Piknik na skraju poligonu, czyli wycieczki pod Kaliningradem

W dziale tym znajdują się opisy, zdjęcia oraz reportaże z wypraw i wycieczek
Posty: 1777
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Piknik na skraju poligonu, czyli wycieczki pod Kaliningradem

Postautor: buba » piątek 23 cze 2017, 16:12

Chęc odwiedzenia Obwodu Kaliningradzkiego pojawiła sie u mnie pierwszy raz w 1988 roku kiedy wraz z rodzicami spedzałam wakacje w Krynicy Morskiej. Ktoregos dnia pojechalismy do wioski Piaski- ostatniej osady po polskiej stronie. Poszlismy na spacer plażą. Nie doszlismy do samej granicy bo ponoc byly jakies napisy, ze juz dalej isc nie wolno. Gdzies w tym rejonie zrobilismy na plazy grajdołek ze starych desek wyrzuconych na brzeg i zapodalismy calodzienny piknik. W odroznieniu od plaz w Krynicy- ta byla zupelnie pusta… Gdzies na horyzoncie, tam gdzie juz nie moglismy pojsc majaczyly jakies budynki. Tylko my, wiatr i ta tajemnicza magiczna linia, ktorej nie wolno przekroczyc. To miejsce ciągnelo mnie jak magnes.. Niby zbieralam kamyczki i muszelki, niby taplałam sie w wodzie ale coraz bardziej dryfowalam w tamta strone. Gdy juz odlazłam kawałek puścilam sie biegiem w upatrzona strone. Nie wiem co sobie wyobrazalam, nie wiem co dokladnie chcialam osiagnac, co za chytry plan kołatał sie w główce szesciolatka… Na kolejnych 10 metrach oczywiscie zostalam odłowiona przez rodzicow i odniesiona do grajdołka- z kategorycznym zakazem jakichkolwiek spacerow w tamta strone..

Kilka zdjec z tamtego wyjazdu:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Od tego czasu, gdy na krótkich nózkach biegłam plażą, minelo prawie 30 lat.. Tajemniczy kraj za miedzą zdążyl zmienic nazwe i chyba ulatwil sie proces jego odwiedzenia. A i ja nauczylam sie, ze granice przekracza sie na przejsciach i z dokumentem w kieszeni. Bardzo a to bardzo chcialam dotrzec tam, na mierzeje, gdzie kiedys nie doniosły mnie krotkie nozki i glupi dziecinny plan.. Niestety.. Mierzeja Wiślana po rosyjskiej stronie, zwana tu Bałtijska Kosą jest terenem zamknietym dla turystow, a obcokrajowcow w szczegolnosci. Na miasto Bałtijsk mozna jeszcze uzyskac przepustke- na reszte kosy- nie bardzo. Znalazlam wprawdzie relacje pewnego Białorusina, ktory przepłacil rybaka i poplynal tam łódka przez zalew. Chlopak mierzeje zobaczyl ale stacjonujace tam wojsko szybko go odlowilo i wpakowalo do aresztu. Wprawdzie tylko na 2 dni, ale my nie mielismy w planach az tak dokladnie poznawac lokalnych klimatow. Wiec tym razem tez sie nie udalo. Ale postanowilam choc spojrzec na tą kose przez zalew - a przy okazji odwiedzic wiele innych ciekawych miejsc :)

Granice przekraczamy przejsciem Gronowo- Mamonowo i poczatkowo mamy wrazenie, ze jest ono chyba nieczynne- nikogo nie ma! No dobra- stoja dwa auta.. Ale o co chodzi? Karteczki dostajemy wydrukowane, nie trzeba uzupelniac samemu. Wriemiennyj wwoz babka pomaga mi wypelnic, polowe rubryk wpisuje sama. Mimo cieplego dnia tu pod blaszanymi dachami jest zimno i wieje- jak to jest ze zawsze pizga na granicy? Juz mam isc po koszule ale szlabanik sie otwiera a pan w mundurze ponaglajacymi ruchami pokazuje, ze mamy jechac. Troche nie wiem co sie stalo i co mamy ze soba zrobic. Gdzie kolejki i dlugie senne godziny, gdzie trzepanie auta, zagladanie w podwozie i zlosliwosci, gdzie ci osławieni ruscy słuzbisci, ktorzy nie dadza nam tu zyc?? Poki co jest podniesiony szlaban, komplet pieczatek gdzie trzeba i pas asfaltu niknacy gdzies w oddali. Wręcz nie wiemy co ze soba zrobic! Chyba minelo niecale pol godziny! Ale szok!

W Mamonowie ide szukac kibla a mignelo mi miedzy drzewami cos na ksztalt tojtoja. Tak odkrywam plac zabaw i dosyc małe ale zawsze ruiny kościoła. Jedna sciana. Robie zdjecie. Podchodzi do mnie na oko 10 letnia dziewczynka i pyta czemu robie zdjecia. Mowie jej ze stary kosciol, ze ruiny i ze ciekawe. Dziewczynka biegnie do mamy i ze smutkiem pomieszanym z wyrzutem pyta: “Czemu mi nigdy nie powiedzialas ze to jest ciekawe”?

Obrazek

Obrazek

Pierwsze zdjecie i juz jakas historia! :) A obiecalam toperzowi, ze nie bede robic podejrzanych zdjec. Nawet specjalnie z tej racji nie wzielam aparatu z zoomem 60 tylko 16. Zeby nie kusilo. Wiele razy z błyskiem w oku łapalam za aparat, tak z przyzwyczajenia i ogromna siła woli odkladalam go jednak na miejsce. Musze więc wszystkich rozczarowac- nie bedzie zdjec baz wojskowych- czynnych ani opuszczonych, kolumn ciezarowek wożących czołgi po autostradzie, stad tłustych bojowych helikopterow czochrających brzuchami o drzewa, radarow i innych tego typu ciekawych obiektow i sytuacji. Lubie takie klimaty ale wiem ze tutaj sa na tym punkcie przewrazliwieni. I nie maja poczucia humoru.

Potem jedziemy w strone zamku Balga, zobaczyc zalew i poszukac miejsca podpisanego na mapie “turbaza”. Do torow jedzie sie normalnie a dalej droga wchodzi w wąwóz.

Obrazek

Po jego drugiej stronie pojawiaja sie kocie łby a potem połamany asfalt gdzie wpadamy w dziury jak leje po bombach a drzewa i krzewy zwieszaja sie na poł drogi. Tereny wokol to bagna i miejsca jakby dawnych wsi. Okolica bardzo mi przypomina Wilsznie w Beskidzie Niskim.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy jakies rozdroze. Jedziemy w lewo. Nie wiem czemu. Na czuja. Droga w lewo jest szersza ale w prawo odszedl asfalt. Jedziemy ale z coraz mniejsza pewnoscia siebie. To nasza pierwsza boczna droga w tym kraju i nie wiemy jakie sa realia. Wyglada jak droga donikad. I strasznie sie dluzy- chyba jezdzimy w kólko! Juz chcemy zawracac myslac, ze pomylismy drogi. Ale dostrzegamy druty. Jak idzie elektrycznosc- to chyba cos tam jest? Kawalek dalej pojawia sie utopiona w zieleni osada 3 domy i drogowskaz “turbaza”. Nie ulega wątpliwosci, ze bedzie tu klimatycznie!

Obrazek

Obrazek

Obiekt jest otwarty i zdecydowanie przeznaczony dla turystow. Akurat dzis rano zjechaly tu jakies militarne kolonie i pól placu jest zasiedlone namiotami, miedzy ktorymi biega dzieciarnia w mundurach. Wszystkie maja takie same naszywki, ale nie moge przeczytac co na jest na nich napisane- dzieciaki sie za bardzo kręca.

Obrazek

Jest tez na terenie jeden wypasny domek, nie bardzo pasujacy do calego otoczenia. Wyglada jakby wylądował tu zupelnym przypadkiem. Na poczatku prowadzą nas do niego. Za 60 zl od osoby, ze skorzanymi kanapami, telewizorem na pol sciany i innymi bajerami, ktore niekoniecznie mamy ochote ogladac. Tu sie ponoc bawią bogaci z miasta gdy chca zachowac anonimowosc. Mowimy babce opiekujacej sie przybytkiem, ze my wolimy spac w busiu bo taniej i przyjemniej. Płacimy wiec 5 zl za osobe i chowamy sie za ową willa coby nas dzieciaki nie zadeptaly na swoich manewrach.

Obrazek

Cala baza jest dokladnie taka jak lubie najbardziej- kilka starych trojkątnych domkow, wiatki biesiadne, wysoka trawa, sielski klimat.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z cyklu- śladami normalnych hustawek!

Obrazek

Obrazek

Jest tez kibelek sławojka trzyoczkowa, o zapachu starego drewna i suszonych ziół.

Obrazek

Mamy okazje tez wysłuchac dlugą historie 4 tutejszych, przybazowych kotów- ich miejsca pochodzenia, zawiłosci własnosciowych, wzajemnych odnoszen, zwyczajów i roznic w charakterach. Potem je obserwujac dokladnie wiemy z kim mamy do czynienia!

Obrazek

Obrazek

Zamek Balga jest nieopodal- zbudowane przez Krzyżaków obecnie ruiny z czerwonej cegły utopione w komarzym lesie. Koło ruin stoi przyczepa i siedzi koles w mundurze ktory robi sobie grila. Droge przegradza łancuch. Pytamy wiec goscia czy mozna obejrzec zamek. Jego ponura twarz sie natychmiast rozpromienia w usmiechu i mowi, ze tak, oczywiscie, a nawet nalezy zwiedzic bo to piekne miejsce a on sie cieszy jak pojawiaja sie tu turysci. Mam wrazenie, ze ogromnie ucieszylo go to zapytanie bo poczuł sie potrzebny i doceniony. Zyczy nam miłego dnia, zdrowia i długo macha gdy znikamy wsrod drzew. Jak czasem w latwy sposob mozna komus sprawic radosc!

Przy zamku ciezko stanac choc na chwile bo od razu opada rój bzyczacych paskudztw!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dosc stromym zboczem schodzimy z klify na plaze.

Obrazek

Obrazek

Idziemy w kierunku przylądka oznaczonego na mapie “Mys Siewiernyj”. Wybrzeze jest piaszczyste, trawiaste lub kamieniste, miejscami sa tez spore, gliniaste klify.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przerwa na wrzucanie kamyczków!

Obrazek

W klifach napotykamy skalne miasto jaskółcze- lataja ich dziesiatki i drą dzioby! Jak gruzinska Wardzia w miniaturze!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A od Bałtijska dochodza dzwieki jakis dzwigów czy przeładunku.. W oddali majaczy MOJA MIERZEJA!

Obrazek

Zalew jest chyba niezbyt czysty bo na brzegu lezy duzo zdechłych ryb rozmaitych gatunków i w roznym stopniu rozkladu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oprocz ryb morze wyrzucilo tez łuske, wojskową skrzynie, malownicze korzenie i duzo bursztynow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ptactwa w wodzie jest sporo, widac są bardziej odporne niz ryby.

Obrazek

Obrazek

Jest tez kamyk z dziwna żyłką. Jakos skojarzyl mi sie z pasożytem loa loa, ktory wkreca sie pod skore i wyglada podobnie ;)

Obrazek

Widac sporo miejsc ogniskowo- piknikowych. A moze rybackich? Choc w tej materii chyba łatwiej by bylo pozbierac z piasku niz siedziec z wędką… ;)

Obrazek

Obrazek

Po zalewie pływa łódz, a na niej kilku chłopakow z obozu w naszej turbazie. Łodka ma bardzo nietypowe żagle, chyba pierwszy raz takie widze!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy wracamy dzieciarnia bawi sie w chowanego a mimo sporej ilosci budyneczkow i drzew- najlepsze miejsce zeby sie schowac jest za busiem! Jedna dziewczynka nawet probuje wpełznac pod samochod ale toperz ją odgania. Dzieciaki i komary tego dnia sa dosyc natrętne. Na komary spreje nieco pomagaja- na dzieci niekoniecznie ;)

Pomaga monotonny glos, ktory zaczyna sie odzywac z megafonu- dzieciaki sa zwoływane na wieczorny apel. Nie wiem czy on ma na celu uspienie ekipy aby nie dokazywala zbytnio nocami, ale przez godzine sa wyczytywane chyba nazwiska delikwentow i jakas krotka charakterystyka zasług czy wymagan wzgledem danej osoby. Chyba- bo nie bardzo potrafie cokolwiek zrozumiec z tego bełkoto-charkotu. Czasem monotonie przerywaja oklaski lub gwizdy.

Wieczorem mam okazje robic za opiekuna bazy, gdy przychodzi jakas babka i wypytuje o ceny, zasady noclegu i bazowe udogodnienia ;) No coz- oprowadzam wiec - na ile jestem w stanie.

Rano, gdy juz opuszczamy tą okolice, zatrzymujemy sie jeszcze przy jednym z domkow wpółopuszczonej osady. Na stołach, ławach i trawie zostaly wyłozone rozne szpargały, głownie znalezione w starych sadach lub wykopane z ziemi przy pomocy wykrywacza metalu. Sa łuski po nabojach, resztki maszyn rolniczych, wojskowego wyposazenia, czy niemieckiej zastawy stołowej. Kazdy eksponat mozna kupic, acz chyba glownie leżą tu dekoracyjnie bo teren nie jest zbyt tłumnie odwiedzany przez turystow żądnych nabywania pamiątek. Wszystko to fajnie wyglada - ale razem. Bardzo chce wybrac jakas jedna rzecz aby miec stad pamiatke, ale naprawde ciezko sie zdecydowac. Ostetecznie pada na jakas małą butelczyne z niemieckim napisem za 100 rubli (okolo 6.5zl) w ktorej w srodku jest jakas resztka bardzo smierdzacej oleistej cieszy (to odkrywam pozniej).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Maja tu tez tablice, ktore dokladnie opisuja kiedy nie wolno wchodzic (wjezdzac) na lód na zalewie.. U nas pewnie nie wolno nigdy… ;)

Obrazek

A my tymczasem jedziemy szukac kolejnych nadzalewowych “baz oddycha”, co do ktorych mamy nadzieje, ze tam rowniez zatrzymal sie czas! :)

cdn

Posty: 1777
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Piknik na skraju poligonu, czyli wycieczki pod Kaliningradem

Postautor: buba » sobota 24 cze 2017, 19:57

Kolejnego dnia pętamy sie w okolicach wsi Bieriegowo, ktora jak nazwa wskazuje rowniez przytyka do zbiornika wodnego, ktorym jest ten sam zalew, tylko troche na polnocny-wschod. Juz na dojezdzie do wsi sie gubimy bo droga co chwile sie rozdziela.

Obrazek

Kilka razy dopytujemy jak jechac i podążajac za wskazowkami docieramy na teren jakiejs fabryki ;) A potem okazuje sie, ze droga byla prosta, asfaltowa tylko trzeba bylo skrecic w cos, co nam sie wydawalo byc bramą na plac zabaw ;)

Samo Bieriegowo jest senną osadą. Jak wszedzie w okolicy tu tez reklamuje sie nikt inny tylko partia nr 4, dzieci wiszą na płotach a wody zalewu płynnie przechodza w kałużaste drogi pokryte czesciowo starym brukiem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciemne chmury o nisko ciągnietych brzuchach dodają temu miejscu posępnego uroku.

Obrazek

Jest tez cerkiewka o wielu daszkach.

Obrazek

W odroznieniu od Balgi w tutejszych lasach jest kupa starych turbaz (a nie jedna) acz nie wplywa to na łatwosc znalezienia w nich noclegu. Pierwszą z nich, ktora odwiedzamy, jest “Elektron”.

Obrazek

Teren jest strzezony przez ciecia i dostepny tylko czasami- gdy akurat przyjedzie ekipa z zakladu przemyslowego w Kaliningradzie, ktoremu nadal osrodek podlega. Byc moze wtedy z “naczalnikiem” mozna by sie dogadac na ewentualny nocleg. On natomiast jest strozem i za to mu placą, ze ma nie wpuszczac nikogo. Boi sie, ze jesli nas wpusci straci prace a o tą w Bieriegowie obecnie nie latwo. Ale jest mily. Usprawiedliwia sie, opowiada o swoim zyciu, o okolicy. A nie won i tyle. Probuje tez jakos pomoc, doradza inne turbazy leżace po przeciwleglej stronie wsi. No szkoda.. Wyglada na goscia, z ktorym fajnie by pogadac przy kielichu i rybce.

Obrazek

Za wsią zaczyna sie droga o zmiennej nawierzchni. Mam momentami wrazenie, ze skodusia by jej nie pokonała. Piach, błoto lub dziury zasypane calymi cegłowkami.

Obrazek

I las. Gęsty, lisciasty, młakowaty las. A w lesie kilkanascie turbaz. Skazka, Łukomoriec, Bieriozka, Sosnowyj Bor. Niestety… Najczesciej sa zamkniete pordzewialym łancuchem i zarosłe wieloletnim zielskiem. Czasem łancuch jest nowy a na terenie wystepuja slady bytnosci ludzi juz w czasach nowozytnych. Ale tez pusto. Nie pomaga nawoływanie czy trąbienie klaksonem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jedna z turbaz zdaje sie zyc. Po jej terenie biega stado dzieci w mundurach (znowu??). Częsc gromady trenuje biegi lesne, jakas grupka cwiczy okrzyki. Miedzy domkami stoją tablice poglądowe rozmiarow 10 na 5 metrow z roznymi rodzajami broni, wojskowych oznaczen czy mundurow. Pod jedna z tablic dwie dziewczynki ubrane w moro bawią sie lalką. To byla jedna z tych wielu sytuacji gdy siegnelam odruchowo po aparat… ale jednak odpuscilam.. Udaje mi sie wpakowac do kuchni i tam odnalezc kierowniczke tego kociokwiku. Wystepują tu rowniez garnki, w ktorych dalabym rade schowac sie na stojaco. Niestety, tu tez nie mozemy spac. Turbaza przyjmuje jedynie grupy zorganizowane i polecone przez.. tu nastepuje jakas nazwa bedaca skrotem literowym nie wiem czego. Babki podchodza do mnie dosc nieufnie- chyba rzadko zagraniczni turysci pytaja tu o nocleg.

Ciekawe czy te obozy sa obowiazkowe? Czy to rodzaj dobrowolnych kolonii letnich czy element nauki szkolnej? I czy czerwiec jest miesiacem wojskowopodobnych spędow czy młodzież obwodu rotacyjnie spedza tak czas w roznych miesiacach i to jest obecnie sensem istnienia turbaz?

W koncu udaje sie w Bieriozce. Tylko czy to turbaza? Stoi tu dwupietrowy dom w remoncie, ktory zamieszkuje rodzinka z dwojka dzieci.

Obrazek

Obrazek

Domków kempingowych jakos nie widac. Moze kiedys byly- dzis to raczej przeksztalcilo sie w gospodarstwo. Stawiamy busia nieopodal domu, a babka przynosi pełen talerz przepiorczych jajeczek (z wlasnego chowu), kanapeczki z ogórcem i rybka. Nie ma mowy o zadnych opłatach- jestesmy ich goścmi.

Obrazek

Wogole przemili, goscinni, sympatyczni ludzie. Babka od razu zabiera mnie z kabakiem do stajni- coby pokazac nam niedawno narodzone prosięta. Kabaczka prosieta zapewne by cieszyly ale duzych kwiczacych swin juz sie boi. W dodatku w stajni jest ciemno a i zapach jest nietypowy i dosc intensywny. Pokaz nie wypada wiec najlepiej- kabak z płaczem ucieka na ręce, świnie kwicza, prosięta sie rozbiegaja. Ja wpadam w poslizg na jednej z desek i mało nie ląduje kuprem w gnojówce ;) Rece mam zajete kabakiem wiec nie mam jak zrobic zdjecia prosiąt. Toperz gdzies zniknal a potem sie okazuje, ze to mysmy zniknely i caly czas nas szukał.

Sa tez konie, ktore kabaczek zapamietale głaszcze- ale tylko jak jest na rękach.

Okazuje sie, ze dawniej byla tu turbaza a teraz teren jest prywatny. Rodzinka przeniosla sie z miasta i kupila tu kilkanascie hektarow lasow i bagien. Mozemy łazic gdzie chcemy, palic ogniska. Rodzinka bardzo sensownie podchodzi do swojego terenu- “niech innym tez sluzy, przeciez sami tego wszystkiego nie zeżremy”. Nie gonia wiec wędkarzy czy przyjezdzajacych na szaszlyki.

Widze troche błysk niezrozumienia na twarzach gospodarzy gdy mowimy, ze idziemy pospacerowac nad zalewem. Sprawa wyjasnia sie bardzo szybko. O jakichkolwiek spacerach nie bardzo jest mowa. Nie ma tu plaz takich jak wczoraj- ba! Nie ma tu wogole zadnych plaz! Jest młaka, bagno, tatarak i to wszystko jeszcze pociachane kanałami, ktore sa zbyt szerokie aby je przeskoczyc.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie dziwi mnie stan opuszczenia turbaz.. Ale ze one wogole tutaj powstaly? Wczasy zakładowe? Dwa tygodnie na młace i w szuwarach wsrod kłębowisk komarow? Co tu robic od trzeciego dnia? Chyba tylko pić!

Początkowo stawiamy busia w niezbyt szczesliwym miejscu, wsrod konskich kup i zaraz blisko domu. Okazuje sie jednak, ze teren wokol domu bedzie dzis opylany jakimis swinstwami na kleszcze, wiec musimy odjechac na chwile albo schowac sie w aucie. Niezbyt mamy ochote, zeby potem palic ognisko w oparach chemii wiec odjezdzamy wiekszy kawalek w strone lesnego jeziorka. I to okazuje sie byc rewelacyjnym pomysłem! Brzozy, bagna, chlupoczace ryby! Miejsce kojarzy mi sie z jakimis syberyjskimi klimatami. Kraj sie niby zgadza- ale odleglosciowo to jeszcze niezły kawał drogi ;) Komary probują stanąc jednak na wysokosci zadania - i co najgorsze- pojawiają sie meszki! Rozpalamy ognicho i ono mocno dymiąc komary odstrasza. Meszki maja w dupie dym czy repelenty. Kąsaja straszliwie, glownie w oczy. Toperz oznajmia ze on na Syberie nie jedzie chyba ze w styczniu ;) Odkladajac na bok tej jeden bzyczacy aspekt- to miejsce jest naprawde cudne!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pieczemy ziemniaki, ale niestety z mlodymi sprawy sie maja kiepsko.. Z kilkunastu wrzuconych chyba tylko 4 ocalaly. Na szczescie mielismy jeszcze oscypki, wprawdzie te z targu w Oławie, wiec tygodniowe i lekko nadjełczałe- ale w takim miejscu wszystko smakuje wybornie! :)

Ciekawa jest tez postac pana z wąsami, ktorego spotykamy dzis przypadkiem juz trzeci raz. Pierwszy raz wyrósł jak spod ziemi gdy pytalam w Bieriegowie miejscowego o turbazy inne niz Elektron. Drugi raz nadjechal autem gdy szlismy lesna droga znad zalewu- i zapraszal do siebie do domu ( juz po ptokach- my juz wtedy dogadalismy sie w Bieriozce). Trzeci raz pojawia sie nad jeziorkiem gdzie palimy ognisko (musial przejechac brame turbazy) i tym razem ostrzega nas przed kleszczami, ktore w okolicy ponoc sa straszliwa plagą. (cos w tym jest- rano znajduje dwa wbite w kuper)

W nocy przychodzi burza. Trzaska piorunami ale gdzies daleko. W naszym rejonie pogoda skupia sie na potokach deszczu jakby kto z wiadra polewal. Ja oczywiscie wypilam przy ognisku 2 litry herbaty wiec do kibla wstaje co godzine, wiec jestem nieco mokra… Toperz rozwaza czy jeziorko nie wystąpi z brzegow i nie zaleje jedynej drogi. Bo wtedy przyjdzie sprawdzic na wlasnej skorze co mozna tu robic przez tydzien ;)

Poranek wstaje jednak pogodny. Ale wyjazd i tak jest utrudniony! :)

Obrazek

Zegnamy sie z miła rodzinka i podskakując na wybojach wracamy do wsi. Zaglądam jeszcze do sklepu, ktory jest polozony w jakims starym budynku dawnego kina czy klubokawiarni. Nawet krzesełka maja odpowiednie. Sprzedawczyni gdy odkrywa we mnie obcokrajowca pyta skad jestesmy. “Z Polski? To wyscie spali w Bieriozce? Czy jakas inna ekipa?”. Szybko sie tu roznosza informacje. Czy cala wies od wczoraj zyje tym, ze nad zalew nagle zjechali inni turysci niz młodziezowe obozy wojskowe?

Obrazek

Obrazek

Obrazek


cdn

Posty: 1777
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Piknik na skraju poligonu, czyli wycieczki pod Kaliningradem

Postautor: buba » wtorek 27 cze 2017, 11:24

Jedziemy do Uszakowa. Zachowaly sie tu fragmenty krzyzackiego zamku Brandenburg. Zostalo naprawde niewiele. Na tablicach jest opisany jako wielka atrakcja turystyczna. Otoczony plotem, z pozamykanymi furtkami i telefonem gdzie dzwonic aby sie umowic na zwiedzanie z przewodnikiem. Ale co zwiedzac? Dwie sciany?

Obrazek

Juz wiecej zostalo z koscioła, ktory stoi bardziej zapomniany wiec i zwiedzanie jest swobodniejsze. Wchodzac do wnetrza wiezy uderza spiew ptakow. W starych murach, w załomach miedzy cegłami gniezdza sie ich dziesiatki, jak nie setki.

Obrazek

Obrazek

Jest tez ciekawy herb

Obrazek

I stary zegar

Obrazek


Nieopodal sympatyczna przystan rybacka

Obrazek

I miejsce targowe. Niestety dzis nic nie sprzedają (albo o tej godzinie)

Obrazek

Potem jedziemy do Jabłoniewki gdzie tez mają byc ruiny przedwojennego kosciola. Stoją sobie przy bocznej uliczce. Zadomowiły sie na nim bociany. W kolejnych dniach okaze sie, ze zabocianowanie koscielnych dachow jest w tym regionie regułą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Dachu juz nie ma, ale zachowaly sie niemieckie napisy na scianach (jakby ktos przetlumaczyl bedzie mi milo :) )

Obrazek

Obrazek

Za ruinami miejsca biesiadne, ogniskowe, a nawet hustawka na drzewie.

Potem jedziemy drogą przez Poliewoje i Majskoje w kierunku na Władymirowo. Mijamy jakies głebokie wyrobiska, pelne oczek wodnych i pogrzęznietych w nich koparek i innej maszynerii. Zaklad jest jak najbardziej czynny, ciagle mijaja nas jakies ciezarowki, z ktorych sie leje błotnista maź. Droga znika gdzies za bramami i szlabanem. Prawą stroną wyrobiska jest poprowadzony objazd, jako ze zaklad pierwotną droge zjadł. Jedziemy wiec dalej błotnistą, kałużasta koleiną noszącą slady starego bruku. Nie mija nas zadne auto, wiec po raz kolejny zaczyna sie nam wydawac, ze jednak jedziemy zle.

Obrazek

Obrazek

Trafiamy na ciekawy most, wzmacniany solidnym, acz mocno omszałym betonem. Wygląda jak jakas dawna śluza albo co? W dole płynie rzeczka Prochładnaja, ktora tu tworzy niewielkie jeziorko.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do Władymirowa w koncu docieramy. Tu tez szukamy ruin kosciola. Ten dla odmiany jest ogromny, calkiem niezle zachowany i… niestety zamkniety.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chyba trwa jakis remont bo dach wyglada na nowy i w srodku lezy sporo naskładowanych cegieł.

Obrazek

Kabaczek strasznie sie irytuje, ze nie moze wejsc do srodka (chyba ma to po mamusi :P ). Stoi przyklejona do kraty, czuje chłód ciągnacy z wnetrza, zapach starego muru, ciagnie za krate, potrząsa i nic.. Dluzsza chwile nie mozemy jej oderwac od tych skrzypiacych bram..

Obrazek

Przy opuszczonym kosciele jest dziwny grob. Tegoroczny, z kwietnia 2017. Po pierwsze samotny taki jeden, po drugie mocno symboliczny i skromny. Nie wiemy ile lat miala Irina i czemu pochowali ją akurat tutaj. Wyglada jakby stala za tym jakas mroczna historia...

Obrazek

A potem suniemy do Kaliningradu. Zwykle staramy sie omijac duze miasta ale tu mamy dwie rzeczy do załatwienia. Na nocleg zatrzymujemy sie w hotelu “Willa Sewerin”. Obiekt nalezy do takich, jakich buby zdecydowanie nie lubią - odremontowany na błysk, stylizowany na bardzo wypasny i koszmarnie drogi. Ale doradzono go nam jako miejsce, ktore od reki i bez problemow robi meldunek. Ponoc da sie olać sprawe i nie meldowac sie wogole (ostatecznie potem wyszło, ze nikt od nas tego meldunku nigdzie nie chcial). Ale ja jakos wole miec papiery w porzadku- jakos czuje sie wtedy spokojniej.

Obrazek

Babce w recepcji mowie, ze jest nas trojka, dwoje doroslych i małe dziecko. Babka wypisuje wiec jakies formularze, bierze paszporty, pokazuje gdzie postawic auto. Gdy toperz wjezdza busiem i manewruje po placu- babka dopytuje: “To wy? Mozesz powtorzyc ile was jest?”

Mamy przy pokoju lazienke z wanna o tysiacu pokrętłach… i zrob tu pranie…

Obrazek

Hotel połozony jest w fajnej spokojnej dzielnicy, gdzie jest duzo starych wilii w cienistych ogrodach. Nawet jakas opuszczona sie trafila naprzeciw :)

Obrazek

Miasto ogolnie jest tłoczne, ruchliwe i zdecydowanie za duze. Plusem jest to, ze jest bardzo zielone. Widac, ze maja tu duzo mniejsza presje na niszczenie roslinnosci niz u nas i np. w parku czy przy domach mogą byc drzewa i krzewy a nie tylko beton.

Z pragnienia sie tu nie umrze :)

Obrazek

Na przedmiesciach mozna trafic na ciekawe murale upamietniajace rewolucje. Hmmm.. rowne sto lat temu ;)

Obrazek

Szukam tez po sklepach i aptekach tzw. “iwan-czaja”, czyli suszonej w specjalny sposob wierzbowki kiprzycy. Zawsze marzylo mi sie aby tego sprobowac. Ile to razy sie nasluchalam opowiesci jakie to jest pyszne i niepowtarzalne w smaku, naogladalam sie filmikow o specjalnym przyrzadzaniu tego ziółka, gdzie trzeba je podkiszac bez dostepu powietrza a nie po prostu wysuszyc jak miete czy dziurawiec. U nas to nie jest popularne a w Rosji ponoc bardzo. W sklepach jednak nie ma, udaje sie w koncu znalezc w aptece.

Obrazek

Ciesze sie ogromnie tym zakupem, wieczorem sobie zaparzam i… smakuje jak rumianek.. Moze dlatego ze to takie kupne? Zupelnie inaczej smakuje mięta z torebki a wlasnorecznie zebrana na łące. Moze takie apteczne to inaczej przyrzadzane? Nie wiem.. ale czuje sie mocno rozczarowana... Teraz mam kolejny cel w zyciu- sprobowac iwan-czaja ale takiego domowego! :)

A jutro ruszamy na forty! Ktorych w Kaliningradzie nie brakuje!

cdn

Posty: 1777
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Piknik na skraju poligonu, czyli wycieczki pod Kaliningradem

Postautor: buba » poniedziałek 03 lip 2017, 22:22

Forty twierdzy Königsberg zostaly zbudowane przez Niemców w XIX wieku. Otaczają one obecny Kaliningrad ze wszystkich stron. Wiekszosc obiektow znajduje sie na peryferiach miasta i jest zbudowana wedlug bardzo podobnego (jak nie identycznego) schematu i ksztaltu. Spora czesc fortow jest otoczona jeziorkami czy rzeczkami tworzacymi fosy. Rowniez w samym centrum pałętają sie rozne baszty i wrota roznych umocnien. Mysmy mieli okazje zwiedzic kilka obiektow otaczajacych miasto od polnocy oraz obejrzec srodmiejskie baszty.

Baszta Wrangla jest fortem o ciekawym okraglym ksztalcie, otoczonym fosą. Budynek jest opuszczony ale zamkniety i mimo staran nie udaje sie nam dostac do srodka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Okolofortowy park ulubili sobie narkomanie. Trzeba patrzec pod nogi zeby nie wdepnąć w strzykawki a i spotykamy dwoch jakis skosnookich o bardzo mętnym spojrzeniu. Chca do nas cos zagadac ale wydaja z siebie tylko dzwięki podobne do gugających niemowląt.

Fort Dona- obecnie w jego srodku miesci sie muzeum bursztynu

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mamy w planach tez otwiedzic Fort II ale jakos wszystko staje nam na drodze do tego celu. W ogole to jest na mapie błąd i fort II oznaczyli jako III. U wlotu drogi do fortu trwa jakas budowa, wszystko jest rozkopane i leżą zwały zuzlu i piachu, nie sposob przejsc, juz nie mowiac o przejechaniu. Droga dojazdowa jest strasznie ruchliwa, tworza sie korki, stoi sie pol godziny zeby przejechac kilometr, nie ma pobocza aby porzucic auto i dalej isc pieszo. Ciezko jest zawrocic w obustronnym korku.. Zatem odpuszczamy sobie fort II...

Fort III mial byc opuszczony (przynajmniej tak wynikalo z relacji sprzed kilku lat, ktora czytalam). Niestety w tej materii kilka lat to nieraz przepasc zmian. Obecnie budynek jest w remoncie a dostac sie do srodka mozna jedynie po telefonicznym umowieniu sie z przewodnikami.

Obrazek

Przed fortem stoi ciekawy betonowy bunkier z czasow wyraznie pozniejszych niz pozostale zabudowania.

Obrazek

Obrazek

Stoi tez auto sugerujące, ze w srodku ktos jest. Pokrzykujemy troche, majac nadzieje, ze moze wyjdzie cieć albo robotnicy i da sie jakos dogadac odnosnie zwiedzania fortu od wewnatrz. Ale nic... cisza i pusto, tylko jakies psy ujadają. Jako ze nie da rady wejsc do srodka (legalnie, a tu staramy sie nie łamac zakazow) postanawiamy sobie przynajmniej obejsc fort dookola. Caly jest otoczony specyficzna odmiana "drutu kolczastego" - ogrodzeniem o ostrych kolcach, powykrzywianych w dosc fantazyjny sposob, ktory chyba raczej nie moze byc przypadkowy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miedzy zębami ogrodzenia wiją sie jak pnącza druty kolczaste i rozniste łancuszki

Obrazek

Obrazek

Udaje sie znalezc tylko jedna otwartą piwniczke na zewnatrz ogrodzenia, gdzie przeciskajac sie miedzy żelaznymi drzwiami na wciagnietym brzuchu, właze do srodka niewielkiego pomieszczenia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zwiedzajac ten obiekt nie mielismy swiadomosci jakimi legendami jest to miejsce owiane. Rozmawiajac potem kilkukrotnie z miejscowymi- ten temat nawracal, ze to miejsce przeklete i niebezpieczne. Ponoc w czasie zwiedzania wnetrz kilka razy otworzyly sie pod eksploratorami zapadnie i roztrzaskali sie na dnie glebokich studni. Plątanina korytarzy byla tez ponoc jakims dziwnym labiryntem o scianach ktore sie przesuwaly, zmieniajac układ przestrzenny podziemnych tuneli. Jeden chlopak zarzekal sie, ze wedrowal ciagnac za soba tasme a jak wrocil to byla ona zatrzasnieta ceglaną scianą. Trzech wedrujacych tam nastolatkow nigdy nie odnaleziono - i na tym etapie wkraczaly juz opowiesci innego stopnia - o rownoleglych wymiarach, zagieciach czasoprzestrzeni oraz polujących na wedrowcow roznych stworach- od ufoludkow przez mutanty po hitlerowcow ;). Ile w tym wszystkim bylo prawdy- nie mam pojecia. Jedyne dziwne, ze czy w Kaliningradzie, czy nad morzem czy w Czerniachowsku- zawsze fantastyczne historie opowiadane o kaliningradzkich fortyfikacjach- zawsze dotyczyly wylacznie fortu nr III a nie zadnego innego...

cdn

Posty: 1777
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Piknik na skraju poligonu, czyli wycieczki pod Kaliningradem

Postautor: buba » wtorek 04 lip 2017, 19:18

Fort IV Gneisenau w Kaliningradzie nalezy do takich jakie lubie najbardziej- opuszczony i calkiem dobrze zachowany. Mozna normalnie wejsc i spokojnie zwiedzac, bez łamania zakazów, podkopów czy przełażenia przez płoty.

Jadac do niego mijamy rozne osiedla, a potem wyboistymi drogami pelnymi kaluz przemykamy wsrod dziesiatek mniejszych i wiekszych zakladow, magazynow czy mechanikow samochodowych.

Obrazek

Obrazek

Fort jest prawie dookola otoczony fosa z rybami- widac kilka wedkujacych osob. Wody fosy sa na tyle rozlane, ze wyglada to jak jakies naturalne jeziorka czy starorzecza, ktore tylko lekko obmurowali czy nadali im ksztalt. Waly nadfosowe sluza tez na biwaki i miejsca ogniskowe.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Roznorodna wodna roslinnosc

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnetrza fortu sa dwupoziomowe i przepelnione zapachem ognisk. Az sie człowiek robi głodny bo z kazdego zaułka atakuje go woń kiełbaski, szaszłyka czy wędzonego oscypka. Napisow sciennych nie jest duzo, ale jesli juz sie pojawiają to nie sa zbyt przyjemne- swiadczace o sympatiach tworcow do satanistycznych obrzedow, nekrofilii czy takim stopniu naćpania, ktore graniczy z totalnym obłędem.

Smieci jest mało. Chyba mnogosc ogolnodostepnych kontenerow na smieci sprawia ze ludziom sie nie chce wywozic odpadkow w takie miejsca. Po co lodowke czy opony ciagnac na bunkry jak mozna legalnie walnac do kubła na osiedlu czy w srodku wsi?

Spotykamy dwie ekipy zwiedzajacych- dwoch starszych panow przysiadnietych na kamieniu i wcinajacych rybki z puszki, łypiacych na nas nieco nieufnie oraz sympatycznych lokalnych metalowcow raczących sie trawą, ktorzy bardzo milo sie z nami witają. (ale nie poczestowali :P )

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na wyzsze poziomy prowadza rozne schody, zarowno takowe w dobrym stanie jak i czesciowo pozawalane. Niektore z nich sa kręcone jak na zamkowa baszte, inne szerokie niczym na jakiejs promenadzie

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miedzy poziomami sa studnie, trzeba patrzec pod nogi aby gdzies nie wleciec.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jakis scienny wykusz, ciekawe do czego sluzyl?

Obrazek

Bardzo solidne zawiasy

Obrazek

A tu dywan! Prawie mozna bylo go przeoczyc tak wtopiony w ziemie ;)

Obrazek

cdn

Posty: 1777
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Piknik na skraju poligonu, czyli wycieczki pod Kaliningradem

Postautor: buba » piątek 07 lip 2017, 11:04

Niedaleko fortu Gneisenau jest fort V. Z ksztaltu i z przestrzennego ulozenia sa one chyba identyczne a przynajmniej bardzo podobne. Atmosfera jest jednak krancowa inna poniewaz tutaj jest muzeum. Nie ma chaszcza, nie ma zapachu ognisk, jest za to kupa ludzi, parking z autokarami i muzyka z megafonow.

Widok na fort z gory sie tak prezentuje.

Obrazek

A tu schemat budowli- jakby kogos interesowało.

Obrazek

Fosa. Tu by pewnie nie pozwolili łowic rybek ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wokol fosy idzie deptak z armatami i innymi okazami broni pancernej.

Obrazek

Zagłębiamy sie we wnetrza. Jedno co zwraca uwage od razu to zimno! Potwornie zimno! Jestem ubrana tak samo jak w poprzednim forcie a zmarzłam jak cholera. Dlaczego? Nie mam pojecia.

Korytarze sa oswietlone, pod sufitami gdzieniegdzie wiszą siatki coby turystom cegła na łeb nie spadła.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Megafon, z ktorego sącza sie rozne stare radzieckie piesni.

Obrazek

Klimaty te sa obecne w forcie nie tylko w postaci muzycznej, jest tez dosyc spora wystawka plakatów propagandowych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nietypowy plakat- inny niz wszystkie. Mocno nas zdumiał. Radziecka flaga razem z brytyjską i amerykańską? To Stalin zauważał pomoc sojusznikow i ich wpływ na zwyciestwo? Niesamowite! Ciekawe czy rzeczywiscie takowy obrazek istniał czy ktos dowiesil go tu potajemnie dla draki ;)

Obrazek

W poszczegolnych salkach sa rozniste wystawki. Mnie zainteresowaly stare zdjecia. Dominują rozne zaułki Kaliningradu, zaraz po wojnie. Z ruinami kamienic, pustymi ulicami, gdzie pozują tylko zolnierze a rozwalone sciany domostw ozdabiaja plakaty sławiące "bohaterską armie, ktora zdobyla Berlin". Gdzieniegdzie widnieją resztki niemieckich napisow z lat ciut dawniejszych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Baszta Dona - ta gdzie teraz jest muzeum bursztynu a obok przebiega ruchliwa szosa. Na starym zdjeciu prezentuje sie z krowami, konmi i gruzawikami.

Obrazek

Tu zdjecie, ktore nie moge rozwikłac co dokladnie i z ktorego roku przedstawia. Opis glosi "Pociag z zolnierzami 3 bialoruskiego frontu odjezdzajacy z Prus wschodnich do ZSRR". Nie ma daty. Jest uzywana jeszcze stara niemiecka nazwa miasta, mimo ze napis jest po rosyjsku. "My z Kenisberga". Czyli w momencie wykonania zdjecia miasto bylo jeszcze niemieckie?? Albo przez jakis czas po wojnie byla jeszcze uzywana ta nazwa?

Obrazek

Z drogowskazem na robotnicze osady bez nazw- oznaczone tylko numerami. Skojarzylo mi sie ze stacjami kolejowymi na wschodzie np. "1024 km"

Obrazek

Sa tez zdjecia z terenow odleglejszych np. z widokiem na Kaukaz

Obrazek

Albo rybałka gdzies na prowincji

Obrazek

Czy wnetrza fabryki czołgów

Obrazek

To ostatni fort na naszej trasie i teraz suniemy zobaczyc co slychac nad morzem. Tym otwartym a nie młakowatymi zalewami.

cdn

Generał Admin
Posty: 499
Rejestracja: sobota 07 lut 2015, 23:46

Re: Piknik na skraju poligonu, czyli wycieczki pod Kaliningradem

Postautor: kusmanek » poniedziałek 10 lip 2017, 11:25

buba pisze:Tu zdjecie, ktore nie moge rozwikłac co dokladnie i z ktorego roku przedstawia. Opis glosi "Pociag z zolnierzami 3 bialoruskiego frontu odjezdzajacy z Prus wschodnich do ZSRR". Nie ma daty. Jest uzywana jeszcze stara niemiecka nazwa miasta, mimo ze napis jest po rosyjsku. "My z Kenisberga". Czyli w momencie wykonania zdjecia miasto bylo jeszcze niemieckie?? Albo przez jakis czas po wojnie byla jeszcze uzywana ta nazwa?

Wikipedia podaje, ze miasto nosiło nazwę Königsberg do 4 czerwca 1946 roku.

Posty: 1777
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Piknik na skraju poligonu, czyli wycieczki pod Kaliningradem

Postautor: buba » czwartek 13 lip 2017, 14:53

kusmanek pisze:
buba pisze:Tu zdjecie, ktore nie moge rozwikłac co dokladnie i z ktorego roku przedstawia. Opis glosi "Pociag z zolnierzami 3 bialoruskiego frontu odjezdzajacy z Prus wschodnich do ZSRR". Nie ma daty. Jest uzywana jeszcze stara niemiecka nazwa miasta, mimo ze napis jest po rosyjsku. "My z Kenisberga". Czyli w momencie wykonania zdjecia miasto bylo jeszcze niemieckie?? Albo przez jakis czas po wojnie byla jeszcze uzywana ta nazwa?

Wikipedia podaje, ze miasto nosiło nazwę Königsberg do 4 czerwca 1946 roku.


Dzieki! to teraz juz wszystko sie zgadza!

Posty: 1777
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Piknik na skraju poligonu, czyli wycieczki pod Kaliningradem

Postautor: buba » czwartek 13 lip 2017, 14:54

Jedziemy ku morzu. Swietlogorsk mijamy, wydaje nam sie zbyt duzy i tłoczny aby w takim miejscu patrzec za noclegiem. Co to znaczy slowo “tłum” w tym miejscu to sie dowiemy dopiero w sobote gdy bedziemy wracac ;) )

Kolejną miejscowoscią jest Primorie i tu rzuca sie nam w oczy podrdzewiały szyld turbazy “Aist”. Droge w ktoryms momencie przegradza lekko zwichrowany bocian. Juz wiemy, ze chcemy tu spac!

Obrazek

Obrazek

Do bazy prowadzi droga najpierw gruntowa a potem przechodzaca w betonowe płyty. Wyjezdzajac prawie wpadamy tu busiem do studzienki tzn najezdzamy na pokrywe, ktora sie czesciowo zapada ;)

Obrazek

Obrazek

Turbaza jest obecnie w remoncie. Nie działała kilka lat. Byla w posiadaniu jakiegos szemranego goscia z Azerbejdzanu, ktory nie dbał o domki, dachy zaczeły przeciekac, łózka zgniły. Poki co wiec na terenie sa dwie babki i dwoch facetow, ktorzy malują domki, zbijają meble, noszą deski. Za jakies 2 tygodnie ma byc juz otwarte dla turystow. Kiedy przybywamy ekipa akurat odpoczywa po dniu pracy biesiadujac za poddrzewnym stołem. Udaje sie jednak dogadac, zeby tu zostac. Obiecują przygotowac nam domek- bedzie gotowy za dwie godziny. Mowimy, ze nam nie trzeba mebli, poscieli - mozemy spac na dechach na podlodze albo w busiu. Oni jednak nie chca o tym slyszec- obiecują poznosic meble, firanki, a nawet grzejnik coby kabaczę nie zmarzło w nocy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Co jest bardzo fajne i pierwszy raz na cos takiego trafilismy- w małym drewnianym domku mamy grubasny, mieciutki dywan! Od razu jakos tak przytulniej! Dywan to podstawa! W busiu tez mamy dywan! :D

Jeden z bazowych facetow idzie nas zaprowadzic na plaże. Jest ona niby zaraz za turbaza ale tam jest urwisko wiec trzeba isc naokolo. Gość prowadzi nas wąwozem porosłym solidnym chaszczem. Smagające po twarzy zarośla zrywają mu okulary i nie moze ich znalezc, a nas tymczasem komary pożeraja żywcem. Mozna rowniez dotrzec nad morze przez miejscowosc (co w kolejnych razach czynimy) a to byl tylko taki skrót :)

Na plazy kręci sie troche ludzi- ale jakze jest to inny klimat niz np. na polskim wybrzezu! Stoją namioty na piasku, zaraz obok płoną ogniska. Sporo ludzi zjezdza na plaze samochodami ale tylko terenowki. Pytalismy kilka osob to zgodnie stwierdzili, ze busio zakopie sie na bank a potem to nawet zaden traktor go nie wyrwie, trzeba by czołg z jednostki sciągac! (znaczy byly takie przypadki? Byc holowanym przez czołg to by byla przygoda! Tylko toperz powtarza: “Nie buba- busio zostaje pod turbazą!”.

I ta Rosja to ponoc kraj bez wolnosci, zniewolony w kazdej dziedzinie, z uciemiężonymi obywatelami? Sprobowal by ktos nad polskim Bałtykiem postawic na plazy namiot i o zgrozo zapalic przed nim ognisko! Ciekawe za ile minut by go zgarneli bo nie wolno i zaraz jakis uczynny by doniósł odpowiednim słuzbom? No coz.. Tego sie nie spodziewalam, ze znad kaliningradzkiego wybrzeza powieje taki wiatr wolnosci! Miłe zaskoczenie! Dzis juz nam sie nie chce- ale jutro robimy wielkie plazowe ognicho!!!!!!!!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wiekszosc okolicznego brzegu to wysokie, gliniaste klify o barwie pomaranczowej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Skarpy, podobnie jak nad zalewem, zamieszkuje ptactwo! Duuuzo ptactwa! ich kwik niesie sie po calej okolicy i miesza z szumem fal..

Obrazek

A tu splywa jakis błotnisty potoczek

Obrazek

Plaże sa przewaznie piaszczyste, ale elementu kamienistego jest tez calkiem sporo.

Obrazek

Obrazek

Oczy czy cycki?

Obrazek

Nad naszymi glowami non stop lataja dzis helikoptery, duze, tłuste, z gwiazdą na brzuchu. Sa rozne modele ale łączy je jedno- z boków mają jakies wielkie tuleje- rakiety, armaty- szlag wie co to jest. Z przodu mają jakby “wąsy” przez co kojarzą mi sie troche z sumami. (tak wiem- sumy nie latają ;) ) Co chwile powietrze wypełnia warkot smigieł a brzuchy gigantow prawie ocierają sie o drzewa. Nigdy wczesniej nie widzialam helikopterow z tak bliska, jeszcze takich bojowych. Ręka co chwile mimowolnie siega w strone aparatu. Udaje mi sie oprzec pokusie, ale łatwo nie jest.. Nie mam pojecia czy robienie tu takich zdjec grozi jakimis problemami czy nie. Ale wole nie ryzykowac. Ludzie na plazy nawet wzroku nie podnoszą- widac dzien jak codzien…

Wracajac zaglądamy do lokalnych sklepow. W jednym z nich trafiam na dosyc niesympatyczna sytuacje. Babka sprzedajaca gdy zauwaza we mnie obcokrajowca- nie chce mnie obsluzyc. Gdy stoje przy jednej kasie to ona idzie do drugiej. Uznalam, ze moze ta zostala zamknieta- przenosze sie tam. A ta małpa wraca spowrotem do tej pierwszej. Pytam czy ta kasa jest zamknieta a ona tylko wzrusza ramionami twierdzac, ze nie rozumie. Niestety- nie potrafie sie wykłócic albo kogos opierdolic z góry na dół. Nie wiem czy sa takie tematyczne kursy jezykowe- jak sie kłócic i jak kogos zwyzywac. Na szczescie moje niesmiałe proby zwrócenia na siebie uwagi przynoszą skutek- przychodzi druga kobita, chyba kierowniczka i robi robote za mnie. Tak wiem- powinnam notowac jej monolog, ale chyba z połowy niestety nie zrozumiałam. Na koniec bierze tamtą za fraki i wywala na zaplecze. Sama sprzedaje mi co trzeba i bardzo przeprasza w imieniu obslugi sklepu. Coz.. ale niesmak troche pozostal. I chec nauczenia sie radzenia sobie w takich sytuacjach.

Gdy siedzimy pod drugim sklepem to zajezdza "sowiecki kiełbasowóz". Jak to tradycja łączy sie z nowoczesnoscią ;)

Obrazek

Wracamy na baze. Babki opowiadają jak to w latach 90 tych duzo bywaly w Polsce bo zajmowaly sie handlem, stadion w Warszawie i te klimaty. Calkiem duzo po polsku sie wtedy nauczyly i niektore slowa bardzo je śmieszyly np. samochód- ze sam chodzi, a przeciez nie chodzi a jezdzi!

Jeden z bazowych facetow, opowiada jak sluzyl w wojsku w Sulęcinie 40 lat temu. Oni mieli tam placowke, a Polacy w Wędrzynie. Kiedys ich pluton w ramach jakiejs nagrody czy bratania sie zostal na dwa tygodnie oddelegowany do Wędrzyna, do polskiej kompanii. I tam ich zatkalo jak polscy zolnierze dobrze jedzą! Duzo, roznorodnie a do obiadu byly nawet winogrona! Wszyscy bardzo sie dziwili, ze cala Polska nie garnie sie do woja na wyscigi- za takie zarcie! Potem dlugo jeszcze wspominali i narzekali na swoich kucharzy. Skadinad bardzo ciekawe czy naprawde byly to prawdziwe posiłki standardowej polskiej kompanii- czy bylo to na pokaz?

Nawraca tez bardzo wspolczesny temat czyli zlikwidowania małego ruchu granicznego. Ekipa akurat nie zajmowala sie teraz handlem- ale jezdzili do Braniewa do dentysty. Ponoc lepiej i taniej niz u nich. Sporo ludzi z okolicy odwiedzało tez w Polsce fryzjerow i kosmetyczki. Ale politycy mają manie przesladowcze a zwyklych ludzi gleboko w dupie. Wiec juz nie zarobi ani dentysta ani fryzjer z Braniewa, drobne przedsiebiorstwa na pograniczu nie beda sie rozwijac, a turysta nie pojedzie tanio i latwo. Bo tak! No coz, my mozemy jedynie wspolnie ponarzekac...

Potem pytaja nas o nasze imiona. Toperz mowi ze Jan. Od razu wszyscy podłapują- oooo to jak Jan Kos! Z “czterech tankistow i sobaka”. “U was ten film tez byl taki znany? U nas wszyscy zesmy go ogladali! Ech… film z czasow gdysmy sie jeszcze ze soba przyjaznili…” Trudne sa takie rozmowy. Ale czesto na nie schodzi. Nie ma innej opcji aby nie przewinal sie choc raz. Tu na szczescie mamy do czynienia z kulturalnymi i wywazonymi ludzmi, ktorzy chetnie wysluchuja racji roznych stron.

Co chwile musimy przerywac rozmowe bo przelatują helikoptery i tak warczą, ze zagluszaja nasze glosy. Potem po zmroku latające maszyny cichną ale za to gdzies calkiem niedaleko rozlegaja sie strzały i wybuchy. Raz to az zadzwięczaly szyby i tylko patrzylam kiedy wypadną. Jakis spory poligon musi byc bardzo nieopodal.

Jedna z babek, Elena, bardzo nam poleca plaze w Bałtijsku i wycieczki promem na kose, gdzie sa jakies stargane szormami bunkry i kamienny las . Mowie, ze slyszalam ze obcokrajowcy nie sa tam mile widziani i potrzebują przepustek. Ona smieje sie, ze widocznie rowniez byla tam nielegalnie- bo poki co nie udalo jej sie zdobyc obywatelstwa. Jej historia jest bardzo typowa, setki jest takich zyciorysow pisanych przez kalke na terenach calego bylego sajuza. Pani Elena pochodzi z Uzbekistanu, gdzie jej rodzice osiedlili sie w latach 50tych, niekoniecznie z wlasnej woli. Dostali tam przydzial pracy a czasy byly takie, ze odmówic nie wypadało ;) Żylo sie w miare do lat 90 tych, gdy sajuz sie rozpadl a uzbeccy Rosjanie nagle znalezli sie w obcym i dosc nieprzychylnym im kraju. Okazalo sie, ze i o prace trudno i sa obywatelami drugiej kategorii. Sasiedzi, przyjaciele, kto tylko mogl to wyjezdzal. Mąż pani Eleny byl Niemcem (tez urodznym w Uzbekistanie), wiec corka dostala po nim niemieckie obywatelstwo i wyjechala w okolice Hamburga. Gdy maz zmarł Elena postanowila osiedlic sie gdzie blizej corki i jakos bardziej “u siebie”. Padło wiec na Kaliningrad i tu zaczely sie schody… Przez lata miala szanse jedynie na pobyt czasowy, koniecznosc udokumentowania legalnej pracy, ciagle wisialo nad nią widmo deportacji. Jednoczesnie do obwodu kaliningradzkiego przyjezdza mase Kazachów, ktorzy ani nie znaja jezyka, ani nie maja checi do pracy. Ale im wolno. Bo Kazachstan jest z Rosja w unii a Uzbekistan nie.. Wiec Elena, ktora sie czuje Rosjanka, ma pod gorke a w roznych urzedach migracyjnych Kazachowie smieja jej sie w twarz. Tu w rozmowe włącza sie reszta ekipy bazowej: “Bo “czarnym” zawsze latwiej, bo politycy ich promuja! Czy na wschodzie czy na zachodzie- jest tak samo. Mozesz nie miec dokumentow, mozesz nie znac jezyka, mozesz nie chciec pracowac- ale jak masz czarna gębe i wyznajesz jedyna sluzsza religie to jestes wszedzie promowany. U was w eurosajuzie jest podobnie, nie? Acz ponoc Polska i kilka innych okolicznych krajow pokazala tej modzie i tendencji srodkowy palec! Brawo wy!!”

We wrzesniu ma sie wszystko zmienic i Elena dostanie w koncu swoje upragnione obywatelstwo. Wtedy moze tez zaczac procedure sciagania do siebie corki, ktora stracila serce do Niemiec od kiedy zostala pobita w swoim miasteczku przez owych “czarnych”, ktorych temat dosyc czesto przewija sie w roznych rozmowach podczas calego naszego pobytu w obwodzie.

Tak sobie gawędzimy nieraz gdy gdzies spotkamy sie w przelocie. Bo glownie cala bazowa ekipa zajmuje sie pracą - staraja sie aby na lipiec baza byla juz gotowa na przyjecie turystow. Mają juz kilka rezerwacji- tu ktos na tydzien, tu 6 osobowa rodzina na miesiac. Tak jak zwykle wiekszosc wspolczesnych remontow napawa mnie odrazą i obrzydzeniem- tutaj odbudowa tej bazy bardzo cieszy! Fajnie, ze domki sie nie zawalą i nadal beda sluzyc zwyklym ludziom. Bo tu wciaz remont oznacza przywrocenie uzytecznosci a nie zabijanie klimatu i stylizowanie na sterylne laboratorium. W bazie malują domki, naprawiaja połamane schodki, wstawiaja nowe łozka w miejsce starych, ktore zgnily. U nas zaczeli by od wyciecia wszystkich drzew i koszenia trawy co drugi dzien, aby zabic kwiaty i zioła. Tu kwiatki zaglądają mi calymi kisciami do polowej umywalni gdy robie wielkie pranie!!! :)

Obrazek

Obrazek

Dzis idziemy na spacer wybrzezem w strone Majaka. Mijamy pobliskie miłe i piaszczyste plaże pod stromymi klifami. Kierujemy sie w strone przystani. Brzeg pokrywa sie tu strasznym szlamem. Jakies połączenie blota, wodorostow i czegos co mocno zapodaje aromatem zdechlej ryby. Chyba rybacy wywalaja tu jakies odpadki, przynajmniej jeden widzialam ze patroszy i płucze w morzu swoja zdobycz. A flaczki osiadaja na wodorostach i grzeją sie do slonca. Momentami musimy przyspieszyc kroku bo zapach az dusi!

Obrazek

Obrazek

Kręci sie tu sporo łódek, pontonow a kawalek dalej zatrzymala sie ekipa płetwonurkow. Mają dziwne maszynerie, ktora wciaga ich pod wode.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest tez troche plazujacych ale to raczej pikniki. Nikt sie nie kąpie, czasem ktos zanurzy stope, czasem wiecej ale szybko ucieka na brzeg z kwikiem. Toperz jest jednym sposrod trzech odwaznych, ale kąpiel trwa baaardzo krotko. Woda ma ponoc temperature gorskiego strumienia wczesna wiosną ;)

Obrazek

Dalej znikaja plazowicze i rybacy, od czasu do czasu stoi tylko zaparkowane jakies auto. Plaża i skarpy sa tu solidnie przekopane, nieraz chyba dosc ciezkim sprzetem. Wsrod zwałow piachu wystepują malutkie jeziorka, o dosc regularnych ksztaltach. Odplywy zamulonej wody sa powzmacniane deseczkami. Jak sie potem dowiadujemy od miejscowych sa to najprawdopodobniej dzikie kopalnie bursztynu, ktorych jest sporo w calym obwodzie i lepiej sie tam nie kręcic bo "opiekunowie" nie zawsze sa mili i goscinni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po piachu łazi bardzo duzo takowych chrząszczy. Ptactwo ze skarpowych dziupli bardzo sie z tego cieszy!

Obrazek

Wracamy na ta czesc plazy ktora podobala nam sie najbardziej- obfitą w drewno, miejsca biwakowe na czystym piasku i bez rybnego szlamu. Tam zapodajemy ognicho.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy zbieramy opał wołaja nas chlopaki z rozstawionego nieopodal namiotu. Sierioża i Artiom biwakuja tu od kilku dni. Dają nam fajne suche szczapy na ognisko, ktore przywiezli ze sobą.

Obrazek

Jezdza rowerami po calym wybrzezu. Mowia, ze najladniej jest na Kurskiej Kosie, ale tam jest rezerwat wiec z biwakami jest gorzej- trzeba sie ukrywac. Tydzien temu rozbili tam namiot w osłonietym miejscu, zapalili ognisko dopiero po zmroku. Mimo to o 2 w nocy nakryl ich straznik i pogonił. Obyło sie bez mandatu ale sie nie wyspali. Reszte nocy dospali w wiacie przy parkingu. Nad zalewami zjadły ich komary i jeden z nich dostał sraczki jak umył zęby wodą z zalewu. (jak mu wogole moglo to wpasc do glowy????). Za Bałtijskiem palili ognisko w ruinach nadbrzeznego fortu a w nocy zolnierze przyniesli im samogon i dali postrzelac z automatu. Ponizej zdjecia tego miejsca znalezione w necie- z googlemapsa i stronki urban3.ru:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie moge sobie wybaczyc, ze tam nie pojechalismy (bo ponoc Bałtijsk juz nie jest zamkniety i teoretycznie wolno sie tam krecic). Acz kto wie? Moze dla obcokrajowcow zolnierze nie byliby tak mili jak dla swoich?

Sierioża z Artiomem bardzo zazdroszcza nam, ze mieszkamy w Polsce. Bo u nas sa gory! A oni bardzo kochają gorskie wedrowki. A mają je tak daleko, ze bywaja raz na kilka lat… W tym roku np. jadą do Gruzji we wrzesniu i juz teraz skaliste szczyty snią im sie po nocach.

Pieczemy ziemniaki, ktore jada z nami jeszcze z Polski. Tak dobrych ziemniakow jak wyszly tym razem to ja jeszcze nie jadłam! Jest tez zabawna scenka, gdy wyjelismy ziemniaki z ogniska i toperz mowi do kabaczka, ze teraz bedziemy je jesc- mniam mniam. A kabak błyskawicznie w łapke najblizszego ziemniaka i do pyszczka! A trafila na takiego najbardziej spalonego i osmolonego. I to rozczarowanie na buzi- a miało byc dobre… Nie zniechecila sie jednak tak latwo- potem wcięla chyba trzy ziemniaki, dopominajac sie co chwile o wiecej masła! :)

Za ziemniaczany talerz sluzy nam gazeta znaleziona na miejscu ogniskowym, ladnie zlozona i zatknieta pod konar- chyba na rozpałke. Nie jest to zwykła gazeta- traktuje o grzesznych żądzach targajacych nasze dusze i resztkach cudownych monastyrow wmurowanych w fundamenty Kremla. Mozna sie tez dowiedziec z jakimi swietymi spokrewniony jest Putin oraz jak mozna sie nauczyc w pol roku uzdrawiac chorych za pomocą sił czerpanych z wnetrza ziemi ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kabaczek bardzo cieszy sie pobytem na plazy i ma kilka zabaw. Zbiera butelki. Najbardziej ulubiła sobie taka z regionalnego koniaku i wsypuje do niej piasek. Wysypuje, wsypuje, wysypuje. Zabawa na godzine!

Obrazek

Ulubila sobie tez mniej fajną zabawe- rzucanie gazetami i radosne guganie wypelnia okolice, gdy płachty papieru odlatują z wiatrem a my po nie biegniemy.

Jest tez wyjątkowo ciekawy plac zabaw - zwalone drzewo, pomiedzy ktorego konarami mozna przełazic, wspinac sie i lądowac kuprem w mieciutki piasek!

Obrazek

Noc nastaje tak zimna, ze zaczynamy rozumiec czemu babki z turbazy tak sie upierały, ze przyniosą nam piecyk! Chyba jest z 5 stopni! A jest czerwiec!!!! Piecyk wiec oczywiscie włączamy, spimy w ciepełku a w drewnianych scianach jakies myszy czy inne korniki grają nam do snu jak w lesnym szałasie. Klimat wlasnie taki jest- wokol szumi las a oprocz dwoch osob z obslugi, spiacych w swojej kanciapie- jestesmy tu zupelnie sami!


cdn

Posty: 1777
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Piknik na skraju poligonu, czyli wycieczki pod Kaliningradem

Postautor: buba » czwartek 27 lip 2017, 23:45

Kolejną nadmorską miejscowoscią do ktorej zawijamy jest Jantarnyj. Poczatkowo mamy w planach zwiedzic tu bursztynowy kombinat. Na wjezdzie wita nas drogowskaz o klimatach typowych dla wschodnich uzdrowisk.

Obrazek

Okolice tej miejscowosci sa ponoc najbardziej obfitym w bursztyn miejscem nad Bałtykiem (albo na takie kreowanym - na plazy nic nie znalezlismy, to nad zalewami bylo nieporownywalnie wiecej :P ) Do tutejszego kombinatu wpuszczaja turystow, acz w pierwszy dzien okazuje sie, ze po 16 juz nie ma zwiedzania. W drugi, ze nie mozna wejsc indywidualnie tylko musimy czekac na grupe, ktora bedzie za 2 godziny. Kazdy pilnujacy cieć mowi co innego. Wiec sobie ostatecznie odpuszczamy. Z podsluchanej pozniej rozmowy na plazy (jakis rozczarowanych turystow) wynikalo, ze wpuscili ich tylko do dwoch sal z gablotami. A liczyli (podobnie jak my) na oglądanie maszyn, obrobki czy na zagladanie do wyrobisk.

Obrazek

Na nocleg zatrzymujemy sie kolo knajpy nad jeziorem (jest to zalane bursztynowe wyrobisko). Ponoc na jego dnie zachowalo sie sporo dawnych maszyn wydobywczych, obroslych glonami i gliną koparek, wagonikow czy mniej lub bardziej zruinowanych zatopionych budyneczkow. Woda jest przejrzysta, gleboka na kilkadziesiat metrow. Jezioro jest wiec popularnym miejscem nurkowym. Wszyscy dziwia sie, ze my tu przyjechalismy a nie nurkujemy? Podejrzane! To kim my jestesmy?

Ile razy widzimy bąbelki czy koła na wodzie to za chwile wynurza sie nurek!

Obrazek

Na brzegach jeziora jest tez kilka sympatycznych baz, ktore przypominaja osiedla baraczków i przyczep albo namiotowe miasteczka, cos jak nasze studenckie bazy namiotowe w gorach. Niestety nie sa one ogolnodostepne tylko naleza do roznych kół i klubow płetwonurkow. Wieczorem slychac, ze ta grupa lubi sie bawic! :D Po wodzie niosą sie dzwieki gitar i mocno zakrapianych spiewow :)

Obrazek

Obrazek

Przy nadjeziornej knajpie jest pole namiotowe- duzy pusty plac ze skoszona trawa... tylko zadnych namiotow nie ma. Pozniej sie dowiemy dlaczego..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mają tu tez kible ktore sprzyjają integracji

Obrazek

Rano idziemy na nadmorską plaze i okazuje sie, ze jest tu wydzielony pas wybrzeza gdzie mozna postawic namiot na samej wydmie, mozna palic ognisko... Nic dziwnego, ze tu ludzie biwakują a nie pod knajpą, nie dosc, ze za darmo to jeszcze prawie na samej plazy i do snu szumia fale... Kurde... Szlag nas trafia zesmy wczoraj tego miejsca nie znalezli :( I wciaz nasuwa sie to samo pytanie- dlaczego wszedzie sie da a nad polskim morzem nie?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pobyt na plazy bez fikołkow jest niewazny! Tylko kabak nie chce zrobic fikołka!

Obrazek

Obrazek

Przy samym morzu jest drugie zalane wyrobisko bursztynowe. To chyba sa tereny dawnej kopalni "Anna". Bo wszedzie stoją drogowskazy "widok na "Szachte Anna"" a widok jest na morze, plaże i to oto plażowe jeziorko ;)

Obrazek

Przejezdzamy tez dzis przez Swietłogorsk - i widac, ze jest to glowny kurort obwodu... I ze wlasnie jest niedziela. Chyba caly Kaliningrad postanowil spedzic tu weekend. Na wąskich uliczkach ustawia sie kilkustrumieniowy korek, niektorzy probują omijac chodnikami i tam tez grzęzną. Nie ma opcji zatrzymania sie przy drodze a wjazd na jakikolwiek parking moze skonczyc sie utkwieniem tam chyba na zawsze. Miedzy trąbiącymi autami lawirują cale pielgrzymki odswietnie ubranych kuracjuszy. Od czasu do czasu trafia sie zagubione dziecko na hulajnodze czy ogłupiały pies wpadajacy na ludzi i auta.. A nam wlasnie skonczyly sie pieniedze i mielismy chytry plan znalezienia w tym miasteczku bankomatu czy kantoru... Ale bardzo szybko wybijamy sobie ten pomysł w glowy.. Benzyny jeszcze w baku troche jest, zarcia w torbie tez i patrzac na to wszystko- to pieniadze chyba nie sa nam wcale tak pilnie potrzebne. Potrzebne jest jedynie znalezc sie natychmiast daleko stad.. Kilka kilometrow od miasta znow jest pusto. Nie ma ludzi, nie ma aut. Tylko helikoptery czasem latają ;)

Jedziemy w strone Kurskiej Kosy ale nie najkrotszą drogą. Zanim tam dotrzemy pokręcimy sie jeszcze po kilku wioskach...

W necie mozna znalezc mapki wskazujace, ze "wnetrze lądu" miedzy Kaliningradem a morzem sa terenem zamknietym i obcokrajowcy nie sa tam mile widziani. Jadąc jedną czy drugą drogą jednak nie widzielismy zadnych oznaczen a i miejscowi mowili, ze "kiedys tak bylo ale to juz nieaktualne". Jak jest naprawde to nie wiem, ale powloczylismy sie po roznych tamtejszych bocznych drogach i zadnych problemow nie bylo. W tych terenach znalezlismy trzy opuszczone poniemieckie koscioly.

Salskoje. Z kosciola zostaly tylko trzy sciany. Obiekt jest ogrodzony siatka i bez jej przeskakiwania nie da rady wejsc do srodka. Ruiny sa połozone w srodku wsi wiec przelazenie góra tez jest problematyczne bo sie wszyscy gapią i trochu glupio ;)

Obrazek

Kolejną wioską, do ktorej nas ciągnie jest Kumaczowo. Stoi tu spory kosciol, jeszcze zadaszony, choc deski z dachu troche lecą (byl bardzo wietrzny dzien). Mozna wejsc do srodka bez problemu (no chyba, ze te latajace deski ;) Na dachu są trzy gniazda bocianie. Wyjątkowo glowna wieza w mocno nadwątlonym stanie (zwykle to one sie najlepiej zachowaly). Za kosciołem menelski skwerek, gdzie panowie w srednim wieku trudnią sie klasycznym spozywaniem i zaczepianiem nielicznych turystek :P

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaraz przy kosciele trafiamy na ormianska knajpe gdzie pozeramy pyszna siomge w sosie z granatu. Jedna z kelnerek za "dziekuje" po ormiansku tak rozpływa sie z radosci, ze mamy wrazenie, ze zaraz dostaniemy 5 kolejnych ryb w gratisie :) Konczy sie tylko na deserku :)

Obrazek

Knajpa nazywa sie "Bocian" ale takowy usmiecha sie tylko z fototapety (no i kilkanscie sztuk z dachu pobliskich ruin koscioła). Za to nad glowami lata mnostwo jaskolek.

Obrazek

Obrazek

Odwiedzamy tez Romanowo. Tu tez mają spore ruiny kosciola z fragmentem zachowanego dachu i posadzki. Fajne "kwaśne mleko" trafilo sie dzis na niebie!

Obrazek

Obrazek

Tu rowniez okolice koscioła sprzyjają spozywaniu i zostały ulubione przez miłosników trunków i biesiad. W odroznieniu od Kumaczowa tutaj nie wystarcza bela drewna rzucona gdzies "na przyrodzie" wsrod krzaków. Przy koscielnym murze stoi blaszana przyczepa ze stołem, ławami i nawet kanapą, gdzie widac wyrazne ślady minionych imprez. Zapach bimbru, fajek i przekiszonych ogorkow mocno wgryzł sie w pordzewiałe sciany żulerskiej przystani. Niestety, nie bylo akurat stalych bywalcow wiec nikt nas nie zaprosil na stakana samogonu ;)

Obrazek

Obrazek

Nieopodal zaparkował niewielki pojazd na lokalnych blachach.

Obrazek

cdn


phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Pamiętnik Włóczykija”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości