Kraków - komu bije Dzwon Zygmunt?

Posty: 16538
Rejestracja: niedziela 08 lut 2015, 20:46
Lokalizacja: Sosnowiec

Kraków - komu bije Dzwon Zygmunt?

Postautor: Karolina Kot » środa 08 maja 2019, 23:11

Wysoko na wieży, ponad Katedrą Wawelską, od setek lat wisi pięć zabytkowych dzwonów. Cztery z nich: Półzygmunt, Urban, Kardynał i Wacław zwany też Głownikiem, są znacznie mniejsze.
Panuje nad nimi król polskich dzwonów - Zygmunt.
Odlano go na polecenie Zygmunta I Starego w roku 1520 na miejscu, w Krakowie. Dzieła tego dokonał norymberski ludwisarz Hans Beham. Jego pracownia mieściła się gdzieś w okolicy dzisiejszych Plant, mniej więcej w rejonie Barbakanu, Bramy Floriańskiej i Bramy Sławkowskiej. Spoza miejskich murów dzwon po wystudzeniu przetransportowano na Wawel saniami.
Ważącego grubo ponad 12 ton kolosa, który aż do roku 1999 był największym polskim dzwonem (obecnie jest nim licheńska Maryja Bogurodzica), wciągnięto na wieżę za pomocą lin i wielokrążków z przeciwwagą.
Pierwszy raz Kraków usłyszał jego głos w dniu 13 lipca 1521 roku.

Zawieszanie dzwonu Zygmunta.jpg
Źródło: Wikipedia
Zawieszanie dzwonu Zygmunta.jpg (97.43 KiB) Przejrzano 384 razy


Mistrz Jan Matejko upamiętnił ten historyczny moment na swoim obrazie "Zawieszenie dzwonu Zygmunta". Co ciekawe - istnieje także drugi, znacznie mniej znany obraz Matejki poświęcony tej tematyce: "Król Zygmunt I Stary słuchający dzwonu". Jest to dzieło dużo mniejsze, znajduje się obecnie w prywatnej kolekcji.
Król został na nim przedstawiony w pozie sugerującej "wkurzenie się".

Zygmunt I słuchający dzwonu.jpg
Źródło: Kalendarium Dawnej Prasy
Zygmunt I słuchający dzwonu.jpg (45.73 KiB) Przejrzano 384 razy


Wawelskim dzwonnikom należałoby poświecić osobny wątek. Do rozkołysania dzwonu potrzeba ich od ośmiu do dwunastu. Synchronizując swoje ruchy pociągają za liny z obu stron, wprawiając w ruch drewniane jarzmo usadowione na łożyskach, które są stosunkowo nowe - wykonała je szwedzka firma w latach 20. XX wieku.
Cała konstrukcja nośna, na której dzwon jest oparty, została wzniesiona z drewna i nie ma styczności ze ścianami wieży katedralnej, gdyż drgania mogłyby uszkodzić mury.

Dzwonią „bez sprzeczki, wymówki i zaniedbania”

Zgodnie z zaleceniem króla, dzwon mógł się odzywać tylko w wyjątkowych okolicznościach i mógł być uruchamiany przez dzwonników, którym sam władca powierzył to zadanie.
W 1525 r. dzięki pośrednictwu Seweryna Bonera (1486-1549), starosty bieckiego i burgrabiego krakowskiego, bankiera i zarządcy dworu Zygmunta I, król podpisał układ z cechem cieśli krakowskich, który dawał im przywilej dzwonienia „Zygmuntem”. Układ dokładnie określał obowiązki dzwonników, ich wynagrodzenie w wysokości 1 grzywny srebra oraz kary za zaniedbania i opóźnienia. Mieli oni dzwonić „bez sprzeczki, wymówki i zaniedbania w święta opisane pod karą 12 groszy za każde zaniedbanie lub opóźnienie”. Układ precyzyjnie wyszczególniał wszystkie święta, podczas których „Zygmunt” ma dzwonić. Tak pozostało do dzisiaj. „Zygmunt” dzwoni tylko w najważniejsze święta kościelne oraz z okazji ważnych wydarzeń religijnych i narodowych, chociaż sam układ z 1525 r. obowiązywał do końca XVII. Potem obowiązek dzwonienia kapituła katedralna, która od początku sprawowała pieczę nad „Zygmuntem”, zleciła katedralnym świątnikom. Dziś obsługują „Zygmunta” ludzie należący do krakowskiej elity intelektualnej, którzy tworzą Bractwo Dzwonników Wawelskich. Nie ma tu ludzi przypadkowych. Wszyscy dobrze się znają, są zżyci i darzą się wzajemnym zaufaniem. A to jest niezbędne, bo dzwonienie jest wysiłkiem zespołowym, i trzeba się tego nauczyć. Fach ten przechodzi z ojca na syna. Młodzi, zanim znajdą swoje miejsce w 26 - osobowym zespole, by mogli pociągnąć za liny, na początku muszą się tylko przyglądać i uczyć.
Dzwonień w ciągu roku jest około 25. Dzielą się one na ordynaryjne, a więc obejmujące święta kościelne i państwowe oraz ekstraordynaryjne, nadzwyczajne, które zarządza władza kościelna z okazji ważnych rocznic i dla upamiętnienia historycznych wydarzeń. Dzwonienie standardowe trwa od 7 do 8 minut, nadzwyczajne - 15 minut. Podczas procesji św. Stanisława, „Zygmunt” bije pół godziny. Po każdym dzwonieniu, starym zwyczajem, proboszcz wawelski płaci ustanowioną przez króla „grzywnę”.

Sztuka dzwonienia

Dzwonienie to prawdziwa sztuka. By obudzić dzwon, potrzeba od ośmiu do dwunastu specjalnie do tego przygotowanych dzwonników. Połowa z nich ustawia się od strony Plant, a druga połowa - od strony katedry, trzymając mocno za powrozy. „Zygmunt” - podkreślają - jak prawdziwy monarcha ma swoje kaprysy i jest niebezpieczny. Chwilę nieuwagi można przypłacić nawet życiem. Zdarzyło się, że lina owinęła się wokół nogi niedoświadczonego dzwonnika i porwała go w górę. Spadł na głowę i musiało interweniować pogotowie.
Dzwonnicy przed każdym dzwonieniem na wieży spotykają się pół godziny wcześniej. Muszą ściągnąć liny i zdjąć zabezpieczającą serce belkę. Serce „Zygmunta” - podkreślają dzwonnicy - za każdym razem bije inaczej. Zależy to od wielu czynników - od pogody, od składu dzwonników i od umiejętności odpowiedniego rozkołysania dzwonu. Chodzi o to, żeby „szedł” równo i żeby dokładnie „dobijał”.
W ciągu wielu lat utarł się zwyczaj, że po każdym dzwonieniu dzwonnicy udają się do małej kawiarenki „U Literatów” na ul. Kanoniczej. Mają wtedy okazję, aby porozmawiać i podzielić się spostrzeżeniami na temat dzwonienia. Prezes Tadeusz Bogacz z nowohuckiego Metalodlewu, który odlał nowe serce dla „Zygmunta”, w nawiązaniu do starych cechowych zwyczajów ufundował dla dzwonników stylowy regał i ladę cechu dzwonników.

Źródło

Wieża Zygmuntowska (1).JPG
Wieża Zygmuntowska (1).JPG (48.9 KiB) Przejrzano 384 razy
Wieża Zygmuntowska (2).JPG
Wieża Zygmuntowska (2).JPG (78.05 KiB) Przejrzano 384 razy


Aby dostać się na Wieżę Zygmuntowską w chwili uruchamiania Zygmunta potrzebne jest specjalne zaproszenie. Ogromny mechanizm poruszany za pomocą lin z użyciem sił ludzkich mięśni w ruchu jest bardzo niebezpieczny, wystarczy chwila nieuwagi, by wydarzyło się nieszczęście.
Z tego właśnie powodu - ze względów bezpieczeństwa - turyści na czas dzwonienia są niestety wypraszani.
Załączniki
Widok z Wieży Zygmuntowskiej (1).JPG
Widok z Wieży Zygmuntowskiej (1).JPG (114.19 KiB) Przejrzano 384 razy
Widok z Wieży Zygmuntowskiej (2).JPG
Widok jak z obrazu Stanisława Wyspiańskiego
Widok z Wieży Zygmuntowskiej (2).JPG (77.17 KiB) Przejrzano 384 razy
Widok z Wieży Zygmuntowskiej (3).JPG
Widok z Wieży Zygmuntowskiej (3).JPG (49.35 KiB) Przejrzano 384 razy
Dzwon Zygmunt (2).JPG
Dzwon Zygmunt (2).JPG (37.49 KiB) Przejrzano 384 razy
Dzwon Zygmunt (1).JPG
Dzwon Zygmunt (1).JPG (40.02 KiB) Przejrzano 384 razy
Dzwon Zygmunt (3).JPG
Dzwon Zygmunt (3).JPG (38.03 KiB) Przejrzano 384 razy
Łożyska z lat 20. XX wieku.JPG
Łożyska z lat 20. XX wieku.JPG (55.05 KiB) Przejrzano 384 razy
Schodki na górne partie wieży (2).JPG
Schodki na górne partie wieży (2).JPG (34.07 KiB) Przejrzano 384 razy
Schodki na górne partie wieży (1).jpg
Schodki na górne partie wieży (1).jpg (42.53 KiB) Przejrzano 384 razy
Przygotowywania (1).JPG
Przygotowywania (1).JPG (57.86 KiB) Przejrzano 384 razy
Przygotowywania (2).JPG
Przygotowywania (2).JPG (41.14 KiB) Przejrzano 384 razy
Dzwon w ruchu (2).jpg
Dzwon w ruchu (2).jpg (56.28 KiB) Przejrzano 384 razy
Dzwon w ruchu (1).jpg
Dzwon w ruchu (1).jpg (73.47 KiB) Przejrzano 384 razy
"Wszystko, co dzisiaj było dla nas pamiątką, jutro może być zasypane pyłem zapomnienia. Obowiązkiem żyjących jest zebrać te ułomki i okruchy najdroższych pamiątek przeszłości i w pamięci przyszłych pokoleń zapisać."

Posty: 16538
Rejestracja: niedziela 08 lut 2015, 20:46
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Kraków - komu bije Dzwon Zygmunt?

Postautor: Karolina Kot » czwartek 09 maja 2019, 00:45

W książce Wiktora Zina "Piękno potężne" przeczytałam swego czasu ujmujący opis Zygmunta.
Dzwonnicy potwierdzili, że Zygmunt to przecież instrument muzyczny i umiejętnie się z nim obchodząc można uzyskiwać różne tonacje dzwonienia.

Pan Władysław, klucznik katedralny, zapalił już świece i ma teraz wolną chwilę, którą może poświęcić mnie. Tego zimowego ranka przypomniał sobie peweien epizod, który w obawie przed zapomnieniem chcę Wam przekazać:
- Było ich sześciu. Weszli do Katedry w hełmach brzęcząc żelaziwem. Rozglądali się i szwargotali jak w polu. Dopiero przed Św. Stanisławem - zapewne onieśmieleni jego majestatem - nieco przycichli.
Stanąłem za filarem czekając, co dalej nastąpi. Jeden z nich, najwyższy, piegowaty, zauważył mnie i przywołał do siebie.
- Gdzie dzwon? - zapytał wyciągając z kieszeni zmiętą kartkę papieru, z którego czytał.
- Zygmunt, gdzie wisi?
Myślałem, że chcą go zabrać. Ale śmieszne to było. Poznałem, że tych sześciu grabieży nie potrafi. Powiedziałem wtedy, że ja jestem tylko sługą Katedry, a wszystkim rządzi prałat. Wtedy ten piegowaty zaczął krzyczeć i wywijać pistoletem.
- Pokaż mi drzwi prowadzące do dzwonu, szybko!
- Musiałem otworzyć im drzwi prowadzące do wieży. Kazali mi iść pierwszemu, a oni szli za mną krok w krok. Słyszałem tupot ich podkutych butów, czułem za sobą zapach ich potu i żołnierskiego tytoniu. Krzyczeli, żeby iść szybciej i nie marudzić.
Nigdy wcześniej nie widziałem ich z bliska. To był pierwszy dzień niemieckich rządów w Krakowie.
A później stanęliśmy tutaj, ja z boku, a oni tam, przy sznurach. Kazali mi szeroko otworzyć okna, wtedy unieśli się przy linach i zaczęli dzwonić.

Pan Wacław otarł spracowaną ręką łzy, a ja jak jego sobowtór uczyniłem to samo za nim.
- I wie pan, co później nastąpiło? Gdy rozkołysali Go, odezwał się, bo musiał, ale nie tak, jak zawsze. On płakał, naprawdę płakał. Niemcy coraz mocniej ciągnęli za liny, a dzwon jakimś drgającym i łkającym głosem żalił się, jęczał, prosił, by go pozostawiono w spokoju.
A ja proszę pana - myślałem, że oszaleję. Płakałem razem z Nim. To była Zygmuntowa pieśń na pogrzeb Ojczyzny. Coś wielkiego musi się przydarzyć, żeby dorośli mężczyźni płakali.



W najśmielszych snach nie przypuszczałam, ze kiedykolwiek będzie mi dane usłyszeć dźwięk najsłynniejszego polskiego dzwonu z bliska (a nie słyszałam go na żywo nigdy wcześniej w życiu)
i zobaczyć na własne oczy pracę wawelskich dzwonników.
A w dodatku spotkać się z nimi i porozmawiać przy piwie w jednej z kawiarenek, mieszczącej się tuż obok kościoła pod wezwaniem Świętego Idziego.
We wnętrzu wspomnianej kawiarni znajdziemy elementy nawiązujące do pracy dzwonników, jak również zdjęcia przedstawicieli Bractwa Dzwonników Wawelskich.

Chciałabym bardzo podziękować panom dzwonnikom za tak miłe przyjęcie i możliwość obejrzenia tego niezwykłego spektaklu oraz wykonania zdjęć do fotoreportażu, a także serdecznie pozdrowić mojego Tatę, bez którego nigdy nie znalazłabym się w tym miejscu.
Minęło już kilka godzin, a mnie nadal w głowie dźwięczy głos tego szczególnego instrumentu.
Do końca życia nie zapomnę uczucia, kiedy stojąc na wąskich schodach ponad Zygmuntem, oparta o chwiejącą się rytmicznie balustradę, spoglądałam z góry na śpiewający dzwon, nie potrafiąc opanować łez wzruszenia.
Zygmunt zaczął dzwonić bardzo radośnie (pierwsze uderzenie wyrywa z butów, dosłownie!), zupełnie, jakby się chciał przywitać, niestety, po chwili jego muzyka zmieniła się na żałobną, bo pomimo starań dzwonników zaczął uderzać jednostronnie. Na szczęście końcówka jego pieśni była zdecydowanie tryumfalna.
Będzie dobrze. :)

Ściszcie głośniki. :D
Zróbcie to. Nie żartuję.
"Wszystko, co dzisiaj było dla nas pamiątką, jutro może być zasypane pyłem zapomnienia. Obowiązkiem żyjących jest zebrać te ułomki i okruchy najdroższych pamiątek przeszłości i w pamięci przyszłych pokoleń zapisać."

Posty: 16538
Rejestracja: niedziela 08 lut 2015, 20:46
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Kraków - komu bije Dzwon Zygmunt?

Postautor: Karolina Kot » poniedziałek 15 lip 2019, 11:28

Miło mi poinformować, że nasz forumowy filmik został wykorzystany w materiale telewizji Polsat. ;)

https://www.polsatnews.pl/wideo-program ... 0_6750444/
Od 17:17.

Czas na małą ciekawostkę, związaną z dzwonem Zygmunt.
Jak wiemy, jego głos słychać bardzo rzadko, zaledwie kilka razy w roku. Nie od parady powstało powiedzenie "od wielkiego dzwonu".
Tradycyjnie już Zygmunt śpiewa w sylwestra o północy.
Jednak w roku 2000 dzwon milczał.

Co się wydarzyło?
Okazało się, że podczas dzwonienia w Wigilię dzwonnicy wychwycili fałszywy dźwięk Zygmunta. Dźwięczał jakoś inaczej, niż zwykle.
Obejrzano zabytek bardzo dokładnie i odkryto pęknięcie na sercu dzwonu, wykonanym w zakładach Ludwika Zieleniewskiego w drugiej połowie XIX wieku. Do czasu odlania nowego serca Zygmunt nie mógł wydawać dźwięku.


Królewski "Zygmunt" z katedry na Wawelu nie obwieścił swym biciem nadejścia nowego tysiąclecia. Wyczulone na "granie" dzwonu uszy wawelskich dzwonników wykryły już podczas dzwonienia w czasie Pasterki i Bożego Narodzenia 2000 r., że "Zygmunt" "kulał", brzmiał inaczej niż zazwyczaj. Poddali więc dzwon dokładnym oględzinom. Okazało się, że serce dzwonu, które ma 2,19 m długości i waży ok. 350 kg jest pęknięte. Na wysokości ok. 40 cm od dołu pojawiła się poprzeczna rysa. Prof. Zbigniew Kędzierski, metalurg z AGH, nie miał wątpliwości - "Zygmunt" musi zamilknąć, a pęknięte serce trzeba wymienić na nowe. Dzwon obsługuje 12 dzwonników i gdyby podczas dzwonienia odpadł fragment serca o wadze dochodzącej do 100 kg, to mogłoby to zagrozić ich życiu - podkreśla wawelski proboszcz - ks. inf. Janusz Bielański.

Nie jest to pierwszy "zawał" "Zygmunta". Po raz pierwszy serce dzwonu trzeba było przerobić zaraz po jego wciągnięciu na wieżę 12 lipca 1521 r. Za tę robotę - podają kroniki - w dniu 17 lutego 1524 r. kowal Wit z Kleparza otrzymał zapłatę w kwocie 18 florenów. W sylwestra 1864 r. podczas dzwonienia doszło do prawdziwej katastrofy. Duży fragment serca dzwonu oderwał się i spadł, przebijając wszystkie piętra wieży Zygmuntowskiej, uszkadzając przy tym niżej wiszącego "Kardynała" oraz inne dzwony. Wcześniej jeszcze żelazne serce "Zygmunta" pękło podczas dzwonienia na pożegnanie 1859 r. Usterkę wprawdzie szybko usunięto w warsztacie w Suchej Beskidzkiej i dzwon zadzwonił już na Trzech Króli, ale w 1864 r. znów jego serce pękło i spadając poczyniło wiele szkód na wieży. W 1876 r. dzwon znów zamilkł. Jego serce odlano na nowo w krakowskich zakładach Zieleniewskiego i służyło " Zygmuntowi" aż do Roku Wielkiego Jubileuszu 2000 lat Chrześcijaństwa.

Źródło

Pęknięte serce (1).jpg
Pęknięte serce (1).jpg (65.14 KiB) Przejrzano 77 razy
Pęknięte serce (2).jpg
Pęknięte serce (2).jpg (66.04 KiB) Przejrzano 77 razy
Pęknięte serce (3).JPG
Pęknięte serce (3).JPG (60.78 KiB) Przejrzano 77 razy


Co zastanawiające - pęknięcie serca dzwonu w tradycji uznawane jest za złą wróżbę.
Stare serce z pęknięciem prezentowane jest na Wieży Zygmuntowskiej, poniżej Zygmunta.
Wspinając się na górę warto zwrócić też uwagę na uszkodzonego Kardynała. Fragment dzwonu został oderwany podczas urwania się serca Zygmunta w sylwestra roku 1864.
Załączniki
Okaleczony Kardynał (1).JPG
Okaleczony Kardynał (1).JPG (36.54 KiB) Przejrzano 77 razy
Okaleczony Kardynał (3).JPG
Okaleczony Kardynał (3).JPG (65.39 KiB) Przejrzano 77 razy
Okaleczony Kardynał (2).JPG
Okaleczony Kardynał (2).JPG (41.17 KiB) Przejrzano 77 razy
"Wszystko, co dzisiaj było dla nas pamiątką, jutro może być zasypane pyłem zapomnienia. Obowiązkiem żyjących jest zebrać te ułomki i okruchy najdroższych pamiątek przeszłości i w pamięci przyszłych pokoleń zapisać."


phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Dzwony kościelne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości