Opolskie wycieczki

W dziale tym znajdują się opisy, zdjęcia oraz reportaże z wypraw i wycieczek
Posty: 17158
Rejestracja: niedziela 08 lut 2015, 20:46
Lokalizacja: Ząbkowice Śląskie

Re: Opolskie wycieczki

Postautor: Karolina Kot » sobota 23 lut 2019, 20:56

buba pisze:Jedno ze ściennych zdjęć wzbudza mój wybitny niepokój - przyspieszone bicie serca i zapewne bardzo gwałtowny skok cisnienia... Przywołuje różne dawne urazy psychiczne. Pewien obrazek znów mi staje przed oczami.. Jest rok chyba 2002. Jesteśmy gdzieś we wschodniej Polsce. W nocy szukaliśmy miejsca na biwak, wieś sie nie chciałą skończyć, a tak troche łyso spać miedzy domami, jeszcze ktoś sie zwlecze i kłopoty murowane. Na nocleg rozłożyliśmy sie w zbożu. Całkiem spore pole, zboże wysokie, nie widać leżących osób. Bezpiecznie, miło, spokojnie… Do snu grały nam świerszcze i szumiące kłosy, a między nimi pobłyskiwały gwiazdy. Myślałam, że poranek będzie tak samo piękny jak wieczór… Myliłam sie - i to bardzo… ;) Bladym świtem obudził mnie krzyk mojego towarzysza: “Spierdalamy!!!!!!” i ostre szarpanie za ramiona, nos, włosy. Są momenty kiedy nie ma czasu na pytania. Złapałam tylko plecak (na szczescie wieczorem przywiązałam do niego buty, a wszystko było spakowane w środku) i w nogi. I zobaczyłam przed sobą właśnie to… W Grodkowie w kiblu zobaczyłam to po raz drugi…

Obrazek


Może to celowe działanie projektantów toalety, mające na celu wybitne przyspieszenie perystaltyki odwiedzających ten przybytek i szybszą rotację klientów?
No ale tej stacji benzynowej to reklamę zrobiłaś, Buba, nie lada. Już wiem, gdzie będziemy tankowali i gdzie pójdziemy na siusiu, szwendając się po okolicy. :D
"Wszystko, co dzisiaj było dla nas pamiątką, jutro może być zasypane pyłem zapomnienia. Obowiązkiem żyjących jest zebrać te ułomki i okruchy najdroższych pamiątek przeszłości i w pamięci przyszłych pokoleń zapisać."

Posty: 2055
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Opolskie wycieczki

Postautor: buba » sobota 16 mar 2019, 10:57

Oni powinni mi cos odpalic! :D Juz chyba z 10 osob tam pojechalo! :D

Posty: 2055
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Opolskie wycieczki

Postautor: buba » sobota 16 mar 2019, 17:36

Kiedyś był tu ośrodek “Leśna Przystań”. Różne znaki na niebie i ziemi wskazują, ze chyba jest on juz czynny ;)

Obrazek

Obrazek

Beton starych płyt - igliwie i mech...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pod lasem stoją sobie przestronne i przewiewne parterowe zabudowania, zapewne związane z niegdysiejszym ośrodkiem... Różnorakie ślady wskazują na mniej lub bardziej sporadyczną obecność bezdomnych. Dziwi nas to troche - w pomieszczeniach temperatura jest taka jak i na zewnątrz - tylko pizga wiatrem, tworzą sie wręcz powietrzne wiry. Nie znaleźliśmy pomieszczenia gdzie nie ma przeciągu. Upadł wiec tez pomysł palenia tu ogniska (ślady ognisk też widać). W lesie jakoś zaciszniej!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W świecie kół….

Obrazek

Obrazek

Nadjeziorne lodowe klimaty.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nad jednym z jeziorek udaje sie znaleźć kawałek niezasnieżonego terenu. Pieką sie grzaneczki, buja sie hamak, jakieś ptactwo grzdyka w pobliskich trzcinach…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miła kapliczka gdzieś wśród lasu...

Obrazek

Czas do domu… Jeszcze trochu zimno, aby tą noc spędzić w terenie...

Obrazek

Posty: 2055
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Opolskie wycieczki

Postautor: buba » wtorek 26 mar 2019, 21:19

Zima jednak potrafi byc fajna! Luty i cieplutko - dzis plus 16! Tak to można żyć! :)

Ruszamy w okolice Grodkowa. Niedaleko Krasnej Góry szukamy leśnych ruinek. Na mapach jest to opisane jako “Jastrzębia Skała, sztuczne ruiny” albo zamek Habichtstein. Budowla stoi na szczycie niewielkiego, zalesionego wzniesienia. Taki minizameczek z tarasem widokowym (kiedys ponoc byly z niego widoki). Został zbudowany przez właścicieli pobliskiego zamku w Kopicach, coby wyglądał jak coś w ruinie. Taka była moda. Akurat ta mode bardzo dobrze rozumiem! Gdybym była bogatą hrabiną z tamtych lat, to moje włości zawierałyby sztuczne ruiny co 2 metry! :) A że nie jestem ani hrabina ani bogata to musze szukac ruin, które zbudował kto inny ;)

Na wygląd przypomina faktycznie nieco jakąś dawną wieżę widokową. Zepsuli moją ulubioną wieżę na Włodzickiej Górze - to sobie znalazlam kolejną do lubienia!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miłą niespodzianką są dla nas schodki, którymi można sie wspiąć na wysokości.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wejście na wyższe pięterko jednak nie jest bezproblemowe, wiec ide zwiedzać sama.. Kilka początkowych stopni jest zerwanych, a kawałek dalej droge przegradzają duże bloki betonu, wiszące jakby na grubych prętach. Czy to sie zawaliło? Czy może właśnie tak zbudowali? Skoro to jest “sztuczna ruina” to może postawili juz takie, żeby wyglądało na zawalone? ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tam, gdzie prowadzą schodki..

Obrazek

Obrazek

A kuku!

Obrazek

Droga do “zameczku” prowadzi przez chaszcz. Taki nie duzy chaszcz. Plątanina jeżyn, malin i innych mniej lub bardziej kolczastych pnączy. Taka troche ponad kolana? Nasze kolana.. Dla niektórych uczestników wycieczki to dzungla nie do przebycia - prawie po szyje… ;)

Obrazek

Obrazek

Gdzies w okolicy...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gałąź pod kątem prostym..

Obrazek

Obrazek

Z atrakcji to można jeszcze drzewo omszałe pogłaskać, bo jest “milutkie jak mały kotek”.

Obrazek

Można wyleźć na miniambone i pierwszy raz w tym roku wystawić gębe do słońca…

Obrazek

Trafił sie i baraczek, który po niewielkim sprzątaniu nadawałby sie do zasiedlenia… Może kiedys skorzystamy w cieplejsze dni z jego oferty noclegowej?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bezpośrednia droga z Krasnej Góry do Grabina ma same zalety. Po pierwsze nie posiada asfaltu. Idzie sobie miło lasami. No i przejazd nią powoduje, ze nie trzeba jechac kawałka dwucyfrówką.

Obrazek

Z Grabina jeszcze sympatyczniejsza droga prowadzi w pola. Dziś praktycznie to droga donikąd. Położonego nad rzeczką i stawami folwarku Ligota juz od dawna nie ma.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z tutejszych zabudowan pozostało niewiele. Kilka ceglanych murków zarosłych gęstymi pnaczami łapczywie oplatającymi nogi. Próbuje znaleźć jakąś piwnice, a chaszcz co chwile sprowadza mnie do parteru. Jeszcze nie byłam w miejscu, zeby tak co chwile tracic równowage! Co mnie tak łapie za nogi i non stop ciagnie w dół??

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Las lian...

Obrazek

Obrazek

Jedna z resztek budowli jest do czegoś używana. Poprzykrywana blachami a klapy zamkniete na kłódki. Nie da rady zajrzec do środka.

Obrazek

Obrazek

Kolorowe kałuże o zapachu dość dziwnym...

Obrazek

Jeden z pobliskich stawków, mimo upalnej jak na luty pogody, wciąż pokrywa gruba warstwa lodu. Drugi stawek ma akurat spuszczoną wode.

Obrazek

Obrazek

Początkowy plan zakłada zrobienie ogniska na terenach dawnego lotniska koło Starego Grodkowa. Byliśmy tu kilka lat temu a miejsce było puste i sprawiało wrażenie zapomnianego. Pozmieniało sie jednak. Po lotniskowej “płycie” jeździ w kółko kilka samochodow wycinając bączki. W kącie przy lesie stoi kilku ziomali wspartych o swoje maszyny. Przy bunkrach kręci sie kilka osób. Przewija sie jakas parka z wykrywaczem metalu. Spaceruje rodzina z trójką dzieci na hulajnogach. Klimat biwaku byłby zblizony do takowego zapodanego na środku rynku w Oławie. Raczej nic tu po nas.

Wyjeżdzając natykamy sie na dziwne miejsce. Duży drewniany budynek, postawiony chyba niedawno. Przypięty do betonu odciągami - żeby nikt nie ukradł? Bez podłogi, stoi od razu na płytach. W środku jakieś stoły, materiały budowlane, widać atmosfere niedokończenia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeszcze kawałek dalej, w środku lasu, stawiają pomnik modnym ostatnimi czasy “żołnierzom wyklętym”. Nie wiem tylko czemu czczenie żołnierzy musi być połączone ze zniszczeniem sporego kawałka lasu i wyrżnieciem drzew? Cóż.. może dlatego, że każdy powód, dla którego niszczy sie drzewa, jest dobry? Tu akurat nie poluja na kierowców i ciężko powiedzieć, że śmiecą/zacieniają - więc trza było co innego wydumać? :(

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na ognicho jedziemy na znane i lubiane miejsce koło Lipek. Ale i ono sie nieco zmieniło. Droge dojazdową rozorał jakiś ciężki sprzet. Skodusia grzęźnie juz w połowie ;)

Obrazek

Obrazek

Na miejscu okazuje sie, że przekopali gigantyczny kanał od jeziorka - chyba aż do Odry? Po co? Czy ma nim napływać więcej wody? Albo więcej ryb? ;) Nie mam pojecia po kiego diabła to wykopali...

Obrazek

Na piaszczystej, nadjeziornej plaży rozpalamy ognicho. Boczek, grzaneczki, a zachodzące słonce nadaje okolicy miłe, ciepłe kolory.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Juz po zmroku, topiac sie w błocie, wracamy w strone domu...

Obrazek

Posty: 2055
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Opolskie wycieczki

Postautor: buba » środa 17 kwie 2019, 23:12

Na tym wyjezdzie wszystko miało byc inaczej. Celem naszej wycieczki bylo poszukiwanie ruin folwarku Podlesie - a przynajmniej nasza mapa tak twierdziła, ze takowe znajduja sie w polach za wsią Pniewie. Zatem porzuciliśmy skodusie gdzies na poboczu wśrod zaoranych grud. Skodusia jest idealna na takie wyjazdy - małe toto, skrętne, lekkie, wiec i w bagno sie nie zapada. I mimo łaciatości i oblepienia naklejkami - jakos nie rzuca sie w oczy. Sprawdzone wielokrotnie. Tak samo jak w czasie wyjazdów na pałacyki. Skodusia przemyka i parkuje niepostrzeżenie - miejscowi ani łba nie podniosą od swoich codziennych zajęć. Z busiem jest juz gorzej. Stary bus pod ruinami kojarzy sie jednoznacznie - "Szabrownicy! Zaraz zaczną wynosic szafy" ;) Juz nie wspomne o "białym szalenstwie" z wypożyczalni, na warszawskich blachach, ktorym kiedys przez miesiac włóczyliśmy sie po dolnoślaskich bezdrożach. To była masakra totalna - ile razy wtedy ludzie sie nas przyczepiali, i to w dosc niesympatyczny sposob!

Zatem rozstawszy sie ze skodusią wędrujemy sobie polami. Dzis jest dzien o niesamowitej widocznosci. Nie wiem co sie stało z powietrzem, ale ukazują sie rzeczy, ktore zwykle nie maja takowego zwyczaju. (Z Bytomia ponoc bylo widac Tatry!) Stad, spod Grodkowa, tez ukazuja sie jakies calkiem sporych rozmiarów górki, zapewne juz po czeskiej stronie, ktore zazwyczaj z tych pol widoczne nie są, a przynajmniej nie w taki sposob - jak na wyciagniecie reki.

Obrazek

Obrazek

Suniemy sobie, kabaczę łazi po polach, usypiskach kamieni, próbuje tez wyleźć na jakas cuchnącą "styrte" nawozu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wśrod pól znajdujemy kapliczke. Ale kapliczke niebylejaką! Zrobili ja chyba z dawnej, nieczynnej juz wiezy transformatorowej! Każde takie nadanie rzeczy nowego życia - cieszy mnie niepomiernie!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mniej nas jednak cieszy, ze naszego folwarku, czy chociażby jego marnych resztek, ni ma. Nic, co chociazby odrobine mogłoby mącić monotonie okolicznych pól, nie wznosi sie ponad linie gleby. Albo sie to rozpadło i zaorali, albo kartografa totalnie poniosła fantazja? Trzeba wiec na poczekaniu znaleźć jakis nowy cel na dzisiejszą wycieczke. Rzut oka na mape pokazuje, ze zaraz niedaleko są ruiny pałacu w Kopicach. Jakos nigdy nie mieliśmy ochoty tam wracać. Po pierwsze juz tu byłam, w 2007 roku, z rodzicami. Był to czas gdy pałacowe ruiny były w pełni dostepne dla kazdego. W cieniu rzezbionych ścian siedziały wiec lokalne żuliki, biegały dzieciaki, przechadzały sie panny młode na plenerach fotograficznych, artyści rozciagali sztalugi i coś zamaszyście na nich bazgrali pędzlami z przygryzionym wąsem. Obiekt słuzył ludziom. My także pozaglądaliśmy (wydawałoby sie) we wszystkie kąty - i z poczuciem dobrze zwiedzonego terenu udalismy sie w dalszą droge.

Kopice 2007

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Rok później chciałam to miejsce pokazac toperzowi. Ale czasoprzestrzen okazała sie juz zgoła inna i dosyc nieprzyjazna. Odbiliśmy sie od wielkiej bramy, za która ujadały psy giganty, a cieć był totalnie niechetny do rozmów i kompromisów. Nawet ciezko bylo zrobic zdjecie przez blaszane zasieki! Czy wtedy dalo sie obejść ową brame i zajść pałac od strony parku? Czy wtedy, latem 2008, wszystkie ścieżki przegradzały ogrodzeia? Czy tylko nas zalała wściekłość na zupełnie niespodziewaną i wrogą rzeczywistość? Tego określić teraz nie moge. Uznawszy pałac za przepadnięty na wieki, został skreślony z bubowych list miejsc istniejacych.

Kopice 2008

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dziś mamy jednak okazje zajrzeć w to miejsce ale od strony zgoła przeciwnej, od pól przechodzących w park. Może tam nie ma zasieków? Może są w nich dziury? Może 10 lat cokolwiek zmieniło w tym terenie? Skoro i tak nie mamy pomysłu co zrobić z dzisiejszym dniem - to można zapodać rozeznanie?

Bez specjalnych oczekiwań i nadziei suniemy w stronę Kopic. I byc moze to własnie jest kluczem do sukcesu. Im mniej oczekujesz i sie nie nastawiasz - tym bardziej rzeczywistość moze cie zaskoczyc na plus...

Pola powoli przechodzą w zagajniki a one chyba w zdziczały park przypałacowy. Miejsce niezwykle malownicze. Spora ilość zwalonych pni, wszystko pooplatane bluszczami. Drzewa bulwiaste, dziuplaste, dziwnie poskręcane...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Nagle spośród zarośli wyłania sie zarys jakiegoś sporego budynku. Kościół? Tutaj? Po skreceniu oczywiście w tym kierunku, naszym oczom objawia sie opuszczona kaplica. W środku całkiem solidny kamienny krzyż, w podziemiach puste juz krypty, wypatroszone zapewne w latach powojennych. Schody i podłoga miejscami dosyc niekompletne, trzeba bardzo pilnowac kabaka, żeby nam nie nurknął w jakąś dziure.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przez nikogo nie niepokojeni docieramy w rejon stawu, nad którym połozony jest pałac. Mijają nas równiez inni spacerowicze, co sugeruje, ze teren jest dostepny, a nie że to my wbiliśmy jakims przypadkiem w jedną jedyną ścieżke omijajacą ogrodzenie.

Obrazek

Pałac przez wode prezentuje sie niezwykle malowniczo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Zgodnie z przypuszczeniami do samego pałacu wejść sie bezkonfliktowo nie da - ogrodzenie go otacza, dziur nie ma, a cieć chyba siedzi. Pare fotek przez siatke i suniemy dalej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciekawe detale..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaraz obok jest piwniczka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chodząc po niej wzbija sie sporo kurzu. Przez okienko wpada snop światła. Kurz wiruje w świetlistym promieniu. Kabak próbuje złapać zjawisko w rączke. Na pyszczku maluje sie fascynacja, przechodzaca potem w złość - bo łapie, łapie a rączka wciąż pusta!

Obrazek

Humor poprawia jedynie opuszczona jakby fontanna i wygłupy z tatusiem!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieubłagalnie nadchodzi pora obiadowa. W brzuchach burczy. Ślady po ogniskach w terenie nadjeziornym wołaja nas zapachem popiołu i wodorostu. Na ruszt wlatuje boczek, zółty ser, chlebek skwierczy a ciepła, malinowa herbata cieszy głodne brzuszki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kabak wynajduje nową zabawe - można wsadzić łapki najpierw do jeziora a potem w kupke starego popiołu, czynność powtarzac do skutku. Cudowne nie? Zmoczony popiół układa sie tez w zamki, w dżdżownice a pomieszany i rozdłamszony z zeschłymi liśćmi powoduje juz radość absolutną. Chociaz nie.. jeszcze wiekszą radością jest umazać mamusi buzie ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wygasiwszy ognisko zapodajemy powrót. Słońce wisi już bardzo nisko. Wracamy, mamy cos tam jeszcze do załatwienia dzisiaj. A los, odpowiedzialny za atrakcje "na szlaku" chichocze dziwnie zza drzewa. Płakali, ze nie znaleźli folwarku? he he! Dobijemy ich teraz "klęską urodzaju"! Nie wrócą oni dziś tak szybko do domu!"

Zza zarośli majaczy nam jakiś budyneczek z kolumnami. Położony na wysokiej skarpie nad stawikiem. Niesposób nie podejść - skoro juz tu jesteśmy? Tutejsze zarastające bajora są bardzo malownicze!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Na widok budynku przypomina mi się, ze targam w plecaku hamak? Tak targać nadaremnie? Nieeee!!!!!

Hamak buja sie miedzy filarami. W jego wnetrzach to ja, to kabak, to razem, to w roznych konfiguracjach. Tylko toperz odmawia, twierdząc, ze 100 kg z naciskiem na te nadwątlone filary spowoduje przyspieszone złożenie sie budowli. Ruinka nad jeziorem. Zdziczały park. Ciepłe kolory jednego z pierwszych miłych dni wczesnej wiosny. Ptactwo drące ryje. Hamaczek bujajacy sie w takt łagodnego szumu drzew... Cieplutkie, małe ciałko tulące mi sie do brzuszka. Cóż chcieć wiecej?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Czas jednak goni. Do skodusi mamy kawałek. A jeszcze "mądra" buba nie spakowala latarek. Szlismy tylko kawalatek do folwarku, nie?

Pomiedzy drzewami migocze cosik drzewem nie będacego. Nastepna ruinka? Jak tu nie podejść???? To wygląda jak jakis pomnik? Grobowiec? Szlag wie... Tablice z niemieckimi napisami, jakies nazwiska...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Filary zniknely wiec toperz musi je zastapic ;)

Obrazek

Juz mamy wyłazić z parku i zmierzac polami w strone skodusi, gdy zwraca naszą uwage dziwnie pokarbowany las. Ni to okopy, ni to pagóreczki usypane celowo do skoków na motorach. Nie zaszkodzi zajrzec na chwilke, zboczyc tylko kilka metrów... I wtedy naszym oczom ukazuje sie to...

Obrazek

Obrazek

Wieża widokowa! Konstrukcja solidna, kamienna, a w okolicach podwieżowych wyraźnie uzywane miejsce ogniskowe. Z jednej strony mamy późna godzine i brak latarek. Z drugiej - wieże i ognicho.. Co wybierze dzielna drużyna???? ;)

Można wejść na góre. Pod stopami przestrzeń jak niegdys na mojej ukochanej, nieodżałowanej Włodzickiej... Widoków jakis rozleglych nie ma - ale przeciez nie to jest w takich wieżach najwazniejsze!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dojadamy resztki chleba w postaci grzanek, ktore w tym miejscu przesiąkaja wyjatkowym aromatem.

Obrazek

Obrazek

Do skodusi docieramy juz grubo po zmroku. Wieczór jest jednak na tyle jasny, ze sobie szczesliwie pysków nie roztrzaskujemy o drzewa. A mocne postanowienie nierozstawania sie z latarkami jest silniejsze niz to składane sobie juz kiedys ;)

Obrazek

Posty: 2055
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Opolskie wycieczki

Postautor: buba » piątek 26 kwie 2019, 15:53

Na dzisiejszą wycieczke ruszamy z Domaszkowic. Pyliste trasy wiodą polami. Wiją sie wśród zieleniejących zagonów i zaoranej ziemi. Meandrujace drogi wchodzą na pagórki, z ktorych roztacza sie widok na nieco przymglona dzis okolice..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wydawałoby sie, ze sielanka? Otóż nie do konca… Do pełnej błogości chwili brakuje zapachu… tzn. jest nadmiar zapachu. Czymś polali pola i jest tak potworny SMRÓD, ze aż dusi. Zdjęcia tego nie oddadzą... Przy tym to obornik albo dawno nie wywożony wychodek to jest cudny zapach, w ktorym człowiek by sie chcial wykąpać. Tu unosi sie woń jakies mączki rybnej pomieszanej z laboratorium, w ktoryms cos poszło nie tak i wybuchło.. Piękny bezkres pól staramy sie wiec przebyc… szybko…

Włazimy w lasy i zagajniki.

Obrazek

Obrazek


Tu juz sie da oddychac.. Choc subtelna woń tego czegoś towarzyszy nam jeszcze długo… Pewnie wżarło sie nam w ubrania, włosy i mam nadzieje, ze nie nie głębiej… Masakra… I my potem to jemy… :(

Celem owej śmierdzącej wycieczki jest leśna kaplica. A raczej ruiny takowej. Niezadaszone już ściany, otoczone kapliczkami drogi krzyżowej, siedzą na pograniczu pól i lasów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce jest ciche, odludne, przepełnione śpiewem ptaków. I zapachem wiosennego lasu! Żywicy, liści i wyłażących z ziemi roślin. Jakie to jest cudowne jak otacza cie powietrze, a łagodny wietrzyk nie przynosi duszącego smrodu chemicznej fabryki. Jakie to dziwne, ze takie zwykłe rzeczy docenia sie dopiero przez porównanie… Z racji naszego małego szczęścia zapodajemy tu piknik.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Dzisiejsze wyboiste trakty prowadzą nas w różne ciekawe miejsca. Skodusia podskakuje na wertepach a wiosenne powietrze pomieszane z pyłem polnych dróg wpada przez maksymalnie odkręcone okna… kurz kręci w nosie, piach chrzęści w zębach… To wlasnie te klimaty, ktorych tak brakuje przez długie zimowe miesiące…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Takowe kuraki nam prawie wbiegają pod koła i wcale sie nie boją…

Obrazek


Koło Rynarcic trafiamy na jakies rozwaliska. Wygląda jak jakies kołchozowe stajnie albo co.. Zarosłe trawą płyty, trylinka, pokruszone cegły...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Koło Wielkich Łąk jest kolejne miejsce, ktore moja mapa nazywa “ruiny zabudowań”. Tu jednak one są inne. Wszystko sugeruje, że był tu jakis przysiółek. Z kilku domów pozostało już niewiele - ot ściany oplecione pnączami czy pokoje zarosłe buszem krzewów i chabazi. Latem chyba widoczne sa tylko pagórki skłębionej roślinności.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Niedaleko malowniczy stawek…

Obrazek

A obok spod sitowia wyłazi jakis pokruszony beton...

Obrazek

Jakieś takie pokrywy walają sie po krzakach. Porcelanowe albo kamionkowe. Bardzo ciężkie. Nie wiem czy do gara, beczki czy do kibla? ;)

Obrazek

Gdzieś za polami majaczą zamieszkałe zabudowania.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trafiamy też dziś na opuszczoną stacyjke przy chyba całkiem czynnej linii.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na polach traktor gra z bocianami w berka.

Obrazek

Mijamy też niewielki stawek, który bardziej przypomina wanne niż jezioro. I jest to jedno z tych miejsc, gdzie ryba nie służy do jedzenia tylko do dręczenia. Ciekawe czy są też takie miejsca np. dla myśliwych? Gdzie z zasady strzela sie sarnom tylko po nogach, a potem je wspaniałomyślnie wypuszcza. Bo co z tego, ze troche poharatane? Może sie wyliżą i bedzie sie można pobawic jeszcze raz?

Obrazek

Obrazek

No i jeszcze ognicho na śródleśnym wiatowisku z solidnym rusztem. Biorąc pod uwage jego rozmach to zwykle tu chyba sie pieką całe barany.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No i deska. Ale nie jest to zwykła deska - tylko taka mega magiczna. Bo ona jest mostem nad przepaścią pełną krokodyli, a za chwile tratwą dryfującą po morzu, ktora płynie na ratunek zatopionej skodusi. Jest też grzbietem galopującego konia, na którym ciężko sie utrzymać. A już po chwili wężem gigantem, ktory poluje na zabłąkane w lesie dzieci. Ostatecznie prawie też staje sie opałem do ogniska, ale udaje sie nam w ostatniej chwili tego uniknąć. Bo by po raz kolejny pisali w internetach “turyści wandale znów spalili ławke” ;)

Obrazek

Posty: 2055
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Opolskie wycieczki

Postautor: buba » sobota 04 maja 2019, 23:40

Plan na tą wycieczke zakładał spacer nieczynnym torowiskiem miedzy Nysą a wsią Koperniki. Linia wygląda bardzo zachęcająco… na mapie. Trzy dawne stacyjki, pola, lasy, most nad rzeką Biała Głuchołaska… Dzień jest ciepły, iście już wiosenny! Cóż chcieć wiecej? “Nosem wyobraźni” juz niucham woń karbolu czy innej impregnacyjnej mazi, której aromatem zapodają zwykle stare podkłady. Wycieczke zaczynamy gdzieś w srodku linii - od mostu, jako że na nim zalezy nam najbardziej. Most jest… i jest na tyle klimatyczny, że nie bardzo sie nadaje aby po nim przejść rzeke.. tzn. rade by dało, ale mi troche brakuje odwagi… ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pod mostem coś zapamietale ryją… Dziś akurat przerwali zabawe, moze dlatego, że niedziela...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Natomiast sama linia kolejowa całkowicie przestała już istnieć. Po szynach to już raczej śladu nie ma, podkłady jakies są ale bezładnie rozrzucone po lesie. Miejsce torowiska zarósł wysoki chaszcz z dużą domieszką kolczastych jeżyn, malin i czy innych drapieżnych roślinek wgryzających sie ochoczo w łydki nawet przez spodnie.. Nie wróży to dogodnej wędrówki, wiec nasze plany na dzisiaj muszą ulec przyspieszonemu przekonfigurowaniu ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Od mostu odchodzi całkiem sympatyczny wał nadrzeczny, wiec sobie nim tuptamy - w strone jeziora i pałacyku, ktore to mielismy ochote i tak dzis odwiedzic idąc tymi zaplanowanymi torami.

Wiosną to każdy skrawek świata jest piękny! (pod warunkiem, że np. nie dorwą sie do niego miłośnicy źle pojetego porządku ze swoimi kosiarkami, piłami i sekatorami…)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Droge raz po raz przegradzają różniste tory przeszkód…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jakiś jaz, śluza czy inny wodospadokształtny spust wody.

Obrazek

Coś do mojej kolekcji rur - tu wielka rura znikająca w chaszczu.

Obrazek

Obrazek


A to nasz zdecydowany rekord - trasa o długości 200 metrów, którą pokonywaliśmy w półtorej godziny. Droga z betonowych płyt, na której poboczach zalegały stosy przygotowanego niegdyś (i póki co nie wykorzystanego) budulca. Wszystko porosłe juz trawą, zasypane płatkami wiosennych kwiatków i super nadające sie do wspinaczki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nabrzeżne klimaty Jeziora Nyskiego.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Pałac w Siestrzechowicach. Od przodu wygląda dość imponująco…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A od zadka mniej - jak rozwalona stodoła!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kilkukrotnie nurkuje w czeluście piwnic, licząc, ze jakas dziura wyprowadzi mnie do reszty pałacowych zakątków.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Piwnice niestety są odcięte od reszty korytarzy. W jednej zalega jakaś dziwna maź o fosforyzującym kolorku.

Obrazek

Obrazek

Wejść do pałacu sie da, ale raczej jest to wersja dla osob bardziej wygimnastykowanych niż buby, juz o kabakach o krótkich nóżkach nie wspominając. Pozostaje mi więc jedynie pofocenie przez okna ciekawych sufitowych malowideł.

Obrazek

Obrazek

Przypałacowe zabudowania też w stanie zawalonej wydmuszki.

Obrazek

Obrazek

Stary mostek z niemieckimi napisami.

Obrazek

Obrazek

Park w Białej Nyskiej i relikt ławki. Do siedzenia się wciąż nadaje!

Obrazek

Gdzieś w zaułkach wioski.

Obrazek

Obrazek

Żyć na przekór wszystkiemu! Mając w d.. wszelakich wrogów zieleni, miłośników asfaltowania i sterylnych chodniczków :) Podlaliśmy mlecza z butelki. Niech żyje i cieszy oko jak najdłużej!

Obrazek

Fajne kominki garażowe! :)

Obrazek

Obrazek

Napotkany gdzieś tam pomniczek. Ni to słup ogłoszeniowy, ni to kapliczka..

Obrazek

Obrazek

Stary napis wyłażący spod łuczczących się tynków.

Obrazek


W wiosce Goświnowice, a raczej na jej obrzeżach, na zarosłym młodym lasem pagórku, odnajdujemy stary, poniemiecki cmentarz. Grobów nie ma dużo i reprezentują stopien pokruszenia charakterystyczny dla Dolnego Śląska.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wszystko porasta busz zieleni i wiosenne kwiatki dodają okolicy malowniczości.

Obrazek

Kawałek dalej stoi w zaroślach nieco wieksza ruinka. Mapa twierdzi, że są to ruiny ewangelickiego kościoła, z którego pozostały jedynie piwnice. Faktycznie - otoczona murami kotlinka wygląda raczej jak fort niż jak kościół. Oprócz niewielkiego kawałka, wnętrza są niezadaszone, otoczone jedynie ceglano-kamiennymi łukami i zwieszającymi sie zewszad lianami pnączy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Jest tez zbudowane palenisko, a popiół w ognisku jest jeszcze ciepły. Widać miejscowi często wykorzystują to miejsce do celów biesiadnych. Jest ono dla tych celów bardzo dogodne - zaciszne, nie wieją tu wiatry, a połozenie w zagłębieniu terenu powoduje, że mimo bliskości zabudowań - ognicho będzie raczej niewidoczne z wioski. Jedynym minusem jest spora ilość rozwłóczonych śmieci, ale 15 minut wystarcza, aby to miejsce nieco ogarnąć i nie musiec biesiadować na śmietnisku. Bo jak można przypuszczać - miejscówka urzekła nas na tyle, że postanawiamy równiez skorzystać z jego funkcji biwakowych.

Obrazek

Obrazek

Pierwszy (i jak sie okazuje ostatni.. ;)) na ruszt wlatuje boczek. A ciepły dech ogniska miesza sie z chłodnym juz powiewem kwietniowego wieczoru.

Obrazek

Obrazek

Nie sposób sie również nie pobujać w hamaku, gapiąc sie w kołysające czubki drzew i skaczące po gałęziach rozśpiewane ptactwo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zostało nam troche chleba i żółty ser. Postanawiamy wiec zapodać jeszcze grzanki z serem. W czasie hamakowania ognicho nieco przygasło, trzeba dorzucic chrustu. Na pierwszą część ogniska sporo drewna przynieśliśmy w plecakach. Nie wiedzieliśmy czy w takim chaszczowatym młodniku coś bedzie leżec, a szkoda łamać żywe krzaczki. Tu jednak wbrew pozorom wszędzie leżą patyki, wprawdzie dość cienkie, ale nie planujemy piec barana, wiec małe ognisko na takim opale w pełni wystarczy. W pewnym momencie klasyczny aromat ognia, popiołu i wędzonki sie ulatnia i przeradza w swąd oględnie mówiąc “nieco nieprzyjemny”. Wali jak z krematorium pod Strzelinem! Troche jakby mocno skruszałą padliną, troche jakby palonymi włosami. Przez chwile wydaje mi sie, że przywiało ten zapach z wiatrem - ale tu przeciez wiatry nie wieją! Nie ma cienia wątpliwości, ze zapodaje nim z ogniska! A może mi sie tylko wydaje? Wciąż mam taką nadzieje… Ale toperz szybko owe nadzieje rozwiewa: “Buba, czy ty też to czujesz???? Ten smród??” Myśle, że gdyby biwak odbywał sie nad jeziorem czy przy górskiej wiacie to byśmy temat zlali, dołożyli wiecej do ogniska i poczekali. Bo pewnie wpadła i sie sfajczyła mysza, albo po poprzednich biwakowiczach zostalo udko kurczaka czy spleśniała kiełbasa… Ale my jesteśmy w ruinach kaplicy… a dokładniej w jej podziemiach, a co trzymano w takich miejscach wiadomo.... i dosyć mocno to działa na wyobraźnie… Są zatem dwie opcje - albo ja wziełam za patyk coś co patykiem zgoła nie było i to walnełam w ogien… Albo ognisko swoim ciepłem przegryzło się gdzieś wgłąb, gdzie przegryźć sie nie powinno i stamtąd zaciąga aromatem.. Jakakolwiek by nie była przyczyna - to napewno tracimy apetyt na kolejne grzanki… ;) Niby sie mówi, ze ogien oczyszcza… ale to chyba nie byłoby za bardzo miłe ( i zdrowe…) wciagnac grzanke o takim zapachu? Wychodzę poza obręb murów, dorzucam do ognia dwie wieksze kłody. Płomienie skwiercza, zapach powoli zanika. Czyli musiałam coś wrzucic.. Ale co???? To juz na zawsze pozostanie tajemnicą… Opuszczamy to ciekawe miejsce w pomarańczach zachodzącego słoneczka - i jedno jest pewne - pozostanie ono w naszej pamięci i nie pomyli się z innymi ogniskami ;) A wrazenia z tego niezwykłego miejsca pozostaną tak bardzo... mieszane... ;)

Obrazek

Już siedząc w skodusi odkrywam, że prawa ręka mi śmierdzi! Ratunku! Ten sam zapach co sie wydobywał z ogniska! Aaaaaaa! Pomocy! Wali padliną! Zatrzymujemy sie nad jakims jeziorkiem. Stare mydło wożone w skodusi, nie wiadomo dlaczego i po co, od lat chyba dziesięciu, schowane w kieszonce na drzwiach, wreszcie doczekało swojej wielkiej chwili. Szoruje łape kamieniem, piachem. Ciężko sie pozbyć tego zapachu. W domu czynności powtarzam z użyciem spirytusu, domestosa i jakis chemicznych dezynfekujących specyfików o przeznaczeniu szpitalnym. Myśle nawet o wyparzaniu wrzątkiem!!!!! ;)

Co ja do jasnej cholery do ręki wziełam!?!?!?! Chyba od dziś będe wąchać każdą wiązke chrustu zanim nią nakarmie ogień ;)

Posty: 2055
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Opolskie wycieczki

Postautor: buba » poniedziałek 20 maja 2019, 22:33

Jakos od zawsze szczególną sympatią darzyłam starorzecza.. Nie wiem czemu, ale mają jakis dziwny, tajemniczy urok. Sa zwykle bardziej zarośniete i zapomniane od rzek. Sa jakimś wspomnieniem minionych chwil, czasów, które juz odeszły. Mętna, stojąca woda, która nie zdążyła uciec, los nie pozwolił jej odpłynąc gdzieś hen! do morza.. Rzeka ma zawsze w sobie pośpiech, przemijanie, ciagłe zmiany. Starorzecze zapodaje spokojem, stagnacją i melancholią. Tak jak powiadają, że “nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki” - do starorzecza można do woli. Istotną rzeczą jest tez to, że o brzegi starorzeczy nikt nie dba. Im sie pozwala zachować dzikość i klimat. Zwykle nikt ich nie umacnia, nie betonuje, nie kosi wałów, nie pogłebia. Bardziej pozwala im sie żyć własnym życiem..

Również, od kiedy pamietam, wielki urok mają dla mnie barki. Może dlatego, że one prawie nigdy nie są nowe i wypicowane? Może dlatego, że zawsze skrzypią i zapodają zapachem paliwa, metalu, smaru? Bardzo mnie cieszy, że po iluś latach totalnego zniknięcia - na Odre znów wróciły barki i kilkakrotnie siedząc przy ognisku na brzegach - takowa nas mineła, wioząc węgiel i pochrumkując.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

“Aktywowało sie” wiec jedno z moich dziecięcych marzeń - złapac na stopa barke (albo nawet dać solidnie w łape przewoznikowi) i móc sobie takową spłynąć, siedząc na holowniku albo na pryzmie węgla… Żaden kajak, ponton ani stateczek spacerowy nie zagwarantuje tego rzecznego klimatu, tego - czego szukam.

Kilka lat temu udało mi sie już połazić po opuszczonej barce, na skraju czynnej żwirowni na przyodrzańskim jeziorku koło Ratowic.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Ale prawdziwa rewelacja czekała na nas na innym starorzeczu, ale również związanym z tą samą rzeką :) Tu barki stoja dwie i sa dużo ciekawsze, kompletniejsze, fajniej położone..

Droga do naszych barek prowadzi przez istną dżungle. Powalone malowniczo drzewa, okręcone lianami pnączy, kolczaste łapy jakis malinisk, ciagle łapiacych za nogawki. Wiosenny wysyp kwiatów na drzewach, krzewach i niskim buszu pod nogami powoduje co chwile uderzenia zapachów, od których wręcz sie kręci w głowie, a świat wydaje sie tak piękny, że radość ciężko opisać słowami!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Leśny gąszcz czasami przechodzi w chaszcz nadwodny. Trzeba było zabrac maczete! :D

Obrazek

Obrazek

Dwie, rude od rdzy ślicznotki, widziane z różnych rzutów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Przestwory pokładu porasta trawa, mech, porosty i… rdza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Dokąd płyniemy panie kapitanie? :)

Obrazek

Może zepchniemy barke i zapodamy kurs na Oławe? prosto pod dom?? Fajnie by bylo! Głos rozsądku pod postacią toperza znów sie pojawia w tle: “Fajnie by bylo, fajnie - do pierwszego jazu…” ;)

Plątaniny lin i sznurów wszelakich leżą na pokładzie, snując sie bezładnie to i tam...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Dawne liny.. jak kudłate węże!

Obrazek

Obrazek


Różne żelastwa o nie zawsze znanym mi przeznaczeniu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najbardziej urzekła mnie kotwica! :) Nieźle musieli gdzieś nią pierdzielnąć, ze dwa “zęby” ma takie wygięte!

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Zejścia w podpokładowe czeluście.

Obrazek

Obrazek

Zapach jest tu dziwny. Cos jakby stary pociąg.. Albo torowisko… Ni to smar, ni to karbol, ni to rdza.. Ale tutaj wymieszany nietypowo z aromatem ryby i wodorostu. Dający piekielnie klimatyczną mieszanke!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jednak nie zapach jest główną mocą podpokładzia.. Jest nią akustyka. Głosy przypominaja jęki potępieńcze, a kroki znajomych, gdzies tam nad naszymi głowami, brzmią jak cała upiorna orkiestra! Melodia jakby mi skądś znana. Pojawia sie w głowie jakies mgliste wspomnienie filmu widzianego strasznie dawno temu. Jakis horror zapamietany z głebokiego dzieciństwa? Przed oczami staje mi zabawkowa karuzela z pozytywką. Grająca właśnie tą melodie... Tą, którą teraz, na swoj sposob, barka powtarza echem zasłyszane kroki. Kabaczę tez to chyba czuje - tak samo jak przed chwilą na dół - to teraz domaga sie spowrotem na góre :) Już wypuszczona na powierzchnie zaciąga sie zapachem przestrzeni: “Mamo, jak tam było cudnie na dole” - “To chcesz tam zejść jeszcze raz?” - “NIEEEEE!!!”

Dzielna drużyna zdobywców starych wraków - w komplecie!

Obrazek

Posty: 2055
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Opolskie wycieczki

Postautor: buba » sobota 29 cze 2019, 00:43

Przy okazji kwietniowego wypadu biwakowo - imprezowego w okolice Kędzierzyna udało sie pozwiedzać kilka opuszczonych pałacyków :)

SŁAWIKÓW

W Sławikowie bylismy już kilka lat temu. Wtedy też pałac sie nam niezwykle spodobał - bezproblemowe wejście, wszędzie otacza nas malowniczość i właściwy klimat ruin, a jednocześnie nie ma się poczucia, że zaraz sie wszystko zwali na łeb… Można sie włóczyć godzinami na różnych poziomach zabudowań, a nawet przy dobrych wiatrach… zabłądzić ;)

Tak bywało w pewien zimowy dzionek roku 2011.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracamy tu 8 lat później, gdy stare mury zarasta busz wiosennej roślinności.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Labirynt starych murów przemierzamy więc wśród zupełnie innych kolorów niż poprzednio. I w innym składzie - choćby dlatego, że część ekipy w czasie ostatniego naszego tu pobytu - jeszcze nie istniała ;) (albo jeśli wierzyć w reinkarnacje - może była jakąś dorodną dżdżownicą? ;) )

Łukowato...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Gdzieś na niegdysiejszym pierwszym (a moze i drugim?) piętrze.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ścienna twórczość…

Obrazek

Obrazek

Schody wszelakie..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Resztki okiennych krat…

Obrazek

Obrazek


Podziemia i inne niższe zadaszone kondygnacje o sporym stopniu zaciemnienia ;)

Obrazek

Obrazek

Drzewko sobie urosło na dachu, ale chyba ostattecznie zdechło...

Obrazek

W 2011 wydawalo sie byc jeszcze bardziej żywe - jakos wiecej gałęzi... Acz będąc tylko zimową porą ciężko to na 100% oszacowac...

Obrazek

Pałac pałacem, ale najwiekszym zainteresowaniem cieszy sie jednak tunel idący pod parkiem! Nie dziwi mnie to - w końcu to rzecz dosyć niespotykana! W żadnym innym pałacu takowych nie kojarze!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wejście w podziemne czeluście.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


ŁUBOWICE

Pałac w Łubowicach sprawia wrażenie jakies takie “parkowe”. Niby to ruiny, ale jakies takie równe, uładzone i wysprzątane.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dzieciarnia odkrywa murki do wspinaczki. Spędzamy tu wiec wiecej czasu niż bylo planowane…

Obrazek

Obrazek


RUDNIK

Pałac w Rudniku całkiem niedawno wziął sie i zawalił… Wygląda to niesamowicie - budynek w całkiem (na oko) niezłym stanie i nagle buch! taka wyrwa! Jakby bomba w niego walnęła.. Jakoś wybitnie tłumi to moje chęci dokładniejszej eksploracji tego miejsca.

Obrazek

Obrazek

Dwie osoby z ekipy jednak wmykają sie do wnętrz. Zdjęcia autorstwa Chrisa:

Obrazek

Obrazek


STRZYBNIK

Z pałacu w Strzybniku zostało juz raczej niewiele. Gąszcz zieloności skrzętnie skrywa pozostałości murów przed przedzierającymi sie ku ruinom śmiałkom - przypominajac, że dogodny “okres pałacykowy” właśnie sie kończy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnętrza

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciekawszy od pałacyku jest budynek starej kuźni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Kuźnia wszystkim przypada do gustu. Stworzenia mniejsze odkrywają rowki, przez które można skakać.

Obrazek

Obrazek

Niektóre zabudowania przypałacowe są zamieszkane.

Obrazek


phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Pamiętnik Włóczykija”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość