Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

W dziale tym znajdują się opisy, zdjęcia oraz reportaże z wypraw i wycieczek
Posty: 2305
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » środa 30 wrz 2020, 17:52

warschauer44 pisze:
buba pisze:Z jednego z betonowych bloków sterczy taka poszarpana, stalowa szyna. Nie wiem czy kiedyś był o to omotany drut kolczasty? Albo jakie inne mogło to mieć zastosowanie?

Potykacz przeciwpiechotny - do których mocowano drut kolczasty.



O dzieki! Takie i byly nasze przypuszczenia ale pewnosci nie mielismy!

Posty: 2305
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » czwartek 01 paź 2020, 19:16

Wał Pomorski ma jedną wadę - człowiek się za szybko do niego przyzwyczaja! Wchodzi w krew i wsiąka w ciebie poczucie, że to normalne, że idziesz lasem, a co chwilę wyłania się zza zarośli jakiś “urozmaicacz” czasoprzestrzeni. Że las zawiera nie tylko drzewa, ale też sporo porzuconego i zapomnianego betonu. Że w czasie deszczu nie pozostają ci tylko kapiące gałęzie ale solidny dach nad głową jest gwarantowany prawie za każdym zakrętem. A potem jedziesz w inny, klasyczny las - i ci tego cholernie brakuje. Bo troche nudno, bo tylko drzewa i drzewa.. Bo już mimowolnie wyszukujesz kątem oka pagórków, załamań terenu, usypisk kamieni czy ziejących czernią dziur..Bo magia zapachu wygrzanej żywicznej sosny jakoś się potęguje, gdy pomieszać ją z chłodnym aromatem starego, mokrego cementu..

I dzisiaj będzie o jednym z TYCH lasów. Tych, gdzie chyba na 10 drzew przypada jeden bunkier ;) Ma to akurat miejsce koło Prusinowa Wałeckiego, ale pewnie mogłoby być w każdym innym tutejszym zakątku.

Obrazek

Obrazek

Dojście do pierwszego bunkra jest nieco utrudnione przez powalony las. Wiatrołom? Czy ścinka? Ciężko oszacować. Chyba jedno i drugie. Ale tak targających za ubrania gałęzi to jeszcze nie widziałam! Po 5 minutach chowam kapelusz. Nie ma opcji w nim iść. Za chwilę jednak wyjmuje, bo w przeciwnym wypadku chce mi zerwać skalp ;)

Do takiej studni można sobie wleźć. Niektórym dwa razy powtarzać nie trzeba.

Obrazek

Kolejny bunkierek. Malowniczo wysadzony, z dwuspadowym dachem i ogniskowym miejscem widać nie raz używanym.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ledwo co wyleźliśmy z poprzedniego - znów nurkujemy w chłodny oddech piwnicznych pomieszczeń.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce okazuje się być bardzo dogodne na hamak, z czego nie omieszkamy skorzystać! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wejście zupełnie jak do jaskini!

Obrazek

Obrazek

Wygrzane, pachnące lasy pełne niespodzianek!

Obrazek

Obrazek

A tu się napatoczył taki nieduży, jednopomieszczeniowy ale zawsze do kolekcji!

Obrazek

Obrazek

W ściany niektórych bunkrów wbudowane są komponenty drewniane. Mur i wśród niego nagle bęc! Decha!

Obrazek

Obrazek

Czy może być coś lepszego? Świat na granicy światła i mroku. Pomiędzy pokruszonym betonem a falującymi na wietrze paprociami.

Obrazek

A na jednym ze wzgórz są dwa bunkierki koło siebie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rdzawe sufity.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sporo napisów się zachowało.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A na koniec dnia jeszcze taki obiekt. Już kawałek dalej, bo koło Starowic, nad Piławą. Jakiś taki mało porośnięty, jakby pozamiatany i zmalowany sprejem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nocujemy koło niego - nad rzeką, gdzie jest chyba miejsce spławiania kajaków.

Obrazek

Miejscowi coś chyba nie przepadają za kajakarzami, ciekawe dlaczego?

Obrazek

Drzewo nieco inne od pozostałych..

Obrazek

Do snu grają nam wojskowe samoloty z nadarzyckiego poligonu. Nie wiem jak to jest... Czy to jest przypadek czy przeznaczenie, ale my non stop lądujemy gdzieś na skraju poligonu... Albo tych poligonów jest tak dużo, albo nas coś ciagnie w ich pobliże?

Obrazek

Obrazek


cdn

Posty: 2305
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » poniedziałek 05 paź 2020, 20:38

Jest sobie miejscowość Jastrowie. I koło niej płynie rzeka Gwda. Nad rzeką wisi most kolejowy. Faktycznie dosłownie wisi, bo został wysadzony pod koniec wojny. Most jest jedną z niewielu pozostałości dawnej linii kolejowej Jastrowie - Złotów, która została rozebrana.

Most jest krzywy, pordzewiały i malowniczo wygięty. Historia, patyna lat i przyroda odcisnęły na nim swoje piętno. To co buby lubią najbardziej! Będąc w okolicy nie omieszkam go więc odwiedzić. Nie wiem czemu, ale w moich wyobrażeniach jest to miejsce puste, gdzie psy d.. szczekają, o ile w ogóle jakikolwiek pies miałby tam powód się zaplątać. Że sporadycznie spotkać tam można jedynie sympatyków miejsc opuszczonych, lokalnych miłośników trunków rozgrzewających, bądź ostatecznie jakiegoś śliniącego się złomiarza, ze smutkiem szacującego nośność swojego wózeczka ;) Jakież więc jest moje zaskoczenie!!!

Przy wejściu na most (czy raczej w miejscu gdzie jest na niego widok), kłębi się całkiem pokaźny tłumek ludzi. Jest kolejka do zdjęć! Grupki stoją i narzekają, że most jest krzywy i niewyremontowany. Walą selfi na jego tle, wydymając usta lub odwrotnie - ściągając je w niby - buziaka, pokazując gestami ok, zwycięstwo, szatana, telefon i szlag wie co jeszcze. I dalej nawijają - że skandal, że to tak wygląda, że mogliby coś z tym zrobić np. wyburzyć. Że jakby zainwestować i pomalować to to miejsce mogłoby być piękne, a tak tylko przygnębia! Ale stoją i walą te swoje selfiaki dalej. No żesz ich! Nie dopcham się do jutra! Nie wytrzymuję i z czystej ciekawości pytam czemu tak zapamiętale fotografują miejsce, które im się nie podoba? Czy potem będzie im miło patrzeć na zylion brzydkich i przygnębiających zdjęć? Zwłaszcza, że zaraz obok, w zasięgu wzroku jest drugi most - prosty, czysty, odremontowany. Ten, którym Gwdę przekracza droga nr 189. Bo tutaj jest takie wyjątkowe miejsce, że są obok siebie dwa mosty pt: ”dla każdego coś miłego”. Dla tych, którzy lubią stare i krzywe (ja), i dla tych, którzy lubią nowe i proste (oni?). Więc czemu na swoje sesje wybrali ten most, który nie jest zgodny z ich poczuciem estetyki? Robią zdziwione oczy. Dwóch gości robi zdjęcie drogowego mostu. Jedna z dziewczyn zauważa: “Ale u nas w mieście też jest taki sam most! Więc po co żeśmy aż tu jechali?”...

Cóż… Nieraz nie rozumiem ludzi i mechanizmów, które nimi kierują…

Ostatecznie nie wchodzę na most… Robię tylko kilka zdjęć.. Właśnie zaczęło solidnie lać. U wlotu na żelazny most zrobiło się pusto - jak w moich wyobrażeniach...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


cdn

Posty: 2305
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » wtorek 06 paź 2020, 17:44

Z Wałcza wędrujemy sosnowymi lasami. Mijamy wiadukt. Może jakiejś dawnej kolejki? Po torowisku jednak nie pozostały żadne ślady. I górą i dołem idzie normalna, leśna droga.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kawałek dalej las ulega drastycznej zmianie. Staje się bardziej wilgotny, ponury, raz po raz coś chlupie pod butami. Drzewa są powykręcane, a gałęzie przybierają drapieżne formy. Omszałe konary bujają się na wietrze, który jakoś teraz się zerwał. Przy ziemi go nie czuć, ale solidnie wyje w koronach i potrząsa co wyższymi gałęziami. “Ten las jest ożywiony - lubię takie lasy, nie są nudne” - zauważa kabaczek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ledwo widoczna ścieżka skręca w bok, pomiędzy wysokie trawy i malownicze łubiny. To chyba tu… Mlaskanie pod stopami się nasila. Gdzieś tam, w splątanym chaszczu, czai się cel naszej dzisiejszej wycieczki - “Grupa Warowna Marianowo”.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wejście wita nas paszczą, najeżoną porwanymi blachami i prętami.

Obrazek

Obrazek

Budowla ta nigdy nie została dokończona. Za to ją wysadzili - i ten fakt zdaje się głownie decydować o jej klimatycznym wyglądzie. Obiekt jest duży i rosochaty. Powygryzane ściany, zawalone wszelakiej wielkości kamulcami podłogi, rdza sufitów, wystające zbrojenia ścian - i oczywiście iście jaskiniowe nacieki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Coraz to nowe drzwi i okienka patrzą na nas zapraszająco, zachęcając do odwiedzenia kolejnych poziomów zagubionego w lasach obiektu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wewnątrz bunkra uderza maksymalna cisza. Słychać tylko nasze oddechy, kroki czy niekoniecznie cenzuralne okrzyki, gdy np. przydzwoni się głową w sufit. Gdy przystanąć i zawisnąć w bezruchu - nie słychać totalnie nic. Woda nie kapie, ptaki nie śpiewają. Betonowe ściany głuszą nawet szum drzew. Przecież był wiatr! Czyżby tak nagle ustał? Lubię takie momenty, gdy w uszach dzwoni tylko cisza. To rzadki stan i trudny do odnalezienia w dzisiejszym świecie. Czasem to się zdarza w pustych kościołach albo zimowym lesie. Powietrze przesycone taką maksymalną, ogłuszającą ciszą jest jakby gęstsze i ma specyficzny zapach.

Akuku!

Obrazek

To wygląda ja jakąś dawną strzelnice.

Obrazek

Niektóre korytarze oferują tor przeszkód. Taki do przebycia…

Obrazek

Albo i nie… ;)

Obrazek

Zachowało się sporo starych napisów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I okienek o nieznanym mi przeznaczeniu.

Obrazek

Po trzecim rozgałęzieniu już nie bardzo wiemy, gdzie jesteśmy. To też ma swój urok. Idziesz - i nie wiesz gdzie wyjdziesz. Wychodzimy oczywiście z zupełnie innej strony pagórka.

Podziemna ekipa w komplecie.

Obrazek

Obrazek

Marianowo to chyba jeden z większych obiektów Wału Pomorskiego, którym można się jeszcze nacieszyć. 11 lat temu byliśmy w dwóch też sporych:
- Góra Wisielcza w Strzalinach: https://photos.google.com/share/AF1QipP ... JaOTlmbjFR
- Góra Śmiadowska: https://photos.google.com/share/AF1QipM ... dfcFFPWUNn

Fajnie było! Teraz już tam nie jechaliśmy, aby sobie nie psuć wspomnień. Z tego co słyszałam oba teraz nie są dostępne i dziki eksplorator nie ma tam czego szukać (chyba że z palnikiem do krat ;) )


cdn

Posty: 2305
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » piątek 09 paź 2020, 18:51

Dziś spotykamy się z Ziutą i Grzesiem. Kilka kolejnych dni będziemy się włóczyć wspólnie. Na pierwszy nocleg w tej zacnej ekipie zawijamy na znane nam już miejsce - kajakowe wiatowisko nad Piławą.

A pogodę szlag trafił… Tak jak dotychczas na tym wyjeździe nie mieliśmy na co narzekać (no może jedynie na to, że jak na czerwiec bywało dosyć chłodno) - no to teraz jest niedobrze.. Ściana deszczu… Mokro, mgliście, zimno… Jedziemy powłóczyć się po Bornym Sulinowie. Byliśmy już w tym mieście 11 lat temu, ale nie we wszystkie zakamarki udało się wtedy pozaglądać. Borne ze względu na swoją specyficzną, poradziecką historię nadal zawiera dużo ruin i opuszczonych obiektów, acz mam wrażenie, że z każdym rokiem jest ich mniej. Coraz bardziej upodabnia się do każdego, innego miasteczka w tym rejonie. Trochę żal, że traci swoją specyficzność i niepowtarzalność - i chyba to, co najbardziej przyciąga tu turystów. No bo po co można jechać do Bornego? Jezioro, pizzerie i chodniki z kostki bauma są wszędzie…

Zaglądamy do ruin Domu Oficera, który poprzednim razem jakimś cudem przegapiliśmy. Jak to się mogło stać? Do teraz nie wiem. Chyba ktoś go wtedy przykrył czapką niewidką!

Zwiedzanie miejsc opuszczonych w ulewę ma swoje i plusy, i minusy. Fajne jest to, że nie leje się na łeb. Z drugiej strony szansa zawalania się stropów wiszących na słowo honoru wtedy drastycznie wzrasta.. Cieszymy się więc pierwszym, ściągamy z radością kaptury wiszące na oczach.. I staramy się nie myśleć o drugim ;) Acz budynek ciągle nam o tym przypomina. Nie wiem czy on tak zawsze “śpiewa”? Czy może jest to tylko deszczowa piosenka? Tak jak wczoraj w Marianowie w betonowych podziemiach mieliśmy okazję nacieszyć się ciszą maksymalną - tu jest totalnie na odwrót. Słychać wodospady wody lejące się z miejsc, gdzie dach już jest zupełnie niekompletny, dudnienie kropel w blaszane fragmenty dachowych lub ściennych okuć… Cienkie strużki płynące po ścianach i wsiąkające nie dotknąwszy podłogi - jakoś dziwnie szeleszczą. A podłogi - to już odrębna bajka! Każde pomieszczenie skrzypi na własną, niepowtarzalną melodie, a i kroki moje, toperza czy kabaka, przyjmują, w zależności od masy osobnika, zupełnie inne palety dźwięków.

Zwiedzamy dosyć długo… Z jednej strony nieraz z niepokojem patrząc w góre na chrupiące deski, z drugiej strony rozkoszując się tym, wprawdzie wilgotnym i mglistym powietrzem, ale bez “atrakcji” w stylu kaskady zalewającej oczy…

Obrazek

Obrazek

Ten koń galopuje, hamuje ściągany lejcami czy staje dęba?

Obrazek

A tu inne sceny o dużej dynamiczności.

Obrazek

Łukowato i kuliście..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tędy przechodziliśmy kilka razy.. I za każdym, zerkając katem oka, wydawało mi się, że to nie okno tylko stojąca postać…

Obrazek

A tu już prawdziwe cienie wyłaniające się z zatęchłego mroku…

Obrazek

Obrazek

Wesoła Ziuta na krawędzi urwiska.

Obrazek

Naścienne złote myśli…

Obrazek

Jakoś z tym tu wypisanym - skojarzyło mi się jeszcze jedno, takie bardzo współczesne… “Czy warto zrezygnować z życia, żeby przypadkiem nie umrzeć?”

Niby takie proste malunki a jakoś nas urzekły! :)

Obrazek

Obrazek

Schematyczność rysunków przypomniała mi nieco prace mojego kolegi z przedszkola. Chłopak miał niesamowitą umiejętność, aby za pomocą kilku kresek narysować wszystko. Gdy inne dzieci pół godziny mazały i gryzły kredki z przejęcia, on stawiał od niechcenia kilka kresek, po czym siedział i się nudził. Niezależnie czy miał to być górnik w kopalni, Baba Jaga czy atak kosmitów. I nikt nie miał najmniejszych wątpliwości co przedstawia jego obrazek. Pamiętam, że nasze nauczycielki z tym “stylem” walczyły, ale chłopak nie umiał albo nie chciał inaczej. Ciekawe jak potoczyły się jego dalsze losy i czy dziwny dar jakoś wykorzystał w przyszłym życiu.. Krzysiu! Jak to przypadkiem czytasz - to się odezwij! :)

Wewnętrzny dziedziniec…

Obrazek

Obrazek

A tu drugi? Albo jakaś duża sala? Tylko sufit się zdematerializował?

Obrazek

Akuku!

Obrazek

Świat zza krat…

Obrazek

Chłodny oddech piwnicy…

Obrazek

Czy tylko ja mam wrażenie, że na tym zdjęciu coś dziwnego się stało z perspektywą? Nie, za stołeczkiem nie było przepaści ;)

Obrazek

Jedno z najdziwniej umiejscowionych okien jakie widziałam!

Obrazek

Dom Oficera od strony jeziora.

Obrazek

Obrazek

Odnajdujemy też ruiny willi w lesie. Niewiele do oglądania tu zostało…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rzuca się oczy też czołg na pomniku.

Obrazek

Obrazek

Ruiny bloku są już wypatroszone ze wszystkiego.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieopodal stoją porzucone samochody. Ech.. powiew wschodu, na który nie udało sie w tym roku pojechać...

Obrazek

Obrazek

Różne detale też przypominające w jakim mieście jesteśmy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No bo tutaj jest muzeum. Dziś jest zamknięte. Zwiedzalismy je wiosną 2009. Nasze zdjęcia z wnętrz muzeum i w ogóle z Bornego z tamtego wyjazdu można obejrzeć TUTAJ: https://goo.gl/photos/H7Rz7qdTjPDhTTDq9

I jeszcze jakieś porzucone budynki tu i tam..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ja nie poszłam dalej… Sufit nie wzbudzał mojego zaufania. Ale odważnej Ziuty byle rysa nie zatrzyma! :)

Obrazek

Ogromna przestrzeń na obrzeżach miasta usiana jest szkieletami budynków. W jeziorach kałuż przeglądają się pofragmentowane samochody, o wypatroszeniu spójnym z pobliskimi blokami.

Obrazek

Obok przycupnęły również autka będące jeszcze na chodzie, acz wyglądają na nieco zaniepokojone zaistniałą sytuacją ;) Trochę można się poczuć niepewnie.. Bo czy nie każda, przybyła tu maszyna skończy w wyżej zaprezentowany sposób?

Obrazek

Malowidła średnio zapraszają do środka ;)

Obrazek

Obrazek

Solidna, betonowa, zbrojona płyta powoli przestaje się opierać.. Ząb czasu w natarciu…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przestronne wnętrza pełne kolumnad…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I tylko wilcy wyją w pustych halach…

Obrazek

Świat widziany z wysokości :)

Obrazek

Na biwak jedziemy już koło 14. Skończyły się zadaszone miejsca do zwiedzania, a w butach chlupie chyba wszystkim oprócz kabaka, bo dla niej wzieliśmy gumiaczki. Jedziemy na Wrzosowiska Kłomińskie. Bo tam sa wiaty. A wiata najlepszym przyjacielem biwakowicza!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Długie godziny deszczowego biwaku każdy wykorzystuje na swoje ulubione czynności. 5 osób 5 światów ;)

Obrazek

Ale nie martwcie się! Integracja też była! :)

I na tym się kończy nasze tegoroczne zwiedzanie rejonów Bornego Sulinowa. W części okolicznych miejsc byliśmy już za poprzednim pobytem. Relacji wtedy nie pisałam, są tylko zdjęcia.

Kłomino, które wtedy było a teraz już go nie ma.. ZDJĘCIA: https://goo.gl/photos/Yk9wP2GRNABxWS969

Brzeźnica Kolonia, która była i jest, ale nie mamy parcia, aby zobaczyć jej deszczową odsłonę ZDJĘCIA: https://goo.gl/photos/a4ewnW5kSwjQi9Qt6

Jutro suniemy dalej ku północy.


cdn

Posty: 2305
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » wtorek 13 paź 2020, 18:09

Zachodniopomorskie nie jest chyba aż tak obfite w ruiny pałaców jak np. Dolny Śląsk, ale conieco można tutaj również znaleźć...

JUCHOWO

Solidne, ceglane ruiny o ciekawej bryle. Takie właśnie pałace lubię najbardziej, które przypominają bajkowy zamek niż stodołę czy kamienice. Jest na czym zawiesić oko - bo tu wieżyczka, tu wykusz, tu baszta a tam gzymsik. Pałac miał historię typową dla “ziem odzyskanych”. Po wojnie mieściły się w nim różne instytucje użyteczności publicznej (więzienie, przedszkole, szkoła). Skądinad pozazdrościć dzieciom tam pobierającym nauki! Co to musiały być za nielegalne i tajne wyprawy na strychy, do baszt, do piwnic! I jakie odkrycia! Myśmy też takie wyprawy przedsiębrali! A nauczyciele (a głównie woźna) to zwalczali. Tylko co my moglismy odkryć w takie klasycznej “tysiąclatce”?

W latach 80tych budynek przestał być używany. Może zbudowali nową szkołe?

Dziś malowniczą wydmuszkę oglądamy już tylko z zewnątrz.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A po drugiej stronie rozlewiska stoją zabudowania przemysłowe - chyba gorzelnia?

Obrazek


RADACZ

Ten pałac dla odmiany po wojnie służył jako siedziba dyrekcji PGR, ośrodek kolonijny (znów zazdroszczę dzieciakom), a potem jako siedziba Monaru.

Okolice pałacu zapadły nam w pamięć jako pełne ślimaków i ociekające wodą. Krótki spacer, a spodnie mamy mokre do pasa (a kabak do szyi).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najbardziej przypadły mi do gustu bulaste baszty!

Obrazek

I wiszące schody.

Obrazek

Są tu też faliste drabinki z dawnych lat.

Obrazek

Szachulcowy kościół..

Obrazek

Obrazek

Każdy nasz krok jest dokładnie obserwowany!

Obrazek


MOSTOWO

Z pałacu zostało niewiele. Na dodatek jest to strzeżone przez wyjątkowo zjadliwe pokrzywy, więc zapał do przedzierania się dość szybko gaśnie.

Obrazek

Obrazek


STAROGARD

Ruiny pałacu są tu bardzo odsprzątane i odremontowane.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chyba więcej niż murów jest stalowych konstrukcji, które chyba mają te mury wzmacniać. Albo to dla ozdoby powiesili? Aby bardziej futurystycznie wyglądało?

Obrazek

Obrazek

Herb osadzony w jednym z okien. Wygląda jakby go wymurowali wczoraj.

Obrazek

Jedynie zabudowania przypałacowe (częściowo zamieszkane) zachowały w sobie odrobinę patyny.

Obrazek


LIPCE

Do tego pałacu w ogóle nie udaje się nam podejść, tak szczelnie jest ogrodzony.

Obrazek


ROŻNOWO ŁOBESKIE

Furtka do przypałacowego ogrodu sugeruje jakich klimatów możemy się spodziewać i dalej :)

Obrazek

Ruiny z ciekawym balkonem toną w buszu zieloności. Taaak.. Lato nie jest najlepszym momentem, aby zwiedzać tego typu ruiny. Od lat wiemy, że “na pałacyki” jeździ się od listopada do połowy kwietnia. No ale co zrobić, jak teraz tu jesteśmy, a w bezlistne okresy roku nas tu nie będzie?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zabudowania przypałacowe są wykorzystywane w celach imprezowych. Widać ślady ognisk i biesiad. Trudno się dziwić - bo wspaniałe miejsce do takich celów!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


cdn

Posty: 2305
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » wtorek 20 paź 2020, 23:13

Głuche lasy pomiędzy Bobolicami, Miastkiem a Białym Borem skrywają głównie jeziora. Ale nie tylko... Coś bardzo ciekawego udaje się nam wypatrzeć między wioskami Gołogóra i Dalimierz. Wędrując ścieżkami czy brukowanymi dawno drogami, można się natknąć na nietypową budowlę. W środku lasu, z dala od innych zabudowań, stoją ogromniaste zwały betonu, o kształtach nie kojarzących się z niczym.

Budynek to ponoć dawna fabryka, postawiona przez Niemców jeszcze przed wojną. Najwięcej głosów twierdzi, że to “fabryka kamienia tłuczonego”, gdzie ów kamień łupano w celu pozyskania budulca na drogi, te wszystkie “kocie łby”, którymi ochoczo jeździmy do teraz. Kamień ponoć miał też być używany dla bunkrów i innych umocnień militarnych. Fabryka przez lata obrosła również legendami i niektórzy twierdzą, że kamień to tylko przykrywka dla innych, dużo bardziej niekonwencjonalnych zastosowań. Nutka tajemnicy oczywiście dodaje temu miejscu uroku :)

Budowla obecnie służy miłośnikom górskiej wspinaczki (bo stąd do prawdziwych gór nieco daleko) oraz lokalnym imprezowiczom ( do tego celu miejsce nadaje się cudownie!). Sami nie możemy się powstrzymać, by choć na chwilę zasiąść na fotelach okalających ognisko, podczas gdy nad nami wznoszą się monumentalne kolumnady betonowych, omszałych ścian.

Obrazek

Mimo że spora część budynku jest pozbawiona dachów - wnętrza są cieniste i mroczne. W wąskie przejścia między wysokimi ścianami nie dociera słońce - nawet w tak jasny i pogodny dzień jak dzisiejszy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przejścia do kolejnych pomieszczeń, bujnie już zarosłych zielskiem wszelakim.

Obrazek

Boczne ściany fabryki najeżone są kolcami prętów i różnistych haków o nieznanym przeznaczeniu.

Obrazek

Ogromne słupy wspierają różnorodną, rosochatą bryłę budynku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektórzy wchodzą tutaj nawet na dach. Świadczą o tym pozostawione tam napisy. Budynek wystaje chyba ponad linie drzew, więc widok musi być zacny. Nam jednak brakuje umiejętności, a chyba i zapału dla podjęcia takowego wyzwania. Pozostaje się nacieszyć miejscem z poziomu ziemi :)

Obrazek

A pozostając w temacie kruszyw wszelakich i ich przetwórstwa - jadąc z Lipców do Słoszowic wjeżdżamy praktycznie w środek czynnej żwirowni. Nie wiem czy gdzieś źle skręciliśmy, czy droga faktycznie tak przebiega. Ale widać los tak chciał! Lubimy takie miejsca i aktywnie ich szukamy, ale tu akurat odbyło się to całkowicie bez udziału naszej woli. Maszyny więc pracują, warczą, taśmy szurają, żwir turkocze i chrzęści w zgniatarkach, gęby się nam cieszą a pył pokrywą grubą wartstwą auta, nadając im klimat przygody i wygrzanych, pylistych dróg :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Buba: “Nie Majka, tam nie idziemy. To nie jest plac zabaw. Tam się sypia kamienie.”
Kabaczek: “A rozumiem. Bo to nie jest opuszczone! Musimy znaleźć takie puste to sobie pozjeżdżamy po tych taśmach. Ale będzie zabawa!” :) :) :)



cdn

Posty: 2305
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » wtorek 27 paź 2020, 22:59

Gdy w maju odwiedziliśmy Pustynie Kozłowską ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... m-czy.html ) Kabaczę twierdziło, że to najlepsza na świecie piaskownica. Fakt - miejsce to dość wysoko postawiło poprzeczkę w tejże kategorii. Jednak już niespełna półtora miesiąca później przyszło odwiedzić miejsce chyba jeszcze ciekawsze. Sumaryczna ilość piachu może byłaby i podoba, ale tutaj całość była hmmm… jakby to powiedzieć? Bardziej zwarta? Bo wysypana na jedną wielką pryzmę o stromych, osypujących się zboczach.

Wędrujemy przez sosnowy las, położony nieco na północ od Białego Boru. I nagle drzewa rzedną a naszym oczom ukazuje się wielka góra żółciutkiego piachu.

Obrazek

Obrazek

Miejsce dokładnie tak się nazywa jak wygląda “Pomorska Góra Piasku”. Jest to jedno z wyższych wzniesień woj. zachodniopomorskiego. Powstało jako hałda pobliskiej kopalni kruszywa. Wysokość wzgledna ma coś ponad 60 metrów więc robi wrażenie.

Na szczyt prowadzi też jakaś bardziej płaska droga (bo nawet samochody tam wjeżdżają), ale nam się nie chce jej szukać. Tu gdzie podeszliśmy - tu się wspinamy. Zbocze jest solidnie nachylone, piasek sypki i luźny, więc zazwyczaj połowę tego co wchodzimy - to zjeżdżamy z powrotem. Krok w górę, pół kroku w dół.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki odsłaniają się coraz ciekawsze. Wielkie połacie lasów, zielono gdzieś aż po horyzont, gdzie bezmiar drzew zaczyna się zlewać w barwę niebieskawą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Okoliczne żwirownie, którym to zawdzięczamy powstanie tej ciekawej atrakcji :)

Obrazek

Oczyma wyobraźni widzę tu busia i biwak! Ale trzeba by go teleportować…

Obrazek

Bo chyba jedyna droga prowadzi tędy.. więc busio zakopał by się już na jej pierwszym metrze... :(

Obrazek

Jak przystało na piaskownice - wyciągamy łopaty i budujemy zamek!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A potem oczywiście fikołki!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I zbieganie w dół!

Obrazek

Był początkowo plan sturliwania się, ale moglibyśmy osiągnąć zbyt duże prędkości i nie wyhamować przed drzewami ;) (poturlamy się dopiero po wydmach we wrześniu!)

Mamy dziś problem ze znalezieniem noclegu. Jest długi weekend. Wszystkie miejsca choć odrobinę nadające się na nocleg są zarąbane ludźmi pod korek.. Nic spełniającego nasze wyśrubowane normy dzikości dziś nie znajdziemy...

Znajdujemy za to miejsca o właściwym stanie nawierzchni jezdnej i odpowiednim kolorze tabliczek! :D Zawsze coś!

Obrazek

Toperz kiedyś sugerował, że na długie weekendy to przydałby się taki wielki świder, żeby się nim wkręcać pod ziemię - by tam próbować uniknąć zadeptania i przetrwać te zwariowane dni. A tegoroczny długi weekend czerwcowy jest pod tym względem gorszy od wszystkich minionych. Bo gdyby nie nagły napad histerii u rządzących - to połowa tych tłumów zalewających każde miejsce - byłaby teraz za granicą (np. my). A tak to wielkie podrasowane terenówki (oblepione naklejkami sugerującymi, że minione lata spędziły w Afryce), tłuste, orurowane kampery, motocykle, paralotnie czy rowerzyści z przyczepami jak na słonia - włóczą się po zachodniopomorskich lasach. I są wkurwieni. Rozmawialiśmy z różnymi ludźmi. Każdy z nich miał być teraz gdzie indziej...

Koniec końców - śpimy nad jeziorem Wierzchowo koło Orawki, w klimatach nieco przypominających parking przed marketem, gdy ogłosili w telewizji, że rozdają wszystko za darmo ;) Ostatecznie okazuje się nie być aż tak źle, jak się początkowo obawialiśmy. Muzyka nie łupie, stada psów nie porywają jedzenia, do jeziora można się dopchać, kabak poznaje nowe koleżanki, z którymi goni po lesie, a motocykle zaczyną dzikie slalomy między autami i namiotami dopiero rano, gdy już się zbieramy i opuszczamy to miejsce.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dziś sobota - będzie jeszcze gorzej. Ale na chwilę obecną mamy to gdzieś! Jedziemy dziś na miejscówkę, gdzie tłumów na bank nie będzie!



cdn

Posty: 2305
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » środa 28 paź 2020, 23:16

Na dzisiejszy nocleg jedziemy w okolice Drawska. Mamy zaproszenie na działkę rodziny Ady. Drogi przyjemnie tracą na główności…

Obrazek

A w końcu lądujemy w morzu szumiących traw. Drogę znaczą tylko dwie koleiny wygniecione w zieloności. Osobowe autko to by chowało się tu po dach! Droga się wije pagórkami, a my się cieszymy, że nie jest po deszczu. Na mokrej trawie to busio ślizga się jak na lodowisku. I robi to bardzo przewidywalny sposób - dupkę zawsze ściąga mu w stronę przepaści, jeziora, albo największego w okolicy wykrotu. Tu jednak przyczajonych wykrotów nie ma. Trawy biją po masce, włażą przez okna. Wszyscy się cieszą taką nietypową trasą (no może oprócz toperza, który natychmiast dostaje napadu kichawki)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W końcu docieramy na miejsce. Biwak również w trawach po szyje! Na pohybel kosiarkom i trawie z rolki!!! :)

Obrazek

Dzieciaki większość czasu spędzają na dachu u Ady. Wreszcie mogą na wszystkich patrzeć z góry!

Obrazek

Obrazek

A! I dziś mamy pyszny obiad! A w ogóle to zaczęło się tak: byliśmy pod sklepem. Miejscowy zagadał Ziutę czy by nie chciała kupić szczupaka. Ziuta więc woła: “Buba bierzemy rybę na pół?”. Buby na rybe dwa razy namawiać nie trzeba. Ciekawe tylko ile koleś za rybę zawoła, jak zoczył frajerów z miasta. Tak sobie idę i rozmyślam, że z 50 zł na pół z Ziutą to będzie jeszcze ok, ale jak więcej to chyba bez jaj. I co mówi koleś? Że rybka za browara! :) Ziutka kupuje mu zgrzewke! Wszyscy się cieszą - i my, i wędkarz, no może ryba najmniej. Acz jej na tym etapie dnia to już chyba obojętne na jakim talerzu i w jakiej scenerii wyląduje ;)

No więc dzielna Ziuta patroszy i pitrasi rybkę. Ja też mam swój wkład w przyrządzanie posiłku, acz nieduży - jedynie rybę umyłam w jeziorze i zrobiłam jej sesji foto na różnych etapach przeobrażania się w kotleta :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeziorko nam pluska i pachnie wodorostem. Kąpiele więc oczywiście też zapodajemy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieczór mija przy ognisku, gdzie dzieciaki machają świetlistymi patykami, a iskry lecące ku niebu odbijają się w spokojnej tafli jeziora.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rano idziemy jeszcze odwiedzić inną “plażę”, taką przy malowniczo powalonym drzewie.

Obrazek

Kabak i Lilka mają fajną zabawę - łowią tonące ważki, po czym wykładają je na pniakach, aby wyschły do słońca. Dla ważek to chyba też zabawa, bo większość z nich, jak tylko wyschnie, to zaraz spowrotem daje nura do wody. I czeka na ratowanie przez małe łapki.

Obrazek

Obrazek

A tu kabak z nową zabawką :) Acz zabawka tylko pożyczona! Bo na codzień będzie zdobić Ziutowe ściany!

Obrazek

A my dziś żegnamy się z wesołą kompanią. Ada z rodzinką zostają wśród szumiących traw, Ziuta z Grzesiem jadą nad morze. A my definitywnie odkręcamy na południe - czyli można powiedzieć, że zaczynamy wracać do domu. Zajmie nam to zapewne jeszcze koło tygodnia, ale zawsze jest to smutny moment wyjazdu, gdy jednak ustawiasz się już twarzą do powrotu, a dystans do domu zaczyna się nieubłagalnie zmniejszać…

Ale czeka nas jeszcze całkiem sporo atrakcji!

cdn

Posty: 2305
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » niedziela 01 lis 2020, 21:21

Z cyklu: migawki spod wiejskiego sklepu. Bytowo - mała wioska na skraju drawskiego poligonu. Pod sklepem zapoznajemy pana Tadzia. Miło się nam gawędzi o życiu - o polityce, pandemii i psich odchodach leżących w pobliżu krawężnika. Czas potrzebny na zjedzenie lodów na patyku mija nam więc przyjemnie i nie nudno. Ciepły, acz dość silny wiatr smaga nam twarze, a kabakowi jeden z jego podmuchów strąca również loda z patyka. Rozmowa z panem Tadziem będzie więc dłuższa niż myśleliśmy, bo trzeba kupić nowego loda. A nie ma już tych małych, zostały same lody giganty... Dziś daleko nie zajedziemy :)

Na odchodnym pan Tadzio mówi, że ma do nas jedną ogromną prośbę. Mam spore podejrzenie czego owa prośba może dotyczyć, biorąc pod uwagę rumiane oblicze pana Tadzia i dno w jego butelce z piwem, które się właśnie ukazało. Ale świat nie przestaje zaskakiwać. Pan Tadzio ciągnie mnie za rękę i prosi, aby zrobić dwa zdjęcia tej wioski i umieścić je w internecie. Aby świat dowiedział się o Bytowie...

Zatem tu poniżej - jest droga do sklepu. Ja widziałam ją raz. Lokalsi widzą ją codziennie, zmierzając po chlebek albo na porannego browara.

Obrazek

Kolejne zdjęcie jest jednym z chyba 30, które zrobiłam na prośbę miłego lokalsa. Bo tylko na nim flaga rozwiała się w odpowiedni sposób.

Obrazek

W ten oto sposób pan Tadzio osiągnął swój cel, a i mnie ta miejscowość jakoś wbiła się w pamięć i nie pomieszała z dziesiątkami innych, małych, podobnych wiosek zagubionych w zachodniopomorskich lasach..

Oddalając się kawałek od sklepu i innych, najbardziej fotogenicznych części wsi, wjeżdżamy w cienisty park. W parku siedzi pałac, który na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie czegoś odnowionego bądź jeszcze bardziej “w trakcie odnawiania”. Już, już nam się wydaje, że miłośnik miejsc opuszczonych, zapomnianych i porzuconych nie ma tutaj czego szukać. Że musi wykreślić to miejsce ze swych notatek i jechać dalej szukać szczęścia… Ale czekaj… Chwila! Farba elewacji wali po oczach bielą, stoją rusztowania.. ale wpasowany jest w to gęsty, rosochaty krzak dzikiego bzu! Roślina, która zawsze macha do nas zachęcająco z ruin wszelakich! Zaproszenie od dzikiego bzu nie może być chybione!

Obrazek

Podchodzimy bliżej.. Pusto. Gdyby nie niosące się w powietrzu gdakanie kur można by zapomnieć, że jesteśmy na obrzeżach wioski. Pałac jest po remoncie w stanie jakby surowym. I jest otwarty. Skrzypnięcie ciężkich, zarytych w piach drzwi i jesteśmy w środku.

Obrazek

Obrazek

Wnętrza są ceglasto - drewniane i jakby zupełnie nowe! Łazimy więc w kółko po tych pustych, przestronnych wnętrzach i mamy poczucie nierealności. Przestrzeń wypełnia świergot ptactwa i zapach świeżego drewna, z którego wykonano kręcone schody. Kumkot żab niesie się znad pobliskiego stawu, jakby one chciały nam opowiedzieć najnowszą historie tego pałacu. Dlaczego ktoś zaczął ten remont, nagle przerwał go i zniknął w niebycie?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Reszty dowiedziałam się po powrocie. Acz też nie do końca, bo wciąż nie wiem kto i po jakiego diabła. Pałac po wojnie popadł w ruinę. Jeszcze w 2012 roku stały tylko niezadaszone ściany. A potem został nie tyle wyremontowany - co odbudowany. Nowe ściany, nowy dach. I z materiałów znalezionych w internecie wynika, że pałac został udostępniony do zwiedzania. Więcej o pałacu np. TU https://palacbytowo.info-net.com.pl/

Zwykle remonty takich obiektów zaczynają się od płotów, zasieków i kłódek na drzwiach. Wyremontowany obiekt automatycznie przestaje istnieć dla miłośników dzikiej eksploracji. Remont jest równoznaczny z walnięciem w niego bombą. A tu - jakby inny świat! Czy myśmy znaleźli tajny portal i trafili do jakiejś równoległej rzeczywistości? Wciąż więc nie mogę wyjść z szoku. Gdyby tak miały wyglądać remonty - to może byłabym nawet ich zwolenniczką?

Suniemy dalej, starając się wybierać jak najlepsze drogi :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I tak docieramy do Nętkowa. Ja już tu byłam, z rodzicami, w 2012 roku. Podobało mi się tu bardzo. Chce więc pokazać to miejsce toperzowi i kabaczkowi.

W centrum wsi stoi opuszczony kościół. No praktycznie ruina, ale wciąż są schody, którymi można wspiąć się na wieżę. Wszystko tonie w zielonościach! No i jest słońce. Za mojego, poprzedniego tu pobytu było szaro i mgliście. Dziś będą ładniejsze zdjęcia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przed kościołem stoi krępy krzyż, z zadumanym Chrystusem bez nosa… Czy w czasach gdy miał jeszcze nos a kościół nie był ruiną - był tak samo zadumany?

Obrazek

I jeszcze zdjęcia wnętrz z mojego poprzedniego tu pobytu.

Obrazek

Obrazek

Pozostała zabudowa wsi jest również miła dla oka.

Obrazek

Obrazek

Niestety sklepik był nieczynny :( A miałam względem niego poważne plany!

Obrazek

A tu kilka nętkowskich wspomnień sprzed 8 lat! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stajemy pod sklepem w Lubieniowie. Fajne cieniste miejsce pod ogromnymi dębami!

Obrazek

Obrazek

W Kiełpinie napotykamy nietypowy budynek. Mieszkalny, wielorodzinny, a część parteru jest… kościołem! Że co??? :) I znów nie możesz się wyspać w niedziele bo sąsiad z góry napierdziela wiertarką a sąsiad z dołu śpiewa psalmy? Toperz twierdzi, że to się nazywa “budynek kompaktowy”. Z tyłu powinna być jeszcze knajpa! :D

Obrazek

Obrazek

A żeby nie było nudno zaraz obok jest jeszcze opuszczony dworek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Budynek jest mocno zarośnięty, o zawalających się już wnętrzach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I spotkałam się tu z dużym wybuchem złości pewnej pary. Bo chyba im pokrzyżowałam szyki i namieszałam w działaniach. Nie, nie przybyli tu w celach klasycznych, w jakich zwykle parki przybywają w miejsca zarośnięte i opuszczone. Oni prowadzili “transmisje na żywo” dla swoich fanów na youtube. I właśnie ponoć coś opowiadali, że są w miejscu od lat nietkniętym stopą człowieka, zapomnianym przez boga i ludzi, gdzie ostatnie ślady bytności człowiekowatych przypadają na przełom lat 80 i 90 tych, czego potwierdzeniem miała być jakaś puszka trzymana w dłoni. Atmosfera napięta, okiennice skrzypią złowrogo, czasem zagrucha dziki gołąb.. a tu jeb! w kadr wchodzi buba i mówi “dzień dobry”. Jeszcze nigdy mi na powitanie nie odpowiedział taki stek przekleństw. Potem mi wyjaśnili, że swoim wtargnięciem zniweczyłam im internetową karierę i w ogóle będę potępiona na wieki. Niestety nie chcieli mi powiedzieć jak się nazywa ich kanał… niestety.. a myślę, że link do tego filmu byłby fajnym uzupełnieniem tej relacji ;)

cdn


phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Pamiętnik Włóczykija”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości