Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

W dziale tym znajdują się opisy, zdjęcia oraz reportaże z wypraw i wycieczek
Posty: 2234
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: buba » środa 12 lut 2020, 17:25

Powoli i sporymi zakosami, ale jednak wracamy już w stronę domu. Aby droga się nie dłużyła i nie była tylko nudnym i męczącym napierdzielaniem przed siebie, starami się zawsze znaleźć po drodze coś do pozwiedzania. Coś na otarcie łez, aby takiemu powrotowi nadać obraz wciąż trwających wakacji.

Jednym z takich miejsc, jakie sobie upatrzyliśmy na powrót, jest Kanion Buki. Kabaczek oczywiście od razu zaczyna bardzo protestować, że nie absolutnie i ona tam nie pojedzie. No bo skąd może pochodzić taka nazwa? Kto może mieszkać w takim wąwozie? Sprawa jest jednoznaczna i ewidentna - Buka!

Obrazek
kadr z filmu Muminki "Zimowe ognisko"

Kabaczę nawet do Buki na ekranie podchodzi ostrożnie i z dystansem (ostatnio prosi o przewijanie odcinków ;) ) a tu nieźle się wkręciła, że ową Buke spotkamy naprawdę… ;) Dni są ciepłe… mam nadzieję, że żadnego wieczora nie poczujemy lodowatego powiewu i echo o zaśpiewie “uuuuuu” nie będzie się niosło wśród skał ;) Bo chyba wtedy sama będę spinkalać do busia ;)

Kanion Buki jest miejscem dosyć nietypowym dla środkowej Ukrainy. Miejscowa rzeka Górski Tykicz wąskim korytem wpływa pomiędzy całkiem spore skałki. Miejsce to jest w zasięgu jednodniowej wycieczki z Kijowa, więc (jak można się spodziewać) w wolne dni można tu ulec zadeptaniu. Takie miejscowe Błędne Skały. Miejsce, żeby przyjechać z rodziną na piknik, z dziewczyna na romantyczny spacer, zrobic sobie selfi czy zapalić ognisko… A no właśnie.. A jednak porównanie z Błędnymi Skałami było trochę nietrafione. Bo być może stan pogłowia spacerowiczów będzie porównywalny, ale tu można spać w namiocie, ogniskować, wspinać się na skałki, pływać kajakiem czy wjechać autem na sam urwisty skraj wąwozu.

My mamy trochę szczęścia - trafiamy tu we wrześniu, w środku tygodnia i w dosyć wietrzną, pochmurną pogodę. Ludzi i tak jest więcej niż przywykliśmy na plażach pod Odessą, ale dramatu nie ma.

Okolica jednak “okapuje” turystycznym zagospodarowaniem. Wszędzie wiszą ogłoszenia “wynajmę pokoje”, “sprzedaż drewna”, “wycieczka z przewodnikiem”, “kurs wspinaczkowy”. Wielkość parkingów jest również nieproporcjonalna do niewielkiego skądinąd kanionu..

Miejsce rzeczywiście jest obiektywnie ładne, zwłaszczą uroku dodają mu jesienne kolory roślinności.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na dnie wąwozu zobaczymy malownicze ruiny, pozostałości po wodnej elektrowni (ponoć była to pierwsza tego typu elektrownia na Ukrainie). Niestety, stąd gdzie jesteśmy, nie mamy jak do niej zejść. Przed nami pionowa skarpa i co najważniejsze - jesteśmy po złej stronie rzeki ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na dnie wąwozu wprawdzie jest jakaś mostopodona konstrukcja - bardzo fikuśna, ale średnio funkcjonalna. Nie wiem w jaki sposób należy jej używać? A może to jakiś “małpi gaj”?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Próbujemy potem jakoś naokoło dojechać do ruin elektrowni, ale zaczyna nas wodzić jak na bagnach w mglistą noc ;) Więc wychodzi tak, że elektrownie podziwiamy jedynie z wysokości przeciwległej skały.

Kawałek dalej stoi budynek dawnego młyna wodnego. Widziałam w jakiejś relacji jego zdjęcia jak był opuszczony, teraz go chyba częściowo odbudowano.

Obrazek

Zabudowania samej miejscowości są też dosyć przyjemne dla oka… Miejscowe pomniki…

Obrazek

Obrazek

Albo to co z nich zostało… urwali tylko łeb… ;)

Obrazek

Ktoś przeczyta???

Obrazek

Sklepy czy lokalny PKS…

Obrazek

Obrazek

Dom kultury z dawnych lat…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wyłaniające się z płowych łąk chałupki….

Obrazek

Szukając biwaku (a mamy kilka namiarów) trafiamy na cmentarz, gdzie kończy się droga, dwukrotnie na zamknięty szlaban, a dwa razy mapa twierdzi, że powinno się jechać dalej - a są tam jedynie krzaki, albo co gorsza urwisko. Kawałek dalej, widzimy, że droga znów pojawia się na krawędzi wąwozu, więc istnieje prawdopodobieństwo, że kiedyś ona istniała - tylko przy jakiejś okazji zjechała w dół i już tam została na dobre ;)

W tych poszukiwaniach pakujemy kilka razy busia w niezbyt przychylne dla niego miejsca (grzęzawiska, koleiny na pół metra czy przechył tej wielkości, że rozważamy już posadzenie kabaka za kierownicą i przewieszenia nas we dwójkę + co cięższych bagaży po przeciwległej stronie auta. Ostatecznie znajdujemy fajną dolinkę, w miejscu gdzie kanion nieco odsuwa się od rzeki. Miejsce dzielimy jedynie z obłapującą się parką z czarnego suva, którzy posiadają kijek do selfi długości chyba 20 metrów. U podstawy to ustrojstwo jest grube jak solidne drzewo, a potem się rozkłada, rozkłada i stopniowo cienieje. Na samym końcu przymocowali telefon, ale wiatr im targa tą konstrukcją tak mocno, że mam wątpliwości, czy jakiekolwiek zdjęcie wyjdzie ostro… Pewnie mnie pokarało za te myśli - bo zrobiłam 3 zdjęcia, z ręki, bez żadnego kija - i wszystkie się rozmazały.. Acz trzeba przyznać, że patent ciekawy! Takie “selfi” to ja bym sobie też chętnie zrobiła! :)

Podczas gdy parka ochoczo podskakuje wokół słupa szczerząc zęby, machając rękami i wyciągając pyski ku górze, kabak zaczyna wznosić okrzyki! “To Hatifnatowie! Oni czekają na burze!” Wskazując na przymocowany na kiju telefon: “to barometr! Na pewno dziś będzie burza a oni będą świecić!”.

Tak było w Muminkach. Dokładnie tak.

Obrazek
kadr z filmu Muminki "Na bezludnej wyspie"

To niesamowite jak Muminki cały czas nam towarzyszą. I to nie jako wspomnienie obejrzanego filmu - one żyją pośród nas. Do tego doszło, że nawet mnie Muminki już śnią się po nocach ;)

Ściany wąwozu - tutaj nieco odsunięte od rzeki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I sama rzeczka - na tym odcinku nieco zabagniona.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciepłe barwy wieczora..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

P.S. Buka do nas jednak nie przyszła ;) Może spaceruje tu wyłącznie zimą???



cdn

Posty: 19106
Rejestracja: niedziela 08 lut 2015, 20:46
Lokalizacja: Ząbkowice Śląskie

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: Karolina Kot » środa 12 lut 2020, 22:04

buba pisze:Jednym z takich miejsc, jakie sobie upatrzyliśmy na powrót, jest Kanion Buki. Kabaczek oczywiście od razu zaczyna bardzo protestować, że nie absolutnie i ona tam nie pojedzie. No bo skąd może pochodzić taka nazwa? Kto może mieszkać w takim wąwozie? Sprawa jest jednoznaczna i ewidentna - Buka!

(...)

Podczas gdy parka ochoczo podskakuje wokół słupa szczerząc zęby, machając rękami i wyciągając pyski ku górze, kabak zaczyna wznosić okrzyki! “To Hatifnatowie! Oni czekają na burze!” Wskazując na przymocowany na kiju telefon: “to barometr! Na pewno dziś będzie burza a oni będą świecić!”.

Tak było w Muminkach. Dokładnie tak.

(...)

To niesamowite jak Muminki cały czas nam towarzyszą. I to nie jako wspomnienie obejrzanego filmu - one żyją pośród nas. Do tego doszło, że nawet mnie Muminki już śnią się po nocach ;)


Coś w tym jak najbardziej jest! Nawet dział z Waszymi przygodami nazwaliśmy swego czasu razem z Kusmankiem "Pamiętnikiem Włóczykija". :D
"Wszystko, co dzisiaj było dla nas pamiątką, jutro może być zasypane pyłem zapomnienia. Obowiązkiem żyjących jest zebrać te ułomki i okruchy najdroższych pamiątek przeszłości i w pamięci przyszłych pokoleń zapisać."

Posty: 2234
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: buba » środa 12 lut 2020, 22:34

Karolina Kot pisze:
buba pisze:Jednym z takich miejsc, jakie sobie upatrzyliśmy na powrót, jest Kanion Buki. Kabaczek oczywiście od razu zaczyna bardzo protestować, że nie absolutnie i ona tam nie pojedzie. No bo skąd może pochodzić taka nazwa? Kto może mieszkać w takim wąwozie? Sprawa jest jednoznaczna i ewidentna - Buka!

(...)

Podczas gdy parka ochoczo podskakuje wokół słupa szczerząc zęby, machając rękami i wyciągając pyski ku górze, kabak zaczyna wznosić okrzyki! “To Hatifnatowie! Oni czekają na burze!” Wskazując na przymocowany na kiju telefon: “to barometr! Na pewno dziś będzie burza a oni będą świecić!”.

Tak było w Muminkach. Dokładnie tak.

(...)

To niesamowite jak Muminki cały czas nam towarzyszą. I to nie jako wspomnienie obejrzanego filmu - one żyją pośród nas. Do tego doszło, że nawet mnie Muminki już śnią się po nocach ;)


Coś w tym jak najbardziej jest! Nawet dział z Waszymi przygodami nazwaliśmy swego czasu razem z Kusmankiem "Pamiętnikiem Włóczykija". :D


Wiesz, ze ja dopiero teraz na to zwrocilam uwage??? I na ta ikonke tego dzialu?? I to bylo tyle lat temu! :shock:

To nie moze byc przypadek! To to jest jakies przeznazenie!

To jest jakas magia!

Posty: 2234
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: buba » czwartek 13 lut 2020, 17:40

Wracamy nieco inną drogą - przez Białą Cerkiew, Skwyrę, Ryżyn, Ljubar. Droga nieco dłuższa, bardziej wyboista, ale o wiele mniej zatłoczona. I przez to o niebo sympatyczniejsza. Tak jak trasa przez Chmielnicki, Winnice - to jakaś masakra, ciągle z tirem na d… - tu to istna sielanka!

W jednym z miasteczek mijamy taką mozaikę. "Nie dla wojny"... Aż się zatrzymujemy, aby się przyjrzeć. Z jakich czasów pochodzi ten malunek i napis? Sposób wykonania sugeruje twórczość z radzieckiej epoki. Acz i teraz by pasował... Przestał sobie zapomniany na skwerku kilkadziesiąt lat, by znów stać się aktualnym?? Niestety współcześni nie zrozumieli przesłania...

Obrazek

Mijamy też inne, kolorowe, mozaikowe elewacje na blokach…

Obrazek

Miga nam cmentarz z nagrobkiem gościa, który chyba lubił jeździć na skuterku.

Obrazek

Wieczór zastaje nas w okolicach miasteczka Hryciw.

Obrazek

Zjeżdżamy w boczne drogi, w stronę wypatrzonego na mapie zbiornika wodnego na rzece Homora (Khomora?)

Klucząc po polach, pastwiskach i rozwaliskach pokołchozowych, udaje się trafić na dosyć przyjemne miejsce między wioskami Korpyliwka i Mykulin. Łagodne wzgórza, majaczące w dole rozlewiska i zdecydowanie przez kogoś zamieszkane skarpy. Ciekawe czy to owady czy ptaki? Nic stamtąd nie wylatuje, a pomysł kabaka, żeby podziubać patykiem również nie wydaje się nam zbytnio trafiony ;)

Obrazek

Obrazek

Wygląda jak skalne miasto w miniaturze!

Obrazek

Na biwak stajemy przy zagajniku pełnym pachnących sosen.

Obrazek

Idziemy się przejść - zobaczyć czy z drugiej strony kępy przypadkiem nie ma ładniejszego miejsca na nasz biwak? Miejsce może i jest ładniejsze, ale… jest zajęte. Poza tym tak jakoś dziwnie jest zobaczyć w terenie miejsce…. ze swojego snu!!! Staje jak wryta z otwartą gębą… Z miesiąc temu mi się to śniło? Albo dwa? Dokładnie taki sam układ drogi, wody, lasu i taka przyczepa wkomponowana pomiędzy sosny. Z komina leci dym. I ta czarna, przypylona kurtka zatknięta na kiju! No żesz to szlag! Zabawnie jest zobaczyć takie miejsce - niby skądeś znajome ;) W moim śnie w przyczepie mieszkał mutant , który, oględnie mówiąc, nie był zbyt przychylnie nastawiony do otoczenia ;) Ja wiem, że to głupie - ale są rzeczy, których jakoś wolę nie sprawdzać ;) Szybki w tył zwrot i zwijam się za nasz lasek. Zwłaszcza, że jest wieczór, a my chcemy tu zostać. Może rano tam jeszcze zajrzymy? ;) (zdjęcia były robione rano, ale zapukać do drzwi i tak się nie odważyłam ;)

Obrazek

Obrazek

Wieczór mija na wpatrywaniu się w blask ognia....

Obrazek

Obrazek

I szum nasilającego się wiatru, który nocą przechodzi prawie w huragan! Myślę, że namiot to by nam na bank porwało! Nawet w busiu, który przecież ma swoją masę, czujemy się jak na huśtawce! Odsuwamy się też nieco od lasu, coby nie stać w obrębie drzew potencjalnie latających ;)

Noc mija spokojnie, tzn. busio nie odlatuje, mutanty nas nie odwiedzają ;)

Wśród stepowych górek, rozlewisk i porannych promieni słońca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejne wioski i miasteczka....

Obrazek

Obrazek

No i dojeżdżamy pod polską granicę, gdzie na biwak zatrzymujemy się na wiatowisku. Straż graniczna nas oczywiście kontroluje i próbuje odwieść od pomysłu noclegu tutaj. Przypuszczamy, że chodzi o to, że wolą nie mieć nocą ekipy, która się kręci w ścisłej strefie przygranicznej. Ale głównie nas straszą zbliżającym się mrozem, oczywiście polecając konkretny hotel w Chyrowie. Dziękujemy za rady - ale zostajemy. Wieczór spędzamy przy kamiennym grillu i faktycznie coraz bardziej buchających kłębach pary z ust…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W nocy dochodzimy do wniosku, że chłopaki z dobrego serca dawali nam te rady i że niepotrzebnie doszukiwaliśmy się w tym nieuczciwości i drugiego dna.. Busio pokrywa się szronem a okoliczne łąki wyglądają jakby właśnie spadł pierwszy śnieg.. Cóż… we wszystkim można się doszukiwać pozytywów ;) Przynajmniej nie będzie tak bardzo żal wracać do domu.. ;) No i wstajemy dosyć wcześnie, więc i na granicy meldujemy się o całkiem przyzwoitej porze. Odprawa idzie średnio, kolejek trochę jest, no ale tak to tu bywa.. Wszystko idzie zgodnie z planem, póki na odprawie celnej (po polskiej już stronie) nie pojawia się ona. Kobita w wieku nieokreślonym. Babka może nawet niebrzydka, ale z gębą wykrzywioną grymasem wściekłości. Jedna z tego gatunku służbistek, co to praca jest dla nich najważniejsza, bez nich świat się zawali, a jakieś prywatne sprawy czy zainteresowania to niepotrzebne zawracanie głowy. Co to nie ma mowy, aby na coś spojrzała przez palce, machnęła ręką czy zapatrzyła się w płynące po niebie obłoki. Od kiedy nasz wzrok się krzyżuje - wiem, że będą problemy. Są chyba ludzie, którzy nie mogą razem ze sobą przebywać na tych samych dziesięciu metrach kwadratowych, bo coś iskrzy… I to chyba jest jeden z tych przypadków. Od początku wszystko jej nie pasuje, to busio podjechał za blisko krawężnika, a to znowu stoi nieco ukośnie. To drzwi się nie otwierają według jej widzimisie, to znowu ma jakieś problemy z naszymi zasadami pakowania - np. butelki w torbie razem z butami jej się nie podobają! Na widok ilości bambetli łapie się za głowę, a widok skrzyń to przyprawia ją prawie o apopleksje. “Tam może być wszystko!!!!”. Po czym przykłada do mordy jakiś głośnik i tajnymi numerami informuje kogoś, że niedługo “wam ich przyśle”. Mamy więc jechać na kontrolę specjalną. Nie tu na oczach wszystkich i zajmując pas - tylko w specjalnym budyneczku. Hmmmm… miałam już okazję być świadkiem rozkręcania auta na śrubki (w Medyce) i jakoś nawet do tego budyneczek nie był potrzebny. No cóż… Nic nie poradzimy - jedziemy więc pasem ruchu kończącym się wielką bramą oznaczoną numerem 2. Jeden ogromny plus jaki zauważam od razu - to to, że babsztyl zostaje przy okienkach paszportowych.

Ciężka brama zamyka się za busiem, dodatkowo automatycznie zakręca się jakaś jej blokada. No kurde! Busio nawet jakby chciał - to by tej bramy nie staranował! Jakiś koleś pokazuje nam, żeby wjechać na kanał. Wjeżdżamy, wysiadamy.. Obok nas stoi dwóch facetów o bardzo sympatycznych i chyba jeszcze bardziej od nas zdumionych pyskach. Chyba jednak na podstawie tego tajnego kodu przez radiostacje - spodziewali się jakiejś innej ekipy. Kabak od razu przechodzi do konkretów: “Będziecie odkręcać koła?? Bo ja jeszcze nie widziałam busia bez kół!” “A mogę wejść tam na dół???”, “A co to jest?” - ciągnąc za jakąś sprężynę, na końcu której leży coś w kanale o wyglądzie wiertarki. Cóż - nadruchliwość kabacza, na co dzień bardzo męcząca - czasem się jednak przydaje… ;) “A ja chcę siusiu!” Jakoś tak jest, że każde miejsce na świecie poznaję od strony kibli (a od pewnego czasu - mam w tej "pasji" towarzystwo ;) ) Tu jest więc podobnie :)
Kontrolerzy z budynku nr 2, mam wrażenie, że są nieco rozbawieni sytuacją, która zaszła. Zwykle to tu chyba trafiają jacyś groźni przemytnicy. Mają tu czujniki do kontroli promieniotwórczości, kabiny do prześwietlania na kontrolach osobistych i jakieś chemiczne zraszacze, które coś neutralizują, ale zapomniałam już co ;) Trochę nam zaglądają do skrzyń i pod fotele, otwierają ze dwie torby, ale mam wrażenie, że główna ich uwaga jest skupiona na tym, aby kabak nie wpadł do kanału ;) Chyba nie wypada stąd wyjechać szybciej niż po pół godzinie, więc resztę czasu umilamy sobie rozmową.

Ciekawe, że granicę polsko - ukraińską mam przyjemność przekraczać już od ponad 20 lat - ale taki rodzaj odprawy zaliczyliśmy po raz pierwszy. Kolejna przygoda do szufladki pt: “granice” :)

W Polsce już się nie decydujemy na biwak. Nocujemy w PTSMie w Olkuszu.

Obrazek

A na koniec jeszcze ciekawy mural sprzed lat. Człowiek szuka światami takowych, a tu proszę - praktycznie prawie na opłotkach Bytomia! :)

Obrazek

KONIEC


phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Pamiętnik Włóczykija”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość