"Kto nie ryzykuje, szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

W dziale tym znajdują się opisy, zdjęcia oraz reportaże z wypraw i wycieczek
Posty: 1936
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: "Kto nie ryzykuje, szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Postautor: buba » środa 08 sie 2018, 09:57

No i lądujemy na Saaremie. Aby nie powtarzac noclegu kolo Triigi jedziemy kawalek dalej. Znow sa sosny, piecyki i cisza. Wiatr zostal na Hiumie. Albo w ogole nieco ucichł. Wyje tylko w koronach drzew. Morze jest znów spokojną taflą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie wiem czy wspominałam juz o złudnosci tutejszych wieczorow. Siedzisz, gadasz, dokladasz do ogniska. O nagle oczy zaczynają ci sie kleic ze zmeczenia, kabak tez układa sie juz na ławce. Sprawdzasz godzine… jest po północy… Magia konca czerwca. A zmrok nie zapada tu nigdy. Latarek uzylismy tylko w bunkrach ;) Nawet jak w nocy wstaje do kibla to jest polmrok. Albo to ja nie trafilam w tutejsza czarna noc? Moze takowa jest miedzy 2:07 a 2:19? Szlag wie..

Mam znajomego, ktory lubi dzikie biwaki ale ma jakis lęk przed ciemnoscią. Panicznie boi sie bedac w namiocie gdy jest ciemno. Potrafi co chwile sprawdzac godzine aby obliczac ile zostalo do wschodu slonca. Zwykle dopiero spokojnie zasypia gdy zaczyna świtac. (Jesli czytasz - to pozdrawiam! Estonia czerwcowa to raj dla ciebie! :)

Ale zimy to ja im wspolczuje..

Zabudowa mijanych miasteczek i wiosek jest miła dla oka... Domostwa zauwazone przejazdem przy drogach roznych zakątków Saaremy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wpada w oczy tez opuszczony kosciol. W tej czesci Estonii gdzie bylismy mało napotkalismy opuszczonych budynków. Zwykle nawet gdy pozornie sie takie wydają - to do czegos służą. Najwiecej napotkalismy chyba wlasnie kosciołow/cerkwi, w postaci juz niezadaszonych wydmuszek, zdecydowanie w stanie zapomnienia.

Obrazek

Suniemy dzis szukac poradzieckich baz. Saarema byla ponoc za czasow sajuza niezle zabetonowaną wyspą, gdzies czytalam, ze takowych baz mieli tu kilkadziesiat. Ile zostalo do dzis? Nie wiem. Znalazlam namiary na dwie.. Pierwsza to baza Dejevo w okolicy Karujarve. Niewiele z niej zostalo. Teraz jest tu samoobslugowe pole golfowe i biwakowisko.

W wiatach jeden detal zwraca naszą uwage - u powały ktos podwiesił suszone rybki. Pozostalosc po imprezie? Czy moze tu taki zwyczaj? Skoro w wychodkach zawsze jest srajtasma a w szopie porąbane drewno na ognisko - to moze i zagryche sie zostawia dla zbłąkanych wedrowcow?

Obrazek

Obrazek

Sama baza zostala juz dosc skutecznie zmielona. Zostaly dwa hangary, z czego jeden chyba okresowo wykorzystywany na jakies imprezy. Jest w nim drewniana podloga, osadki na żarowki, kable, ławeczki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Drugi hangar stoi w lesie i sluzy glownie graficiarzom. Czemu akurat jemu darowali a inne sa juz kupka kamieni?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Glownie szukamy murala. Lesnego tematycznego malowidła. Dokladnie w miejscu gdzie mial stac jest kawałek przewroconego betonu. Widac, ze padł “na pysk”.

Obrazek

Przypadek? Nie sądze… Widac komus przeszkadzalo, ze w srodku lasu stoi zarosniete malowidło. Niepojęta jest dla mnie ta chęć i potrzeba aktywnego niszczenia śladow przeszlosci. Spoznilismy sie. Chyba dobrych kilka lat.

A tak wygladalo to czego szukalismy gdy jeszcze bylo..

Obrazek

Kolejnej bazy szukamy kolo Maantee. To na samiuśkim południu, na dlugim półwyspie wyspy siegajacym prawie pod łotewską Kolke. Droga staje sie coraz mniejsza i bardziej wyboista. Docieramy do malutkiej osady gdzies na koncu swiata.

Obrazek

Jest tu jeden hangar/bunkier przerobiony na składzik. Dokladnie pozamykany.

Obrazek

Obrazek

Inne zabudowania, ktorych architektura sugeruje, ze mogly byc niegdys poszukiwaną przez nas bazą - służą obecnie za owczarnie. I mocno sie juz rozsypują. Na tyle, ze troche juz strach wejscia do srodka. Owce wyraznie sie nie boją - nogi rozjezdzają sie na swiezym nawozie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie mamy cos na tym wyjezdzie fazy na bazy ;) Co ktorejs szukamy to albo nie udaje sie trafic albo juz jej prawie nie ma ;) Ale jest faza na chatki! Kolejną, zwaną Sori, odnajdujemy na owym poludniowym polwyspie Saaremy. Bardzo klimatyczna ale ma jedna wade… Ze wzgledu na mocno bagniste polozenie ilosc wszelakiej latającej gadziny jest niewyobrazalna. Chyba trzeba by sie obłozyc kadzidełkami dookoła. Albo wejsc do ogniska...;)

Obrazek

Obrazek

Niesamowite sa te tutejsze chaty - obrusik i kwiatki na stole, kapy na ławach, poroze na scianie, porzadek wiekszy niz u nas w domu…

Obrazek

Obrazek

Niedaleko od chatki na droge wychodza nam dwa sarniątka. Chyba takie swiezo urodzone, bo wielkosci kota. I nozki sie im rozjezdzaja na wszystkie strony.

W okolicy wioski Tehumardi na brzegu morza stoi betonowy pomnik, postawiony w miejscu wielkiej bitwy jaka miala tu miejsce w 1944 roku. W okolicy pomnika sa jakies dziwne wirujące wiatry, jak mini trąby powietrzne. Zrzucona przez kabaka czapka wiruje w powietrzu dobrą minute - jak na karuzeli. Podobnie zachowują sie zeschłe liscie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na nocleg zawijamy klasycznie na jedno z nadmorskich biwakowisk. Dzis na biwaku nie pouzywamy za duzo. Pogoda sie schrzaniła na dobre. Szarość nieba zlewa sie z szaroscia morza. Acz wiaty trzeba przyznac sa rewelacyjnie zrobione - dach jest na tyle długi, ze wystaje z poltora metra za wiate. Mozna siedziec i nie leje sie na plecy. Mozna krzątac sie kolo stolu. Ktos tu naprawde pomyslal, zeby rozne rozwiazania byly funkcjonalne.

W nocy leje. Napiernicza w dach naprawde solidnie. Bardzo lubie stukot kropel deszczu w dach chatki albo tropik namiotu. Ale to napierdzielanie w blache to jakas masakra! Nie wiem jak toperz i kabak sa w stanie spac przy takiej perkusji! A tylko ja mam stopery do uszu! Moze trzeba ten dach wylozyc jakims dywanem? I zmieniac co rok jak calkiem zgnije? Tylko czy razem z dywanem nie zbutwieje blacha? Ciekawe czy na tych wszystkich wypasnych kamperach to kleją na dachach jakies specjalne folie wytłumiające czy do spania w łoskocie trzeba sie po prostu przyzwyczaic?

Wracamy dzis promem na ląd. Kabaczę uwielbia promy. Juz od rana sie cieszy i ciagle nas ponagla, zeby juz jechac na prom. To juz od kilku dni widac - albo wklada swojego ulubionego tygryska do pudełka i sie bawi, ze to jest statek i tygrys płynie. Albo wklada samochodzik na szufelke (w chatkach zawsze tu takie są) i pływa nim od ławki do ławki.

Na promie zaczepia toperza jakis chlopak, chyba inny turysta. Chyba widzial jak wieszałam pranie w busiu. Mowi, ze podoba mu sie nasz “lifestyle” i zebysmy mu cos o nim opowiedzieli. Ale nie wiemy o jakas opowiesc mu chodzi? Ze jak mamy wolne to sobie gdzies jedziemy? Ze spimy w busiu? Ze robimy pranie jak gdzies po drodze trafi sie potok albo umywalka np. w kiblu na promie? Toperz mu cos tam opowiada o naszej wycieczce, ale wyraznie goscia to nie interesuje. Jest wyraznie zawiedziony. Myslal chyba, ze zyjemy w busiu na codzien, zywimy sie tym co znajdziemy w rowie i zarabiamy grając na bałałajce w srodku tajgi. Jedno jest pewne - z gosciem sie dosyc ciezko gadało bo byl strasznym milosnikiem górnolotnych haseł, zadęcia, pozerstwa i szufladkowania calego świata.

cdn

Posty: 1936
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: "Kto nie ryzykuje, szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Postautor: buba » piątek 10 sie 2018, 00:08

Estonia zaskoczyla nas niesamowicie w temacie przystankow autobusowych. W innych krajach fajne i ciekawe obiekty tego typu zawsze byly stare. Poczerniałe drewno, stara cegła lub pustak, blacha falista, mozaiki z czasów poprzedniego systemu. Nowe wiaty przystankowe kojarzyly mi sie z czyms paskudnym i niezbyt funkcjonalnym. I pisanym przez kalke - jak wycietych z jednego wzoru, bez cienia orginalnosci i inwencji tworczej. Do teraz. Spora czesc estonskich wiatek - ba! domkow jest nowa! I nie umniejsza to ich klimatycznosci.

Najfajniesze okazy napotkalismy na wyspach - Saaremie i Hiumie. Mysle, ze moga one swietnie sluzyc za miejsca noclegowe dla rowerzystow czy stopików - rzadko sie trafia tak porzadna chata w gorach! My tez rozwazalismy takie spanko, ale nie bardzo byloby gdzie wcisnąc auto nie blokujac miejsca dla autobusu.

Przewaznie przystanki te sa na totalnym wygwizdowie. Malenki przysiółek, jeden dom lub dwa gdzies w głebi a przy drodze tylko ta chatka. Moze ludzie z tych domow sami je budowali? Bo wiedzą, ze przy drodze czeka ich snieg, wiatr i pizgawica? I dlatego buduja dobrze a nie na odwal sie - bo buduja dla siebie, buduja funkcjonalnie a nie jak najtaniej.

Najwieksze zagęszczenie ciekawych domeczków bylo na Saaremie, na trasie Lumanda - Tehumardi.

Domki przystankowe nieraz mają balkoniki, kolumienki, okienka, stoliki, obrusiki. Sa szczelne i przytulne. Często wypelnia je zapach ziół.

Ten ponizej to chyba najpopularniejszy "model" wystepujacy na Hiumie. Ten rodzaj to chyba jakas masowa produkcja, bo wiele w rejonie bylo wlasnie takich.

Obrazek

Obrazek

Na wielu przystankach sa w srodku skrzynki pocztowe. Albo choc pod daszkiem.

Obrazek

Obrazek

Nieraz spotkamy firanki w oknach. Albo ganeczek. Czy ozdobione sciany - w tym akurat artystycznie upięte sieci rybackie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tez drewniany, tez z balkonikiem...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ten przypominał mi domek kempingowy z dawnych lat i te rozne osrodki wypoczynkowe nad jeziorami z czasow dziecinstwa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A ten jakies klimaty goralskie. I nawet miał gont na dachu!

Obrazek

Obrazek

Ten taki wieloksztaltny

Obrazek

Obrazek

A ten postawili chyba wczoraj - tak zapodawał zapachem swiezego drewna. Przeszklona sciana z widokiem na morze, w srodku kwiaty i folderki o okolicznych imprezach artystycznych. Acz ów stół nieco dziwny, na kółkach, ni to kołyska dla niemowlaka, ni to co?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieco starszy obiekt, chyba jeszcze z radzieckiej białej cegiełki w cieniu rozłozystych drzew. Drzwi wprawdzie bez klamki i zamkniete ale mozna wejsc oknem.

Obrazek

Obrazek

A tu sie zbytnio nie popisali (jak na lokalne klimaty oczywiscie) bo budka malutka i przewiewna

Obrazek

Ten domeczek w nieco gorszej kondycji, zawilgły w srodku, z wyłupanymi oknami i mini magazynem starych szafek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Vintri przeszli sami siebie w przystankowym wypasie. Przystanek jest zelektryfikowany, ma własna latarnie, kwiatową rabatke, stolik i kanape. I obrazki na scianach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są kibelki. Dwa.

Obrazek

I odrecznie sporządzony rozkład. Czy to mozliwe, ze nie zmienil sie od 1995 roku?

Obrazek

W tym nieco przegieli z solidnoscią i gabarytami i zalęgli sie w nim bezdomni. Przynajmniej tak to wyglada - jak jakas żulerska kanciapa. I zapach, i styl. A moze to nie przystanek? Moze poczatkowo bylo inne przeznaczenie tego budynku? A autobus zatrzymuje sie pod nim tylko dlatego, ze tu cos jest tzn. ów domek i skrzyzowanie. A wokol tylko lasy i lasy...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzies koło Kabli. Od razu widac, ze okolica nadmorska. Zaparkowało tu jakies wikingowe czółno?

Obrazek

Obrazek

Smok z irokezem pokazuje wszystkim jęzor!

Obrazek

Jak górski szałas! Z malowniczo wykręconym filarem!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A ten taki niby zwykly ale jakos tak fajnie pomalowany!

Obrazek

Tu tez w paseczki.

Obrazek

Ludzie jak wszędzie są rozni. Tu tez zdarza sie mania zamykania i umiłowania prywatnosci pt. “moje, wszystko moje - a inni spier…”. Trafil sie wiec i przystanek zamkniety na klucz. Nawet sie nie da zajrzec do srodka.. Jeden jedyny taki spotkalismy. Pewnie sluzy tylko kilku okolicznym domostwom i ich gospodarze nie chca sie dzielic z innymi. Szlag wie jakie luksusy zawiera wiec w srodku. Na pewno sluzy jako lokalna tablica ogloszen.

Obrazek

Obrazek

To tylko niektore z napotkanych przystankow. Bylo ich wiecej. Ja bym sie zatrzymywała przy kazdym, ale toperz jednak ma jakies granice tolerancji na cudze zboczenia i po pewnym czasie odmówil wspolpracy i stawania co kilometr. Wiec w tym temacie zostalo jeszcze duzo do zbadania i obfocenia. Moze jeszcze jakies inne tajemnice skrywają estonskie przystanki rozsiane wsrod pól i lasów targanych wichrami wysp. Szlag wie co bylo bylo w tych, przy ktorych akurat nie stanelismy.

Posty: 1936
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: "Kto nie ryzykuje, szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Postautor: buba » czwartek 16 sie 2018, 19:44

Po zjechaniu z promu mamy pewien dylemat. Musimy podjąć decyzje co dalej. Biorąc pod uwage czas, wychodzi, ze jeszcze 2-3 dni bysmy mogli jechac na polnoc. Ale moze nie ma co naduzywac swojego szczescia? Zgrzytanie skrzyni biegów z dnia na dzien sie nasila, są juz nieraz problemy z wrzuceniem piątki, trzeba probowac ją wsadzac kilka razy aby wlasciwie zaskoczylo. Po namysle odbijamy jednak na poludnie. Powoli, zakosami, ale w strone domu.

Mijamy opuszczony kosciol kolo Kalli. Myslalam, ze jest posrodku niczego. Wyskakuje zrobic tylko kilka zdjec. W krzakach obok siedzi jednak ukryte gospodarstwo. Słysze psa. On nie jest zadowolony i co gorsza dzwiek jego niezadowolenia zbliza sie w moją strone. Chowam sie w ruinach. Bydle chyba tu nie wlezie. Ujada u bram. Mam odcietą droge powrotu. Wyłaże przez okno z drugiej strony. Do szosy wracam przez chaszcz po szyje. Najgorsze są maliny, ktore sa jakies wyjatkowo dorodne i chca mi wyrwac pół łydki. Ostatnio takie kolce to spotkałam u jeżyn w Kobuleti, ktore porastały opuszczone hotele… Ale zawsze spotkanie z roslinką lepsze niz z tym bydlakiem i jego zębami, ktore tam na mnie czekają przy bramie. Potem sie śmiejemy, ze moze tego psa wcale nie bylo. Moze to bylo szczekanie z głosnika? Bo nie widzialam go, a wszystko bylo oceniane na podstawie dzwieku :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem 30 km horroru Via Baltiki. I te tiry na zderzaku, ktore wyprzedzają na trzeciego pod warunkiem, ze z przeciwka nie jedzie inny tir. Osobowka, terenówka, bus? Niech spierdala do rowu! Bo jemu sie spieszy! W jechaniu na czołówke celują Litwini. Autokary nie sa lepsze. Acz one czują respekt przed tirami. Bo na odwrot to nie… Ciekawe sa tez osoby, ktore probują cie “ukarac” za to, ze śmiałes jechac 80 km/h i nie zjezdzac do rowu aby puscic ścigaczy. Po wyprzedzeniu hamowanie przed samą maską z wyciem klaksonu to norma. Jeden palant (tez Litwin) rzucał w nas plastikowymi kubeczkami! Ta droga to jakis koszmar, tu zawsze jest zle, acz dzisiaj jest zle wyjątkowo. Unikamy tego syfu jak ognia, acz czasem na jakis niewielki kawaleczek trzeba wjechac, aby nie meandrowac 100 km lasami albo nie utonac w lesnych bagnach. Acz nastepnym razem moze rozwazymy jednak bagna…. Cały czas wspominam Niemców z promu.. Jakie trzeba miec samozaparcie aby tą drogą jechac rowerem? Grube setki kilometrów! Jako ze nie mamy podobnych ciągot samobojczych, na wysokosci Massiaru uciekamy w lasy. I znow Estonia jest pieknym miejscem!

Wita nas miła, cicha wioska wsrod zarosli. Drewniane domy i jakas szkola lub urzad utopione w zieleni. Malutki, nieopisany z zewnatrz sklepik, gdzie nie ma opcji porozumienia sie ze sprzedawcą. Ale wpuszcza nas za lade abysmy sobie sami wybrali czego potrzebujemy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem pojedyncze lesne osady, przysiolki otoczone wysokim, półbagiennym chaszczem.

I chatka przydrozna. Czy raczej szczelna wiata otaczająca solidne palenisko. Wypełniona zapachem wędzonki. Robimy karkówki (chyba?) zakupione w malutkim sklepiku i cieszymy sie, ze mamy dach nad głową jak zaczyna lać. Lekko cieknący ale zawsze dach. Niby w busiu tez jest dach - ale nie ma paleniska.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stół z pieczarką

Obrazek

Obrazek

W nocy tak leje, ze mam problem przebiec do oddalonego o 3 metry wychodka. Raz to czynie ale po calej operacji jestem tak mokra, ze musze sie przebrac. A wypiłam litr herbaty!! Ratunku! Juz patrze łasym okiem na nocnik - ale co jak sie przepełni? Decyduje sie jednak warowac u drzwi i czekac na chwilowe zelżenie opadu.

Rano tez popaduje wiec korzystamy z dobrodziejstw chatynki.

Obrazek

Obrazek

Kiedys obok byla wieza widokowa. Tak pisalo na stronce RMK. Ale juz jej nie ma. Tzn. chyba nią palimy.

W niektorych estonskich chatkach na stanie jest ciekawe urzadzenie. Stacjonarna siekiera. Z obrazkow wynika, ze polecane dla kobiet, zeby sobie krzywdy nie zrobily ;) Ostrze wystaje z podloza. Ma sie na nim kłasc pieniek i pierdzielnąc go drugim, albo jakas kłodą. Próbuje. Średnio dziala. Albo sie stępiło albo trzeba do niego miec siły wiecej niz do normalnej siekiery.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na pozegnanie Estonii wylazimy jeszcze na wieze widokową w Kabli. Obiecalismy kabakowi wieze a przy chatce nie bylo. Trzeba bylo wiec znalezc inna. Głupio tak obiecac i nie dotrzymac…

Obrazek

Obrazek

Cóż… Estonia to chyba kraj, ktory zrobił na mnie najlepsze wrazenie w porownaniu do tego, czego sie spodziewałam. Kraj, ktory najbardziej zaszokował mnie pozytywnie. Miejscami biwakowymi, krajobrazami, pustką i spokojem. Chyba pierwszy kraj, ktory mimo ze bardzo uporządkowany to jednak trafil w moje gusta. Poznalismy bardzo niewielki jego skrawek. Pewnie wrocimy tu niejeden raz. Z tego co zaplanowalam (niby na ten rok) ukula sie chyba jeszcze z 3- 4 podobne wyjazdy jak ten. Czy reszta kraju spodoba sie nam tak samo jak ten wyspiarsko nadbrzezny kawałek? Pewnie jak dobrze pojdzie to za rok bede mogla udzielic odpowiedzi.

A póki co przed nami Łotwa. Równiez pelna niespodzianek

cdn

Posty: 1936
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: "Kto nie ryzykuje, szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Postautor: buba » czwartek 16 sie 2018, 21:36

Dziś przejazdem zaglądamy w rejony gdzie byliśmy już 4 lata temu - relacja z 2014 roku TUTAJ

W Straupe skrecamy na Ligatne, w droge, ktora niegdys jechalismy i mamy fajne wspomnienia. Wtedy byla to miła, leśna, pylista szutrowka. Teraz przeorał ją jakis gigantyczny ratrak! Jest to najgorszy wariant tarki jaki napotkalismy - deski do prania jak ją nazywają miejscowi. Gorszy nawet chyba od tej na Arabatce!

Obrazek

Dziurawa droga i tworzące sie spontanicznie wyboje mi nie przeszkadzają, ale wstrząsy idealnie regularne powodują rozsypywanie sie pryzm bagazu, wyskakiwanie wtyczek, a o czyms takim jak ładowanie baterii w czasie jazdy to mozna calkiem zapomniec. Mamy wrazenie, ze zaraz wypadną nam zęby i gałki oczne. O tym, ze jest wyjątkowo źle moze świadczyc, ze po raz pierwszy w czasie jazdy poodkręcały sie nam słoiki! I wszystko jest w fasolce, soliance i sosie slodko-kwasnym… 14 km jedziemy grubo ponad godzine.. Ciekawe co na to nasza rozdupczona skrzynia biegów… Po kiego diabła ten ratrak tu puscili? Mogla byc zwykla, lesna, blotnisto szutrowa droga i byloby fajnie. Nie, komus sie nudzilo…

Do Ligatne docieramy promem rzecznym typu pływajacy pomost. Plynelismy juz nim skodusia. A teraz nam nieco drogo wychodzi. 5 euro nam przewoznik zaspiewal. Nie wiem czy wpadlismy w przegrodke ciezarowka czy burzuj z niemieckiego kampera?

Obrazek

Obrazek

U nas za takie ozdobienie domu zapewne zaraz byłby dym....

Obrazek

Koło Skalupes szukamy muzeum “stara baza”, ktore kiedys nam ktos polecil. Ale w tym miejscu jest tylko jakies sanatorium i nikt nic nie wie.

Na biwak zatrzymujemy sie nad rzeczką Amata. Sa tu dwie fajne wiatki pomyslane do spania, z podestami z desek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pogoda jest zmienna. Kilkukrotnie chowamy sie do wiaty przed deszczem, ktory zagasza ognisko. Potem znow wychodzi słonce i niesamowicie podswietla czarne chmury. Tęcz naliczylismy z 5. Ciepło nie jest...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są jednak posrod nas tacy, ktorzy ogromnie sie cieszą z duzej ilosci błota i okolicznych kałuż, w ktore rozmięka cala łąka.

Obrazek

Obrazek

Ten weekend to temin gdzie ciezko w tym kraju o biwakową samotnosc, pustke i cisze. Trafiamy w głowne łotewskie świeto - Noc Świetojanską, ktora jest tu niezwykle szumnie obchodzona a świętowanie trwa nieraz kilka dni. Juz rano w sklepie widzialam szał zakupow - wszyscy lokalsi biegali z wózkami wypełnionymi wódką i specyfikami na grila. Na wiatowisku robi sie rojno i gwarno. Odwyklismy od takiego ścisku i kociokwiku.

Obrazek

Wieczorem przyjezdza ekipa - 5 aut i ze 20 osob. Rozstawiaja namioty, w tym jeden biesiadny na wypadek deszczu, ktory stawiaja tak aby sprytnie otaczał tutejszy stacjonarny stol z ławami. Potem szykują ognisko - ale nie bylejakie. Faceci ida w las z piłami spalinowymi i zaczynają znosic bele jakby sie szykowali do budowy mostu a nie pieczenia kielbasek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kilka osob idzie łowic ryby a jeden gosc targa z rzeki gar wody na zupe o objetosci chyba 100 litrow. Wyglada jakby planowali zalozyc tu stacjonarny oboz na przynajmniej rok ;)

Ekipa spod lasu ma tez na skladzie dzieciaka. Jego ojciec podchodzi do nas i pyta czy kabak by przypadkiem nie chcial pograc z jego synkiem w piłke. Kabak oczywiscie bardzo chce, ale dziwna jest ta gra niespelna trzylatka z osmiolatkiem ;) Kabak sie gubi w grze, czesto nie trafia nóżką w piłke, przewraca sie ale nadrabia ochotą i bojowymi okrzykami. Losza sie nieco nudzi, ale twardo grają chyba ponad pół godziny. A potem piłka ląduje w rzece… Mamy spore przypuszczenia kto jest sprawcą… ;) Na szczescie ojciec Loszy wskakuje w rzeczne odmęty i ratuje piłke. Gra zostaje uznana za zakonczoną ale nas zapraszaja do swojego obozowiska. Przyjechali tu z Rygi. Co roku w tym terminie, czyli okolo Nocy ŚWietojanskiej skrzykują sie nieraz w kilkadziesiat osób i robią tu minifestyn. Zawsze jest ognisko gigant, konkursy, biegi na orientacje, skakanie na głowke ze skały do rzeki. Oczywiscie jedzenia tez nie moze zabraknąc a przede wszystkim picia. Dzisiejsza impreza to tylko rozgrzewka i preludium - Noc Swietojanska bedzie dopiero jutro. Jutro tez zjedzie wiecej zaproszonych ludzi. Kilka osob z ekipy od razu zaczyna wspominac swoje wyjazdy do Polski, z ktorych zostal im w pamieci straszny tłok, mało lasu i duzo ciekawych zabytków. Skadinad ciekawe spostrzezenie bo to chyba głowne trzy rzeczy rzucajace sie w oczy przy porownaniu naszych krajów.

Nasi nowi znajomi sa z Rygi, tam sie urodzili, ale nie są Łotyszami. Kim są? Tu zdania sa podzielone. Wiekszosc z nich nie posiada łotewskiego obywatelstwa. Posiadaja paszporty bez zadnego obywatelstwa, co jest chyba lokalnym fenomenem, gdzie indziej niespotykanym. Takie przedziwne paszporty dostały sie w rece osob, ktore rozpad Sajuza zastał na terytorium Łotwy, a nie byli rdzennymi Łotyszami. Ot ofiary migracji ludnosci z czasów radzieckich… Ci co mieli gdzie indziej swoj kraj, albo pomysł gdzie go szukac - wyjechali. Część jednak zostala - uznali, ze tu sie urodzili, wychowali, wiec tu jest ich ojczyzna i miejsce na ziemi. Wpadli jednak nieco w pułapke historii i polityki - miejsce sie zmieniło i to z ich wspomnien przestało istniec w takiej formie jak go znali. Paszport łotewski przynalezy obecnie takim ludziom tylko po zdaniu egzaminu z języka i lokalnej historii. Łotewskich nieobywateli łączy to, ze są rosyjskojezyczni. Większość z nich jest dziećmi lub wnukami ludzi, którzy osiedlili się (nie zawsze na wlasne zyczenie) na terytorium dzisiejszej Łotwy za czasów ZSRR. Co niekoniecznie znaczy, ze sa Rosjanami - wielu z nich sie nie identyfikuje z Rosją, wiec niekoniecznie chce sie starac o rosyjskie obywatelstwo.

Anna, z ktorą najwiecej gadam jest wnuczką Ukrainki i Fina, ktorzy wylądowali tu w wyniku wojennych i powojennych zawirowan. Anna wyjątkowo paszport łotewski ma. Twierdzi, ze dostala go bez egzaminu, bo miała szczescie urodzic sie juz po 91 roku. Nic nie musiala zdawac. Albo ktos sie pomylił albo co? Bo ma kolezanki w jej wieku, ktore juz automatu takowego nie dostały. Mimo posiadania obywatelstwa Anna nadal uczy sie łotewskiego. Bo chce go znac choc troche. Twierdzi, ze przydaje sie jej w pracy i lubi go uzywac w kontaktach z łotewskimi znajomymi. Jej brat Stas jednak miał mniej szczescia - bo urodził sie kilka lat wczesniej. Wszyscy z ekipy sie z niego śmieją, bo grzecznie sie uczy łotewskiego ale cos mu nie idzie. Juz 5 razy podchodził do egzaminu i zdac nie moze. Nauka nigdy nie była jego mocną stroną a jak twierdzi - do języków jakos w szczegolnosci nie ma głowy. Woli np. podnosic ciezary. Popisuje sie wiec przed kolegami nosząc kolejne bele drewna. Stas by chcial zdobyc paszport. Teraz probuje jakiejs metody na lewo. Jest skuteczna ale dosyc droga. Paszport wedlug Stasa bardzo sie przydaje. Bez niego nie mozna glosowac i kupowac nieruchomosci. np. ziemi. Trzeba ją dzierżawic albo kupowac “na słupa”. Wielu zawodów nie mozna wykonywac bez obywatelstwa. A z normalnym paszportem łatwiej tez znalezc prace i w kraju i za granicą.

A i bez wlasciwego paszportu niektore podroze są niemozliwe. Jedna z dziewczat z ekipy ostatnio nabyła promocyjne bilety lotnicze do Izraela. I nie wpuscili jej - z racji na tą wlasnie kreske w punkcie obywatelstwo. W wielu miejscach na swiecie uwaza sie, ze obywatelstwo mozna jedynie stracic - za kare za jakies przewinienia i machloje a nie po prostu go nie dostac, ze wzgledu na urodzenie w złym miejscu w złym czasie. Wiec w wielu miejscach do ludzi “z kreską” podchodzi sie mocno nieufnie.

Ktos z ekipy porusza temat, ze ponoc problemem jest tez, ze część “nieobywateli” w ogole nie posyła dzieci do łotewskich szkoł. Rodzice sami ucza je w domu. Albo i nie. Nie wyciaga sie wzgledem nich konsekwencji. Im wolno bo oni nie istnieją. Ponoc gdyby Łotysz nie posłal dziecka do szkoly to grozi mu spora grzywna a nawet wsadzenie do paki. I rosnie pokolenie niewyksztalconych, wkurwionych ludzi, mogących zejsc tylko na droge przestepczą. Ponoc w Rydze nie jest to popularny proceder, czesciej jest spotykany w rejonie Daugavpils i Kraslavy. Nie wiem czy to prawda. Nie mam jak zweryfikowac niektorych informacji, na ile sa prawdziwe a na ile to legendy wyssane z palca, opowiadane na postrach czy dla zwiekszenia dramaturgi sytuacji.

Zastanawiam sie jak jest mozliwa taka sytuacja na Łotwie, ktora nalezy do UE. A unia jak wiadomo ma pierdolca na punkcie niedyskryminowania wszelakich mniejszosci - np. mniejszosci narodowych. Tutaj Anna ma tez gotową odpowiedz. “Nie jestesmy mniejszoscią narodową. Mniejszosci narodowe nalicza sie sposrod obywateli danego kraju, ktorzy deklarują inna narodowosc niz obywatelstwo. A my obywatelami nie jestesmy…” "Ponoc w unii tez walczą z rasizmem - zeby w kraju nie było obywateli drugiej kategorii. A wiesz jakie jest rozwiazanie aby to obejsc?"- i sie śmieje.. ;) Żyjac w polskich realiach naprawde jakos ciezko wyzbyc sie poczucia nierealnosci i abstrakcji sluchajac takich rzeczy!

Anna twierdzi, ze w pewnym sensie rozumie Łotyszy i ich decyzje w latach 90 tych. Ponoc zaraz po upadku sajuza, w nowo utworzonym panstwie okolo 50% ludzi to nie byli Łotysze. Danie im wtedy np. mozliwosci glosowania moglo doprowadzic do nieciekawych dla Łotwy zmian i postanowien.. Metoda moze nieco kontrowersyjna, odkladajaca na bok takie rzeczy jak rownosc czy demokracja - ale jak sie okazalo po latach dosyc skuteczna. I chyba o to chodzilo, aby cel - niepodlegla Łotwa zostal osiągniety.

Moja obecnosc i dopytywanie sie o rozne sprawy wywołuje kłótnie i prawie bójke w drużynie. Chyba zwykle rozmawiają na inne tematy a ja wsadziłam kij w mrowisko ;) Aleks jest drugim oprocz Anny posiadaczem łotewskiego obywatelstwa. Nauczył sie języka, zdał egzamin. Co nie zmienia faktu, ze jest bardzo prorosyjski i bezrefleksyjnie łyka tamtejszą propagande. Nawet na koszulce ma podobizne Putina w jakis gangsterskich okularkach i napisem "Nas nie dogoniat". Kupił ją na wczasach w Bułgarii, bo jak mozna przypuszczac takowych na Łotwie nie sprzedają. Paszport zdobywał tylko po to aby móc glosowac na prorosyjskie partie. Wierzy, ze niepodleglosc Łotwy jest tylko kwestią czasową, Rosjanie tu wrócą i "role sie odwrócą". Gdy Aleks probuje włączac sie do rozmowy jedna z dziewczat, Elena, od razu go gasi. "Głupi jestes i naiwny! Ruscy mają nas w dupie! Myslisz, ze tam komus na nas zalezy? Zobacz jak Rosja potraktowała Donbas! Tam tez niby byli "ich" ludzie. I tez niby chcieli sie przyłaczyc. Idioci zaczeli sie wychylac! I co? W ch... ich zrobili w najpiekniejszym stylu. Komu potrzebne takie sieroty po sajuzie? Nie mozna tak zyc jedną nogą w przeszlosci! Czas płynie. W polityce nie ma miejsca na sentymenty! Wierz dalej telewizji to daleko zajdziesz!".

Elenie marzy sie paszport europejski. "Czy jestes z Niemiec, Hiszpanii czy Łotwy - miałbys taki sam. Nikt by cie nie pytał o narodowosc czy jezyk, w ktorym mowisz w domu. I mozna by dostawac taki paszport gdy zdasz angielski. Na blachach na autach juz nie mamy panstwowych flag tylko gwiazdki! Czemu by tego nie rozszerzyc?" Angielski Elena zna, lubi i dalej sie go uczy. Po łotewsku umie kilka słow na krzyz i nie zamierza tego zmieniac. "Po kiego diabła sie uczyc jakiegos poganskiego języka, w ktorym mowi nie wiecej jak milion ludzi? Szkoda czasu! To juz lepiej by sie uczyc chinskiego!" Elena najchetniej by wyjechała gdzies na zachod. Takie ma plany. Poki co jednak nie moze, bo opiekuje sie chorą matką.

Mam wrazenie, ze Elena gdyby byla facetem to juz by zebrała w morde. Aleks slyszac wywody o europejskich paszportach robi sie buraczkowy na twarzy i dziwnie charczy. Na szczescie Stas odciaga go do noszenia drewna.

Robert przysluchuje sie naszym rozmowom z usmiechem. "Po kiego diabła wy w ogole zawracacie sobie glowe pierdołami? Jakimis papierami? Nie mam paszportu to nie mam. Nie znam łotewskiego to nie znam. Mam was, mam sąsiadów w bloku, z ktorymi zawsze sie dogadam. Mam fryzjerke i dentyste na dzielnicy, z ktorymi sie porozumiem. W sklepie mowic nie musze, nakłade do koszyka co mi potrzeba i milczac podejde do kasy. Ze szwagrem mam zakład mechaniczny i obslugujemy tych co rozumiemy. Na wakacje przyjade tu - jest pieknie u nas! Po co pchac sie za granice! Co nam wiecej potrzeba? Bede sie jakis jezykow uczyl, papiery wyrabiał, głupotami sie zajmował. Trzeba pracowac i sie bawic - o to chodzi w zyciu". Robert ma polskie pochodzenie i bardzo polsko brzmiace nazwisko. Ponoc z dziadkami w dziecinstwie rozmawial po polsku i troche ten jezyk zna. Jednak nie na tyle abysmy mogli swobodnie porozmawiac. Probujemy ale Robert szybko sie irytuje, ze mnie nie rozumie. Mimo ze staram sie mowic wolno, wyraznie i najprostszymi slowami jakie potrafie wymyslec. Ale litanie do Matki Boskiej zna cała na pamiec. Po polsku oczywiscie. Musze wysłuchac recytacji i pochwalic :)

Do rozmowy włącza sie Andreas, ktory cały czas łowił ryby i zdawał sie nas nie slyszec albo po prostu ignorowac. Pod pachą niesie flaszke jakiejs pachnacej ziołami cieczy. Mówi, ze to specjalny "napój świetojanski", ktory zawsze robi sie w jego rodzinie. "Nie ma co gadac. Lepiej sie napijmy. To łączy wszystkie narody w tej strefie geograficznej. Nie musimy sie asymilowac z Łotyszami. Mozemy życ obok siebie, kazdy po swojemu. I bedzie dobrze. Grunt, zeby w ludziach nie bylo agresji i nigdy jakas rozpierducha z tego wszystkiego nie wynikneła. Za to sie napijmy!"

Problem łotewskich nieobywateli zawsze mnie bardzo interesowal. Juz podczas poprzednich wyjazdów kilkukrotnie ich spotkalismy, np. w Lipawie czy wioskach koło Vainode. Mam wrazenie, ze jest to grupa najchetniej nawiazująca kontakty w tym regionie i bardziej zainteresowana integracją z przybyszami niz rdzenni Łotysze. Jednak pierwszy raz spotkalam tak duzą ich grupe i to bardzo ciekawą, bo zroznicowaną zarowno pod względem pochodzenia jak i prezentowanych poglądów.

Rano na biwakowisko docierają kolejne ekipy i siadają jedna na drugiej. Nic tu po nas! Dzisiaj to musimy sie gdzies niezle zabunkrowac aby nas nie zadeptali, gdy cały kraj swietuje “na przyrodzie”. Trzeba bedzie wymyslec jakies miejsce, ktore dla wiekszosci ludzi jest nieciekawe. Musi byc chyba z dala od morza, jezior, rzek, parków narodowych, skałek i innych jakichkolwiek ciekawostek. Moze co znajdziemy...

A poki co idziemy sie przejsc kawałek wzdluz rzeki. Fajne czerwonawe skałki tu mają. One sa głowna atrakcją tutejszego parku narodowego.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na rzece są tez fajne buniory do kapieli. Pogoda jednak jakos nie zacheca. Inni sie kąpią ale ja raczej mysle o nalozeniu kolejnego swetra. Toperz tez nie ma ochoty. Kabakowi wiec tez nie proponujemy, bo a nuz by sie wyłamała i co wtedy?

Jedziemy tez zobaczyc klify Zvartec gdzie bylismy 4 lata temu - zeby zobaczyc je w sloncu. Slonce nie staje jednak na wysokosci zadania… Akurat gdy dojezdzamy na miejsce to skutecznie chowa sie za chmure...

Obrazek

Obrazek

Kładka bujana to najlepsza hustawka!

Obrazek


cdn

Posty: 1936
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: "Kto nie ryzykuje, szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Postautor: buba » czwartek 23 sie 2018, 14:46

Jedziemy dzis drogą Jurgla - Ergli. Gdzies, kiedys, od kogos, slyszalam, ze mial tu byc szuter i duzo opuszczonych domów. Zabrzmiało jak cos, co idealnie trafia w me gusta, wiec i zostalo zapamietane. Ostatecznie nie znalezlismy tam ani jednego ani drugiego ;) ale droga ogolnie jest miła, pusta, wiedzie przez lasy, pola i malutkie wioski

Obrazek

Wszedzie widac przygotowania do Nocy Świetojanskiej. Przed domami i w centralnych częściach wsi powstają stosy - ogniska giganty, ktore beda odpalane dopiero poznym wieczorem.

Obrazek

Obrazek

Część pojazdow tez jezdzi przystrojona kiściami liśćmi i kwiatami.

Obrazek

Po polach i lasach dziewczęta pozyskują kwiaty i liście na wieńce. Co mnie zdziwiło - najpopularniejsze są wience z lisci dębowych. Kwiaty polne tez, ale rzadziej. Mniej zapobiegliwi, zajęci albo bojący sie kleszczy mogą kupic gotowe wieńce. Przy drodze, przed sklepami duzo osob oferuje takowe za opłatą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nigdzie po drodze nie trafilismy jednak na festyn. W dwoch miejscach byly wywieszone zapowiedzi ale imprezy rozpoczynajacej sie dopiero po 22. Glownie jednak mam wrazenie, ze ludzie imprezują w gronie rodziny i znajomych, w ogrodkach, nad jeziorami, rzekami czy w lesie. I raczej są to zamkniete imprezy, na ktore ciezko wbijac, bedąc tak zupelnie “z ulicy”.

Fajne zagospodarowanie starego mostu.

Obrazek

Na obrzezach Ergli rzucają sie nam w oczy jakies ruiny. Okazują sie one byc starym cmentarzem wojennym. Liczba nazwisk wypisanych na scianach naprawde robi wrazenie - tysiace ludzi musialo tu zostac ubitych… Nazwiska sa pisane alfabetycznie i kazda litera to ileś metrow zapisanych maczkiem... Do niektorych widac ktos czasem przychodzi i są wyróznieni zdjeciem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z Anatolijem czasem ktos walnie kielicha...

Obrazek

a tu ktos zasłuzyl na kwiatek w butelce po żigliwskim.

Obrazek

Głowna tablica z mapą dzialan wojennych jest chyba nowa. Przewija sie tam data 2009. Ale mimo to tablica wygląda na starą i dobrze sie tu komponuje.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Płyty porasta mech, a calosc wypelnia zapach pokrego betonu, pomieszanego z aromatem zeschłych kwiatow. I jakby troche dymu? Jakies takie jesienne wrazenie robi to miejsce, mimo ze wlasnie lato sie dopiero dzis zaczyna!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaraz obok jest cmentarz niewojenny i tam patrza na nas twarze wiejskich ludzi z dawnych lat.

Obrazek

Wieczorem zajezdzamy do wiaty w lasach przed Neretą. Duża, szczelna, bedzie jak znalazl, jako ze dzis co chwile leje.

Obrazek

Na wiacie wisi informacja o terenie monitorowanym a na drzewie naprzeciw wisi takie cuś. Nie wiem czy to faktycznie kamera czy chodzi o to, aby wisialo cos duzego i wszyscy to widzieli.

Obrazek

Ciekawe są tutejsze zachody słonca, ktore trwają chyba 2 godziny. Jakby słonce zabłądzilo na niebie i zawisło niezdecydowane czy isc spac czy nie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieczorem znowu leje wiec rozpalamy pod wiatą “pochodnie drwala” - naciety pieniek, ktory fajnie pali sie od srodka, nie wypala podloza i w razie czego latwo i szybko mozna zagasic. A i gotuje sie na nim znakomicie, duzo szybciej niz na marusi!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Akcent ormianski. Wino z granatu. Nie takie dobre jak prosto z winnic w Areni, ale tez niczego sobie! Wszedzie dostepne - i na Łotwie, i w Estonii. I teraz pytanie - czemu u nas tak trudno takie kupic? Do Pribałtiki z Armenii dalej...

Obrazek

Calą noc lało.. Biedni lokalsi, chyba musialo im pozagaszac te świetojanskie ogniska (chyba ze ognisko bylo takich gabarytow jak naszych znajomych "nieobywateli" biwakującyh nad Amatą!)

Kabak niesamowicie sie cieszy z takiej pogody i od kiedy otwiera rano oczka woła chlup chlup i domaga sie wypuszczenia z busia. W ruch idą gumiaczki, kurteczka i co najwazniejsze - parasol! A kałuż jest pod dostatkiem. Nie wiem kto wymyslił taką nieprawdziwą piosenke “W czasie deszczu dzieci sie nudzą”. Ten ktos chyba nigdy nie widział dziecka i deszczu!

Obrazek

cdn

Posty: 1936
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: "Kto nie ryzykuje, szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Postautor: buba » niedziela 26 sie 2018, 16:07

Najciekawsze miejsca zwykle napotyka sie przypadkiem... Mozna planowac, namierzać, zaznaczac na mapach. Mozna wertowac ksiazki, przewodniki, internety.. Mozna podązac za planami, odhaczając kolejne atrakcje... Ale i tak jest jedna reguła - najbardziej w pamiec zapadają miejsca, w ktore rzuca nas los i jakis ślepy traf...

Jedziemy sobie gdzies jakimis łotewskimi zadupiami i szukamy miejsca, zeby w przyjemnych okolicznosciach przyrody lub/i architektury wciągnac sobie obiadek. Mijamy jakies ruiny poprzemysłowe, kołchoz, fabryczka, szlag wie co to bylo. W ich strone skręca gliniasta droga. Idealne miejsce dla naszego celu!

Czarne chmury, rysujące sie na niebie i kończące jak ucięcie noża potęgują mroczny klimat okolicy...

Obrazek

Obrazek

Budynki przesiąkniete sa silną wonią benzyny, oleju i smaru. Chyba kiedys musialy tu byc jakies warsztaty..

Obrazek

Kabakowi wyjątkowo udało sie to pomieszczenie. Dopomina sie, ze chce zabrac ze sobą krzesełko i nie chce wyjśc tłumacząc, ze "zaraz bedzie padał deszcz". Ilość zostawionych sprzetow sugeruje, ze z tego budynku czasem ktos jeszcze korzysta..

Obrazek

Tablica, ktora mi spada z nieba! Z budynku trzeba wyjsc bo tutaj dzieci mogą zostac pożarte. "Tutaj grasują krwiożercze skrzynki i trzeba sie trzymac blisko mamy i taty. Żadnego skakania przez stary kanał. Nie wierzysz? To zaraz ci cos pokaże!" Taką argumentacje kabak przyjmuje bez mrugniecia okiem! ;) Skadinad ciekawa i dosc nietypowa tabliczka!

Obrazek

Są tez inne tabliczki, w dwoch językach, mocno obleczone juz rdzą i porostem..

Obrazek

Obrazek

Z daleka rzuca mi sie w oczy jeszcze inna ruina - opuszczony, czesciowo zawalony blok. Wyglada zbyt zle, abym miala odwage wejsc do srodka, ale ide obejrzec choc z zewnatrz.

Obrazek

Ide sama. Toperzowi sie nie chce, dalej goni sie z kabakiem wokół garaży.

Im blizej podchodze do opuszczonego bloku tym bardziej oczy wyskakują mi z orbit. Ten blok jest czesciowo zamieszkaly! Boki budynku stoją i zawieraja uzywane mieszkania - firanki, kwiatki na parapecie, jakas kobita z petem w zębach trzepie scierke... Tylko srodek wyglada jakby wygryzł go jakis gigantyczny potwor! Masakra jakas! Co to jest u licha za miejsce? Meteoryt na niego spadł? Albo ktos leciał gdzies na wojne w dalekie kraje i akurat tu bombe zgubil przypadkiem?

Obrazek

Ze zdziwienia wyrywa mnie glos - "Czegos tu szukasz?" Odwracam sie. Gosc w srednim wieku wierci we mnie oczami. "Eeeeee... jest tu moze sklep?" Nic madrzejszego nie przyszlo mi do glowy. Facet usmiecha sie. "Sklep jest dalej, o tam. Pieszo bedzie kawałek. Lepiej podjechac. Tu jest tylko ta ruina, w ktorej mieszkamy. A tak w ogole co cie sprowadza na Łotwe i do naszej wioski?". Gdy dowiaduje sie, ze jestem turystka z Polski, ze przejazdem w drodze z Estonii, ze zatrzymalismy sie na przekąske wsrod garazy - zaczyna opowiadac niedawną, smutna historie miejscowosci. W 2010 roku byl tam wybuch gazu - na drugim pietrze, pol domu wyrwalo. Cudem nikt nie zginal. Ale kilka rodzin zostalo bez dachu nad glowa. Padło na dość biednych ludzi. Czesc rozjechala sie po rodzinach. Jedni zajeli na dziko jeden pokołchozowy garaz i zyja tam po dzis dzien. Gosc chce mnie do nich prowadzic ale dochodzi do sprzeczki z jego zona, ktora twierdzi, ze ta rodzina swoje juz przezyla i chce przede wszystkim spokoju. Mam uraz gdy ktos mnie zaprasza do cudzego domu, wiec staram sie odwiesc goscia od pomyslu, tlumaczac sie, ze musze szybko wracac do samochodu gdzie zostalo dziecko (co zreszta jest prawda). Poza tym troche sie boje iść z jakims obcym gosciem do cudzych mieszkan. Co innego jakby tu byl ze mną toperz... Zawsze byłam zbyt ostrożna...

Mimo ze minelo juz 8 lat budynek nie zostal odbudowany ani ludzie przesiedleni do innych mieszkan. Blok zostal obwolany przez komisje jako nienadajacy sie do zamieszkania. Niektore rodziny otrzymaly drobne odszkodowania, ktore wystarczyly na zamurowanie dziur w scianach i ich podparcie obelkowaniem. Na tym sprawy sie zakonczyly. Częściowo zerwane schody jednej klatki schodowej zostały zastąpione drabiną. Dom zamieszkiwali ludzie z paszportami drugiej kategorii - czyli ludzie ktorych nie ma. (Albo ich jest tak duzo, albo ja mam jakies dziwne szczescie na nich ciągle wpadac????) Po co wiec nowy blok dla ludzi, ktorzy nie istnieja? Do rozmowy przylacza sie brat Koli, ktory widząc nieznajomą osobe tez skądeś przywędrował. Prosi aby zrobic zdjecia bloku. Dosc nietypowe zachowanie - zwykle proby fotografowania takich miejsc nie ciesza sie poklaskiem miejscowych. Tu jednak jest inaczej. Loszka mowi "Wszyscy o nas zapomnieli, moze dzieki twojemu zdjeciu swiat dowie sie o Upmalas..." Robi mi sie zimno.. Dokladnie tych samych slow uzyl w pazdzierniku 2011 Jura z Siedowa, wioski nad donbaskim morzem... Mam nadzieje, ze ja nie przynosze takim ludziom pecha... bo o Donbasie swiat sobie przypomnial... Ale myśle, ze zdecydowanie nie tego chcial Jura...

Grzecznie robie zdjecia rozwalonego budynku z bialej cegiełki. I obiecuje wrzucic w internet, co niniejszym czynie...

Ze scian wystają dechy, bele i kable. Wyrwe zaczynaja porastac juz krzaki. Miały czas urosnąć, tylko patrzec jak stuknie 10 lat... Zasiedlone boki domu wyraznie odchylaja sie na zewnatrz - jakby chcialy uciec od ziejącej pustką dziury..

Obrazek

cdn

Posty: 1936
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: "Kto nie ryzykuje, szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Postautor: buba » poniedziałek 17 wrz 2018, 22:00

Granice miedzy Łotwą i Litwą przekraczamy malutkim przejsciem połozonym miedzy wioskami Neretaslauki a Suvaniskis. Przy samej granicy stoi opuszczony drewniany budynek. Chyba musiala byc tu jakas straznica - bo co innego moglo sie miescic w budynku tak totalnie na samej granicy? Wyłaze z busia mimo zalewającego oczy i obiektyw deszczu. W potokach wody pojawia sie dziwny zapach - aromat dzikich ziół i jakby starych ubran ze skrzyni, jakby troche nakrochmalonej pościeli, jakby troche popiołu. Mało opuszczonych domów pachnie akurat w ten sposob. Przed oczami staje mi jedno z ulubionych miejsc z dziecinstwa - “tajemniczy dwór” połozony miedzy Piwniczną a Młodowem. Gdzie czesto chodzilismy na spacery z rodzicami, gdzie na skrzypiącym balkonie jedlismy jabłka zajumane z cudzych sadów. Tajemniczy dwór, do ktorego nigdy nie weszłam do srodka. Byłam zbyt mała aby postawic na swoim, wiec jego wnetrza na zawsze pozostaną dla mnie tajemnicą.

Do tego litewskiego probuje zajrzec do srodka, ale wnetrze wypełnia kilka wodospadów. Łoskot uderzającej w podłogi wody miesza sie ze stukotem spadających desek. Odpuszczam sobie wiec zwiedzanie. Trudno. Nie zobacze go w srodku. Oprocz zapachu jeszcze jedno bedzie łaczylo to miejsce z tajemniczym dworkiem z dawnych lat.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Deszcz nie odpuszcza. Mijamy rozne klimatyczne wioski i miasteczka ale nie chce sie nam wychodzic z busia. Robie wyjatek tylko dla żelaznego anioła. Skrzyzowanie samolotu, nietoperza, anioła i wampira. Krople uderzajace w blache brzmią jakby ktos walił w cymbałki. Brrrr… Upiorne to trochu... Mam wrazenie, ze rzezba sie na mnie patrzy. Spadam stad!

Obrazek

Mamy spory dylemat co zrobic z dzisiejszym biwakiem. Wyglada na to, ze deszcz nie odpusci. Niby busio jest szczelny i bardziej przyjazny na takie okolicznosci niz namiot, ale cały wieczor siedziec w srodku? No i zeby z tyłu busia odgruzowac spanie dla toperza i kabaka trzeba bagaze przeniesc na przod. Tylna klapa cieknie jak sie ją otworzy. Wszystko nam pozalewa. I ani ogniska, ani gotowania na marusi. Do dupy z takim biwakiem! Wpada nam jednak do glowy rewelacyjny pomysł! Trzeba znalezc takie miejsce, zeby sie schronic razem z busiem! Jakas opuszczona hala, dawny kołchoz, moze pod mostem albo jakis hangar? Wlasnie hangar! Najlepszy bylby hangar poradzieckiej bazy! Jestesmy na Litwie - tu takie sa! Zwiedzalismy takowe kilka lat temu. Tylko gdzie one u licha byly? Gdzies kolo Ukmerge. Świdrujemy oczami w mape. Pamiec bywa jednak zawodna. Nawet nie pamietam, w ktora strone z tego miasta sie jechalo. Nie mamy szans znalezc tak zupelnie na ślepo... Zwykle nie korzystamy z internetu na wyjazdach. Ale teraz chyba musimy złamac swoje zasady. Toperz wydłubuje z dna plecaka swoj telefon. Sprobujemy znalezc moją relacje. Odpowiedniego zasiegu szukamy chyba na przestrzeni 50 km. Na obrzezach jakiegos miasteczka spędzamy upojne póltorej godziny - musimy czekac az relacja sie otworzy. Umiłowanie internetu na wycieczkach uczy cierpliwosci chyba bardziej niz przekraczanie polsko - ukrainskiej granicy ;) W koncu mamy - to jedno upragnione słowo - Vepriai. To nazwa wioski, z ktorej jechalismy do bazy. Teraz powinno sie juz udac!

Za Vepriai szutrowe drogi rozchodzą sie na wszystkie strony. Losowo je dobieramy kierując sie… no wlasnie nie wiem czym - moze jakims podswiadomym instynktem? Rzucają sie w oczy rzeczy znajome - drewniany słup z chłopcem z fujarką - fajna sugestia, ze chyba jedziemy dobrze.

Zdjecie z 2014 roku. Teraz wygladało podobnie... tylko bylo bardziej mokre ;)

Obrazek

Obrazek

I domek! Zmienil sie przez te kilka lat. Spalił sie, wydarli mu okna, zburzyli przybudówke i rozwalili studnie.... Ale to napewno ten sam!

2014

Obrazek

2018

Obrazek


Płytówka niegdys prowadziła w las. Teraz jest wielka poręba. Gdzies kluczymy i ostatecznie sie udaje - acz trafiamy do zupelnie innej czesci bazy niz wtedy. Ale hangary są!!!!!! To jest najwazniejsze. Jeden z hangarow jest uprzątniety w srodku. Śmieci i gruz są zepchniete pod jedną ze scian jakby spychaczem. Część mniejszych pomieszczen jest zabezpieczona folią, ktora w nikłym swietle latarki przyprawia nas prawie o zawał serca - bo łopocąc na wietrze sprawia wrazenie jakby postaci, ktore biegną w naszą strone. Tylko kabak nasz przestrach komentuje ze spokojem w głosie - “Mama - to są worki! Ja chce taki worek!”

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wsrod żebrowanych kopuł ciemnych sal...

Obrazek

Obrazek

W kolejnych pomieszczeniach coraz bardziej rozdziawiamy jape ze zdumienia. Ktos tu zrobił knajpe z barem, podwieszanym sufitem z palet, nawet jakies resztki alkoholu walają sie za bufetem. Ktos włozył sporo pracy i trudu w przygotowanie tego miejsca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chyba musiała sie tu niedawno odbywac jakas impreza! Klimatu dopełniają porozwieszane plakaty - i w srodku hangaru, i w lesie. Napisy na nich sa litewskie, angielskie, rosyjskie i polskie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sa tez beczki ze znakiem promieniotworczosci i pryzmy opon tworzace jakby tory dla motocykli czy kładów.

Fajne miejsce aby sie w nim zadomowic :) Oto nasz przytulny domek na dzisiejsza noc! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieczor nam mija przy pochodni drwala. Poczatkowo planowalismy ognisko, ale nie chcemy okopcic hangaru skoro ktos tak o niego dba i mu sluzy do fajnych celow.

Obrazek

Obrazek

Noc jest przedziwnie cicha. Ptaki śpią albo sie pochowały. Ani z wnetrza hangaru, ani z lasu nie dochodzą zadne dzwieki. Nawet deszcz pada jakos totalnie bezszelestnie. Martwa cisza… Troche sie obawiałam, ze bedzie tam cos pukac i stukac, folie beda wyc na wietrze, a mi nocna wyobraznia podpowie rozne pierdoły, ktore nie pozwolą mi zasnac. Uświadomiłam sobie własnie, ze to nasza pierwsza noc w takim bunkrze czy opuszczonej bazie - w tak małym składzie. Wiele razy spalismy w takich miejscach - ale zawsze w duzo wiekszej ekipie!

Noc przebiega spokojnie i bez niespodzianek. Raz tylko, gdy ide siku, mam wrazenie, ze slysze muzyke. Odruchowo gasze latarke. Odruchy to jednak bardzo smieszna rzecz. Jakis podświadomy instynkt biwakowy zawsze mówi - “ukryj sie”.

Dopiero kolo poludnia przestaje napierniczac deszczem. Idziemy wiec pozwiedzac sobie reszte bazy. Jest kilka innych hangarow widocznie zagospodarowanych na potrzeby owej minionej imprezy. Z napisow wychodzi, ze odbywala sie okolo miesiac temu - 25-26 maja.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są hangary gdzie echo powtarza całe słowa a nie tylko sylaby! Niesamowite miejsce. Tzn. trzeba stac przed hangarem aby z nim porozmawiac :) Przedrzeźnia czlowieka z jakims dwu - trzysekundowym opoznieniem. Ciezko nam odciagnac z tego miejsca kabaka! ;) Takiego miejsca do zabawy to dawno nie bylo. Potem wiele razy byly żale na innych wyjazdach, ze “ten domek ze mną nie rozmawia!”

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są hangary gdzie leżą cale pryzmy szmat o zapachu bezdomnych a obecnie zasiedlają je tak potworne roje much i komarow, ze spierniczam stamtad w tempie ekspresowym. A moze pod szmatami leżało cos wiecej?

Obrazek

Obrazek

Cały las jest tez usiany sporą ilością małych bunkierkow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeden z hangarow jest niesamowicie bogaty w rozne napisy z dawnych lat. Wiele hangarów widzielismy włócząc sie po podobnych miejscach - ale tak opisanego to nigdy. Czy ten jest jakis wyjątkowy? Albo wszystkie takie byly ale napisy ktos zamalowal albo uległy zatarciu przez czas? Tutaj są w roznym stanie zachowania, niektore łatwo odcyfrowac, inne sa zupelnie nieczytelne. Wiekszosc napisow dotyczy wskazówek postepowania z tutejszymi maszynami lub jakis porad jak zyc na bazie aby nie podłaczyc sie pod prąd i i zeby ci nie urwało ręki. Część liter odpadło z tynkiem. Inne zjadła pleśń. Inne trwają przy scianie umocnione świezym mchem.

Obrazek

Obrazek

wiecej zdjec napisów (jakby przypadkiem kogos to interesowalo jest w relacji pod linkiem http://jabolowaballada.blogspot.com/201 ... -baza.html Juz nie mam siły wszystkich tu przeklikiwac ....



Powoli opuszczamy usiane betonem lasy i bocznymi drogami suniemy na południe. Miła baza! Takiego sympatycznego schronienia udzieliła nam w ten niepogodny i mokry wieczor.. Tak miło siedziało sie przy ogniu, bez deszczu lejacego za kołnierz!


cdn

Posty: 1936
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: "Kto nie ryzykuje, szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Postautor: buba » wtorek 18 wrz 2018, 11:34

Jedziemy sobie niespiesznie przez Litwe. Pogoda jest wciaz niezbyt zachęcająca - acz desenie kłebiących sie po niebie chmur są calkiem malownicze!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy miłą miejscowosc Gelvonai - pełną drewnianych domów, okiennic, kałuż, kwiatów, drzew i czerwonej cegiełki. Przypomina mi polskie małe miasteczka sprzed lat jeszcze kilkunastu, zanim dotarła do naszego kraju obsesja niszczenia zieleni i betonowania wszystkiego kostką bauma…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Inne miasteczka po drodze... Drewno i brukowane ryneczki!

Obrazek

Lokalna twórczość przystankowa

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rzeke Neris, miedzy Ciobiskis i Mikalauciskes, mamy plan przekroczyc promem. Nie jest to chyba bardzo uczeszczana trasa - prom plywa tylko na telefon. Wiec sobie odpuszczamy. Obok fajna wiata a nawet hustawka. Pewnie aby sobie umilic czas oczekiwania! Gdyby byl wieczor pewnie bysmy tu pomysleli o biwaku!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Drugie miłe miejsce na nocleg objawia sie nam nad tą sama rzeką ale kawalek dalej - niedaleko mostu miedzy Airenai a Vievis. Skarpa, widok na wyspe, ślady po licznych ogniskach.. Musimy zapamietac te miejsca!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mielismy plan powłóczyc sie dzis po Alytus ale jakos przejezdzamy przez miasto zupelnie inaczej niz poprzednio. Teraz wypluwa nas w centrum. W tamta strone jechalismy przez klimatyczną dzielnice starych drewnianych blokow, oplecionych sznurami suszacego sie prania i pryzmami drewna na opał. Wszedzie biegały stada dzieciaków, a glownie to jezdzily na rowerach po 5 na jednym. No coz, nie zawsze wszystko sie udaje…

W koncu lądujemy nad jeziorem Dusia. Podobnie jak ponad dwa tygodnie temu pizga i wszystkei znaki na niebie i ziemi wskazują, ze ja sie w Dusi nie wykąpie…

Obrazek

Wieczorem cos nas nachodzi na skoki przez ognisko, w przypadku najkrotszych w ekipie nóżek musza byc one nieco wspomagane.

Obrazek

Obrazek

Zapasowe litewskie godło na nadbrzeznych słupkach

Obrazek

I jakos nam sie ta Litwa skonczyla. Jakos przejechalismy przez nią szybciej niz planowalismy. Jakby ktos ukradł po drodze polowe trasy. Litewska droga powrotna okazała sie niespodziewania krótka - zresztą tak jak i ta relacja ;)


KONIEC


phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Pamiętnik Włóczykija”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości