Gdzieś na Dolnym Śląsku

W dziale tym znajdują się opisy, zdjęcia oraz reportaże z wypraw i wycieczek
Posty: 18724
Rejestracja: niedziela 08 lut 2015, 20:46
Lokalizacja: Ząbkowice Śląskie

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: Karolina Kot » sobota 04 maja 2019, 23:48

Tak, ale teraz jest już naprawdę stary, a ostatnio zyskał przydomek "Rdzawy".
Trochę się emeryt z niego zrobił, co to tylko jeździ do kościoła i z powrotem. ;)
"Wszystko, co dzisiaj było dla nas pamiątką, jutro może być zasypane pyłem zapomnienia. Obowiązkiem żyjących jest zebrać te ułomki i okruchy najdroższych pamiątek przeszłości i w pamięci przyszłych pokoleń zapisać."

Posty: 2208
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba » niedziela 05 maja 2019, 18:24

Ja mysle ze po prostu trzeba go rozruszac! :mrgreen: Co robisz 17-20 maja??? :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: Bede w Bytomiu jakos tak

Posty: 2208
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba » niedziela 05 maja 2019, 21:31

Pogorzele (jej niemiecka nazwa brzmiała Neuvorwerk) to miejscowość w Borach Dolnośląskich, której juz od dawna nie ma i z której pozostało bardzo niewiele - troche podmurówek zarosłych lasem i chaszczem. Miejscowość po raz pierwszy znikneła na poczatku XX wieku, kiedy spaliła sie razem z lasem - stąd pewnie jej polska nazwa ;) 30 lat pozniej jednak sie odtworzyła jako osada robotników leśnych jakiegos niemieckiego przemysłowca. Miała ciekawy kształt bo zbudowana była na planie koła. Po 1945 roku na bardzo krótko zasiedlają ją polscy osadnicy. Kolejny raz, juz skutecznie, znika po wojnie. Razem z innymi wioskami jak Pstrąze, Buczek czy Studzianka wchodzi w skład radzieckiego poligonu - a te zwykle nie moga byc zamieszkane ;)

W miejsce to trafiamy za trzecim podejściem ;) Pierwszy raz próbujemy tam dotrzec w 2010 roku. To w ogole było nasze pierwsze spotkanie z Borami Dolnośląskimi. I jakos ta nazwa “Pogorzele” uśmiechała sie do nas z mapy, łącznie ze śródleśną stacją kolejową Studzianka, bez żadnej miejscowosci w poblizu. Ruszamy z buta z Przemkowa. I gdzieś dalej, w lasach, odkrywam, że zgubiłam mape… Miałam ją w kieszeni i wypadła… Mapa jest nowa i ni cholery nie mam jej jeszcze w pamieci. Nie mamy pojęcia gdzie iść, a i mapy szkoda. Wracamy sie, szukamy jej. Mapa zostaje odnaleziona na pierwszym miejscu kibelkowym, na samych obrzeżach Przemkowa. Jest to wyjazd jednodniowy. Nie ma juz czasu po raz kolejny ruszac w odmęty borów… Głupi pech… Niezrealizowany plan zostaje odsuniety na bliżej nieokreśloną przyszłość…

Kolejny raz przywiewa nas w te okolice w lipcu 2017. Z rowerami. Mamy plan przejechac z Przemkowa przez owo Pogorzele, wrzosowiska, Studzianke, w okolice Wilkocina i zamknąc pętelke w Przemkowie. Rower daje nam swobode pokonywania odległości i nieporównywalnie wiekszy zakres kilometrażu niz deptanie na butach. Ale wycieczka trafia w okres, gdy kabak ma głupi zwyczaj wysiadać bez ostrzeżenia w czasie jazdy. Mała paskuda wykręca sie z pasów i gdyby nie kask, który ze względu na swoja wielkość nie przechodzi przez miedzypasowy otwór, byśmy zbierali dziecko z rowów… Niektórzy ludzie mawiali, ze kask=bezpieczenstwo, ale nie sądziłam, ze akurat to mieli na myśli ;) Teraz jeszcze jednoczesnie zaczyna przeciekac pieluszka, a zapasowe pieluszki w sakwach zalał sok z czarnej porzeczki, który nie wiedziec czemu sie odkręcił.... Czy są na świecie takie zbiegi okoliczności??? Droga nam sie nie zgadza z mapą i w ogole jest jakos odrobine nerwowo.. Jakos nie mamy fazy aby szukac na ślepo losowo wybranych dróg gdzies w boki. A jak sie później okazuje czyścimy zalane sakwy i przebieramy kabaka własnie tam… dokładnie tam, gdzie odchodzi droga na Pogorzele.. Zabrakło nam ze 100 metrów….

Mawiaja, że do trzech razy sztuka. Dokładnie widac tak jest. Tym razem miało nas tu nie byc. Mieliśmy byc setki kilometrów stąd, spac w PTSMie w Olkuszu i wielkanocnie odwiedzac rodzine w Krakowie. I znów los z nas zakpił i plany wzieły w łeb. A z wolnym czasem coś trzeba było zrobic i jakoś tak padło na te Bory Dolnoślaskie. I tym razem sie udało!

Znowu, jak za pierwszym razem, wędrujemy piechotą. Tzn. ⅓ ekipy ma rower, ale nie wiem czy mozna to zaliczac jako wycieczke rowerową.. ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rower nam towarzyszy cały czas, acz część trasy przemierza tak… kółkami do góry… ;)

Obrazek

Wszędzie wokół już wiosna na całego!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Proste aż po horyzont (albo po pagórek ;) ) drogi Dolnośląskich Borów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sękate i bulwiaste drzewo z przepaścistą dziuplą.

Obrazek

Korzenie wyciagające ku nas swe macki...

Obrazek

Obrazek

Jakis samotny grób o nieznanej nam historii...

Obrazek

Są takie miejsca, które nagle zaczynają wyglądać intrygująco. Jak np. mijany własnie las.. Na chwile znikają sosny i suche wrzosowate podłoże. Roślinność zaczyna byc jakaś poskręcana, pogięta, nagle czuć powiew tajemniczości i melancholii. Miejsce przypomina tereny dawnych osad w Beskidzie Niskim czy Bieszczadach. Cieżko powiedziec co to jest, ale coś czuć w powietrzu. Odbijamy w las… I wkrótce naszym oczom ukazuje sie betonowa konstrukcja.. To ponoć podstument dawnej, drewnianej wieży przeciwpożarowej, będący jednoczesnie bramą do miejscowości. Solidny beton porasta mech i pnącza. Na jej szczycie umiejscowiona jest wypaśna ambona myśliwska/traperska chata/domek na kurzej stopce/karmnik dla bub :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na wysokości prowadzi nowa drabina. Całkiem solidna, wiec nie mamy obaw, zeby na nia się wspiąć. Resztki poprzedniej zalegają nieopodal. Ciekawe czy po kimś sie złamała, czy po prostu postanowili postawic nową??

Obrazek

Obrazek

Chatka z bliska.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnętrze budyneczku nie jest zbyt przestronne, ale mieści łóżko piętrowe i dwa krzesła biurowe. Nie wiem czemu, często jest moda, aby do takich chatek zwlekać materace czy koce. W tych zdecydowanie coś żyje i własnie obudziło sie z zimowego snu. Wygląda nieco jak szczypawki czy jakies inne wielonogie wije i na mój widok (i dźganie patykiem) toto spiernicza gdzieś wgłab materacowych czeluści. Hmmm… żeby tu spac to by chyba trzeba te materace wywalic na zewnatrz i sie wyłozyc na samych dechach. Może bardziej twardo, ale ja chyba wole bez towarzystwa stałych i licznych mieszkańcow.

Obrazek

Obrazek

Rybka zapijana kwasem najlepiej smakuje w takich miejscach - tu spożywana przy chatce na wysokościach.

Obrazek

Włażąc po drabinie nie zabraliśmy całego naszego bagażu na góre - tylko wałówe na drugie śniadanie i aparat. Rowerek i drugi plecak zostawiliśmy na dole. Ciężko wciągać jeszcze toboły jak trzeba cały czas asekurować kabaka. Siedząc na górze nie widzimy tych rzeczy - ale chyba nikt ich nie zajuma? W koncu od paru godzin na naszej trasie nie spotkaliśmy zywej duszy… Ledwo siadamy do kanapek - słysze jakieś głosy, chyba ktoś sie zbliża, jakby rozmowa dwóch facetów, jakby zgrzyty jadących i hamujacych rowerów? Skrzypią szczeble drabiny, tak samo jak wtedy, gdy wchodził po nich toperz… Zaglądam na dół. Pusto… Z innych stron też nikogusieńko.. Chyba sie nam wydawało.. Wracam, nabijam rybke na widelec. Teraz słysze śmiech biegających dzieci. Kabak tez to słyszy. Nawet mówi z oburzeniem, ze dlaczego inne dzieci moga tu biegać, a my ją cały czas trzymamy za łape i nie pozwalamy sie zbliżać do krawędzi. Rozglądam sie na dół. Pusto. Kątem oka jednak widze faceta z psem. Odwracam sie. Zniknął. A moze nigdy go tam nie było? Wracam. Nabijam rybe… słysze jak szczeka pies - to chyba ten, którego nie było… Cóż… Ciekawe jakie dzwieki słyszy sie tu nocą, śpiąc na materacu ze szczypawkami ;) Pewnie w ciemności i mgle okoliczne zagajniki mają wiecej do powiedzenia niż w słoneczne popoludnie…
A może żyją tu niewidzialne myszy? Albo niewidzialne dzieci? Takie jak na Muminkach? Ostatnio obie z kabakiem żeśmy sie nieźle wkręciły w ta bajke i oglądamy ją namiętnie do każdego posiłku ;))

Warto patrzec pod nogi ;)

Obrazek

Z innych budynków wioski pozostało niewiele… jakies murki, piwniczki, usypiska omszałych cegieł i kamieni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A nastepnym razem jak nas zawieje w te rejony to poszukamy co pozostało ze Studzianki :)

Posty: 2208
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba » piątek 28 lut 2020, 21:03

Do Strzegomia wjeżdżamy od strony Żółkiewki - i rzuca się nam w oczy dziwne wzgórze… jakby całe umocnione, z ruinami na szczycie. Tyle wiemy zwiedzając... ;)
Potem, już w domu, po powrocie, znalazłam różne informacje o tym miejscu. “Młyn prochowy na wzgórzu związany od zawsze z pracami w kamieniołomach, głównie najstarszym strzegomskim wyrobiskiem “Barcz””. “Ruiny fortu zwanego Fort - Gaj”, “Dawne mury miejskie okalające miasto Strzegom”, “Wzgórze zwane Szubienicznym. Jest terenem dawnego cmentarza dla wisielców i innych samobójców”, “dawne miejsce straceń dla czarownic, gdzieś niedaleko była tu szubienica”.

Jedno jest pewne - jest to sympatyczne i bardzo widokowe wzgórze położone na skraju kamieniołomu. Mimo że jesteśmy praktycznie w mieście - ma się poczucie dzikości. Wszędzie otaczają nas różniste ruiny. Chyba nie zawsze jest tu tak pusto i odludnie jak w styczniowy wieczór - widać ślady po ogniskach i imprezach. Nie dziwie się. Jakbym mieszkała w Strzegomiu, to bym bym była częstym bywalcem tego miejsca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W tej części rzeczywiście przypomina fort!

Obrazek

Nieopodal są też pozostałości po maszcie.

Obrazek

A tu jakby malutki bunkierek!

Obrazek

Obrazek

Widoki na miasto. Otoczone nowymi “murami miejskimi” - ścianami coraz to kolejnych kamieniołomów. Tu w okolicy nigdy nie zapada cisza. Zawsze gdzieś w tle huczy ciche lub głośniejsze “buuuuuuu” “grrrrr”

Obrazek

Obrazek

Rzut oka na kamieniczki, od podwórka, od kamerlików i ogródków. Lubię takie “tyły miast” - mniej reprezentacyjne, bardziej naturalne, wiejące spokojem i wolno płynącym czasem…

Obrazek

W oddali widać wiatrak w Żółkiewce. Jego zwiedzanie jest mocno utrudnione - jest prywatny.

Obrazek

Wzgórze, na którym się znajdujemy, oczywiście też jest powygryzane przez kamieniołom. Okoliczna tradycja zobowiązuje! ;)

Obrazek

Obrazek

Oglądamy akurat proces wsypywania zawartości wywrotek do ogromnej jamy po dawnym wyrobisku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przez cały czas naszego pobytu na wzgórzu - łazi za nami kot. Zwykły, czarny dachowiec. Nie odstępuje nas na krok i przeraźliwie miauczy. Pomyślałam, że może jest głodny, ale bułki z serem nie chciał. W ogóle potem zapomniałam o tym kocie. Przypomniał mi się dopiero, gdy znajoma, opowiadając o swoim zwiedzaniu tego wzgórza, wspomniała o dziwnym czarnym kocie, który tam łaził. Że zachowywał się zagadkowo i miał niezwykle przenikliwe spojrzenie. Cóż... dziwny taki "strażnik wzgórza"... A może to nie był zwykły kot? ;)

Malowniczy dzisiejszy zachód słońca…

Obrazek

Obrazek

A to nie zwykły sprejowy gryzmoł. To “tabliczka informacyjno - ostrzegawcza”. Człowiek idzie, mimowolnie czyta i…. Oooo! ;)

Obrazek

W ogóle ciekawe jest dzisiejszej nocy niebo nad Strzegomiem!

Obrazek

Posty: 18724
Rejestracja: niedziela 08 lut 2015, 20:46
Lokalizacja: Ząbkowice Śląskie

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: Karolina Kot » piątek 28 lut 2020, 23:51

buba pisze:Do Strzegomia wjeżdżamy od strony Żółkiewki - i rzuca się nam w oczy dziwne wzgórze… jakby całe umocnione, z ruinami na szczycie. Tyle wiemy zwiedzając... ;)
Potem, już w domu, po powrocie, znalazłam różne informacje o tym miejscu. “Młyn prochowy na wzgórzu związany od zawsze z pracami w kamieniołomach, głównie najstarszym strzegomskim wyrobiskiem “Barcz””. “Ruiny fortu zwanego Fort - Gaj”, “Dawne mury miejskie okalające miasto Strzegom”, “Wzgórze zwane Szubienicznym. Jest terenem dawnego cmentarza dla wisielców i innych samobójców”, “dawne miejsce straceń dla czarownic, gdzieś niedaleko była tu szubienica”.


Miejsce to posiada swój wątek na naszym Forum.

A nawiedzonego kota czarownicy (albo samą czarownicę pod postacią kota) też poznaliście? Na moim zdjęciu wygląda jak zdechły, ale tak naprawdę wił się w radosnych miaukach i spontanicznych konwulsjach, mrucząc z radości z naszego przypadkowego spotkania.
Załączniki
Czarownica.JPG
Czarownica.JPG (149.25 KiB) Przejrzano 522 razy
"Wszystko, co dzisiaj było dla nas pamiątką, jutro może być zasypane pyłem zapomnienia. Obowiązkiem żyjących jest zebrać te ułomki i okruchy najdroższych pamiątek przeszłości i w pamięci przyszłych pokoleń zapisać."

Posty: 2208
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba » poniedziałek 02 mar 2020, 23:50

Ano... Cos bardzo podobnego za nami łaziło i miauczało....

Posty: 2208
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba » poniedziałek 02 mar 2020, 23:57

Przez podlegnickie pola wiją się gruntowe drogi. Wczoraj padało, więc są dosyć błotniste. Nie zakopujemy się, miejscowi zadbali o utwardzenie co bardziej grząskich miejsc - za pomocą tłuczonej cegły. Dodaje to również kolorów w te szare styczniowe dni, gdy bure pola zlewają się z ołowianym niebem.

Obrazek

Obrazek

Dokąd mogą prowadzić takie miłe drogi? Pewnie różnie - acz dzisiejsze wiodą nas ku polnym ruinom. Tak właśnie! W samym środku pól uprawnych przycupnęły pozostałości folwarku. A zwał się on ponoć Marysinek. A Marienhof nazywał się w czasach jeszcze wcześniejszych. Nie wiem niestety o nim zbyt dużo. Czy po wojnie był jeszcze zamieszkany? Kiedy dokładnie i dlaczego opustoszał?

Folwark stanowiło kilka budynków. Z jednego pozostały tylko ściany… Ten chyba pełnił niegdyś funkcje mieszkalne.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czy tylko mi się wydaje, że z tego pnia coś wyłazi??? ;)

Obrazek

Z dwóch wielkich stodół również pozostały tylko zewnętrzne mury.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też stodoła z zadaszoną częścią! I z kolumnadą!!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najciekawszy jest niski budyneczek położony nieco na uboczu. Jego dach porasta trawa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zbudowany jest z cienkich, płaskich kamieni, które np. nad drzwiami wejściowymi zdają się wisieć w powietrzu!

Obrazek

Obrazek

Nie wiem czemu, ale czuję się nieco nieswojo jak jakiś budynek się na mnie patrzy!! ;)

Obrazek

A otwory drzwiowo - okienne szczerzą zęby! ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnętrza są suche i całkiem przytulne! Może wrócimy tu latem na jakiś biwak?

Obrazek

Obrazek

Posty: 2208
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba » czwartek 05 mar 2020, 10:50

Pierwszy raz w to miejsce trafiamy dwa lata temu - i to zupełnym przypadkiem. Bielowice są na naszych trasach jedną z dziesiątek miejscowości, zaznaczonych na mapie kółeczkiem. Znaczy - jest tu opuszczony pałac albo jego ruiny. Ruiny pałacu są położone nieco na uboczu, wśród pól. Idąc do nich mijamy dwa szare popegieerowskie bloki, typowy krajobraz takich wiosek na skraju dawnych folwarków. I tu właśnie rzuca się nam w oczy ONA - chatka na kurzej stopce! Takie było nasze pierwsze wrażenie: LINK Robimy parę zdjęć i jako że nie kręci się nikt z miejscowych, z kim można by pogadać, suniemy w stronę kolejnych, zaplanowanych miejsc do odwiedzenia.

Świat jednak okazuje się mały - i w otchłani internetu odnajdują się ludzie znający właściciela tego nietypowego budyneczku. I udaje się nawiązać kontakt z panią Wandą :)

Kolejny raz (znowu w szary styczniowy dzień) zjawiamy się tu aby pogadać, obejrzeć chatynkę od środka i się zapoznać. Jako że miłośnicy miejsc nietypowych powinni się trzymać razem! :)

Teraz rzuca mi się w oczy, że i przyblokowe okolice wcale nie są takie szare, monotonne, przycięte na jeden wymiar i upiornie powtarzalne - jak to często bywa na obecnych osiedlach. Zanim odnajdujemy panią Wandę, wzrok przyjemnie zawiesza się na gumowych klombach, moszczących się na kanapach kotach, ścianach garaży ocieplonych dywanem czy altankach udekorowanych dyniami.

Obrazek

Obrazek

Z panią Wandą witamy się jak starzy znajomi - mimo że widzimy się od paru sekund. Idziemy zwiedzać. Mijamy labirynty płotów, zasieków i żywopłotów.

Obrazek

Chatka zaczęła powstawać jakieś 15 lat temu. Od tego czasu ciągle jest podprawiana, udoskonalana i oczywiście ozdabiana nowymi kiściami kolorowych bibelotów.

Obrazek

Obrazek

Gdy mam okazję obejrzeć budynek z bliska - wręcz nie chce mi się wierzyć, że zbudowała to jedna osoba. Sama, bez pomocy! Że jedna babeczka dała rade takie bele, takie dechy, takie drągi, wywindować na wysokość pierwszego piętra! Toż mnie by się to wszystko zawaliło na łeb! Byłam przekonana, że będę wchodzić na górę z duszą na ramieniu, a wszystko będzie się chybotać i odchylać od pionu. A tu nie! Byłam w błędzie! Konstrukcja jest niesamowicie stabilna, nic się nie rusza, stoi jak wmurowane!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Budynek jest szczelny, w środku suchutki, z dachu się nie leje. Jest nawet orynnowany!

Obrazek

Na górę włazimy po samodzielnie wykonanej drabinie. Dechy nie są zbijane przypadkowo. Asymetria jest chyba zamierzona! Wręcz jestem tym zdziwiona, ale idzie się wygodniej niż po zwyczajnej drabinie!

Obrazek

Obrazek

W środku jest dosyć trudno zrobić zdjęcie. Wszędzie rozchodzą się korytarzyki, antresole, podwieszane łóżka, hamaki, tajemne schowki. Nie ma jednego, dużego pokoju. Istny labirynt!

Obrazek

Co chwile wpada się na coś miękkiego, pluszowego, co świdruje w ciebie oczami!

Obrazek

Obrazek

Od ilości ozdób można dostać oczopląsu i zawrotu głowy! Z bliska jest to jeszcze bardziej odczuwalne, niż tak jak poprzednio obserwowaliśmy domek jedynie zza płotu. Dywany, makatki, pstrokate obrazki, emerytowane zabawki - pluszaki, lalki, korale, sztuczne kwiaty, klatki po kanarkach, zegary już bez niegdyś wmontowanej kukułki, ale za to z osiedlającym się w nich z wiosną prawdziwym ptactwem. Na wietrze szeleszczą pocięte kolorowe butelki, dzwonią metalicznym głosem grzechotki ze starych puszek. Na pierwszy rzut oka, zdawałoby się, że te rzeczy wiszą tutaj bezładnie… Ale tak nie jest… Tutaj każdy przedmiot ma swoje miejsce, swoją historię i swoje zadanie. Coś ma odstraszać, coś przywabiać, a coś przypominać dawno minione dni. Bujamy się więc w hamakach, postukujemy kołatkami, dzwonimy w dzwoneczki wabiące dobre duchy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Na krótki moment stajemy się integralnym fragmentem tej ekspozycji. Pasujemy, tu prawda? :)

Obrazek

Obrazek

Teraz, zimą, może tak tego nie czuć. Ale niezwykle ważnym fragmentem uroku tego miejsca jest przyroda. Bo chatkę oplatają pnącza, wrastają w nią krzewy i zioła. Tu się nie walczy z roślinnością, tu się nie kosi trawy na 2 mm, tu się nie dostaje spazmów, gdy jedna z tuj ma czubek odgięty w złą stronę. Rośliny i zwierzęta są tu u siebie. Tu ochoczo gniazdują ptaki i wiosną ich nawoływanie miesza się ze śpiewem pani Wandy. Tutaj często wieczorami niosą się malownicze melodie… Przychodzą paść się w ogródku sarny, zające i dziki. Widziano ponoć też wilki, acz ten element opowieści zdaje mi się być nieco owiany legendami… Choć nie tak daleko stąd, w Borach Dolnośląskich, wilki się spotyka. Czy jest więc szansa, że tu też przychodzą? Ja, jakbym była wilkiem, to na bank bym tu przyszła! :)

Pani Wanda zbiera zioła - zapach suszonych polnych traw wypełnia całą chatkę. Jak to musi obłędnie pachnieć gdy przygrzeje w drewno letnie słońce!

W Bielowicach spędzamy chyba trzy godziny. Obchodzimy z panią Wandą okoliczne zagajniki, zjeżdżamy na kuprach ze skarp, zaglądamy pod stare kamienie, na osypujące się murki. Bo każde z nich ma do przekazania jakąś opowieść. Trzeba tylko chcieć jej wysłuchać. Tu też zaczynają powstawać instalacje ze sprzętów wszelakich. Na razie są skromne, jeszcze bez specjalnego wyrazu, ale mam wrażenie, że czas będzie działał na ich korzyść! :)

Obrazek

Obrazek

Wyjazd do Bielowic był dla nas jak podróż do innego świata - przestrzeni artystycznych wizji. Świata innego postrzegania przedmiotów, innego kontaktu z otaczającą przyrodą, innego rozkładu priorytetów, innego upływu czasu… Świata, który niekoniecznie podąża za modą, utartymi schematami i nurtami narzuconymi gdzieś z góry. I może właśnie dzięki temu jest taki bardziej własny? Taki bliższy duszy?

Bardzo lubię odwiedzać takie miejsca i w nich przebywać. Miejsca, które zapadają w pamięć, które wybijają się z morza codzienności, nijakości i ujednolicenia. Które skłaniają do zadumy i przemyśleń. O które “można się zaczepić wyobraźnią”. Bielowice są właśnie takim miejscem. Miejscem, do którego chce się wracać. Może więc jeszcze kiedyś tu zajrzymy? Może wiosną? By zobaczyć chatkę w objęciach zieleni i świergotu ptactwa?? :)

Posty: 2208
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba » środa 11 mar 2020, 22:25

POSTOLICE

Na ten pałac wpadamy przypadkiem. Jakoś tak wychodzi, że pierwszy raz tędy jedziemy i w oczy włazi sporych rozmiarów budynek, który nosi wyraźne znamiona bycia opuszczonym.

Obrazek

Obrazek

Drzwi stoją otworem i zachęcająco skrzypią na wietrze.

Obrazek

Pierwsze zwracają uwagę zdobione framugi i rzeźby nad drzwiami. Każdy amorek jest tu nieco inny.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tu taki niby zwykły zagracony pokoik... Ale przypatrując się dokładniej - różne detale tego nieładu rzucają się w oczy... Zestawienie dwóch epok, które już minęły.. Sufitowe zdobienia i zwykła, prosta meblościanka ze sklejki… Są i klasyczne rekwizyty współczesności - kupa kolorowych śmieci, rozwłóczona po podłodze… To zdjęcie jest dla mnie takie jakieś bardzo symboliczne… Coś jak “warstwa kulturowa” w archeologii... Każda epoka pozostawiła po sobie to - co dla niej najbardziej charakterystyczne...

Obrazek

Po schodach z ciekawymi poręczami wspinamy się do góry.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A na półpiętrze - kibelek!

Obrazek

Strychowe klimaty.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieliczne pozostałości po niedawnych mieszkańcach pałacowych komnat.. Ciekawe ile lat temu się stąd zwinęli stali lokatorzy?

Obrazek

Obrazek

Napis na pierwszy rzut oka mi mocno zatrąca wschodem... Ot pierwsze skojarzenie z popularnym przekleństwem… ;) Acz po chwili zastanowienia sama już nie wiem co autor miał na myśli i jak się powinno to przeczytać?

Obrazek

Miły lokalny sklepik. Jeden z tych co ściąga wzrok i wywołuje chęć aby siąść z piwem gdzieś na przyzbie!

Obrazek




GOCZAŁKÓW GÓRNY

Przy bramie wita nas uderzenie cukierkowych kolorów. W połączeniu ze światłem zachodzącego słońca wygląda to wręcz nieco odblaskowo.

Obrazek

I tablica “gospodarstwa doświadczalnego”.

Obrazek

W pałacu mieszczą się biura, tzn. przynajmniej w jego części - od przodu.

Obrazek

Drzwi są akurat uchylone, więc wmykam się do środka. Zasłonki, gaśnice, kwiatki doniczkowe. Zaglądam jeszcze za jedne drzwi, jednak widok babki za biurkiem trochę mnie peszy i szybko zapodaje odwrót ;)

Obrazek

Obrazek

Pałac krańcowo inaczej prezentuje się od tyłu. Ta część jest zdecydowanie nieużywana.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnętrza...

Obrazek

Obrazek

Przypałacowe zabudowania.

Obrazek

Obrazek

Pałac w 2007 roku się spalił - i jak można zobaczyć na starych zdjęciach, przed pożarem miał dużo ciekawszy dach, więcej wieżyczek, itp. STARE_ZDJĘCIA: http://dolnyslask.org/palace/obiekty/goczalkowgorny/



KOSTRZA

W tej miejscowości z pałacu zostały już tylko niezadaszone ruiny - same ściany. Położony był na wyspie - całość otaczała kiedyś fosa

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I jest to jeden z bardziej zarośniętych tego typu obiektów - latem to tu chyba nie ma szans się przedrzeć. Nawet teraz ciężko się przedostać przez gąszcz lian, pnączy i kolczastych krzewów. Kłębowisko zieleni bardzo dodaje temu miejscu malowniczości!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stropy zachowały się jedynie w piwnicach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zestaw wypoczynkowy :)

Obrazek

Przypałacowe zabudowania wszelakie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


ROGOŹNICA
Wśród zarośli rzuca się nam w oczy opuszczony budynek, który bierzemy za pałac, jak się potem okazuje - niesłusznie. Pałac w tej wiosce niegdyś był, ale już chyba nic z niego nie zostało. A znaleziony przez nas budynek ponoć był ośrodkiem kolonijnym.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Budynek jest wielki , więc nasza radość jest równie ogromna, gdy dostrzegamy otwarte główne drzwi. Ale owa radość bardzo szybko się kończy, bowiem odkrywamy, że to ślepy zaułek! Weszliśmy do pomieszczenia “bezodpływowego” ;)

Wózek jest mocno niekompletny. Niemowlę zniknęło razem z tylnymi kółkami ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chyba jedyna szansa, że przejście dalej zostało zamurowane - a w jego miejscu wymalowano ten oto kominek.

Obrazek


Musimy więc, jak niepyszni, cofnąć się po własnych śladach, wyklinając na czym świat stoi - bo już miało być tak dobrze!

Fragment budynku został przekształcony w małe przytulne mieszkanko - acz ono też już zostało opuszczone. I z niego też nie ma przejścia do innych części tego molocha

Obrazek

Próbujemy jeszcze szczęścia z piwnicami, ale efekt ten sam - dupa!

Obrazek

Obrazek

Mam wrażenie, że ten budynek bawi się z nami w kotka i myszkę! Zwykle spotykałam opuszczone miejsca albo otwarte, albo zamknięte. A tak, żeby co chwilę, ukazywało się kolejne otwarte wejście.. prowadzące donikąd - to jeszcze nie mieliśmy!

Może przez stołówkę się wchodziło na salony? ;)

Obrazek

Posty: 2208
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba » piątek 13 mar 2020, 17:52

Dziś wybieramy się na poszukiwanie opuszczonych pałacyków i innych ruin w rejon pomiędzy Złotoryją, Chojnowem a Legnicą.

ZAGRODNO

Boczna, wąska droga wije się gdzieś w nieznane. Pierwsza przy niej rzuca się w oczy brama. Tzn. może dużo powiedziane “brama” - dwa słupy: solidne, zdobione i nagryzione patyną. Takie “bramy” zazwyczaj prowadzą w ciekawe miejsca!

Obrazek

I tu jest podobnie. W tle majaczy ruina całkiem solidnego pałacu!

Przypałacowy budynek wciąż jest zamieszkany.

Obrazek

U Artura już zakupów niestety nie zrobimy…

Obrazek

Suniemy więc zwiedzać stare mury. Głównie obchodzimy je dookoła, co niekoniecznie jest takie proste, bo teren jest strasznie muldowaty. Raz po raz noga wpada w jakąś rozpadlinę - ja wyrżnęłam chyba z 5 razy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Poza tym gałęzie polują na moją czapkę. I to nie tak normalnie, że po prostu zrywają ją z głowy i spada na ziemię lub zawisa na gałęzi… Za prosto by było. Tutejsze krzaki są dosyć perfidne - łapią czapkę, po czym ziuuuuu! Sprężynują do góry i czapka wisi na gałęzi, ale 3 metry nad ziemią! A ja jakby słyszała stłumiony chichot! Skubane krzaki! Dwa razy mnie tak załatwiły! I skaczesz, szukasz patyka, żeby dostać do czapki - a uszy marzną. Ale przechytrzyłam je! Związałam czapkę pod brodą!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chyba jedyna pozostałość jakiś dawnych zdobień pałacowych - takie kamienne obramowanie okna…

Obrazek

Piwniczne czeluście… Tu dla odmiany jakiś hak łapie mi za czapkę! Te… pałacyk… weź ty odczep się od mojej czapki!!!!!!

Obrazek


WOJCIECHÓW

Ruina pałacu stoi tu na obrzeżu sporego folwarku. Zabudowania przypałacowe same wyglądają jak zamki!

Obrazek

Zarys ażurowej bryły pałacu na tle nieba.

Obrazek

Obrazek

Fajną ma wieżyczkę, ale biorąc pod uwagę jej stan wygryzienia - chyba już długo nie postoi...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na szczycie wieży zatknięto taką metalową “chorągiewkę”. Data przypomina o roku, kiedy pałac był remontowany i przebudowywany.

Obrazek

Resztki herbu.

Obrazek

Od strony drogi wygląda bardziej “stodołowato” ;)

Obrazek

W parku jest fajny plac zabaw! Nie omieszkam skorzystać!

Obrazek

Obrazek

Mamy okazję pogadać z jednym z miejscowych. Dziadek, zainteresowany przybyszami, przyszedł się poznakomić. Opowiada nam, że kiedyś w tym pałacu mieszkał i ho ho w jakim on wtedy był dobrym stanie, a popadł w ruinę dopiero później. Opowieść jest jednak nieco pomotana - najpierw twierdzi, że hasał tu jako dzieciak, potem, że mieszkał tu z żoną, a w międzyczasie, że w pałacu nie mieszkał, ale brał ślub. Gdzieś potem znalazłam też informacje, że pałac po 1945 roku nie był zamieszkany.

Aha! Na elewacji pałacu ponoć zachowały się jakieś rosyjskie napisy z okresu okołowojennego. Niestety nic w oczy się nie rzuciło, a będąc tam o nich nie wiedziałam, więc i nie szukałam. Ktoś może wie jakie to napisy - albo ma ich zdjęcie???


STRUPICE

W tej wiosce pierwszy rzuca się nam w oczy kościół, a raczej towarzysząca mu ruina mauzoleum/grobowca. Czy raczej kaplica cmentarna to była?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mur okalający teren kościoła zawiera resztki starych nagrobków i tablic.

Obrazek

Obrazek

Sam kościół prezentuje się średnio ciekawie...

Obrazek

Acz w ściany ma wmurowane fajne, rzeźbione epitafia!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dobrze, że ich w ramach renowacji i “odświeżania” nie zamalowali na żółto ;)

Jezus i trzech łotrów. Rozmnożyli się ostatnimi czasy…

Obrazek

Odnajdujemy w końcu i pałac, ale wygląda na częściowo zamieszkany, więc nie pakujemy się ludziom do chałupy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek



DZWONÓW

Tu zabudowania pałacopodobne są za zasiekami, więc focimy je tylko z daleka.

Obrazek

Obrazek



BUDZIWOJÓW

Tu podobnie.. Teren prywatny, zamknięta brama..

Obrazek

Obrazek

Nawet stodoły pomurowali :( Ech… kilka lat temu jeszcze udało się wleźć do środka i nacieszyć się kamienną kolumnadą! Tak to wyglądało w 2016 roku!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do następnej miejscowości na naszej liście jedziemy nieco na czuja… Nie mamy dokładnej mapy, a w atlasie samochodowym nie mamy ani Pawlikowic, ani drogi doń prowadzącej. Tylko to - co sama narysowałam tam długopisem w oparciu o googlemaps ;) No ale na wschód od Budziwojowa odchodzi przesympatyczna płytówka, przetykana błotem i wystającymi zbrojeniami. Nie sposób nie skorzystać z takiej okazji na sympatyczną przejażdżkę!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W rytm stukotu, jak rasowy pociąg, dudum dudum na płytowych łączeniach, przemierzamy pola z rozsianą zabudową. Wszystko tu jest miłe dla oka i wygląda nieco jak pozostałości po jakiś folwarkach sprzed lat!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No i ogólnie jazda “na azymut” okazuje się być uwieńczona sukcesem! Wyjeżdżamy we właściwej wsi.


PAWLIKOWICE, PĄTNÓW

Poszukując pałacu wpadamy najpierw na krzyż pokutny.

Obrazek

A potem na szachulcową ruinę.

Obrazek

Sam pałac leży na takim zadupiu za wsią, że o drogę musimy dopytać miejscowych. No bo jest las, błotnista droga i nagle bum! Takie oto solidne ruiny sobie stoją w malowniczym gąszczu zarośli!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Te okna są … namalowane!

Obrazek

Zaraz mi się przypomina jedno okienko z Podlasia! To z buteleczką ;)

Obrazek

Albo co gorsza otwarte drzwi z pałacu w Sosnach w lubuskim. Taaaaaa… widziałam jego zdjęcie w internecie… Byłam pewna, że jest otwarty… I odbijam się od betonu. Choć byłam nieco poirytowana - to szacun za cięty dowcip! Że się komuś chciało :)

Obrazek

Obrazek

Niedaleko ruin pałacu w Pątnowie jest kościół. Z przytulonym krzyżem pokutnym. Drugi samotny budynek pośród tutejszych zagajników.

Obrazek

Obrazek

Zapewne nie zapadł by mi w pamięć, gdyby nie jedno spotkanie. Zatrzymuje się koło nas auto. Zresztą chyba już jakiś czas za nami jechało, potem się zgubiło, a potem znów ruszyło za nami w ślad. Jakiś koleś. Wypytuje kto my i po co tu. Jakiś taki zaniepokojony. Robi zdjęcia naszym blachom. Z rozmowy wynika, że jest jakimś samozwańczym strażnikiem tutejszego kościoła. I chyba mu się ubzdurało, że my jesteśmy dla tego miejsca niebezpieczni. Taaaaa…. Kręcący się bus na obcych blachach to samo zło… Już kilka razy pod opuszczonymi pałacami brano nas za szabrowników, co to zaraz szafy zaczną wynosić.. Ale tu? Że co? Niby że krzyż pokutny wpakujemy na pakę? Skodusia była nieco lepsza na taki typ wycieczek. Skądinąd nie wiem dlaczego. I do skodusi krzyż pokutny by się przecież zmieścił! ;)


KWIATÓW

A na koniec jeszcze jeden pałac. Zamieszkany, otoczony zabudowaniami gospodarczymi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I to tyle… bo styczniowy dzień szybko ma się ku końcowi...


phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Pamiętnik Włóczykija”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość