Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

W dziale tym znajdują się opisy, zdjęcia oraz reportaże z wypraw i wycieczek
Posty: 2300
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » czwartek 05 lis 2020, 23:23

Na kolejne dwa noclegi zawijamy do Drawna. Do stanicy PTTK. To ośrodek nad jeziorem, taki z drewnianymi domkami. Domkami, które nie zmieniły się od ponad 30 lat. Takimi jak z najlepszych wspomnień z wczasów czy kolonii z dzieciństwa. Gdzie drewno pachnie bejcą, pomieszaną z aromatem patyny, balkonik czy próg jest nieraz nadpróchniały, a nocą może odwiedzić nas popielica. Gdzie podłoga dziwnie skrzypi nocami (mimo że nikt po niej nie chodzi), a rano budzi nas promień słońca, który się przedarł między z lekka rozeschniętymi deskami ściany.. Nie każdy jest miłośnikiem takich miejsc, ale ja akurat tak! :) Więc ów ośrodek w Drawnie bardzo polubiłam! Przyjechałam tu pierwszy raz z polecenia znajomego 8 lat temu. A teraz - przyszedł czas na powrót!

Domeczki

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Domkowe wnętrza.

Obrazek

Nasz ośmiołapy współlokator.

Obrazek

Przystań i dawna knajpa (teraz chyba od lat nieczynna)

Obrazek

Obrazek

Klimat łazienek z dawnych lat… W takich okolicznościach to co chwilę człowiek biegnie coś wyprać, aby znaleźć pretekst by dłużej tam pobyć! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I jeden z ważniejszych aspektów ośrodków w takich klimatach. Ogniska nie są tu problemem. Sporo więc czasu spędzamy wpatrując się w magię pełgającego płomienia...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A dziś jest akurat podwójnie fajnie! Urok ośrodka potęguje pustka. Jest niedziela.. Wieczór… Właśnie skończył się długi, czerwcowy weekend. Sznury samochodów pewnie ścigają się na autostradach albo stoją w niekończących się korkach na rogatkach wielkich miast… Koniec długiego weekendu w Polsce i ówczesne powroty do domu są zazwyczaj traumatyczne. Każdy koniec jest jednak również początkiem. Tym razem początkiem wyludnionych ośrodków, cichych jezior i zdziwionych lokalsów: “czemu wy tu teraz?”.

W stanicy PTTK jesteśmy sami. Po terenie włóczy się tylko obsługa, drawieńscy wędkarze i znudzona lokalna młodzież, która braku pomysłu na wolny czas nie może zabić ani obłokiem konopnego dymu, ani smartfonem utopionym w jeziorze, ani dzikimi rykami na dziecinnych huśtawkach.

Wypożyczamy sobie wodny rowerek. Moje dotychczasowe doświadczenia z tym środkiem transportu zakładały, że to taka poczciwa taradajka, która bełta się powoli i dostojnie. Pedałowanie to czysta sielanka i wygrzewanie się do słonka. Mieć solidne zakwasy przez tydzień od pływania rowerkiem? Nie móc ustać na trzęsących się nogach po wyjściu z takowego? To brzmiałoby dla mnie jak jakaś abstrakcja.. Do dzisiaj…

Obrazek

Pływamy najpierw owym rowerkiem po jednym jeziorze.

Obrazek

Obrazek

Ale gdy nam się to znudziło, postanawiamy się przedostać na drugie. Dwa lokalne jeziora łączy rzeczka (jak się nie myle oba jeziora są przepływowe i płynie przez nie Drawa - rzeczka nieduża, ale o bardzo silnym nurcie). Nad rzeką przerzucony jest most. I my pod tym mostem planujemy przepłynąć.

Obrazek

Za pierwszym razem sie nie udało. Prąd wyrzuca nas prawie na wędki łowiących tu miejscowych. Jak można się spodziewać nie są zachwyceni grubą, plastikową rybą, jaka się właśnie napatoczyła.. Ale dopingują nas podczas kolejnej próby. Pedałujemy jak najmocniej potrafimy, ale rowerek w ogóle się nie przesuwa. Mocne fale walą w burtę, my ciśniemy ile sił, a rowerek jak zaklęty stoi w miejscu… Znaczy trzeba przyłożyć większą siłę! Centymetr po centymetrze posuwamy się do przodu, ale każda, chociażby najmniejsza chwila odpoczynku czy rozkojarzenia, powoduje, że jesteśmy metr w tył.. Miejscowi tracą początkowy entuzjazm… Wołają, że kajaki to tu może i pływają, ale wybrać się walczyć z nurtem taką taradają - to trzeba mieć mocno nierówno pod sufitem. I nie może nam się ten idiotyzm udać.. I tylko im ryby straszymy, a i tak będziemy musieli zawrócić. Ale tamto jezioro jest takie piękne! Kabak zagrzewa nas do boju ochoczymi okrzykami. Ze ślimaczą prędkością, ale most zaczyna się przesuwać nam nad głowami..

Obrazek

Obrazek

Im dalej tym trudniej. Już, już wydaje się nam, że jednak nie starczy pary w nogach i cały wysiłek na darmo - gdy jakiś dziwny wir obraca naszym rowerkiem i wyrzuca nas na spokojne, jeziorne wody… Słychać tylko syk wody pod mostem i gwizdy wędkarzy.. Przed nami równa tafla jeziora, oświetlona ciepłym, wieczornym słońcem. Nogi jak z waty. Ale powrót będzie łatwiejszy. Trzeba tylko uważać, żeby nie rozwalić łba o most. Bo pewnie śmigniemy tam szybko, a nasze superniewzrotne pływadło nie da zbyt wielu możliwości manewrów..

Wygrzewamy się do ostatnich promieni słońca. Opływamy jeziorko, spotykając różne dziwy również jak my kołyszące się na niewielkich falkach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektórzy na nas solidnie nawrzeszczeli ;)

Śmigamy pod mostem z prędkością światła i…. mamy problem aby się wtarabanić na pomost.. Bo nogi postanowiły ostatecznie się zbuntować i odmówić posłuszeństwa. Wyrąbałam o pomost jak długa! Dobrze, że choć nie do wody! ;)

Wieczorem sympatyczny miejscowy przynosi nam ryby! Smażymy je w ognisku.. Chwilę później wjeżdżają na stół frytki i pierogi!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Posty: 19855
Rejestracja: niedziela 08 lut 2015, 20:46
Lokalizacja: Ząbkowice Śląskie

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: Karolina Kot » czwartek 05 lis 2020, 23:30

Papier toaletowy zapięty na kłódkę! Ale czadowo! ;)
Kryj Ryj!
Noś maseczkę.

Posty: 2300
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » piątek 06 lis 2020, 11:37

Karolina Kot pisze:Papier toaletowy zapięty na kłódkę! Ale czadowo! ;)


No nie? Niesamowite! ;) Nie wiem co chcieli tym osiągnąć. Bo nawet kabak zauwazyl, ze "bo jak ktos bedzie chcial go zabrac - to przeciez moze odwinąć ile chce"

Posty: 2300
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » piątek 06 lis 2020, 18:56

Cieszymy się malowniczym zachodem...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

...i nocnymi światłami pełgającymi po tafli jeziora.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejny dzień spędzamy snując się po miasteczku…

Obrazek

Obrazek

Podziwiamy murale..

Obrazek

Obrazek

I wyboiste podwóreczka kryte perforowaną płytą….

Obrazek

Zaglądamy w podwórka przez wyrwy w dechach…

Obrazek

Mijamy miłe sklepiki… Takie otwarte..

Obrazek

I pozamykane na głucho..

Obrazek

Włóczymy się uliczkami...

Obrazek

podwórkami...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

mostkami…

Obrazek

Czy podglądamy lokalne życie przez jezioro…

Obrazek

Obrazek

Wieża kościoła jakoś zmieniła się przez 8 lat.. Chyba coś z nią robią?

2012

Obrazek

Obrazek

2020

Obrazek

Fajne mają tu witraże!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na tym wyjeździe sklepik w Drawnie to chyba pierwsza okazja nabycia pamiątek - więc robimy to z przytupem ;) Placówka Drawieńskiego PN oferuje m.in. tematyczne maskotki - wydry, dzikie kaczki i ryby! Bierzemy hurtowo, bo każdemu co innego przypadło do gustu i ciężko uzgodnić wspólną opcję.

Obrazek

Jesiotr i szczupak będą więc stałym wyposażeniem busia! :D Będą się majtać pod sufitem, a jak odpadną - to mogą posłużyć za poduszki!

Obrazek

A resztę wyjazdu spędzamy w większym towarzystwie! ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

cdn

Posty: 2300
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » poniedziałek 09 lis 2020, 18:05

Zajeżdżamy do Jagowa. Naszym planem jest odwiedzić tu pałac i wieżę. Już sama brama wjazdowa na teren dobrze rokuje!

Obrazek

Pałac wygląda na opuszczony, ale jest pozamykany.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Można się wślizgnąć jedynie przez wąską szczelinę międzyd deskami. Toperz utknie na bank. Ja na 50% ;) Ale warto spróbować...

Obrazek

Najpierw więc wsadzam głowę i łapę z aparatem. Co to wisi? Resztki starej firany?? Czy wyjątkowo dorodna pajęczyna??

Obrazek

Obrazek

Z jednej strony budynek przylega do czynnego gospodarstwa rolnego - i jak widać bardzo ludnego miejsca. Co próbuje jakoś się przymierzyć do najeżonego gwoździami i drzazgami otworu - to ktoś się zaczyna kręcić. Albo włóczą sie dzieci, oczywiście bacznie się przyglądając wioskowej atrakcji pod postacią nieznajomych. Albo jedzie traktor - i akurat na naszej wysokości musi zacząć coś naprawiać przy kole. Albo wjeżdża taksówkarz aby zabrać gdzieś jakąś panią z trzema pudłami. No żesz to kurcze. Po kilku próbach nam się nieco odechciewa. Może po prostu mamy tam nie wchodzić? Kabak z mądrą miną stwierdza: “Widać dzisiaj mamy iść gdzie indziej, np. tam”. A tam jest wieża. To idziemy do wieży. Widać los tak chciał!

Wieża jest ogromna i cholernie zarośnięta. Czy wspominałam już, że lato nie jest zbyt szczęśliwym czasem na zwiedzanie takowych miejsc?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W wieży, na wysokości 1 piętra siedzą jakieś banie. Tajna bimbrownia czy jak? ;)

Obrazek

Obrazek

Przypałacowe zabudowania, obecnie wykorzystywane do celów rolniczych.

Obrazek

A naprzeciw pałacu stoi sobie taki kościół.

Obrazek

Droga z Jagowa do Chrapowa jest pełna maków!

Obrazek

Obrazek

A z Chrapowa do Żydowa wiją się malownicze bruki.

Obrazek

W Karsku na zakręcie zwraca uwagę kamienica z niemieckimi napisami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy podchodzę do budynku mam poczucie jakiegoś niesamowitego, ogarniającego mnie smutku. Tak, właśnie tu, na tym zakręcie… Odczucie towarzyszy mi cały czas, gdy robię zdjęcia i zaglądam w zamglone patyną okienka. Dzień jest słoneczny i ciepły. My też nie mamy żadnych powodów do wpadania w zły nastrój (no może oprócz tego, że mieliśmy teraz być w Estonii ;) ) O co więc chodzi z tym miejscem? Czy może jest coś w jego historii, co mogłoby tłumaczyć moje niczym nieumotywowane, irracjonalne odczucia?

Piętro kamienicy jest zamieszkane, sklepik na dole opustoszał już chyba sporo lat temu. Zaczynają go porastać całkiem spore drzewka, a kraty oblepiła rdza…

Obrazek

Obiekt jest na sprzedaż. Wpadł mi do głowy pomysł, żeby zadzwonić pod podany numer, ale pytając o historię budynku usłyszałam jedynie pipipi, a przy kolejnych próbach nikt już nie odbierał połączenia…

Próbowałam też podpytać miejscowych. Jedna pani zbyła mnie ofuknięciem, że nie trzymam dystansu i zaczęła histerycznie machać rękoma. Inny pan wzruszył ramionami: “Kamienica jak kamienica. Co ja moge o niej powiedzieć?? Hmmm... Ja tu często sikam na rogu jak wracam od Bolka wieczorem. Zawsze w tym samym miejscu, od 30 lat. Jest już nawet zaciek na tynku. Mogę pani pokazać gdzie dokładnie!”

Czwartej próby więc nie podejmuję ;) Jedziemy sobie zwiedzać dalej!

Kawałek dalej, przy bocznej drodze, stoi sobie pałac. Opuszczony, zarośnięty, ale jednak o atmosferze totalnie nijakiej. Może przez porównanie z dziwną kamienicą na rogu? ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ma bardzo dziwne okienka - jakoś jakby krzywo osadzone, mocno kopnięte kółka. Jak na nie dłużej się patrzy - to sie zaczyna z lekka kręcić w głowie...

Obrazek

W tym roku to maki rosną nawet na gruzowiskach i śmietnikach!

Obrazek

Obrazek

A jeszcze kawałeczek dalej, tam gdzie brukowana droga tworzy minirondo, stoją ruiny. Był to niegdyś zamek myśliwski, a przed wojną budynek był wykorzystywany jako gorzelnia. Za czasów PGRu zrobiono tu magazyn.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnętrza podpierają solidne, żelazne kolumny. Widać, że jest to popularne miejsce imprezowe - sporo śladów po ogniskach czy tajna skrytka z flaszką i fajkami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu znów trzęsiemy się brukami! :) Już zapomniałam gdzie to było dokładnie. Bo mogło być wszędzie. Nieodłączny element lubuskich tras.

Obrazek

A tu spełniamy marzenie kabaka - zrobić siku pod wielkim wiatrakiem.

Obrazek

cdn

Posty: 2300
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » wtorek 10 lis 2020, 19:30

Miejsca na biwak dzisiaj znów dość długo szukamy. Nad jeziorem Grabino nie da się podjechać do wiatek, a na dodatek po terenie biegają luzem psy wielkości cieląt - co nam się bardzo nie podoba.

Jezioro Rak koło Mosiny dla odmiany wygląda rewelacyjnie. Tylko mocno pachnie tu nielegalnością, a busio to ani rozmiarem ani kolorem się za dobrze nie maskuje. Kurcze, na bank zaraz będziemy mieć na głowie leśnika.. Miejsce jak na polskie warunki jest po prostu za fajne! A nie ma żadnego znaku drogowego czy tabliczki, sugerującej, że można tu wjechać i spędzić miły wieczór bez konieczności użerania się ze służbami...

Obrazek

Obrazek

W końcu lądujemy nad jeziorem Wielkim koło Mościc. Miejsce bardzo ludne, ale jakoś nie mamy już siły ani co gorsze pomysłów gdzie szukać dalej.. Stajemy w jednej z zatoczek, rozwieszamy pranie na słoneczku i idziemy połazić.

Obrazek

Fajne sosnowe lasy, piaszczyste urwiska, powalone przez bobry drzewa i konary.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Korzeń jak pająk! I jeszcze ruch wody sprawia wrażenie jakby ten olbrzym się ruszał!

Obrazek

Ślady po ogniskach znaczone są węgielkami i rybią łuską. Dwie kobitki opalające się toples. Nasze wyłonienie się zza drzew tak je wystraszyło, że razem z kocykiem i torbą wskoczyły do jeziorami. Trzech kolesi z wytatuowanymi oczami i łapami pełnymi sznyt wcinają żelki, piją kubusie, a z ich rozmów wynika, że zamierzają sie zaczaić na jakieś odmiany puchaczy i je sfilmować..

Przy brzegu pływa butelka pod Finlandii, a wewnątrz szamocze się mała rybka. Za dużo alkoholu pożłopała i nie umie wrócić do domu? Próbuje ją uratować, ciągnąc butelkę kijem w stronę brzegu. Niezbyt mi to wychodzi - ja wpadam do jeziora po kolana i moczę buty, a butelka z rybka tonie… Acz może to dla rybki dobrze? Może będzie jej łatwiej wypłynąć gdy w butelce będzie pełno wody niż tylko pół? Szkoda, żeby rybka tak zdechła w butelce.. Fajnie by ją wypuścić albo zjeść! :)

Taaaak... Dzień i noc to często jednak dwa zupełnie inne światy (i nie chodzi tu wcale o kwestie oświetlenia ;))

Gdy popołudniem przybywamy nad owo jezioro przypominało ono miejską plaże, pełną ludzi, aut i wrzasku. Wokół brzegów krążyły stada pieskowców, zakochanych par i młodzieży z głośnikiem pod pachą.

Obrazek

Mamy więc sporo obaw co do dzisiejszego biwaku... Ale jedną noc jakoś chyba tu przetrwamy...

Gdy tylko słońce chowa się za lasem - miejsce pustoszeje. I to nie, że jakoś stopniowo, tylko cały tłum znika nagle i równocześnie, jakby opuszczając to miejsce pospiesznie i w popłochu. Ledwo zdążamy się rozejrzeć wokół siebie - a nie ma już nikogo… Tylko wygniecionie w piachu koleiny opon i siny dym ledwo zgasłych ognisk przypomina, że kiedyś byli tu ludzie… Zostajemy sami z równą, niezmąconą taflą jeziora, która w zapadającym zmierzchu przyjmuje barwę różowo-mleczną, która jednocześnie okazuje się nieprawdopodobnie ciepła i pełna aromatu ziół.. Do kolacji hukają nam sowy i szczekają sarny.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem los potrafi zaskoczyć bardzo pozytywnie!

Obrazek

Rano jeszcze przekąpka...

Obrazek

...i suniemy dalej!

Jedziemy z Witnicy na prom w stronę Kłopotowa. Wszystko zdaje się być jak trzeba - drogowskazy na Lemierzyce, znaczek promu ze strzałką.. Miła droga wije się polami.. Tylko promu ni ma… tzn. stoi zacumowany po przeciwległej stronie, a tu zamknięty szlaban… Wszystko wokół wygląda na dłuższy już czas nieużywane…

Coś nie mamy szczęścia do tego promu… To nasze drugie podejście… 9 lat temu wracając z Woodstocku też próbowaliśmy tędy przekraczać Wartę.. Wtedy prom pływał - tylko skodusia okazała się zbyt niskopodłogowa aby pokonać zalaną drogę....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


cdn

Posty: 2300
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » wtorek 17 lis 2020, 17:55

W Radachowie płytowa droga doprowadza nas do ruin pałacu.

Obrazek

Szkielet budynku porastają gęste pnącza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A z przeciwległej strony - niespodzianka! Do ruin przykleiła się przybudówka! Tu ktoś chyba mieszka! Ciekawe jakie dźwięki dochodzą nocami zza ściany przytulonej do pustego gmachu?

Obrazek

Obrazek

Ludzie nieraz hodują roślinki w doniczkach stojących na parapetach. Jak widać można i bez doniczki! :D

Obrazek

A tutaj już chyba tylko ramy okienne trzymają ściany w kupie!

Obrazek

W Smogórach szukalismy pałacu, ale nie znaleźliśmy.

W Lubieniu szczęście nam dopisuje. Pałac jest solidny, z wieżyczką, położony na sporym zarośniętym terenie. Jak wszędzie w tym roku - maki oczywiście są!

Obrazek

Pod stopami trylinka, bruk lub malowniczo zarosły, stary asfalt...

Obrazek

Obrazek

Pałac jest opuszczony, ale wygląda, że ktoś całkiem niedawno próbował go remontować np. okna na parterze są wstawione nowe, plastikowe. Drzwi są zamknięte. Oczywiście za klamkę ciągniemy... No trudno...

Obrazek

Już wracamy, mając pewność, że ze zwiedzania wnętrz nici. Fajnie, że chociaż z zewnątrz go obejrzeliśmy. A tu się napatoczył miejscowy koleś. Miła gadka - i propozycja, że nam pokaże pałac w środku. Nam dwa razy powtarzać nie trzeba! Podchodzimy pod okno, przy którym byliśmy 5 minut wcześniej. Okazuje się, że okno nie jest wmurowane i sobie po prostu stoi na parapecie. Można go wystawić i wejść. Często nie znając lokalnych trików człowiek jest poszkodowany i od razu na straconej pozycji!

W środku są super sufity, kominki, schody.

Nasz przewodnik skrupulatnie opowiada o każdym pomieszczeniu, głównie gdzie kto ile wypił albo jakie miejscowe (lub przyjezdne) dziewczęta umilały chłopcom czas.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciemne, ścienne malowidło z koniem.

Obrazek

Obrazek

Zwiedzamy tylko parter. Lokalny miłośnik zabytków chce nam też pokazać wyższe piętra, ale na to brakuje już nam odwagi. Stropy zdecydowanie osiadają. W wielu pokojach są podparte belami - jak stemplami w kopalni, a mimo to nabierają niemiłych półkolistych kształtów…

Obrazek

Dopiero w domu, na zdjęciach, wypatrzyłam na tym malunku różne sceny myśliwskie! (na miejscu raczej skupiałam się na tym czy nic nie leci na łeb ;) )

Obrazek

W wiosce Wystok ruiny siedzą w niemożebnym chaszcu. Stwierdzenie, że był po szyje nie jest poetycką przenośnią. Sam budynek jest mało pałacowy. Bardziej przypomina starą szkołę..

Obrazek

Jest też orzęsione bajorko o betonowych brzegach…

Obrazek

I puste stajnie..

Obrazek

Obrazek

W Bielicach pałac jest zamieszkany - i nie on stanowi tu główną atrakcję dnia dzisiejszego..

Obrazek

Siadamy pod sklepem “Małgosia” … i jakoś tam wsiąkamy…

Obrazek

Zatapiamy się w lokalnym niebycie. Jest czasem taki stan półświadomości, gdzie człowiek jakby częściowo usypiał, przestawał ogarniać czas i plany. Tak jakby wszystko nagle zwalniało i robiło się nieco mgliste... Jakiś taki rodzaj odpoczynku, takiego “tu i teraz”. Stan bardzo chyba popularny w czasie podróży pociągiem, gdy człowiek wgapia się tępo w okno i myśli jakby gdzieś odpływały - a jednocześnie obserwowany obraz stawał się bardziej wyrazisty. I właśnie tu tak jest. Siedzimy, a przed naszymi oczami toczy sie zwykłe czerwcowe popołudnie… Żulik bawi się wydrą z kabakiem. W jednej ręce trzyma maskotkę a w drugiej browara. Coś mu się chyba pokiełbasiło, bo w pewnym momencie wsadził ogon wydry do gęby, wykonując klasyczny gest przechylania. Kabak dostał ataku śmiechu. Żulikowi zrobiło się głupio, nawiał za sklep, nawet niedopite piwo zostawił…
Dwóch kolesi stawia nad rzeźbą koło krzyża kratownicę na bluszcz. Przechodząca obok kobieta ich gani: “ To nie za dużo? Krzyż, ławki, rzeźba i jeszcze daszek? Nie nie nie! To będzie człowieka rozpraszać, nie da się tu potem modlić!”. Kolesie odnoszą kratownicę na jedno z podwórek…
Starsza pani jedzie rowerem ze sklepu. Potem krzyczy na jednego z żulików siedzących przy drodze: “Tylko się zaś nie nachlej jak świnia, bo będziesz na dworze spał. A dzisiaj ma być ochłodzenie!”. Sądząc po wieku to chyba jej syn.
Staruszka z laseczką siedzi na przyzbie. Na widok jadącej szosą cysterny zrywa się i biegnie truchcikiem. Bardzo dziarsko biegnie, tylko żwir zgrzyta pod butami i laską. Ma jakąś sprawę do kierowcy, który grzecznie hamuje, zjeżdża na pobocze i podejmuje rozmowę. O czym? Nie słychać... Za daleko..

Obrazek

Poza tym właśnie pod sklep zajechało auto na włoskich blachach. Kłęby dymu z gazowanego (nie wiedzieć czemu) ciągle silnika spowijają całe podsklepie, powodując, że kontury wszystkiego stają się krzywe i rozmyte. Muzyka zdecydowanie rodzima dudni z głośników i wszystko zagłusza. Kabak zaczyna tańczyć! Nam chyba Cyganie to dziecko podrzucili! ;) I ja, i toperz nie lubimy tańczyć! To chyba musi być po prababci!

Z dziwnego letargu wyrywa mnie głos toperza: “Chyba musimy jechać dalej, bo inaczej przyjdzie nam tu nocować”.

Ot… Zwykłe popołudnie i stek pozornie nieciekawych historyjek, którym jakoś od zawsze uwielbiam się przyglądać. Może to ta sama cecha, która ludzi motywuje aby oglądać seriale? Albo inne “reality show”? Widać ja też to lubie, ale wolę takie w 5D ;)

Przy drodze, nieopodal sklepu, stoją takie kamienne tablice. Okolica na każdym kroku przypomina nam w jakiej części kraju jesteśmy!

Obrazek

cdn

Posty: 2300
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » sobota 21 lis 2020, 21:39

Niedaleko Torzymia zawijamy nad jezioro Jasne, gdzie jest leśne pole biwakowe.

Obrazek

Pobyt zaczynamy od przekąpki - póki jeszcze jest trochę słońca.

Obrazek

Jezioro jest niezwykle aromatyczne. Jak płynę to z wody podnosi się oszałamiający zapach ziół. Taki jakby lekko cytrusowy? Poprzednie jeziora nie miały tego zapachu, więc chyba musi tu coś nietypowego kwitnąć? Pytam kabaka czy jej się podoba ten zapach. Kabak zdziwiony: “Zapach gumy? No taki jak i wczoraj!” Taaaa… Ja jej o ziołach a ona z nosem na flamingu ;)

Obrazek

Rozkładamy się koło ogromnej wiaty. Tutaj jest pusto. Na biwakowisku jest kilka aut i namiotów, ale oni wszyscy na kupie siedzą nad samą wodą. Przy wiacie stoi pewna wraża tabliczka, a na wjeździe na pole wisiał regulamin, więc idziemy go przeczytać. Wynika z niego, że wszystkie palone tu ogniska trzeba zgłaszać leśniczemu, jest podany numer, więc co szkodzi. Dzwonie. Leśniczy mówi, że spoko, ale wyłącznie w murowanym palenisku w wiacie, bo jest susza i żeby absolutnie nie palić na trawie. Właśnie ostrzymy sobie zęby na wiate więc nam pasuje.

Obrazek

Obrazek

Siedzimy więc sobie, smażymy kiełbaski...

Obrazek

...a tu nagle zjawia się ON. Samozwańczy stróż porządku. Niezrealizowany kapo. Jeden z biwakujących w przyczepie nad jeziorem. Wpada do wiaty i ani “dzień dobry”, ani me ani be ani kukuryku - tylko “prosze natychmiast zgasić to ognisko!!!” Mówimy mu, że ognisko palimy w miejscu do tego przeznaczonym i na pewno go nie zgasimy - no bo właśnie je rozpaliliśmy i zamierzamy przy nim posiedzieć do nocy. A jego - jakby był milszy pewnie byśmy zaprosili do kompanii. A skoro nie jest, to mu sugerujemy, aby się zajął swoimi sprawami - to wszyscy na świecie będą szczęśliwsi. Koleś nie odpuszcza, łazi wokół nas jak jakiś szakal i burczy pod nosem. Kabak sensownie ocenia sytuacje: “Tatusiu, a zamknąłeś dobrze busia? Bo ten pan mi się bardzo nie podoba!”. Staramy się kolesia ignorować, może się zmęczy, znudzi, pójdzie w cholere? Ale nie! Facet wpada w furię. Zaczyna machać rękami, przeklinać, straszyć - leśniczym, policją, sanepidem, strażą pożarną - nie wiem czy jest jakaś organizacja, której nie postanowił postawić na nogi ;) Ostatecznie macha nam przed nosami telefonem - że on już dzwoni do leśniczego i będziemy mieć przechlapane. Wykonuje chyba 50 połączeń pod rząd, ale leśniczy nie odbiera. Za pięćdziesiątym pierwszym się udaje. I sądząc po minie delikwenta - mam wrażenie, że leśniczy był wkurzony umulnością i natrętnością jegomościa i go z góry na dół obhuśtał. Nie wiem co dokładnie mu powiedział, ale chyba nic miłego, bo koleś więcej na nas nie spojrzał, podwinął ogonek pod siebie i truchcikiem udał się do swojej przyczepy. A my mogliśmy kontynuować miły wieczór w blaskach płomienia. Choć niestety smród zawsze jakiś czas się jeszcze utrzymuje, zanim rozwieje go wiatr i czas… Ech... Uroki polskich biwaków… I dobrze, że nas coś tknęło, żeby do tego leśniczego jednak zadzwonić…

Obrazek

Początkowo mam plan spać w wiacie w hamaku.

Obrazek

Obrazek

Noc jest ciepła a i komarów wyjątkowo nie ma wcale. Deszcz mi nie straszny pod takim solidnym dachem. Do busia mam 20 metrów, więc jak mnie zacznie coś straszyć to nie mam daleko. Nigdy nie spałam sama w lesie, więc odrobinę mi nieswojo.. Ale wyjątkowo mi dobrze w tym hamaku! W oddali słychać dźwięki wodnych ptaków, które na jeziorze zapodają jakieś pląsy i pogawędki. Jednak zasypiając, w takim półśnie, wkręcam sobie, że jednak tu po biwakowisku kręci się ta ludzka gnida. A jak w ramach zemsty będzie chciał mnie zadźgać w nocy?? Zdecydowanie była to osoba niezrównoważona psychicznie - a z wariatami to nigdy nie wiadomo! Zasypiając czasem można sobie wkręcić niestworzone rzeczy - a i w nocy strach ma większe oczy ;) Zwijam się więc do busia. Ale i tu nie śpie zbyt spokojnie. Budzę się często na każdy szelest, a i ukryty w kieszeni gaz pieprzowy trochę mnie uwiera… ;)

Rano robimy sobie leśne naszyjniki! :D Nosimy je z dumą do końca wyjazdu! :)

Obrazek

Obrazek

A nad pobliskim jeziorem Ciemnym bylo ciekawiej: https://www.newslubuski.pl/interwencje/ ... perow.html

Ale o tym dowiedzielismy sie dopiero kolejnego dnia, od miejscowych w Puszczy Lubuskiej, jak już zdążyliśmy stąd odjechać ;)


cdn

Posty: 2300
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Uwięzieni w Polsce czyli czerwcowe szwendanie po "Ścianie Zachodniej"

Postautor: buba » niedziela 22 lis 2020, 14:15

Od bardzo dawna, jeżdżąc na MRU, przecinaliśmy spore leśne kompleksy zwane Puszczą Lubuską. W bok od szosy odbijały wąskie, szutrowe lub gruntowe drogi prowadzące do różnych przysiółków. Zawsze ciekawiło mnie zobaczyć te zagubione, leśne osady… Ale jakoś za każdym razem nie było na to czasu.. Bo albo się jechało na impreze, albo wracało do domu, zawsze coś gnało, goniło, nie pozwalało na spokojnie zagłębić się w tutejsze knieje. Aż w końcu Puszcza Lubuska doczekała się swoich dni! Chyba to jedno z niewielu miejsc w Polsce, gdzie jest jeszcze takie nagromadzenie nieasfaltowych dróg, którymi można przejechać legalnie.

Najpierw jedziemy do Drzewców, gdzie prowadzi nas miły bruk.

Obrazek

Tu zostawiamy busia i idziemy w lasy szukać chatki harcerskiej, którą ktoś mi kiedyś polecił. Ale kto to był? I jak powinno wyglądać szukane miejsce? Tego już niestety nie pamiętam… ;)

No i mamy tutaj dwa w jednym! Od jakiegoś czasu “zbieram” sobie nazwy miejscowości, które staram się jakoś “zobrazować”. O TUTAJ: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... azowo.html ta kolekcja! W Drzewcach - ktoś ową robotę odwalił za mnie! :)

Obrazek

No i biała tablica! Do kolejnego mojego zbioru: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... ablic.html

Mroczna aleja...

Obrazek

Samotny, niezamieszkały dom, kawałek oddalony od Drzewców.

Obrazek

Obrazek

Drogi tu mają kwieciste…

Obrazek

A lasy poszarpane, pogięte i nieco drapieżne - przywodzące na myśl opuszczony, zdziczały sad...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na mapie mam znaczone tu w rejonie kilka wiosek - widm (Świętomierz, Drzewiny, Kijewo), po których ponoć zostały tylko resztki podmurówek.

Mijamy jakąś leśna osadę, która nie wiem jak się nazywa. Najbardziej cieszą drewniane płoty! To już się tak rzadko w Polsce spotyka!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu czas się zatrzymał! Jeszcze tylko blachy maluszka powinny być czarne - jak za dawnych, dobrych lat!

Obrazek

Kawałek dalej znów rozrzucone wśród zieloności pojedyncze domy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przepływająca rzeczka tworzy tu niewielki stawek.

Obrazek

Obrazek

Długo błąkamy się po lesie w upatrzonym rejonie.

Obrazek

W końcu znajdujemy malutką wiatkę...

Obrazek

Obrazek

...i miejsce jakby po dużej wiacie sprzed lat. Są pozostałości słupków idących w okrąg i miejsca ogniskowego wyłożonego kamieniami. Na to wszystko zwaliło się kilka wielkich, suchych drzew.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Resztki jednego z nich wciąż wyciągają w niebo poszarpane konary.

Obrazek

To chyba musi być to miejsce z opowieści? Dużo z niego niestety nie zostało… Ale za to są jagody! Pierwsze jagody w tym roku, więc cieszą wyjątkowo!

Obrazek

Przerwa na herbatnika!

Obrazek

Wracamy do Drzewców i jedziemy na Kijewo, które zostawiamy nieco po lewej. Między drzewami majaczą jakieś domy. Potem próbujemy jechać na Kosobudki. Drogowskazów tu brak albo je przegapiliśmy. Jedziemy nieco na czuja. Główność drogi drastycznie spada. Jakieś pojazdy zrywkowe musiały ją chyba zryć bo przypomina harmonijkę - w regularnych odstępach są głębokie jamy, w dużej części wypełnione wodą.

Obrazek

Obrazek

Na jednym zagłębieniu nami dziwnie rzuca. Walę nosem w podszybie z takim impetem, że się zastanawiam czy się złamał? czy może już jego kawałki leżą na podłodze między atlasem samochodowym a torbą na aparat? A może wpadły do kabaczego gumiaka? Prawie natychmiast robi mi się u nasady nosa biały, podłużny bąbel. Potem nos puchnie i cały łeb boli. Na jakieś 2 dni tracę też węch (tak wiem, to na pewno koronawirus! Waląc nosem w busia nie miałam maseczki - ani ja, ani busio! A dystans zdecydowanie zachowany nie był... ;) Czy ja zawsze w przedostatni dzień wyjazdu muszę sobie jakąś krzywdę zrobić? Choć rok temu było gorzej… Znacznie GORZEJ! ;) https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... iwaki.html

Toperz cały czas zastanawia się czy szybciej rozwalimy busia czy prędzej zwinie nas leśniczy. No bo mamy prawie pewność, żeśmy gdzieś zboczyli z planowanej trasy i teraz już walimy przez lasy, drogami na bank do tego nie przeznaczonymi. I co się okazuje? Że wyjeżdżamy w Kosobudkach! Tak jak planowaliśmy! Na naszej drodze stoją tablice kierunkowe, informujące o kolejnym skrzyżowaniu!

Obrazek

Znaczy jechaliśmy dobrze? I ta droga była dopuszczona do ruchu??

Dalej już prowadzą znaki i nie ma takich makabrycznych wykrotów, ale drogi są wciąż malowniczo leśne!

Obrazek

Czasem droga staje się dwupasmowa! :)

Obrazek

Przejeżdżamy w rejonie osady Kłodnica, Troszki, a potem kierujemy się na Kosobudz.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na obrzeżach tej miejscowości osiedlamy się nad jeziorem Dziarg. Jest tu oficjalne pole biwakowe, ale nie ma nikogo oprócz nas. Tzn. pojawia się tylko babeczka, która pobiera opłatę.

Obrazek

Obrazek

Jak nienawidzę zakazów - to ten jeden mi się nawet podoba! Pierwszy raz taki spotkałam! Fajnie się pływa z daleka od psiej kupy i piany z szamponu.

Obrazek

Są więc kąpiele, ognisko, pulpa i obserwacje odżywiających się dzięciołów..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I to był ostatni biwak tegorocznej wycieczki po “ścianie zachodniej”. Dwadzieścia kilka dni minęło jak mgnienie. Kolejnym wieczorem będziemy już w domu. Nie będziemy szukać dogodnego miejsca aby postawić tam busia. Nie będziemy rozwijać zielonych materaców i przekładać toreb na przednie siedzenia. Nie będziemy zbierać chrustu na ognisko i kolacji spożywać wśród dźwięków pohukujących sów… A do dobrego człowiek przywyka tak szybko! Na taki długi, kolejny wyjazd musimy czekać aż do września - a całe lato zadowolić się jedynie wypadami weekendowymi. Mina kabaka więc dobrze oddaje nastroje panujące w ekipie...

Obrazek



KONIEC


phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Pamiętnik Włóczykija”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości