech rzeźników, Jonasza i Abrahama Kunzów, Mendka Windholza oraz Józefa Kleinmanna.

Rodzina Kunzów od dawna przebywała w okolicy Gdowa i często zmieniała miejsce pobytu. Kunz Jonasz poślubił Beile Kurzman, w Kunicach w 1867 ur Abraham, w 1871 ur Izaak, zm na tyfus 18 lutego 1874, 10 grudnia 1875 ur Jakub.
Kunz Abraham, s Jonasza o przydomku „Jojny” skupywał bydło i zajmował się koszernym ubojem. Żył w związku z Gnendel Seidenfrau ur w Nowym Targu 6 lipca 1873, c Hirscha i Jentli, którą poślubił dopiero po kilku latach - 18 lutego 1903 r. Początkowo mieszkali w Gdowie u Liebenheimera pod nr 57 gdzie 15 września 1897 ur Mojżesz, 17 kwietnia 1898 ur Chaim, zm 18 kwietnia 1899. Chwilowo przenieśli się pod nr 305 - 11 stycznia 1900 ur Dwojra. W styczniu 1900 r zakupili od Marianny Pareckiej małą pgr 74/3 i na niej wybudowali nowy dom z nr 56 (pb 359), na zakręcie po lewej stronie łapanowskiej drogi. Mieszkali tu kilka lat, 24 października 1901 ur Scheindel, Rywka, 3 maja 1903 ur Freidel, w (-) ur Bina. Z kolei przenieśli się do Marszowic gdzie 9 grudnia 1907-8 ur Marjem, 18 lipca 1910 ur Kalman, 16 grudnia 1912 ur Sara, 10 kwietnia 1916 ur Jentel-Antonina. Chałupę w Gdowie sprzedali w czerwcu 1914 r handlarzom nabiałem Eliaszowi i Cypie Bodnerom. W 1918 r wrócili z powrotem kupując od Keili Leser chałupę w rynku pod nr 146.

Drugi syn Jonasza Jakub Kunz też był rzeźnikiem, 30 października 1901 poślubił Breindel Rimpel urodzoną w Raciechowicach 1 listopada 1878, c Abrahama i Ruchli, Lei Kempler. 27 czerwca 1899 r zakupili od Weitzenhaufów chałupę w rynku przy krakowskiej pod nr 20 (pb 118). Okresowo mieszkali pod nr 254 przy bocheńskiej gdzie 2 października 1902 ur Ester, Marjem, 16 września 1904 ur Debora, w 1906 ur Bina, 27 maja 1907 ur Jentel, 9 grudnia 1908 ur Chana (Anna), 1 września 1910 ur Sara, zm 12 września 1910, 13 kwietnia 1914 ur Ryfka. Przez okres I wojny światowej podobnie jak brat Abraham mieszkał w Marszowicach, gdzie 1 kwietnia 1916 ur Małka. Po wyzwoleniu Kunzowie wrócili do Gdowa, po kilku latach starą chałupę w rynku 28 listopada 1924 r sprzedali Sobczykowi z Bilczyc, a sami wyprowadzili się do Krakowa.

Marcin Ciężarek tak wspomina tych Kunzów „...Wyjechali do Krakowa przed wojną, ale wrócili do Gdowa po wybuchu wojny. Nie mieli miejsca do życia. Jedna z rodzin zaprzyjaźniona z moją matką, zaproponowała im dom w ulicy Grzybowskiej, którą wynajmowała moja rodzina. Rodzice i ich trzy córki dorosłe (jedna z nich, jeszcze niezamężna, zwana Hania) i czterema wnuczkami, zamieszkały w nim. Żyli małym życiem. Oni owijali resztki obiadu w ściereczce, położyli je pod kołdrę, a potem mieli na kolację. W 1941 r. na festiwalach żydowskich poprosili o pomoc w uzyskaniu koszernego jedzenia, i dostali je. Moja rodzina pomogła im, dostarczając głównie żywność i inne rzeczy, takie jak ziemniaki, mąka czy drewno. Kiedy Żydom nakazano opuścić Gdów, zostawili nam pralkę, wózek, nową koszulę i kilka prześcieradeł. Zawiozłem ich do Wieliczki, gdzie zobaczyłem rodziców oddzielonych od reszty rodziny. Po powrocie do domu znalazłem zdjęcie tej rodziny. Kiedy po wojnie w lipcu 1945 r. Hania, która przeżyła wojnę, wróciła do Gdowa, dałem jej to zdjęcie, jedyną rzecz pozostałą w rodzinie. Powiedziała, że zamierza wyemigrować do Palestyny. Nie słyszeliśmy o niej już ..”.
Brenda i Jakub Kunzowie zginęli w holokauście 1942 r.

Innym gdowskim rzeźnikiem był przybysz Mendel Windholtz, początkowo zajmował się handlem. Poślubił Roterrsman Rachel, Laje, córkę Arie, Leiby i Sary - miejscowych kupców w rynku spod nr 144. W 1884 ur Sara, zm 10 marca 1909, 22 stycznia 1886 ur Gittel, 12 listopada 1888 ur Józef, 23 czerwca 1890 ur bliźniaczki Małka i Tauba. Potem przenieśli się na Podkościele do Kowalów pod nr 48, tam 9 grudnia 1892 ur Löbl, 5 września 1895 ur Blüme, w (-) ur Chaim,

Rzeźnik Chaim Windholtz, s Mendla w październiku 1923 dał na zapowiedzi z Sarą Mingelgrün urodzoną w Wiśniczu, c Mendla i Rywki.

Gdowskimi rzeźnikami i handlarzami bydłem, od 1898 r aż do wybuchu wojny byli członkowie rodziny Kleinmannów. Senior rodu Józef Kleinmann poślubił Henne (Annę) Landwirth ur 11 lutego 1879 r w Podolanach, c handlarzy Kalmana i Racheli Windholtz. 24 sierpnia 1899 ur Kalman, 2 listopada 1900 ur Marjem, 2 sierpnia 1902 ur Abraham, 6 października 1904 ur Aryasz, 5 września 1906 ur Eliasz, 29 grudnia 1908 ur Jakub, 8 lutego 1912 ur Salomea, 16 grudnia 1915 ur Chaim. W lutym 1913 r zakupili od Liebenheimerów, narożny piętrowy budynek pod nr 57, (pb 48 i pgr 101/2) i tu mieszkali do 1942 r. Józef Kleinmann zmarł przed 1937 r, Anna zginęła w holokauście.

Najstarszy syn Józefa - Abraham (Romek) Kleinmann zajmował się skupem bydła po wsiach. Wraz z żoną Deborą w 1935 r zakupili 26/32 części sąsiedniej nieruchomości po Lehrfeldach pod nr 239.

Eryasz (Arek) Kleinmann, s Józefa w czerwcu 1938 dał na zapowiedzi z Chane Kornhauser urodzoną w Tomaszkowicach, c Majera i Feigli Wanderer. Przejął po ojcu jatkę z koszernym mięsem, rytualnego bicia dokonywał w gminnej rzeźni przy moście na Zagaju, a mięso do chłodni przewozili mu wynajęci gdowscy wozacy (np. Stanisław Cebula).

Pierwszą gminą rzeźnię bydlęcą w Gdowie wybudowano na Podkościelu około 1900 r. W prymitywnych i anormalnych warunkach sanitarnych funkcjonowała przez dwie dekady. Krótko po wyzwoleniu, w 20 - tych latach władze powiatowe zmusiły zarząd gminy do wybudowania nowoczesnej jak na owe czasy rzeźni. Powstała na targowicy przy Rabie, codziennie do 1939 r prowadzono w niej ubój zwierząt, także dla gdowskich Żydów. Badanie mięsa pod względem przydatności do spożycia prowadził wieloletni oglądacz i klasyfikator Franciszek Bzdyl z Zagaja. Ortodoksyjni Żydzi pilnowali rytualnego uboju wdmuchując powietrze do płuc ubitego zwierzęcia. Gdowski klasyfikator sprzeciwiał się tym praktykom, uważał że tą drogą można zakazić mięso. Z tego powodu często dochodziło do scysji, skargi niewiele dawały gdyż przełożony izraelitów popierał swoich. Tłumaczył Bzylowi że mogą stosować taką metodę skoro mięso przeznaczone jest wyłącznie dla nich.

Starą rzeźnię na Podkościelu zamieniono później na dom noclegowy dla ubogich. Poniżej wygrzebany w manualiach geodezyjnych szkic pomiaru tej noclegowni z 1928 r, dziś budynek prywatny z nr 279.
Załączniki
Stara rzeźnia.jpg
Stara rzeźnia.jpg (29.13 KiB) Przejrzano 457 razy
Szkic pomiaru z 1928 r.jpg
Szkic pomiaru z 1928 r.jpg (171.49 KiB) Przejrzano 457 razy
Rzeźnia na Zagaju.JPG
Rzeźnia na Zagaju.JPG (19.74 KiB) Przejrzano 415 razy

Posty: 1510
Rejestracja: czwartek 12 lut 2015, 22:58

Re: Żydzi z Gdowa

Postautor: Franek D. » sobota 26 sie 2017, 11:23

Na naszym Forum pojawił się nigdzie do tej pory nie poruszany wątek „Żydzi z Gdowa”. Z zainteresowaniem śledzę nieznany mi temat i dziękuję za niego autorowi Romanowi Markotowi...


W tych dniach przypada 75 rocznica Zagłady ponad 600 Żydów - mieszkańców Gdowa i okolic oraz przybyłych tu na początku okupacji z krakowskiego Kazimierza i Podgórza:

20 sierpnia 1942 r. Niemcy przesiedlili wszystkich Żydów z Gdowa do utworzonego w Wieliczce Getta. Mieściło się ono w centrum miasta, gdzie na niewielkim terenie skupiono ponad 11 tys. Żydów. Gęstość zaludnienia przekraczała granice możliwości. Wielu przybyłych Żydów spało pod gołym niebem, w szopach, oborach lub w zbitych na poczekaniu budach.

27 sierpnia 1942 r. nastąpiła Zagłada!
Na pastwisku obok cegielni i stacji kolejowej (obecna ul. Narutowicza), przez cały dzień Niemcy przeprowadzali selekcję przypędzonych z Getta w to miejsce Żydów.

Starców, dzieci, chorych oraz personel medyczny wywożono samochodami na Grabówki oraz do Puszczy Niepołomickiej, gdzie dokonywano zbiorowych egzekucji (na Kozich Górkach k. Niepołomic, w zasypanych dołach przez 2 dni ziemia się ruszała).

Silnych mężczyzn załadowano w wagony i wywieziono do ciężkiej pracy w Stalowej Woli.

Pod koniec dnia pozostałych ponad 9 tys. Żydów załadowano do 52 wagonów towarowych wysypanych wapnem - które pozamykane, po 3 dniach dojechały do komór gazowych w KL Bełżec.
Załączniki
Tablica Pamięci.jpg
Tablica Pamięci.jpg (31.12 KiB) Przejrzano 398 razy
Na pomniku w Gdowie.JPG
Na pomniku w Gdowie.JPG (91.48 KiB) Przejrzano 398 razy

Posty: 557
Rejestracja: poniedziałek 02 mar 2015, 14:48

Re: Żydzi z Gdowa

Postautor: Markot Roman » środa 20 wrz 2017, 08:19

Życie duchowe Żydów ujęte jest w ścisłe ramy przepisów religijnych. Wyznawcy judaizmu wierzą, iż wola boża dociera na ziemię poprzez charyzmatycznych przywódców zwanych cadykami czyli sprawiedliwych. Dzięki swojej świętości „stoją na drabinie łączącej z Bogiem”, są w połowie drogi ku zbawieniu, jedną nogą w niebie a drugą w otchłaniach piekła. W ich słowach i czynach przelewa się światło boże, dla wspólnoty są wzorem pobożności, pokory i sprawiedliwości. Udzielają rad, uzdrawiają chorych, spełniają prośby, rozstrzygają spory, wygłaszają wyroki, nikt nie odchodzi od cadyka nie wysłuchany i nie pokrzepiony duchowo. Kiedy umiera jego moc nie ustaje lecz przeciwnie - zwiększa swą siłę. Toteż Żydzi nawet z najodleglejszych stron wędrują na ich groby, palą świece, modlą się i powierzają wszystkie troski spisane na kartkach.

Wyjątkowym świętem modlitwy jest dla nich Szabat, czas liczony od piątkowego wieczoru kiedy słońce chowa się za horyzontem, a kończący w sobotę po zmroku, gdy na niebie pojawiają się pierwsze gwiazdy. W tym okresie nie prowadzono żadnych interesów, zanikały stosunki towarzyskie i ustawały zakazane przez prawo Szabatu wszelkie prace nawet te prozaiczne. Bogatsi do wykonania niezbędnych do życia robót wynajmowali katolików, najczęściej służące kobiety, np. jesienno-zimową porą do rozpalenia ognia w piecach. W piątek po południu jeden z wyznaczonych Żydów, pracownik bożnicy otaczany szacunkiem i opieką, niestrudzony chodził po domach, stukał krzywą laseczką w drzwi i okna, głośno wołając „szabes, szabes.” Sąsiedzi rabina spoglądali w stronę jego domu czy w oknach zapalił już świece. Rynek pustoszał, zamykały się wtedy sklepy i rozpoczynały przygotowania do najważniejszego, tygodniowego święta jakim było nadejście Królowej Szabat. W czwartek zaczynało się sprzątanie pokoi i mycie podłogi, pranie i prasowanie odzieży z całego tygodnia, pastowanie butów. Od piątkowego rana kobiety żydowskie zagniatały ciasto na chałki, grzały wodę by każdy mógł zażyć oczyszczającej kąpieli, szykowały co tylko miały najlepszego, świeże mięso, ryby i jarzyny na cymes. Nad rynkiem unosił się zapach gotowanych potraw, siekanej wątróbki z jajkiem, rosołu z knedlami, ziemniaków z oliwą i cebulką zwanych kuglem, placków czy naleśników ajerkuchów. Piekarze wypiekali u siebie koszerne to znaczy bez tłuszczu i krwi zwierzęcej jeden rodzaj pieczywa, bajgle, chałki i nadziewane ciasto, a wszystko kupowali w piątek stali klienci.

Piątkowe popołudnie było czasem poświęconym na przygotowanie samych siebie do przyjęcia Królowej Szabat, która krótko przed zachodem słońca wstępowała do izraelickich rodzin, rozsiewając płomienie świętego światła. Pani domu zapalała dużą, szabatową świecę aby jej brzask promieniał do końca wieczerzy. Żydzi po rytualnej kąpieli wraz z dziećmi odświętnie ubrani udawali się do bożnicy. Była już wysprzątana, jasno oświetlona i przepełniona świąteczną atmosferą. O zmierzchu kantor zaczynał nucić pieśń pochwalną dla Królowej, po czym przyłączali się do niego wszyscy zebrani. Śpiewy oraz modlitwy były słyszalne na zewnątrz, kończyły się tradycyjnym błogosławieństwem Szabat szalom, (spokojnego szabatu). Niektórzy religijni Żydzi wierzą, iż mężczyznom powracającym z bożnicy „towarzyszą” dwa anioły, dobry i zły. Aby je zjednać cała rodzina śpiewała pieśń na przywitanie Szalom Aleichem i wtedy blask światła świecy stawał się przedsmakiem raju. Wszyscy zasiadali do wieczornej uczty, jeśli były dzieci, na ich głowach spoczywały dłonie przy jednocześnie wypowiadanych słowach błogosławieństwa. Następnie śpiewano fragment Księgi Przysłów zaczynający się od słów: Niewiastę dzielną i mądrą któż znajdzie ?. Głowa rodziny ze śpiewnym akcentem czytała fragmenty pisma przeznaczonego na dany tydzień. Wszyscy domownicy wypijali ze srebrnego kieliszka, najlepsze koszerne wino wcześniej uświęcone modlitwą Kidusz. Kolejność oraz sposób spożywania zależał od rodzinnej tradycji. Najczęściej kielich wypełniał najstarszy z rodu, osoby nie pijące alkoholu zastępowały go sokiem z winogron. Po rytualnym obmyciu rąk zasiadano do spożycia wieczerzy, najpierw odmawiano błogosławieństwo nad dwiema chałkami, które powinny być przykryte ozdobną serwetką. Jedną z chałek dzielono między domowników na kawałki i rozdawano wszystkim zgromadzonym przy stole. Przed spożyciem każdą cząstkę maczano w soli. Ten wyjątkowy wieczór, obok smacznych potraw, uświetniały wspólne śpiewy i rozmowy na tematy religijne. Wieczerzę kończyło błogosławieństwo dziękczynne za posiłek.

W sobotni poranek udawano się pieszo do bożnicy na modlitwę a po niej do domu na szabatowe posiłki. Dzienne menu miało tą samą podstawową strukturę jak w piątkowy wieczór. Cały dzień świętowano, rodziny przybrane w najlepsze odzienie w ładną pogodę spacerowały po rynku i przyległych drogach. Po uroczystym obiedzie nadchodziła kolejna pora studiowania pisma świętego. W szabes nikt nie powinien pozostać głodnym, żebraków częstowano jedzeniem, czasem zapraszano do domu a dla najuboższych zbierano chałki. Przed zapadającym zmrokiem spożywano trzeci posiłek i udawano się ponownie do bożnicy, gdzie wszyscy śpiewali ostatnie pieśni szabatowe. Około godziny po zachodzie słońca, kiedy już dobrze ściemniało i zapalały się gwiazdy a w domach gasły świece, kończył się Szabat. Nadszedł czas na Hawdalę, rytuał oddzielenia świętego czasu od powszedniego reszty tygodnia. Przy zapalonej koniecznie plecionej świecy i słowach błogosławieństwa, wypijano ze wspólnego kielicha wino z wonnościami, życząc sobie dobrego tygodnia. Zapach wonności miał pocieszyć wszystkie zmartwione dusze po upływie radosnego Szabatu. Dzieci nachodził wtedy smutek gdyż nazajutrz musiały powrócić do chederu a ojcowie rozmyślali o nadchodzącym tygodniu handlowym. Wiekami kultywowane co tydzień to święto w każdym miejscu, kulturze i okolicznościach było jednym z najskuteczniejszych sposobów przetrwania, można rzec że Szabat zachował Żydów. Sami twierdzą że jest przedsmakiem przyszłego i lepszego świata.

Poza Szabatem mają jeszcze kilka innych świąt ściśle związanych z dziejami narodu izraelickiego i każde obchodzą mniej lub bardziej uroczyście, jedne traktowano jako obowiązujące a drugie uznaniowo. Kiedy śniegi topniały przygotowywano się do najpogodniejszych ze świąt. Jest szczególnie czczone i obchodzone na pamiątkę wyjścia Żydów z Egiptu zwane świętem Paschy, Pesach i połączone z bliskim im świętem Przaśników. Czynili wtedy dużo przygotowań poczynając od najmłodszych w chederze uczących się wtedy „Pieśni nad pieśniami”. Dorośli po zimie zdejmowali podwójne okna, wyjmowali watę z kwater, wietrzyli mieszkania i szafy, wynosili i przewietrzali książki. Odświeżali izby, podłogi szorowali piaskiem, koszerowali stare naczynia albo kupowali nowe. Wszyscy zobowiązani byli w tym czasie zmienić system odżywiania na tzw. mace i jej produkty. Były to chrupiące placki wypiekane z niekwaszonej pszennej mąki, jedyne pożywienie w czasie świąt Paschy. Piekarze zacierali wtedy pełne ręce roboty a komisja złożona z rabina i sędziego kontrolowała koszerność wypieku mac.

Na przełomie lata i jesieni obchodzone jest kilka żydowskich świąt: Nowy Rok, Święto Pojednania - Jom Kippur i Święto Szałasów. Nowy Rok nazywany Rosz ha-Szana upamiętnia stworzenie świata i przypomina o sądzie Bożym, jest pierwszym dniem żydowskiego kalendarza. W to dwudniowe święto pierwszego miesiąca, podobnie jak w Szabat istnieje zakaz wykonywania pewnych czynności, choć dozwolone są z pewnymi wyjątkami wszystkie związane z przygotowywaniem jedzenia. Kolejne Święto Pojednania - Jom Kippur zaczyna się z dziesiątym dniem pierwszego miesiąca żydowskiego. Kilka dni po Nowym Roku dla Żydów jest okresem rozliczania grzechów minionego roku i nadzieją na lepszy czas. Dlatego przed świętem Jom Kippur musieli pogodzić się ze sobą, uregulować wszelkie długi i przebaczyć urazy. Mężczyźni wstawali o trzeciej rano na pokutne modły w bożnicy a o wschodzie słońca nad miasteczkiem słychać było pojedynczy, długi dźwięk szofaru, który wzywał wiernych do żalu za grzechy. Kiedy rabin wyruszał do bożnicy, ludzie ustawiali się wzdłuż drogi, mężczyźni po jednej a kobiety po drugiej stronie. Przepełniony duchem Jom Kippur błogosławił ich przechodząc obok i życzył szczęśliwego nowego roku. A oni pomni, że w niebie otwarto księgę życia i śmierci, żałowali za grzechy prosząc Najwyższego by wybaczył im wszystkie słabości oraz upadki i zapisał do księgi życia. Winy odkupywali śmiercią białych kogutów i indyków, które teściowe tuczyły w podarunku dla synowych. Odświętnie ubrani cały dzień pościli i długo modlili się, niektórzy szli nad rzekę, wywracali kieszenie i wytrząsali grzechy z całego roku. A kiedy wracali do domów radośni i lżejsi, śpiewali, tańczyli i słychać ich było w całym miasteczku.

Do obowiązujących należało radosne Święto Szałasów (Namiotów), obchodzone na pamiątkę przebywania na pustyni po ucieczce z niewoli egipskiej. Święto zwane też Kuczkami rozpoczynało się pięć dni po Jom Kippur a dwa tygodnie od początku roku i trwało siedem dni. Budowano wtedy na podwórkach swoich domów, bardzo prowizoryczne altanki obite tekturami, sklejkami i innymi tanimi materiałami, w miastach na balkonach powstawały drewniane ganki. Przystrojone gałązkami z choiny i lampionami były miejscem spożywania w określone dni wszystkich posiłków, a po zakończeniu świąt rozbierano je. Rytuał ten był też obiektem największych dokuczań katolickiej dzieciarni. Bardzo często zdarzało się że gdowskie wyrostki rzucały kamieniami w stronę prowizorycznych namiotów, różnorodnie straszyli zakłócając żydowskie świętowanie.

Kiedy śnieg pokrył całe miasteczko nadchodziło święto Chanuka. Przez 8 kolejnych wieczorów na menorze, świeczniku nazywanym też chanukiją, w domach bogobojnych chasydów nieustannie paliło się błogosławione światło. Głowa domu wygłaszając modlitwę, każdego dnia zapalała jedną świece, ostatnią w ósmym dniu. W ten sposób czczono ocalenie judaizmu w powstaniu na ziemi Izraela, które miało miejsce około 2200 lat temu. Wówczas po długim okresie terroru Greków, przywrócono panowanie Tory i działalność świątyni w Jerozolimie. W zimowe wieczory, w żydowskich okienkach migotały wesołe światełka i unosił się zapach latkesów - placków ziemniaczanych oraz świątecznych racuchów i pączków. Był to radosny czas, w którym organizowano zabawy Chanukowe, jedną z takich urządzono w Gdowie 26 grudnia 1932 r w salach magistratu. Poniżej zaproszenie zaprzyjaźnionej katolickiej rodziny Fitzków na tą imprezę.
Załączniki
zaproszenie 1.jpg
zaproszenie 1.jpg (65.92 KiB) Przejrzano 289 razy
zaproszenie 2.jpg
zaproszenie 2.jpg (68.27 KiB) Przejrzano 289 razy
Ostatnio zmieniony czwartek 21 wrz 2017, 08:44 przez Markot Roman, łącznie zmieniany 1 raz.

Posty: 557
Rejestracja: poniedziałek 02 mar 2015, 14:48

Re: Żydzi z Gdowa

Postautor: Markot Roman » środa 20 wrz 2017, 08:32

Izraelici nie wstydzili się swoich uczuć religijnych. Bogobojni starozakonni zwani chasydami nieustannie studiowali święte księgi i oddawali się wspólnym modłom w gronie co najmniej dziesięciu osób. Zdecydowanie wyróżniali się swoim wyglądem, obowiązkowo nosili brody i wąsy, a przy uszach kręcone kosmyki włosów zwane ickami. Ubierali długie czarne płaszcze, spodnie zapinane pod kolanami, białe pończochy i czarne wsuwane buty na nogach. Głowę nakrywali czarnym, owalnym kapeluszem pluszowym z małą czapeczką pod spodem zwaną jarmułką. W Szabat ortodoksyjni swoje płaszcze przewiązywali na biodrach jedwabnymi pasami. W bożnicy chasydzi mieli osobne miejsce, w czasie głośnej modlitwy kiwali się a śpiewy posiadały ton jednostajnie zawodzący. Ich żony ubrane w długie suknie chodziły do bożnicy tylko w wyznaczone dni i pory, mężatki goliły głowy a na nie zakładały peruki z prawdziwych włosów. Pozostałe okrywały głowę czepcami lub chustami, Żydówki modląc się w blasku domowej świecy, zarzucały szal na głowę i odmawiały psalmy. Inni z gdowskich Żydów, mniej pobożni i postępowi, z biegiem czasu pod presją zachodniej mody, zaprzestawali na co dzień praktykować niektóre religijne rytuały. Jednak w Szabat i inne święta nadal byli wierni tradycji i zwyczajom żydowskim.

Religijnym językiem Żydów jest hebrajski, trudny w nauczaniu i pozbawiony samogłosek, pisany znakami i czytany od prawej ręki do lewej. Toteż w życiu codziennym posługiwali się językiem „jidisz”, żargonem powstałym z gwary niemieckiej, wymieszanej z kilkoma innymi językami, np. z hebrajskim, polskim czy ruskim. Starsi rozmawiając z Polakami kaleczyli bardzo naszą mowę, ale młodsze pokolenia uczęszczające do gdowskiej szkoły mówiły już czysto po polsku. Jednak w razie potrzeby znali też swój żargon ale z biegiem czasu język jidisz zanikał ustępując na rzecz polskiego.
Prawie wszyscy młodzi należeli do jakiejś partii politycznej, socjaliści zachęcali do trwania w diasporze. Biedniejsi z braku perspektyw emigrowali, oglądając się za pomyślniejszą egzystencją. Syjoniści wyjeżdżali do Palestyny by wziąć udział w budowaniu izraelskiego państwa.

Rozważania o życiu wiecznym Żydów łączą się z nieodzowną czystością cielesną, dlatego często poddawali się obrzędowej kąpieli. Gdowska wspólnota żydowska utrzymywała swoją łaźnię zwaną mikwą w budynku nad Rudą, położonym w pobliżu zagrody Linczowskich. W dwóch osobnych pomieszczeniach dla kobiet i mężczyzn, korzystano odpłatnie z kąpieli. Przy zachowaniu odpowiedniej dyskrecji, korzystali z niej także miejscowi katolicy.
Załączniki
Żydzi na gdowskim rynku.jpg
Żydzi na gdowskim rynku.jpg (68.23 KiB) Przejrzano 285 razy

Posty: 557
Rejestracja: poniedziałek 02 mar 2015, 14:48

Re: Żydzi z Gdowa

Postautor: Markot Roman » środa 20 wrz 2017, 08:47

Ogromną radością ale też i obowiązkiem dla rodziców jest zawsze przyjście dziecka na świat. W tej niezwykłej chwili rodzącej oprócz najbliższych towarzyszyły dawniej tak zwane „babki”, które najczęściej nie miały większego pojęcia o położnictwie i jakiejkolwiek o higienie. Toteż śmiertelność dzieci jak i matek przy porodach była wielka. Dopiero później, w II połowie XIX wieku zastąpiły je zawodowe akuszerki z fachową wiedzą i pomocą. Noworodki mojżeszowego wyznania podobnie jak i katolickie, rodziły się kiedyś w domach. Z metryk wiemy, że żydowską akuszerką w Gdowie pod koniec XIX wieku była Perla Rosenberg czy Perla Feig, okazyjnie pojawia się też nazwisko Małgorzaty Hauschild. Dużo porodów odbierały również katolickie akuszerki, przede wszystkim bardzo popularna w naszej okolicy Antonina Wolarska, rodowita Wieliczanka, która połowę życia spędziła w Gdowie. Były też inne, od 1894 r Józefa Lis, po 1901 r Anna Kaleta i Antonina Stałowczyk, po 1906 r Franciszka Stross. Pomocne przy urodzeniu odnotowano też: Katarzynę i Annę Wojtas z Zagórzan oraz Józefę Kopera. Przy izraelickim porodzie w 1902 r asystował gdowski lekarz Stanisław Breyer.

Życie rodzinne Żydów mogło być wzorem do naśladowania. Z metryk wynika jednak, że spory procent dzieci w XIX wieku rodziło się z nieślubnych związków, które legalizowano dopiero po czasie, nieraz bardzo odległym. Wówczas przy urzędowej rejestracji potomka, do księgi wpisywano również nazwisko przyznającego się do ojcostwa oraz nazwisko świadka tego oświadczenia.

Potomka do izraelickiej wspólnoty wprowadzano religijnym obrzędem. W przypadku chłopca widomym znakiem przynależności do żydostwa było obrzezanie. Ceremoniał usunięcia napletka, odbywał się w ósmym dniu po narodzinach, przy uczestnictwie rodziców, chrzestnych, sandaka i mohela. Funkcja sandaka, mężczyzny trzymającego dziecko na kolanach w czasie obrzezania jest bardzo zaszczytna, zwykle był nim rabin lub ktoś szanowany w gminie. Natomiast dokonanie samego aktu wymagało dużej sprawności w operowaniu skalpelem i dlatego mohelami byli przeważnie egzaminowani rzezacy. W Gdowie tego zabiegu przez kilkadziesiąt lat aż do samej śmierci w 1905 r dokonywał Jeruchem Sonnenschein. Po nim chwilowo obrzezali: Osias Brenner z Niepołomic, Szymon Fischgründ, Izrael Kleinmann rzezak z Dobczyc, Szulem Straussberg z Klasna, Emanuel Krengel z Łapanowa, Aron Neiger talmudysta nauczyciel religii mojżeszowej. Pod koniec ceremonii publicznie ogłaszano imię chłopca, natomiast imię dziewczynki głoszono w pierwszy szabat po narodzinach.

W świetle żydowskiego prawa za dorosłego uchodzi trzynastoletni chłopiec. W dzień szabasu jest uroczyście egzaminowany przez ojca lub starszych i obdarzony tałesem z tekstem do modlitwy. Staje się pełnoletnim, musiał odprawiać modły i zachowywać posty ale związek małżeński zawierał znacznie później. Dziewcząt nie obowiązywało chodzenie do bożnicy, w domu odmawiały tylko krótką modlitwę.

Małżeństwa kojarzyli zawodowi swaci lub same zainteresowane rodziny, ustalano sprawę posagu, przyszłego interesu i zaręczyn. Zaślubiny jako niezwykłe wydarzenie religijno-obyczajowe poprzedzały zapowiedzi. Ceremonię ślubną zawsze pod baldachimem przy synagodze prowadził najczęściej rabin, w towarzystwie rodzin nowożeńców. Przyjęcia weselne wyprawiano w domach, przy muzyce tańczono w izbach, osobnych dla mężczyzn i kobiet, z czasem rytuał ten zanikał.
Załączniki
Metryka Samuela Kemplera.jpg
Metryka Samuela Kemplera.jpg (152.51 KiB) Przejrzano 280 razy

Posty: 557
Rejestracja: poniedziałek 02 mar 2015, 14:48

Re: Żydzi z Gdowa

Postautor: Markot Roman » czwartek 21 wrz 2017, 10:05

Galicyjski Gdów w 1907 r liczył blisko 1350 mieszkańców, w tym 322 Żydów co stanowiło 24 % ogółu. Miejscowa wspólnota izraelicka nadal rosła w siłę, w swoich rękach mocno trzymała biznesowy monopol, prawie w całości należały do nich handel i rzemiosło. Wykaz branżowy z tego roku podaje: koncesję na prowadzenie browaru w Gdowie posiadali: Majer Kornfeld i Salomon Heller, winem w swoich karczmach handlowali: Joachim Fruchthändler, Alter Chaim Kempler, Józef Liebenheimer i Zofia Socka. Restauratorem był Aron Dereschewicz (Deresiewicz), pokoje gościnne wynajmował Józef Liebenheimer. Czternaście sklepów z towarem mieszanym prowadzili: Samuel Ehrenhalt, Maria Grażyńska, Reisel Jakubowicz, Alter Chaim Kempler, Jentel Lehrfeld, Izaak Lehrfeld, Aron Leibel, Keile Lesser, Majer Liebenheimer, Salomon Löffelholz, Abraham Seelenfründ, Chaim Seelenfreünd, Samuel Stöger i Abraham Weizenhof. W tym trzy sklepy: Samuela Ehrenhalta, Marii Grażyńskiej, Reisel Jakubowicz handlowały również materiałami bławatnymi, do nich dochodziły jeszcze dwa: Szymona Meinherda oraz Berischa Perlbergera.
Drewnem handlowali: Alter Chaim Kempler, Majer Liebenheimer i Samuel Stöger, towarami żelazno-metalowymi Majer Taffet. Skóry skupowali: Wolf Reüch, Chaim Seelenfründ i Jakub Seelenfründ, garbarzem był Salomon Engländer.
Rzeźnicy w 1907 r to: Abraham Kunz, Jakub Kunz, Józef Kleinmann i Mendek Windholz, piekarze: Józef Liebenheimer, Samuel Seelenfründ i Abraham Weizenhof.Ślusarstwo prowadził Marcin Kaczmarczyk, kowalstwo Michał Zawartka, kołodziejstwo Ludwik Tatarski, szklarzem był Gabriel Guttman a garnki lutował Jan Żyła. Dwa duże majątki rolne w 1907 r należały do: Stanisławy Fihauser oraz spółki Majer Kornfeld i Salomon Heller, cegielnię dzierżawił J. Koczanowicz.

Jak z tego widać w 1907 r w Gdowie istniał tylko jeden katolicki sklep Marii Grażyńskiej przy krakowskiej drodze pod nr 37, handlujący artykułami mieszanymi i bławatnymi. Poza sklepem „Manci”, czterech innych katolików prowadziło wtedy własne rzemiosło: Marcin Kaczmarczyk przy bocheńskiej nr 175, Michał Zawartka w rynku pod nr 106, Ludwik Tatarski przy łapanowskiej nr 241 oraz Jan Żyła pod nr 22 za Rudą. Reszta gdowskiego handlu i rzemiosła spoczywała w izraelickich rękach. Taki stan trwał jeszcze kilka lat ale wybuch I wojny światowej i rosnący poziom uświadomienia społecznego wśród młodego pokolenia gdowian, były początkiem końca żydowskiej koniunktury. Wydatnie przyczyniła się do tego dobra praca nauczycieli miejscowej szkoły, z dużym zaangażowaniem przygotowująca młodzież do przyszłego życia. Coraz więcej uczniów kształciło się dalej, niektórzy kończyli nawet wyższe studia, wielu zdobyło zawody w rzemiośle. Dotychczasowa zaściankowa mentalność lokalna szybko ulegała zmianie na lepsze, młodzi baczniej interesowali się lokalnymi sprawami społeczno-gospodarskimi. Zrozumieli, że sami potrafią handlować i kierować życiem gminy. Odważniejsi katolicy z coraz większym powodzeniem otwierali sklepy i interesy z konkurencyjnie niższymi cenami. Przybywało ich coraz więcej i był to śmiertelny cios dla dotychczasowego monopolu żydowskiego. Z niedowierzaniem tracili gdowski rynek handlowy i w końcu stało się dla nich jasne że przegrają. Co przezorniejsi Żydzi zawczasu zwijali interes i wyjeżdżali z Gdowa, np. w 1916-17 r Gelberowie, w 1920 r Sternlichtowie.

Dodatkowo okres pierwszej wojny światowej pogorszył ich sytuację materialną. Wkraczające do Gdowa 27 listopada 1914 r wojska rosyjskie, zastały bez szyldów, pozamykane żydowskie sklepy. Większość izraelitów opuściło wcześniej swoje domy chroniąc się gdzie kto mógł. Kozacy splądrowali je wszystkie a jednemu z nich chroniącemu swój dobytek Izaakowi Lehrefeldowi, który pozostał pod nr 239 zabrali 26 maszyn do szycia i rozdali chłopom.

Wybuch rewolucji październikowej w Rosji ożywił nadzieje niepodległościowe Polaków i równocześnie wzmógł ruchy antysemickie. Galicyjscy Żydzi przez dziesiątki lat bogacili się pośrednio wykorzystywani przez dwory do wyzysku polskiego chłopa. Ci zaś nieuświadomieni, uważali ich za bezpośrednich sprawców swego niedostatku i nędzy. I kiedy tylko nadarzała się okazja zawsze dochodziło do aktu zemsty na Żydach. 1 listopada 1918 r dotarła do Gdowa radosna wieść o niepodległości Polski, około drugiej po południu nadciągnęła od Niegowici grupa dezerterów a z nimi sporo gawiedzi z tamtejszej okolicy. Pijana i rozkrzyczana banda opanowała posterunek żandarmerii, strzelając z karabinów ruszyła na żydowskie karczmy i sklepy domagając się trunków oraz papierosów. Rozbijali okna i drzwi, wdzierali się do mieszkań, rabowali wszystko co popadło: towary, urządzenia, ubrania, bieliznę itp. Miejscowi nie brali w tym udziału, przyglądali się spokojnie z daleka ale niektórzy połakomili się na resztki porozrzucane na ulicy. Pod wieczór rabusie rozproszyli się.

Przez kolejne dni listopada, powołana naprędce straż obywatelska pilnowała porządku, rozpędzając gromadzących się wieczorami na rynku. W środę 6 listopada podczas miejscowego jarmarku dało się odczuć, iż przygotowywany jest kolejny napad na żydowskie domostwa. Przez cały dzień przybywały obce, podejrzane typy, gromadzili się na rynku i namawiali z miejscowymi. Wczesnym wieczorem około 17 godziny, zaczął się kolejny rozbój żydowskich sklepów, rozbijano drzwi i okna, towary lądowały na ulice od razu ładowane na furmanki. Ponoć rabujący pochodzili z niegowickiej parafii i powiatu bocheńskiego. Dowodził nimi 20 letni chłopak o ksywie „Bursztyn”. Gdy rozjuszona banda ruszyła na browar Majera Kornfelda i Salomona Hellera przy myślenickiej drodze, od Wieliczki dotarło kilku legionistów na koniach i strzałami w powietrze rozproszyli rabusiów. Na drugi dzień smutnie wyglądały żydowskie domy z porozbijanymi oknami, niektóre zabite już deskami, z resztkami towaru pogubionego gdzieniegdzie na drodze.

Posty: 557
Rejestracja: poniedziałek 02 mar 2015, 14:48

Re: Żydzi z Gdowa

Postautor: Markot Roman » czwartek 21 wrz 2017, 10:52

Izraelickie rodziny w Gdowie

Liebenheimerowie

Rodzina gdowskich Liebenheimerów wywodziła się z tzw. polskich Żydów, ale skąd i kiedy tu przyszli dokładnie nie wiadomo. Kilka pokoleń tego rodu dla dobrych stosunków sąsiedzkich, co najmniej od początku XIX wieku zżyło się z miejscową ludnością, byli lubianymi i szanowanymi postępowcami. Zaczynali od handlu towarami, wynajmując dworskie i chłopskie izby. W najlepszym dla siebie okresie przez dziesięciolecia prowadzili wyszynk napojami alkoholowymi, arendując z pokolenia na pokolenie najpierw od Fihauserów, potem od Lanckorońskiego, intratne zajazdy w rynku pod nr 24 i 33. Byli też kupcami, piekarzami i przemysłowcami, prowadzili spore gospodarstwo rolne. Zostawili po sobie dobrą pamięć, zatrudniali u siebie katolicką służbę, zawsze zwalnianą na nabożeństwa. Najstarszym z miejscowego pnia gdowskich Liebenheimerów wydaje się być szynkarz Szymon i jego żona Beila. W 1814 ur Koppel, w (-) ur Szymon, 16 lipca 1825 ur Juda. Protoplasta licznego rodu Szymon, zmarł w zajeździe pod nr 24 - 20 sierpnia 1833, w wieku 56 lat, a Beila w dworskiej zagrodzie pod nr 2 - 27 marca 1849, przeżyła 66 lat.

32 letni Koppel Liebenheimer, s Szymona przyłączył się do powstańców krakowskich przybyłych do Gdowa 26 lutego 1846 r. Na patrolu pod Nieznanowicami został ranny, a za niedługo poległ na gdowskim rynku w potyczce z austriackim oddziałem i rozjuszonym chłopstwem.

Szymon Liebenheimer, s Szymona poślubił Sarę Glücks, 28 maja 1842 pod nr 24 ur Ittel, w październiku 1845 ur (-) ?, 15 maja 1849 ur Józef. Szymon zmarł młodo ale nie znana jest data i miejsce jego śmierci, natomiast Sara była wdową kiedy 23 stycznia 1892 r zmarła w zajeździe pod nr 33, przeżyła 74 lata.

Juda,Izaak Liebenmheimer, najmłodszy syn Szymona poślubił Chaje Büchsbaum, córkę gdowskiego szynkarza. Po ojcu został kolejnym propinatorem czyli dzierżawcą monopolowego wyszynku napojów alkoholowych nowo wybudowanego w rynku zajazdu pod nr 24. W 1850 ur Majer, 30 kwietnia 1854 ur Szymon, 4 czerwca 1857 ur Jakub, 22 września 1858 ur Kalman, zm w (-), w 1859 ur Beile, w 1865 ur Sara, Lea, zm 4 lutego 1883, w (-) ur Frimet, w 1869 ur Ittel.

Prawdopodobnie za namową Liebenheimerów, do Gdowa sprowadził się z Rzepiennika Strzyżewskiego bogaty Żyd Leib Heller i wspólnie około 1852 r zakupili na licytacji od Funduszu Zubożałej Szlachty”schedę po Mroczkowskich oznaczoną symbolem - II. Ta piąta część dawnego majątku dworskiego, wskutek nieporozumień rodzinnych została oderwana od całości, przeszła w obce ręce i nigdy nie wróciła już do rodziny Fihauserów. Należały do niej zabudowania pod nr 78 przy myślenickiej drodze i grunty uprawne ciągnące się na południe wąskim pasem. Zaczynały się pastwiskiem i łąką wzdłuż drogi na grobli i dalej przechodziły w orne pole aż do Raby. Przynależał do niej także szeroki i równy pas ornego zwany Czcidołem, ciągnął się od zagród na Podkościelu, po wschodniej stronie drogi prowadzącej do wybudowanego nieco później młyna. Ponadto obaj Żydzi stali się też właścicielami kilku morgów (orne, las i żwirowisko) z VII schedy, gruntów położonych za Rabą pod Zręczycami a także dużego lasu, pastwiska i łąki z drogą na Kędzierzynce. Do Mroczkowskich należały jeszcze w rynku dwa domy z ogrodami dochodzącymi do łapanowskiej drogi. Pierwszy z nich to dawna poczta pod nr 34 a drugi z nr 31, sąsiadujący ze stacją po wschodniej stronie. Aby żaden z Żydów nie został poszkodowany, solidarnie podzielili po połowie wszystkie niwy i parcele uprawne. Na zakupionych gruntach prowadzili odrębne gospodarstwa rolne. Natomiast budowlanki rozdzielili w ten sposób: Leib Heller wziął dworek pod nr 78 gdzie mieszkał z rodziną oraz dawną pocztę a Juda Liebenheimer przyjął podwójną zagrodę pod nr 31, naprzeciwko arendowanego w rynku zajazdu.

20 lat później Liebenheimer dorobił się w Gdowie znacznego majątku, dwóch synów Majera i Jakuba osadził na zagrodzie z nr 31, trzeci Szymon razem z Jakubem prowadzili stary zajazd pod nr 33, przejęty od Lanckorońskiego. Ale w wykazie nieruchomości gdowskich z 1879 r Juda Liebenheimer nie figuruje. Całość majątku zapisana jest na syna Jakuba, którego prawdopodobnie planował swoim następcą. Do niego należały: pb 42/1, 42/2, 46, 133 oraz pgr 77, 78, 79, 80/2, 99/2, 100/2, 102, 216/2, 266, 267, 268, 1002/2, 1003/2, 1004/1, 1004/3, 1005/2, 1006/1, 1007/2, 1020/2, 1021/1, 1024/2, 1026/1, 1027/2, 1030/1, 1030/3, 1036/2, 1036/4, 1126/1, 1127/2. Po śmierci Wiktora Lanckorońskiego, Juda Liebenheimer około 1883 r wykupił jeszcze od spadkobierców dzierżawiony dotąd dom zajezdny pod nr 24 - pb 134/1. Ale zmarł nagle 23 maja 1884 w wieku 59 lat i nie pozostawił testamentu, żona Chaja przeżyła 69 lat, umarła 15 kwietnia 1898 r.
Załączniki
Budowlanki, ogrody Hellera i Liebenheimera w 1879 r.jpg
Budowlanki, ogrody Hellera i Liebenheimera w 1879 r.jpg (149.87 KiB) Przejrzano 240 razy
Gdowskie grunty uprawne Hellera i Liebenheimera w 1879 r.jpg
Gdowskie grunty uprawne Hellera i Liebenheimera w 1879 r.jpg (221.14 KiB) Przejrzano 240 razy

Posty: 557
Rejestracja: poniedziałek 02 mar 2015, 14:48

Re: Żydzi z Gdowa

Postautor: Markot Roman » czwartek 21 wrz 2017, 13:21

Spadek po Judzie Liebenheimerze przeprowadzono dopiero w styczniu 1896 r, przypadł na pięcioro dzieci ponieważ syn Szymon już wtedy nie żył. Rodzeństwo Majer, Jakub, Beila, Ittel i Frymet dogadało się między sobą i podzieliło gdowskie nieruchomości po ojcu.

Beila, Chane Liebenheimer, c Judy 19 grudnia 1878 r wyszła za 24 letniego handlarza skórami Wolfa Reücha pochodzącego z Rzeszowa, s Hirscha i Ester. 10 sierpnia 1883 ur Ester, 28 sierpnia 1885 ur Juda, 4 maja 1887 ur Lieber, 7 lipca 1890 ur Pinkas, 17 czerwca 1892 ur Golde. Na wiano z rodzinnych gruntów dostała od ojca kilka morgów pola, parcele na Czcidole i za Rabą, sprzedała je w 1918 r Katarzynie Linczowskiej. Reüchowie mieszkali w kilku miejscach, we wrześniu 1889 r zakupili od Sary Geldrahterowej niewielką zagrodę pod nr 222 przy bocheńskiej drodze ale po sześciu latach odsprzedali ją żonie rabina Dobrisch Sternowej. Okresowo wynajmowali izbę pod nr 104 a potem u kuzyna Józefa Liebenheimera pod nr 57 i przez pewien czas wypiekali z nim pieczywo. Kiedy w 1913 cały dom odkupił rzeźnik Kleinmann pozostali w nim, w jednej z izb prowadzili sklep z przyborami szewskimi. W czasie mroźnej zimy (około 1928 r), rodzina zatruła się w nocy czadem, dopiero po kilku dniach ktoś odnalazł ich, leżeli przymarznięci do łóżek.

Estera Reüch, c Wolfa 2 czerwca 1908 w Wieliczce wyszła za Simona Weinmama urodzonego w Rozwadowie (Tarnobrzeg) 3 grudnia 1883, s Berla i Drojzy Perlmüffer. Nie długo po ślubie Estera zmarła i 26 letni wdowiec Simon 31 grudnia 1909 poślubił jej młodszą siostrę Golde, c Wolfa.

Kupiec Pinkas Reüch, s Wolfa w sierpniu 1924 dał na zapowiedzi z Sarą, Gittel Kirschbaum urodzoną w Sieniawie, c Mojżesza i Machy.

Ittel Liebenheimer, c Judy 8 kwietnia 1894 wyszła za Abrahama Gelbera ur w Rawie Ruskiej w roku 1869, s Salomona i Jentel, właścicieli dóbr w Leopoldówce w powiecie rawskim. 6 lipca 1904 ur Chaje, 16 czerwca 1905 ur Rywka. Ittel dostała w posagu ślubnym kilka morgów pola, parcele na Stawach, na Czcidole i za Rabą. W 1913 r odsprzedała je Marii Rybakowej. Gelberowie do 1906 r prowadzili przejęty po ojcu Judzie gdowski zajazd pod nr 24. Potem przez około 2 lata dzierżawił go Aron Dereschewicz (Deresiewicz), jego trzy córki chodziły do gdowskiej szkoły, Rosa ur w Ciężkowicach 26 maja 1893, Zlata ur 25 grudnia 1895 i Salomea ur w Krynicy 24 marca 1901.
Gelberowie około 1916-17 r odprzedali zajazd Alterowi, Chaimowi Kemplerowi i wyjechali z Gdowa.

Frymet Liebenheimer, c Judy po 1889 r wyszła za (-) Silbergera, nie mieszkała w Gdowie. W ślubnym posagu dostała z rodzinnych gruntów kilka morgów pola, parcele na Stawach, przy młynie i za Rabą, które w 1897 r odsprzedała na powiększenie gospodarstwa Salomonowi Hellerowi i Majerowi Korfeldowi .
Załączniki
Zajazd Gelberów pod nr 24.jpg
Zajazd Gelberów pod nr 24.jpg (57.46 KiB) Przejrzano 232 razy

Posty: 557
Rejestracja: poniedziałek 02 mar 2015, 14:48

Re: Żydzi z Gdowa

Postautor: Markot Roman » czwartek 21 wrz 2017, 13:59

Najstarszy syn Judy, Majer Liebenheimer mieszkał we wschodniej części zabudowań pod nr 31, zachodnią zajmował brat Jakub. Był to podwójny i parterowy dom o wyglądzie starego dworku, z licznymi pokojami, mansardowym dachem pokrytym gontem. Po wschodniej stronie, ustawiony bokiem do drogi stał oddzielnie drugi, duży dom też należący do Majera. W izbach od ulicy bracia prowadzili sami lub podnajmowali innym pomiesczenia na sklepy albo wyszynki nazywane Szlamkówką i Raciatówką. Obaj Liebenheimerowie niewiele dbali o stan swych zabudowań, zeszpecili je jeszcze dobudówkami oraz zmianą dachów. W ogrodzie wznieśli nowe zabudowania gospodarcze z dojazdem od łapanowskiej drogi, które prawdopodobnie nie stały długo, mogły się spalić.
Majer przejął też po ojcu część gospodarstwa rolnego i uprawiał ziemię a potem wydzierżawił Hellerom. Prowadził sklep z towarami mieszanymi i zajmował się handlem drzewem z kędzierzyńskiego lasu. W wieku 34 lat, 9 grudnia 1884 r rytualnie poślubił 30 letnią Esterę Lehrfreund z Klasna, c Löbla i Feitsze. Wcześniej dorobili się garstki dzieci: 30 lipca 1872 ur Löbl (Leon), w 1874 ur Beile, 15 maja 1875 ur Syme, Sydonja, 27 października 1876 ur Malka, zm 15 grudnia 1882, w czerwcu 1879 ur niepełnosprawny Lazar, w 1882 ur Szymon.

Majer Liebenheimer od 1888 r co najmniej przez 4 lata wraz z kuzynem Józefem Liebenheimer był gdowskim radnym, współzałożycielem Ogniowej Straży. 17 maja 1910 r dostał udar serca i zmarł w wieku 60 lat, spadek odziedziczyły dzieci po 1/5 części .
Załączniki
Dom Liebenheimerów pod nr 31.jpg
Dom Liebenheimerów pod nr 31.jpg (48.73 KiB) Przejrzano 229 razy
Parcele i zabudowania Liebenhemerów pod nr 31.jpg
Parcele i zabudowania Liebenhemerów pod nr 31.jpg (82.65 KiB) Przejrzano 160 razy
Ostatnio zmieniony czwartek 05 paź 2017, 09:40 przez Markot Roman, łącznie zmieniany 1 raz.


phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Województwo małopolskie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość