Strona 1 z 1

Wolne krowy z Deszczna

: środa 29 maja 2019, 17:02
autor: Karolina Kot
Od dłuższego czasu śledziłam ten temat. Nie jestem wegetarianinem, ale pomysł wybicia tego stada bardzo mi się nie spodobał. Na szczęście wygląda na to, że ktoś przyszedł po rozum do głowy.
Chociaż najbardziej by mi chyba odpowiadało, gdyby to stado pozostawiono w spokoju, oczywiście pod kontrolą.

"Wolne krowy" z lubuskiego nie trafią do rzeźni

"Krowy z Deszczna nie trafią do uboju. Zostaną odizolowane w jednym z państwowych gospodarstw" - poinformował minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.

- Dzikie stado krów z Deszczna nie trafi do uboju, będzie odizolowane w jednym z państwowych gospodarstw - powiedział na konferencji prasowej szef resortu rolnictwa.

Chodzi o stado bydła liczące 170-180 sztuk, które od wielu lat żyje na wolności w woj. lubuskim, wypasając się na polach rolników. Są to zwierzęta niezarejestrowane, nie mają właściciela i nie są pod opieką weterynaryjną.
Pod koniec października powiatowy lekarz weterynarii w Gorzowie Wielkopolskim wydał decyzję, "na mocy której właściciel zwierząt został zobowiązany do zabicia 170 sztuk bydła". W poniedziałek główny lekarz weterynarii poinformował, że "nie ma merytorycznych przesłanek do zmiany decyzji powiatowego lekarza weterynarii w Gorzowie Wielkopolskim".

Stado znalazło się na wolności po tym, jak kilka lat temu uciekło z gospodarstwa swojego właściciela. Z zagrody wymknęło się 10 sztuk. Bydło zaczęło się rozmnażać, w efekcie liczy dziś 170 sztuk.
Służby odpowiedzialne za decyzję o uboju twierdzą, że właściciel zwierząt nigdy nie próbował ponownie zagonić zwierząt na swoją farmę, nie interesował się też losem zwierząt żyjących samopas.

Obrońcy zwierząt zadają pytanie, dlaczego nikt nie interweniował wcześniej, kiedy stado nie zaczęło się jeszcze rozmnażać.


Inna sprawa, czy po tej wspomnianej w artykule "izolacji" czyli tak naprawdę "kwarantannie" krowy nie zostaną jednak przerobione na burgery.
Pewnie tak.

A tu taka ciekawostka: stado zdziczałych krów uchwycone na zdjęciu z Google Maps

Re: Wolne krowy z Deszczna

: środa 29 maja 2019, 18:32
autor: RUBEX
Czy jest jakiś racjonalny powód żeby je zamykać? O ile wiem zdziczałe zwierzęta w wielu rejonach stają się symbolami.

Re: Wolne krowy z Deszczna

: środa 29 maja 2019, 20:08
autor: Karolina Kot
Słuszna uwaga.
W tym przypadku problemem może być wielkość stada, które prawdopodobnie wyrządza szkody okolicznym rolnikom. Niemniej jednak żal byłoby tych zwierząt, tym bardziej że istnieją także inne rozwiązania.

Re: Wolne krowy z Deszczna

: środa 29 maja 2019, 21:37
autor: Eworu
Plus choroby, które mogą przenosić.

Re: Wolne krowy z Deszczna

: piątek 31 maja 2019, 19:22
autor: Karolina Kot
No właśnie, choroby. To wszystko nie jest takie proste.

Ciąg dalszy:

Sprawa zdziczałych krów z Deszczna. UE grozi paluszkiem ministrowi rolnictwa

Unijni urzędnicy krytykują decyzję Jana Ardanowskiego o uratowaniu zdziczałego stada krów z Deszczna. WP dowiaduje się nieoficjalnie, że Polsce grożą teraz wzmożone kontrole systemu rejestracji zwierząt.

- Przeczytaliśmy doniesienia prasowe na temat decyzji polskiego ministra rolnictwa. Nie można w ten sposób obchodzić prawa. Będą ponowne kontrole polskiego systemu rejestracji zwierząt - usłyszeliśmy w biurze DG SANTE, służby bezpieczeństwa żywności i zdrowia Komisji Europejskiej.

Oficjalny komentarz z Brukseli jest już bardziej stonowany. Rzeczniczka Komisji Europejskiej Anca Paduraru podkreśliła, że Polska była już ostrzegana i wzywana do wyjaśnień w sprawie niedawnej afery z ubojem chorych krów. - Naszą podstawową troską musi i zawsze będzie zdrowie naszych obywateli oraz bezpieczeństwo żywności, którą jedzą. Istnieje kompleksowe prawodawstwo UE, władze muszą zapewnić ochronę zdrowia publicznego i zdrowia zwierząt - skomentowała w informacji dla WP.

Zgodnie z unijnymi przepisami o bezpieczeństwie żywności i i zdrowiu zwierząt krowy, które nie mają właściciela lub nie podlegają badaniom lekarskim, powinny być uśmiercone. Krowy z Deszczna mogą chorować na białaczkę albo gruźlicę. Zwierzęta nie przeszły od wielu lat żadnych badań.

Minister znajdzie krowom miejsce. Podobno to stadnina koni w Janowie

Minister rolnictwa Jan Ardanowski niczym pan życia i śmierci poinformował media, że podjął decyzję o uratowaniu od uboju stada ponad 170 zdziczałych krów z gminy Deszczno. - Podjąłem ryzyko. Te krowy będą w jednym z państwowych gospodarstw, gdzie nie ma bydła, żeby coś się nie przeniosło. Będą zatrzymane, karmione, przebadane, sprawdzimy, jaki jest ich stan zdrowotny, będą zakolczykowane, wprowadzone do systemu rejestracji zwierząt - powiedział w środę Ardanowski.

Dodał, że jeśli krowy okażą się zdrowe, wtedy będą mogły zostać przekazane rolnikom. Zaapelował też do organizacji ekologicznych, aby zbierały pieniądze na utrzymanie stada krów.

Minister pokazał, że Polak potrafi. W tym wypadku chodzi o nagięcie przepisów dotyczących systemu rejestracji bydła. Zakłada on, że ani jedna krowa nie może wymknąć się spod kurateli urzędników i opieki weterynaryjnej. Od urodzenia krowy są kolczykowane i nadawana jest im tożsamość, wpisywany właściciel. Z "dowodem osobistym" żyją aż do ostatniej podróży do ubojni.

"Ułaskawione" krowy, uzyskają nową tożsamość i zostaną włączone do systemu. Jednak zostanie zablokowana ich sprzedaż do rzeźni,a nawet sprzedaż uzyskanego mleka. Na tym polega sztuczka polskich urzędników.

Akcja już wzbudza wesołość branży hodowców bydła, którzy nie wyobrażają sobie, że krowy żyjące średnio około 20 lat będą sobie żyć jak emeryturze. Rozchodzi się nieoficjalna informacja, że "państwowym gospodarstwem", o którym wspominał minister jest stadnina koni w Janowie. Są tam obory dla krów.

- Takie stado potrzebuje minimum 50 ha pastwisk, albo kilka ton paszy treściwej dziennie (50 kg na krowę). Do zaopiekowania się zwierzętami potrzeba 2-3 osób. Utrzymać te krowy tak długi czas i to bez możliwości zysku? To będzie kosztowało majątek - wylicza hodowca bydła z Wielkopolski.

Przypomnijmy, że krowy należały do braci Pawła i Mariana Skorupów z Ciecierzyc w woj. lubuskim. Obecnie nie chcą oni brać odpowiedzialności za zwierzęta, bo zapłaciliby wysokie kary administracyjne


Źródło: Wirtualna Polska

Re: Wolne krowy z Deszczna

: poniedziałek 02 mar 2020, 10:40
autor: Karolina Kot
Już nie są wolne, ale za to są bezpieczne:

Wolne krowy z Deszczna znalazły azyl

Stado „dzikich” krów z Deszczna w woj. lubuskim znalazło azyl. Przygarnął je rolnik z Lipek Wielkich w podgorzowskiej gminie Santok. Tam mają spędzić resztę życia. Trwa ich przewożenie. U nowego właściciela mają zapewnione rozległe pastwiska i opiekę – poinformował pełnomocnik szefa Biura Ochrony Zwierząt w Zielonej Górze Bartosz Krieger.

Jak powiedział Krieger, zwierzęta zostały przekazane rolnikowi w ramach realizacji przepadku stada orzeczonego przez Sąd Rejonowy w Gorzowie Wlkp. Na realizatora tego postanowienia zostało wyznaczone Biuro Ochrony Zwierząt (BOZ).

– Przy przekazaniu zwierząt z nowym właścicielem (rolnikiem z Lipek Wielkich - red.) zawarto umowę, która gwarantuje utrzymanie tych zwierząt do ich naturalnej śmierci bez możliwości ich eksploatacji, czyli z tych zwierząt nie będzie pozyskiwane mięso i mleko, a samice nie będą zacielane w celu pozyskiwania cieląt. Zostało to obwarowane odpowiednią karą umowną i prawem do przeprowadzania przez BOZ kontroli w tym zakresie – powiedział Krieger.

Dodał, że zwierzęta są pozbawione tzw. paszportów, co gwarantuje, że od strony formalnej nie będą mogły zostać przekazane do uboju. U nowego właściciela stado ma do dyspozycji duży, otwarty teren. Krowy i cielaki będą tam oddzielone od byków. W stadzie są teraz 193 zwierzęta.

Od końca sierpnia zeszłego roku stado było przetrzymywane za opłatą na łąkach rezerwatu Zakole Santockie należących do jednego z rolników. W minioną środę rozpoczęła się operacja przewiezienia zwierząt do oddalonych o kilkanaście kilometrów okolic Lipek Wielkich. Na łące ustawiono tymczasową zagrodę, do której spędzono krowy. Następnie samochodem ciężarowym, przystosowanym do przewozu zwierząt, są transportowane do nowego miejsca.

– Zostały tam przewiezione już krowy i cielęta. Zostało jeszcze około 60 byków, które nadal znajdują się w Zakolu Santockim. Mamy nadzieję, że w ciągu 48 godzin zostaną przemieszczone w nowe miejsce – powiedział Krieger.

Przez lata żyjące samopas stado się powiększało. Zwierzęta bez pomocy człowieka zdobywały pokarm i przystosowały się do przetrwania zimy. Z roku na rok stawały się jednak coraz większym problemem dla mieszkańców gminy Deszczno. Żywiły się na okolicznych polach i wchodziły w szkodę rolnikom, właścicielom gruntów i posesji. Były też zagrożeniem na lokalnych drogach. W dodatku nie były oznakowane i objęte nadzorem weterynaryjnym.

O rozwiązanie problemu od lat zabiegały władze gminy Deszczno. Właściciel krów ignorował jednak decyzje i nakazy inspekcji weterynaryjnej. W końcu jesienią 2018 r. Powiatowy Lekarz Weterynarii w Gorzowie nakazał właścicielowi stada zabicie i utylizację krów. Podtrzymał tę decyzję sąd cywilny. Okazało się jednak, że właściciel krów nie ma na to pieniędzy.

Na początku maja 2019 r. wojewoda lubuski poinformował, że minister rolnictwa przeznaczył na ten cel 350 tys. zł. Lubuski Wojewódzki Lekarz Weterynarii wskazywał, że stado stanowi zagrożenie epizootyczne i epidemiologiczne, gdyż nie jest znany jego status zdrowotny; w tej sytuacji zgodnie z przepisami unijnymi i krajowymi powinno zostać zlikwidowane.

Gdy informacja o nakazie wybicie stada trafiła do opinii publicznej, uaktywnili się obrońcy zwierząt, którzy apelowali o odstąpienie od tak radykalnego rozwiązania. Do gminy Deszczno przyjechała nawet grupa aktywistów, by pilnować krów. Po licznych protestach w sprawę ratowania zwierząt włączyli się również politycy.

Ostatecznie z końcem maja 2019 r. szef resortu rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski zapewnił, że krowy z Deszczna nie trafią do uboju, ale zaznaczył, że nie mogą być wykorzystywane gospodarsko.

W kwietniu zeszłego roku stado został spędzone do zagrody w gminie Deszczno i przez pewien czas było utrzymywane przez gminę. Krowy zostały tam przebadane i zakolczykowane przez Biuro Ochrony Zwierząt. Po tym jak sąd opiekę na nimi powierzył zielonogórskiemu Biuru Ochrony Zwierząt, rozpoczęły się poszukiwanie docelowego miejsca dla stada. Najpierw ich przyjęcie zaoferował rolnik z woj. zachodniopomorskiego, ale się wycofał.

Od lata zeszłego roku krowy były przetrzymywane na nadwarciańskich łąkach w pobliżu wsi Borek w rezerwacie przyrody Zakole Santockie. Po wielu miesiącach poszukiwań w końcu do BOZ zgłosił się rolnik z Lipek Wielkich, który stał się nowym właścicielem słynnego już w całym kraju stada „wolnych” krów.

Źródło