"Kto nie ryzykuje szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

W dziale tym znajdują się opisy, zdjęcia oraz reportaże z wypraw i wycieczek
Posty: 1896
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

"Kto nie ryzykuje szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Postautor: buba » czwartek 05 lip 2018, 00:08

W tym roku kierunek Estonia.

Zaraz po wjezdzie na Litwe kierujemy sie nad jezioro Dusia w poszukiwaniu jakiegos miejsca na biwak. Brzegi jeziora stwarzają pozory dosyc pustych i dzikich, jednak prawie wszystkie drogi zjazdowe sa zamkniete szlabanikiem z numerem telefonu. Pewnie mozna sie tam osiedlic, ale za opłatą. Nie wiem czy to taki dobry interes bo wszedzie jest pusto. A lato w pelni.

Mamy jednak namiar gdzie szukac drogi bez szlabanu. Wykoszona łąka, miejsce ognisko i nieco nadgryziona zębem czasu wiatka, raczej bardziej dodająca uroku swym wygladem niz chroniaca przed deszczem. Tu sie dzis osiedlamy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pamiątki z Puszczy Augustowskiej.

Obrazek

Po wczorajszym biwaku w tłumie tu sie czujemy nieco dziwnie, tylko my i jezioro. No dobra - mamy odwiedziny. Przychodzi kot. Chyba nawykły do karmienia i czochrania przez turystow. Nie musze mowic kto z naszej trojki najbardziej sie ucieszyl z niespodziewanego, puszystego goscia ;) Kot jest tulony, głaskany a nawet zostaje mu oddany cały podwieczorek. Na pewnym etapie jednak musimy przerwac tą zażyłą przyjazn - kabak planuje zapakowac kota do wiaderka i zaniesc go do jeziora celem dalszej, wspolnej zabawy.

Obrazek

Obrazek

Odwiedzają nas tez łabedzie. Tez sa wyglodniałe ale jest problem bo wszystko juz zjadł kot...

Obrazek

Obrazek

Woda w jeziorze jest lodowata. Gorzej jak w gorskim strumieniu czy kamieniolomie. Tylko toperz zapodaje calkowitą kąpiel - biedaczek jeszcze nie wie, ze nie ostatnią dzisiaj….

Obrazek

Obrazek

Od kiedy przyjechalismy towarzyszy nam ciemny, nisko wiszący wał chmur. Długi czas stoi w miejscu, potem lekko przesuwa sie w naszą strone.

Obrazek

W momencie gdy zjada słonce dostaje jakiegos impetu i szybkosci kosmicznych. Ledwo zdążamy uciec do busia. Pranie w wiacie zostalo i mimo daszku jest do wykrecenia, tak samo jak jedna koszulka, ktora uleciała do jeziora. Wiatr dmuchnął na tyle solidnie, ze kabacze wiaderko zostalo rzucone chyba ze 100 metrow wgłąb jeziora i sie kołysze na falach.. (na szczescie bez kota! Kot czmychnal juz wczesniej do domu). Bohaterski toperz ratuje wiaderko!

Nad brzegiem sa tez dwa słupki kamienne o nieznanym nam przeznaczeniu. Z metalowymi “pięczęciami”, skorodowanymi w stopniu zroznicowanym.

Obrazek

Obrazek

Dzisiejszy plan dnia zaklada przejechac przez Litwe, tak zeby ominąc “via baltike”, Wilno i Kowno. Chocby i szutrami.

Obrazek

Nie wiem czy mają tu teraz jakies manewry wojskowe, czy jakies swieta czy festyny, ale wszedzie włóczy sie strasznie duzo wojska. Drogami jezdza wte i wewte cale kolumny ciezarowek i pojazdow pancernych, udekorowanych siatkami maskujacymi. Na polankach w lesie tez sie kręcą. Ciezko isc do kibla, zeby z krzakow nie wystawala jakas lufa!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Jonavie spodobał mi sie jeden widoczek z wiaduktu - w klimatach industrialno - kolejowych.

Obrazek

Chwile sie tam kręce z aparatem, zoomujac gąsienice utrzworzone z cystern, fajne lokomotywy i dymy z kominow malowniczo rozwiewające sie na wietrze.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jakis dwoch gosci wyłazi ze strozowki na dole i cos do mnie pokrzykuje, żywo gestykulując. Wiatr jest taki, ze nie ma szans nic zrozumiec. Dobra - brak wiatru nie pomoglby mi w skumaniu litewskiego ;) Usmiecham sie wiec tylko do nich i im macham. Odmachują mi i chowaja sie do kanciapy. Ciekawe o co chodzilo…

W Alytus jedziemy przez ciekawą dzielnice. Osiedle starych, pietrowych domow z drewna. Ni to bloki ni baraki... Wokol leżą stosy porąbanego drewna i kołyszą sie sznury powiewającego prania. Wszedzie jest duzo zieleni i dzieci jezdzacych na rowerkach po czworo naraz. Jakis gosc cos spawa tak, ze snop iskier leci na ulice i musimy przejechac pod tą świetlistą zasłoną. Chce sie zatrzymac i troche powloczyc po tej dzielnicy. Ostatecznie decydujemy zrobic to na powrocie… I to jest kolejny przyklad, ze nigdy nie mozna odkladac niczego na pozniej. Wracalismy tą samą drogą. Tak nam sie przynajmniej wydawalo. Ale tego osiedla juz nie bylo. Albo znikneło w niebycie albo my pomylilismy droge…

Granice z Łotwą chcemy przekroczyc koło Kvetkai, małą pylistą drogą. Jechalismy tak kilka lat temu i bylo bardzo miło. Jednak pamiec jest nieco zawodna. Kvetkai mijamy ale dalej cos sie nam pokiełbasiło.. Wypluwa nas na robaczywej szutrówce, ktora wije sie długimi kilometrami wzdłuz granicy, nie mogąc jej przekroczyc z racji na rzekę, a raczej bagnisty ciek bedacy wylęgarnia wszelakiego latajacego paskudztwa. Zakrecamy szyby, ktore natychmiast zostaja oklejone od zewnatrz czarnym kozuchem, ktory brzeczy i sie miota. Wedrujac w maju drogami polskiego Polesia wydawalo sie nam, ze robactwo pożera nas zywcem. Jedno jest pewne - w porownaniu - to tam nie bylo go wcale. Nie ma opcji wyjsc do kibla! Chyba przyjdzie korzystac z kabaczego nocnika ;) Ciezko sie nam nawet zorientowac gdzie jestesmy - mijamy jakies miejscowosci, ktorych nie ma na mapie - maleńkie, na wpół wyludnione przysiółki.

Obrazek

Obrazek

Ostatecznie zapodajemy odwrot do Kvetkai. Bo ta bagienna droga chyba nigdy sie nie konczy...

Warto bylo wrocic do wioski. Za drugim podejsciem zauwazamy nietypowe budki ptasie. Nieco upiorne ale malownicze w swoim nietypowym pomysle :)

Obrazek

Obrazek



cdn

Posty: 1896
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: "Kto nie ryzykuje szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Postautor: buba » piątek 06 lip 2018, 18:04

Łotwa wita nas kałużastymi drogami i zapachem palonych ziół. Jeden w swoim rodzaju zapach, taki gdy wrzuci sie do pieca stare, zeschniete i zakurzone bukiety.

Dosc długo kluczymy szutrowymi drogami po polach i lasach w poszukiwaniu miejsca na biwak. Cien uszastego busia robi sie coraz bardziej smukły.

Obrazek

A to zdjecie na zyczenie kabaczka. Bo na tablicy jest sowa. A ona tez ma sowe!

Obrazek

Ostatecznie na nocleg zatrzymujemy sie za Lone, nad jeziorem Saukas. Jest zatoczka na skrzyzowaniu drog, ale to nic nie szkodzi - przez cały wieczor nic nie przejechało.

Obrazek

Nadjeziorna plaża zarosła sitowiem, a przebieralnie, ławeczki i ognisko wysoką trawą. Drewno pobutwiało i rozpada sie w rękach. Nawet bylo przygotowane drewno na opał ale porósł je juz mech... Jakies nieco zapomniane to kąpielisko.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W oczy rzuca sie dosc nowa, trojkatna wiatka. Planujemy w niej spac.

Obrazek

Ruszamy dziarsko obejrzec jej wnetrza i ocenic przydatnosc dla naszych celow, otwieramy drzwi a to…. Kibel! :D

Obrazek

Wieczor jest chłodny, chrustu na ognicho mało i mokry, wiec szybko ukladamy sie do snu.

Unijne tablice tez sie czasem do czegos mogą przydac! ;)

Obrazek

Okolo 9 na dotychczas puste drogi przyjezdzaja dwie opasłe ciezarowki i jedna osobowka. Jedna z ciezarowek ma wielką łapę dzwigu, druga ogromne kontenery. Łapa zaczyna podnosic gałezie, mielic je, a wióry sie sypią do kontenerow. Kabaczę zachwycone az klaszcze w łapki.

Obrazek

Z osobowki wysiada dwoch nieco podchmielonych jegomosci, z ktorymi nawiązuje sie miła pogawędka, zakrapiana nieco ziołową wódką. Zwykle wódka z rana, na upale, nie jest moim najbardziej upragnionym napojem, ale tu jakos pasuje. Jakos komponuje sie z wonią mielonego drewna, zgrzytem dzwigu i innych maszynerii oraz pokręconymi nieco opowiesciami miejscowych. Zwlaszcza, ze spozywamy ją z gwinta, wiec kazdy moze sobie dawkowac wielkosc łyków wedle upodobania i nie ma presji aby oproznic kieliszek do konca.

Obrazek

Janes i Waldysz sa miejscowi, z wioski obok. Wlasnie sprzedają wióry Estonczykom. Czemu tamtym opłaca sie jechac taki kawał po wióry? Tego chłopaki juz nie wiedzą i niezbyt ich to interesuje - jest kasa, jest ok. Pytają nas czy nie chcemy kupić lasu. Opowiadają tez o jakiejs wycince drzew w okolicy, ktora przerodziła sie w bijatyke z ekologami. Ponoc sprawa była gruba, skonczyla sie jakimis dwoma ofiarami smiertelnymi, ale nie wiem po ktorej stronie. Janes poruszajac ten temat jest wyraznie zdenerwowany, nieco sie mota i zaczyna wplatac tyle łotewskich słow, ze przestaje go momentami rozumiec. Koles tez twierdzi, ze do dzis bardzo nie lubil Polakow. Spotkał sie z nimi kilkakrotnie w Anglii, gdzie pracował, i za kazdym razem go jakos oszukali. Ponoc my nieco ratujemy wizerunek naszych rodakow i Janes obiecuje opowiedziec w calej swojej wiosce, ze nie wszyscy z Polski sa tacy zli ;)

Na kabaczka oczywiscie mówią “łapoczka” jak wszedzie na wschodzie. Acz wreszcie tu udaje mi sie dowiedziec skad to okreslenie. Bo ponoc byla jakas stara bajka “Czterech synow i doczka- łapoczka” i ze tym slowem okresla sie miłe, małe dziewczynki.

Waldysz dla odmiany stawia sobie za punkt honoru wyznaczyc nam najlepszą droge nad morze i nie moze wyjsc ze zdumienia, ze nie mamy nawigacji. A wlasnie mial w planie nam cos w takowej namotac. Bierze sie zatem za mape, cos maze po niej dlugopisem i wychodzi na to, ze aby dojechac nad łotewskie morze musimy sie cofnac do Wilna.

Gdy sie dowiadują, ze jedziemy do Estonii to zostajemy pouczeni, ze kazdemu napotkanemu Estonczykowi mamy mowic, ze w Lone sprzedaja najlepsze na swiecie wióry. Wiec jakby ktos z czytajacych tą relacje zapragnął nagle wywrotki albo dwóch mielonej łoziny - to wie gdzie ma uderzac i o kogo pytac :)

Objezdzamy sobie jeszcze jezioro dookola. Rzadko mozna spotkac same kobiety zainteresowane wedkarstwem ;)

Obrazek

W Sauka wpadamy na opuszczony palac, iscie jak z Dolnego Slaska!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tylko zabudowania przypalacowe przypominaja, ze jednak jestesmy w zupelnie innym rejonie...

Obrazek

Mijamy po drodze klimaty wiejskie

Obrazek

i osiedlowe...

Obrazek

Obrazek

Miedzy Skriveri a Madliena wpadamy w jakies potworne remonty drog! Ryją jakby tunele na dwa metry wgłąb! Ratunku! Moze oni mieli racje? Moze jednak trzeba bylo jechac przez Wilno? Poki co swiatla sa co 100 metrow i na kazdych stoi sie 5 minut. Piechotą byłoby szybciej. Co chwile jest tez efekt jakby ktos na szybe sypnął łopate piachu. 9 km jedziemy ponad poltorej godziny. Nie lubie pospiechu no ale bez jaj!

Obrazek

Obrazek

W okolicy Lobe skrecamy wiec w boczne drogi na Ogre. Gdzies przed Glazkunis trafiamy na super sklepo-knajpe. Mają tu lane piwo i kwas “zolta beczka” - chyba najlepszy kwas butelkowy jaki dotychczas piłam. Mający w sobie cos z aromatu tego beczkowego - kurcze, rdzy dodaja czy co? :)

Obrazek

Obrazek

Sprzedająca babeczka cieszy sie na nasz widok. Opowiada, ze tez ma polskie korzenie. Jej oboje rodzice byli z Polski, acz nie wie z jakich miejscowosci pochodzili. Dziadkow nie znala. Ona urodzila sie juz tutaj, kilka lat po wojnie. W domu nie uczyli jej mowic po polsku. Umie jedynie sie modlic, do dzis pacierz odmawia sobie po polsku. Zna tez jedna polska piosenke, ale nie chce zaspiewac, bo ponoc nie ma talentu muzycznego, a w sklepie za duzo ludzi i sie wstydzi. Na pytanie czy czuje sie Polką, Rosjanką, Łotyszką czy jeszcze kims innym - mowi, ze nie wie. Ze wiele razy sie nad tym zastanawiała ale nie doszła do zadnych wiążących wniosków. Skadinad ciekawe, ze tak mało wie o swoich rodzicach i ich przeszlosci (praktycznie nic), ze nie mowili do niej po polsku, ze nigdy nie opowiadali w jaki sposob sie tu znalezli i dlaczego... Pachnie to jakąś mocno niewesołą historią…

Sporo czasu spedzamy w przysklepowej, cienistej wiatce, z pękastą butelczyną kwasu, co chwile biegając po lody do sklepu, albo do klimatycznego wychodka nieopodal…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem jeszcze gdzies przy drodze przerwa na popas. Przy starym wagonie, w ktorym ktos kiedys mieszkał.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W srodku widac tapety na scianach, zostaly połamane szafki i kuchenka gazowa.

Obrazek

Obrazek

W jednej z szafek sa listy, pisane piórem, ładnym kaligraficznym wręcz pismem. Kilkanascie długich listow. Zapewne po łotewsku. Zawsze cholernie ciekawią mnie listy z opuszczonych miejsc. Szlag mnie trafia jak nie moge ich przeczytac. Wpadam na genialny pomysł - porobie im zdjecia i moze ktos mi pomoze przetłumaczyc? Albo sama podręcze jakis translator? Przy pierwszej probie pierwszego zdjecia fotka totalnie sie rozmazuje. Jakby załączyl sie długi czas naswietlania, mimo ze kartke polozylam w sloncu. Drugie zdjecie jest totalnie zaczernione. Probuje przeniesc kartke do cienia i zrobic zdjecie z błyskiem. Lampa nie chce sie załaczyc. Przełączam tryb aparatu na manualny, kartke przenosze w slonce, ustawiam krotki czas i… w tym momencie pada bateria. Ładowałam ją wczoraj. To jest niemozliwe. Zmieniam baterie, tzn. probuje. Nowa bateria wyskakuje mi z ręki i wpada w rozpadline w podłodze. Szczelina jest wąska, nie moge jej wydłubac. Długo sie męcze. Gdy w koncu sie udaje wyłuskać zgube to paskudnie rozcinam ręke o kawałek zardzewiałek blachy… Na usta pchają sie slowa, ktorych z grzecznosci tu nie zacytuje. Moze jestem przesądna, ale nie mam odwagi dalej próbowac. Wystarczy. Zrozumiałam w koncu aluzje. Chowam aparat a listy odkładam do szuflady. Moze tak ma byc. Niech ich tresc pozostaje tajemnicą na zawsze…

Miałam jeszcze isc zwiedzic majaczący w zaroslach budynek. Ale juz mi sie jakos nie chce. Cos z tym miejscem jest nie tak.. ;)

Obrazek

Wieczorem na biwaku wkładam “rozładowaną” baterie do aparatu. Działa. I robie na niej zdjecia kolejne 4 dni…

cdn

Posty: 1896
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: "Kto nie ryzykuje szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Postautor: buba » wtorek 10 lip 2018, 00:15

Łotewskie morze podobalo nam sie i w Lipawie, i na Kolce. Tym razem postanowilismy obejrzec polnocną część wybrzeza tego kraju. Mamy namiar na fajne, dzikie biwakowiska miedzy Tują a Kurmrags. Jedziemy wąskimi szutrowymi drogami, mijając kempingi, chaszcze i opuszczone chałupy. Szukamy. W koncu rzuca sie nam w oczy i urzeka nas jedno miejsce. Łąka ze stolikami polozona na samej wydmie. Na skraju łąki drewniany, wiejski domek. W miare pusto. Tylko jakies jedno auto w oddali, jeden namiot i kręci sie jakas parka. Wbijamy. Nagle jak spod ziemi pojawia sie jakas babka. Z tego domku obok. Kasuje nas 5 euro (tęskno mi za łatami, jeszcze ich troche leży w szufladzie) i znika jak sie pojawiła. Jak sie potem okazuje to te polecane, darmowe biwakowiska sa jeszcze z kilometr dalej na polnoc. Acz nie wyszlismy na tym zle - tam bylo bardziej tłoczno.

Obrazek

Obrazek

Rozkladamy sie przy jednym z wielu wypalonych ogniskowych krążków. Gotowaniu pulpy towarzyszy szum fal i wiatru.

Obrazek

Obrazek

Jednak sie da. Mimo, ze to tez eurosajuz ale sie da legalnie rozpalic ognisko na wydmie albo spac w namiocie na nadmorskiej plazy. Da sie nie ująć wszystkiego w sztywne ramy zakazow. Nie tylko w Bułgarii. Tu tez sie da. Tylko u nas nie… Smutne, ze zyjac w kraju mającym dostep do morza trzeba jezdzic za granice by miec to, co bysmy mogli spokojnie miec u siebie - gdyby tylko ludzie nie mieli tak nasrane w głowach...

Ciekawą rzeczą sa wychodki na Łotwie. Bo sa inne. Sławojki z Polski, Ukrainy czy Rumunii mają podobny do siebie ksztalt i kubature. Drzwi zwykle zamyka sie na butach a o rozporostowaniu nóg raczej mowy nie ma. A łotewskie kible sa ogromne! Korzystając mozna zaprosic gosci w charakterze widowni. Tu ów kibel nadmorski.

Obrazek

Tu inne losowo wybrane wychodki łotewskie.

Obrazek

Obrazek

W naszym dzisiejszym kiblu chyba zyje jakis potwór i boją sie aby nie wylazł niespodziewanie ;) Bo “wlot” jest przywalony masywną pokrywą - jedną ręką jej nie przesune.

Obrazek

Na wyposazeniu pola jest rowniez łazienka.

Obrazek

Z drewnem tu dosyc krucho, ale dlugo łażąc po plazy udaje sie pozbierac troche wyrzuconych przez morze bel. Ognicho musi byc! :D

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kladziemy sie spac po 23 a wciaz nie jest ciemno.

Obrazek

Obrazek

Rano budzi nas kogut, ktory musi akurat piać przed zderzakiem busia. Mam przed oczami rosół z jego udziałem. Albo chociaz skrzydełka skwierczące na grillu!

Obrazek

Koło 7 budzi nas gorsza i skuteczniejsza rzecz - upał i zaduch. Otwieram wiec drzwi busia, ale to nie byl dobry pomysł.. Od razu do srodka wdziera sie 20 komarów i jedna kura.

Obrazek

Obrazek

Plaże mają tu fajne i co najwazniejsze - puste.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Kabaczę nie chce budowac zamków ani babek z piasku. Jedyna zabawa to zakopac w piasku siebie.

Obrazek

Obrazek

I znow jedziemy, znow dalej na polnoc. Mijamy Ainasi. Bardzo przyjemne ciche miasteczko, pełne zieleni i drewnianych domów. Nie ma tu w ogole klimatu nadmorskiego kurortu z plastiku, z watą cukrową w herbie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Drewniany jakby dwór! Oj chcialoby sie pobuszowac po strychach i innych zakamarkach!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest tez cerkiew wykonana z ciekawego budulca - roznobarwnego kamienia łączonego z cegła.

Obrazek

Obrazek


Mają tez pomnik gierojów, macki dekomunizacji widac tu jeszcze nie dotarły.

Obrazek

Obrazek

Gdzies tu niedaleko zaczyna sie Estonia. Musimy bardzo uwazac, zeby nie przeoczyc. Tak dziwnie sie teraz z tymi granicami porobiło, ze mozna przegapić....

cdn

Posty: 1896
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: "Kto nie ryzykuje szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Postautor: buba » wtorek 10 lip 2018, 17:35

Przy zachowaniu odpowiedniej czujnosci udaje sie nam nie przegapic wjazdu do Estonii.

Obrazek

Pierwsze wrazenie to jeszcze wieksza przestrzen i spokoj niz na Łotwie. Wioski o drewnianym domkach utopione w zielonosci, nadmorskie osrodki domkow kempingowych w sosnowych lasach, tez jakies takie puste i przestronne. Lasy, lasy, pola czasami. Często sie zatrzymujemy przy drodze, na jakies zdjecie czy siku (efekty wypicia na plaży 2 litrow kwasu sa dotkliwe). I nikt nie trąbi, nikt nie wjezdza nam w zadek. Jakies takie poczucie oprężenia i odpoczynku. Moj ulubiony zapach igliwia wygrzanego słoncem lasu, wiatr szumiący w czubkach sosen i szybko płynące po niebie obłoki na tle błękitu. Czasem jest sie gdzies pare chwil a czuc jakas dobrą energie wyłażącą z kazdego zakątka. Tak… Estonia urzekła nas od pierwszego wejrzenia.

Dominującymi wszedzie kolorami jest niebieski, zielony, czarny i biały. Inne wystepuja niezmiernie rzadko. Ciekawie wyglada na tym tle ich flaga, z ktorej tylko zielen zabrali (moze to wersja zimowa?)

Mijamy zarośniety drewniany dworek. Wyglada na opuszczony. Gdy podchodze jednak blizej nie mam pewnosci. Niby schodki zawalone ale okienko… Okienko mi jakos wyglada podejrzanie.. Nie wchodze do srodka. Nie sprawdzilam jeszcze w rozmówkach jak jest “dzien dobry”. Jak wleze na kogos to bedzie glupio. Co powiem? “Yyyyyyy??”

Obrazek

Obrazek

Malutka cerkiewka gdzies po drodze.

Obrazek

Nie chce sie nam dzis jechac gdzies daleko. W koncu mamy wakacje. Pospiech zawsze to zło, a w wakacje w szczegolnosci. Zajezdzamy na jedno pierwszych od tej strony biwakowisk RMK. Połozone jest wsrod sosen i piachu wydm. Jest tu zakaz palenia ognisk, ale taki zakaz potrafie łyknąć i co najwazniejsze - grzecznie przestrzegac. Sa pobudowane metalowe kominki - i ogien nalezy palic tylko tam.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kazdy kominek ma ruchomy ruszt, zachęcający do gotowania i pieczenia na ognisku.

Obrazek

Obrazek

Gdzieniegdzie w lesie czają sie tez wiaty.

Obrazek

Jest hydrant z wodą. Nie omieszkam wiec zrobic prania.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest kibelek, ktory jest jakims dziwnym mixem wychodka i tojtoja.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wyglada jak klasyczna, wiejska, drewniana slawojka, ale jak zajrzec do dziury to wyglada nie jak szambo ale jakis zamkniety zbiornik. Ale bardzo głeboki wiec nie ma problemow jak w tojkach, ze grubsza potrzeba moze oznaczac ochlapanie całych pleców…

Do plazy mamy 5 metrow ;)

Obrazek

Obrazek

Morze jest tu płytkie i ciepłe jak zupa. Tak… Bałtyk mówili, zimne północne kraje, mówili… Wgłab morza mozna iść chyba z kilometr i woda jest w porywach do kupra. Zeby sie wykąpac trzeba sie polozyc na dnie. Toperz sie śmieje, zebym skoczyła do Finlandii po pocztowki. (mniej wiecej w srodku zdjecia widac bube stojącą w wodzie po kolana)

Obrazek

Dno jest całe pomarszczone, uformowane sa z piasku karbowane falki. Sa twarde jak diabli, łażąc dłużej mozna sobie odbic stopy, jakby chodzic po tarce z betonu!

Obrazek

Obrazek


O plazy mozna zdecydowanie powiedziec, ze nie jest monotonna. Wala sie sporo kamulców wielkosci wszelakiej.

Obrazek

Obrazek

Sa rozlewiska, półwyspy, zatoczki, malenkie wysepki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sa tez jeziorka, rozlewiska albo ślady po takowych, ktore juz wyschły.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rozlewiska sa zarastane przez rozniste glony albo inne podobne żyjątka o barwie czarnej, zielonej lub rdzawej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sporo jest tez glonow czerwonych. Wtedy nawet woda nabiera czerwonego koloru. I w tych miejscach woda jest wręcz gorąca, jak z ciepłego źródła. Malownicze to jest bardzo, ale tez jakies nieziemskie wiec stamtad spierniczam i kolejne czerwone jeziorka staram sie omijać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wiele miejsc wyglada jak siatka maskująca! :D

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Siatka maskująca na moment pierwszych opadów sniegu ;)

Obrazek

Co ciekawe muszelek i bursztynow brak. Do podziwiania sa za to inne rzeczy wyrzucone na brzeg.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Piaskowe desenie...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Odcisk czegos… jakiegos liscia?

Obrazek

Obrazek

To sie ruszało. Jakby oddychało albo pulsowało? Albo mi sie w oczach juz mieliło od tego patrzenia w fale pląsające na tle karbowanej tarki?

Obrazek

A w tym bylo cos naprawde przerażającego! Jakby zatopiona w piasku mumia, probujaca sie wydostac. A patrzac inaczej moze nora jakiegos pająka?

Obrazek

Takie trzy stopki tu byly!

Obrazek

Wieczor mija nam na napawaniu sie biwakowaniem i błogim lenistwie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracamy jeszcze na plaze na zachod slonca. Jest dziwny. Słonce jakos rozlewa sie po niebie. Jego ksztalt jest jakis pląsający. Wyglada troche jak klepsydra. Chwile pozniej jak hantla. A moze tu sa dwa takowe? Kurde, mozna sobie wrozyc ze słonca jak z wosku na Andrzejki! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Porankiem ide do kibelka. I chyba trace okazje na interes zycia. Mijają mnie Holendrzy w kamperze przerobionym chyba z ziła albo innej brzuchatej, starej ciezarowki. Pytaja czy tu mozna biwakowac i komu trzeba zapłacic. No i powiedzialam prawde… Zamiast wołac za nimi “Mnie! Mnie sie placi! 100 euro!”. Holendrzy podziekowali, ale w bezpłatnosc biwaku nie uwierzyli. Albo uznali, ze nie zrozumialam o co pytali? Pojechali dalej i za chwile znowu o cos rozpytywali przy rozlozonych przy plazy namiotach….

cdn

Posty: 1896
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: "Kto nie ryzykuje szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Postautor: buba » czwartek 12 lip 2018, 11:14

W Haademeeste mijamy kosciolek. Wykonany z podobnego budulca jak cerkiew z łotewskiej Ainasi - tez taki ceglano-kamienny. W srodku siedzi babeczka sprzedajaca pocztowki ale chowa sie na moj widok. Troche dziwne zachowanie…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Typowe dla okolicy zabudowania.

Obrazek

Na obrzezach Lihuli toperz mowi, ze chyba mamy problem.. Zjezdza na pobocze i jest grozba , ze dalej nie pojedziemy. Juz chwile wczesniej jakos dziwnie trzęsło ale zrzucilismy to na karb nierownej drogi. Wyglada na to, ze szlag trafil skrzynie biegow. Po chwili okazuje sie, ze jedynka i dwojka w miare działają. W takiej sytuacji wracamy do miasteczka, ktore wlasnie ominelismy. Rozważania “ciekawe kiedy poplynie prom na Saareme” schodzą na dalszy plan. W tej chwili bardziej nas interesuje “czy tu jest mechanik i czy sie z nim dogadamy”. Miasteczko jest nieduze, sporo drewnianych domów stoi rowniez przy glownych ulicach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy wielkich rurach w stanie poćwiartowania pytamy o mechanika. Niestety to nie tu. Kawalek dalej faktycznie jest zaklad mechaniczny. Tzn warsztaty sa ukryte gdzies dalej, a klient ma do czynienia glownie z umalowaną pania na recepcjo-sekretariacie. Mechanik, ktory do nas wychodzi jest bardzo mily. Chyba z pol godziny rozmawiają z toperzem. Ale niewiele z tego wynika. Na samochod nawet nie chce popatrzec. Ponoc jest tak zawalony robotą, ze moze nas wcisnąc za 3 tygodnie. Teraz musi skonczyc robote i jedzie z dziewczyną na łikend. Bo w łikendy sie wyjezdza a nie pracuje. To akurat w pelni potrafie zrozumiec. Skadinad ciekawe, czemu samochody na wyjazdach ZAWSZE muszą sie zepsuc w wolne dni albo swieta? Jednak czekac do poniedzialku tez nie ma sensu - nie są tu po prostu zainteresowani. Nie jest to tez kwestia ceny. Raczej podejscie “hmmm.. Co by tu zrobic, zeby sie ich skutecznie pozbyc”. Mechanik poleca nam wrocic do Parnu, bo chyba tam bedzie najblizszy zaklad mechaniczny. Poza tym tam ma kumpla. Moze do niego zadzwonic to tamten w poniedzialek moze łaskawie rzucic okiem na samochod (jak cos ekstra zaplacimy) ale czy podejmie sie naprawy w skonczonym czasie to tez nie wiadomo. Tam tez pewnie mają kupe nagranej wczesniej roboty. No coz… Chyba nie mamy wyjscia. Bierzemy numer telefonu do goscia z Parnu, drugi numer do firmy holującej i mamy plan zabunkrowac sie gdzies na łikend nad morzem, na jakis dzikich plazach. O ile busio tam dojedzie..

Robimy jeszcze rundke po miescie - a nuz jest jeszcze inny mechanik w Lihuli? Jest. Calkiem niedaleko. Zaklad na pierwszy rzut oka duzo sympatyczniejszy. Wyglada jak warsztat a nie jakies przeszklone biura… Widac hale, podnosniki, kupe żelastwa.

Obrazek

Jak widac nie tylko auta tu naprawiają ;)

Obrazek

No i zapach jak nalezy - metalu, smaru, benzyny.. Mechanik ma miła gębe, ale w ząb nie mozna sie z nim porozumiec, gada wyłącznie po estońsku. Niby ludzie mówia “po co znajomosc języka w podrozy, mozna dogadac sie na migi”. No jasne - pokazujemy, ze chodzi o auto. Mechanik kiwa głową. Wiadomo chyba, ze nie przyszlismy z ochwaconą krową.. Na szczescie jeden z klientow pomaga robic za tłumacza. Nie idzie mu to tez najlepiej, ale do drobnego porozumienia wystarczy. Młody chłopaczek jest bardzo przejęty swoją rolą. Przyjechal wlasnie wymienic opony na letnie (w polowie czerwca!!!!!). Nie wiem czy chłopaczek jest nieogarniety, czy to moze raczej swiadczy o długosci zimy w tych okolicach ;)

Mechanik obiecuje obejrzec busia jak skonczy z autem wlasnie stojącym na podnosniku. Czekamy. Kabak biega od mostku na rowie do pokrywy studzienki, na ktorą gdy sie wskoczy to ona robi “dzyń”.

Obrazek

Ide tez na krotki spacer po okolicy. Zaraz obok sa ruiny sporego koscioła. Wykonany jest z wielkich kamieni i cegieł - tak samo jak cerkiew z Ainasi i kosciol z nieśmiałą babka z Haademeeste.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W cieniu ruin jest tez knajpa, gdzie miejscowi popijają popoludniowe browary.

Obrazek

W koncu przychodzi czas na busia, ktory wjezdza na warsztat… Jako ze nasz poprzedni tłumacz gdzies przepadł (najprawdopodobniej pojechal w swoja strone) podają nam telefon z jakims gosciem, ktory tłumaczy. Mamy spore podejrzenia czy to przypadkiem nie jest ten poprzedni mechanik, u ktorego juz bylismy ;) Naprawą skrzyn sie tu nie zajmują. Nowych skrzyn na wymiane nie mają i nie mają pomysłu skad wziać w tej niewielkiej miescinie. Postanawiają busiowi dolac oleju do skrzyni, licząc ze moze spowoduje to jakies pozytywne efekty. Nie wiem czemu ale ani w busiu ani w skodusi nie ma wskaznika poziomu oleju w skrzyni. Nie ma tez w miare dogodnego sposobu na sprawdzenie tego, zajrzenie czy samodzielne dolanie. Zadnej czerwonej lampki, żadnego bagnecika… Nie wiem czy w innych autach tez to jest taki niedorobiony element?

W scianach mają tu solidne piece.

Obrazek

W warsztacie mają podnosnik ale tylko dla aut osobowych. Busio jest nieco za tłusty na jego gabaryty i mozliwosci. W koncu przy wspomaganiu sie beleczką i lewarkiem (takim jak do wymiany kół) udaje sie podniesc przod busia i zawiesic go w powietrzu. Stan ten jest zdecydowanie nietrwały ;) Mechanik włazi pod busia z miną jakby sie własnie żegnal z zyciem. Przed oczy cisną mi sie kadry z pewnego, internetowego filmiku, gdzie podniesiona kabina tira spada na grzebiącego w silniku kierowce, a podrózujący z nim na stopa wędrowiec zostaje w nieco “niekomfortowej” sytuacji..Bo zostaje w srodku tajgi z trupem, plecakiem ukrytym w szoferce i dylematem “spierdalac czy tłumaczyc sie policji”. Probuje wszelkimi siłami odpędzic od siebie te obrazy z filmu, ale jakos wracają jak bumerang… Skadinad ciekawe, ze teraz wiekszosc zakladow ubrało sie w te podnosniki (w Oławie jest to samo) zamiast mieć kanał. Zwykły kanał. Albo wykopana dziura w podłodze, albo betonowe czy metalowe “górki”, na ktore mozna wjechac. Nie wiem. Widac niemodne, za mało nowoczesne, albo unijnych norm nie spełniają???

Okazalo sie, ze oleju zostało pół szklanki… Mechanik znika gdzies na pół godziny i wraca z dwoma butlami, ktorymi poi busia az do dna. Potem robi busiem rundke po miescie, co bardzo niepokoi kabaka. Malenstwo jest bardzo przestraszone gdy auto znika za zakrętem: “Busio jedzie, busio tam, busio nie ma!!!!” Mechanik wraca z miną nietęgą” “Karobka kaput!” Brzmi to bardzo zle… Chwile pozniej przyprowadza jakiegos goscia, zeby nam opisal sytuacje dokladniej. Na tym etapie okazuje sie, ze nie jest az tak bardzo zle. Czwórke szlag trafil i w ogole nie wchodzi. Trzeba ją omijac. Piątka zgrzyta przy prędkosciach powyzej 70-80 km/h. Inne biegi działają. Poki co… Olej jest dolany, wiec powinno byc lepiej. Na ile? Tego nie tylko estoński mechanik ale zapewne i sam Pan Bóg nie wie. Moze objedziemy Estonie i wrocimy do domu, a moze nie uda sie dotrzec do rogatek miasta. Co robic? Jechac do Parnu i szukac skrzyni? Czy kontynuowac wycieczke w strone wysp? W Parnu zmarnujemy kupe czasu, nawet jak sie uda znalezc skrzynie i ją wymienic to pewnie trzeba bedzie akurat zaczac wracac do domu. I gdzie bedziemy spac w czasie naprawy? Jestesmy durni jak but - namiot zostawilismy w domu. No i nikt nie da nam gwarancji, ze “nowa” skrzynia bedzie lepsza. Nowe skrzynie tez sa uzywane. Ale jak sie okaze, ze jestesmy na srodku drugiej wyspy i działa tylko wsteczny? A wokol tylko lasy i bagna? Czy na wstecznym uda sie dojechac gdziekolwiek? A jak i wstecznego nie bedzie?

Kumpel mechanika rozklada rece. “Kto nie ryzykuje szampana nie pije”. On by jechal dalej. "Działa, jedzie? Nie ruszac! Lepsze jest wrogiem dobrego. Po kiego diabła wam do szczescia czwórka? Ale wybór nalezy do was."

Poki co zrobil sie wieczor. Ruszamy wiec w strone plaż biwakowych koło Matsu. Przemykamy przez malenkie, utopione w zieleni wioski, ktorych w wiekszosci moja mapa nie wykazuje. Co chwile jakies skrzyzowanie. Kierujemy sie sloncem. Buś jedzie. Czasem zawyje na trojce, czasem zaświszcze na piątce. Ale grzecznie jedzie w dal...

We wioskach sa glownie drewniane domy, czasem trafi sie jakis stary blok z białej cegiełki.

Obrazek

Obrazek

Jest nawet wrak samolotu na lokalnym placu zabaw. Kabak kwiczy do hustawek, ja do samolotu.

Obrazek

Ale noc za pasem. Jeszcze sie nie nauczylismy, ze tu to slowo oznacza co innego niz u nas i pospiech zdążenia przed zmrokiem nie jest wcale taki wskazany.

Docieramy do nadbrzeznych wiat. Kolejne cudne miejsce!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest kibel strzezony przez niedzwiedzia. Ciekawe czy tu mają prawdziwe?

Obrazek

Obrazek

Wieczorem kabak domaga sie nocnika. Ale nie chce siadac tam gdzie toperz go postawil. Nocnik ma byc w sloncu i z widokiem na morze! :)

Wczesnym porankiem widzielismy ekipe, ktora myła kibel, zbierała smieci po biwakowisku. Zabrali rowniez nasz worek ze smieciami przywiązany pod okapem wiaty. Oprózniali smietniki i uzupelniali porąbane drewno na ognisko. Jak widac sa inne metody zapewniania czystosci w lasach jak usuwanie/zamykanie w klatkach smietnikow czy ciagle narzekanie na brak kultury w narodzie.

Dobrze, ze w nocy nie bylo jakiejs wichury ;) Dopiero dzis zauwazam, ze stanelismy sobie pod najwieksza iloscia zeschłych konarów chyba w promieniu 100 km ;)

Obrazek

Rano morza nie ma. Tzn. mamy podejrzenia, ze wciaz jest niedaleko bo wszedzie roznosi sie intensywny zapach ryby. Mozna isc tylko na węch. Bo wszystko spowija gęsta mgła.. Plaża w takich okolicznosciach ma kupe uroku!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No to dzis kierunek Virtsu, kierunek prom!

cdn

Posty: 1896
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: "Kto nie ryzykuje szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Postautor: buba » piątek 20 lip 2018, 15:04

Docieramy do Virtsu. Na brzegu morza rozsiadły sie jakies klimaty przemyslowe - hale, kominy, stare hangary. No i wiatraki, za ktorymi niezbyt przepadam, ale tu jakos w miare sie komponują...

Obrazek

Prom na Saareme plywa co chwile i jest strasznie nowy. Wjazd na niego jest jakis taki szeroki, przestrzenny.. Mimo dosc duzego ruchu samochodow, ciezarowek i kursowych autobusow wzrok gdzies błądzi w przestworzach horyzontu. Jest jakos tak płasko i rozlegle. I bardzo niebiesko.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Samochodziki stoją zarówno pod dachem jak i na dziobie. I na balkonikach tez. Pan z chorągiewką pokazuje gdzie kto ma stanąć. Mysmy chcieli na balkoniku ale nas tam nie chcieli ;)

Obrazek

Obrazek

Od razu lece pogapic sie na morze. Sporo ludzi jednak w ogole nie wysiada z aut. Zagłebiają sie w czelusciach swoich smartfonów, zabierają za degustacje przysmakow przewozonych w koszykach albo układaja do snu.

Obrazek

Zakamarki balkoników gdzie udaje mi sie zgubic ;)

Obrazek

Obrazek

Mamy mijanke z promem płynącym z wyspy. Nie wiem co oznaczają motywy na jego boku, ale wygladaja fajnie!

Obrazek

Obrazek

W Angla mijamy drewniane wiatraki. Jest to miejsce bardzo popularne turystycznie, włóczą sie tu tłumy. Jak na Estonie oczywiscie… tzn. jest moze z 50 osob. Nie, nie jest to tłum na miare łikendu majowego w Tatrach czy pogodnej pazdziernikowej niedzieli “na kolorki” w Bieszczadach. Ale i tak nie mamy ochoty w tym tłumie przebywac zbyt długo. Ogladamy wiec tylko zza płotu. Mają tu tez jakies minimuzeum sprzetu rolniczego czy cos w ten desen.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najbardziej podoba mi sie wiatraczek gdzie koles zapycha na rowerku!

Obrazek

Gdzies kawałek dalej przez szose przechodzi dorodny łoś. Niestety ustrzeliłam do dopiero gdy czmychnał na polane.

Obrazek

Od razu suniemy do Triigi sprawdzic jak wyglada sprawa pływadeł na Hiume. Sa tylko (aż?) 3 dziennie. Najblizszy jest wieczorem wiec bylibysmy tam dosyc pozno. Wiec sobie odpuszczamy - pojedziemy jutro w poludnie. Port wyglada jak opuszczony, tylko wiatr wyje w linkach i słupach. Jest dzis prawie upalnie, ale w tym miejscu jest cos zimnego. Brzmi to irracjonalnie i nie umiem okreslic o co chodzi. Ale jakis chłód jest zaklęty w tym nabrzezu, domkach, krajobrazie. Jakby mimo panującego wokol lata widac bylo tchnienie mroznej zimy. Pierwszy raz chyba mam takie dziwne odczucie…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie wiem do czego to sluzy? Moze jak auto chlupnie do morza to sie tym wyciąga? :P

Obrazek

Tymczasem szukamy sobie jakiegos biwakowiska, ktore znajdujemy bardzo nieopodal. Mają tu tez niedaleko cudną chatynke, ktora stoi w sosnowym lesie i z jej okien widac morze. Ma dywan na poddaszu i fajny piec.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ponizej jedyne zdjecie pieca, nawet na pierwszy rzut oka ładne ale cos dziwnego zrobilo z perspektywą. Wygląda jakbym jedną ręką pakowała sztangi a druga uschła… jakbym miala garba na plecach i mięsień piwny rozmiar XXXL … Calosci dopelnia kabaczę, ktore widząc aparat zawsze musi wyszczerzyc sie jak pirania. No ale piec jest, wyszedł korzystnie i ratuje sytuacje :) Jakos tu jest moda, aby piece obkładac wielkimi kamulcami. Moze lepiej temperature trzyma jak i głazy sie nagrzeją? Bardzo fajny patent!

Obrazek


Chatynki strzeze stworek z dzidami w rękach, ktore są tak samo zakrzywione jak jego nochal.

Obrazek

Obrazek


Z malowniczego kibelka tez nie omieszkam skorzystac. W drzwiach jest okrągła dziura. Jakby wejscie dla kota. Cos tam nawet napisali acz przypuszczam, ze kot z pisanego estonskiego kuma tyle co ja..

Obrazek

No ale do chatki nie ma dojazdu. Trzeba by gdzies kilometr przeniesc bambetle a nam sie jakos nie chce. Tak skrajny przejaw lenistwa, ze az glowa boli! ;) Gdzie indziej bysmy dymali do takiej chaty 3 dni i jeszcze sobie chwalili. A tu jest taki kołowrót pieknych miejsc na biwaki, ze mozna przebierac, marudzic i wybrzydzac. Wiec dzisiaj pozostajemy przy wiatach. Na chatkach jeszcze sobie uzyjemy w kolejnych dniach!

Pora jest wczesna wiec sobie łazimy troche po nabrzezu i tupiemy w falkach. Do kąpieli znow sie trzeba kłasc na dnie ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Takie morza lubie - wiecej krów niz turystow!

Obrazek

Biwakowe klimaty - esencja tego wyjazdu!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tu kibel przywiatowy. Przestronny i ze stolikiem. Nie wiem czy zeby sobie jednoczesnie kolacje przyrządzic? Ale biorąc pod uwage gabaryty to spokojnie moze sluzyc za chatke na nocleg :)

Obrazek

Obrazek

Specjalnie nastawiamy sobie budzik, zeby zdazyc na prom. Ale na miejscu sie okazuje, ze nam sie pokiełbasilo. Sprawdzalismy jak plywa z Hiumy na Saareme a nie na odwrot. No i mamy jeszcze poltorej godziny czekania…

Juz płynie!

Obrazek

Obrazek

Ten prom dla odmiany jest dosc malutki (w porownaniu do poprzedniego). Troche sie boimy czy sie zmiescimy. Pierwszenstwo w transporcie mają miejscowi mieszkajacy na wyspach (co jest w pelni zrozumiale) i jakos dzisiaj duzo z nich wlasnie postanawia sie przemiescic. Ale jakos udaje sie upchac i busia!

Morze miedzy wyspami jest rownie płytkie jak wszedzie. Prom płynie wykopanym kanałem oznaczonym bojami! Po bokach toru co chwile widac mielizny tworzace wrecz okresowe wysepki i piaszczyste łachy! Szkoda, ze nie ma jak wysiąść i po takowej pospacerowac :)

Obrazek

Obrazek

W promowym kiblu spotykam dziwna turystke. Probuje sie ze mna dogadac po angielsku, co przy mojej znajomosci tego jezyka ( a raczej jej braku) jest mocno utrudnione. Babka od kilku dni nie moze sie dogadac z Estonczykami wiec widok “innych blach” spowodowalo jej nagłą nadzieje i pobiegla za mna do kibla ;) Pyta czy tam gdzie płyniemy bedzie lotnisko. Bo na jej mapie jest. Bo ona musi juz wracac do domu. Widząc moje okragłe ze zdumienia oczy pyta: “Ale to jest ta duza wyspa?”. Mowie, ze ta poprzednia wyspa byla wieksza i ze mi sie wydaje, ze miedzynarodowe samoloty to tylko z Tallina. Dziewczyna prawie wpada w histerie. Ma jakas dziwną mape, gdzie nawet na najmniejszych wysepkach sa znaczki przedstawiajace samolocik. Nie wiem co to oznacza, ale mam spore podejrzenia, ze nie to czego ona oczekuje. Zrezygnowana siada pod scianą, wodzi palcem po mapie i po chwili sie zrywa i pokazuje mi wyspe Ruhnu. Maleńką wysepke, chyba najbardziej na srodku morza, jaką w estonskich okolicach mozna znalezc. Jezeli by szukac najwiekszego zadupia gdzie najtrudniej sie dostac - to chyba tam wlasnie. Ale na Runhu tez jest znaczek samolotu. Pyta z nadzieją czy ja wiem jak sie mozna dostac na Ruhnu. Sytuacja jak widze jest powazna. Ide wiec po toperza. On moze chociaz z nia pogada i jej jakos wytłumaczy, ze samoloty na dalekie trasy latają przewaznie z miast a nie z rybackich wiosek. Ale jak wracamy dziewczyny juz nie ma. Nie widzielismy jej tez przy wysiadaniu z promu. Nie wiem czy rzucila sie w nurty morskie z rozpaczy czy zaszyła w jakims zakamarku promu? ale cały czas nie umiem jakos ogarnąć tej sytuacji.

cdn


phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Pamiętnik Włóczykija”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość