Pole bitwy pod Byczyną

Miejsca dawnych walk i potyczek, także te zapomniane
Posty: 548
Rejestracja: poniedziałek 23 lut 2015, 00:19
Lokalizacja: Pschow in Preussen

Pole bitwy pod Byczyną

Postautor: Markov » sobota 14 mar 2015, 11:45

Relacja z listu Abrahama Schwalbiusa, nadwornego lekarza arcyksięcia Maksymiliana adresowanego do ojca datowanego 4 lutego 1588 roku w Opolu. Był lekarzem Księstwa Opolsko-Raciborskiego oraz fizykiem miejskim miasta Opola.
W tymże roku natknął się na wycofujące się z Rzeczypospolitej oddziały Habsburga i jego sojuszników i objął stanowisko przybocznego lekarza arcyksięcia, co miało mu zapewnić comiesięczną pensję w wysokości 100 talarów. Funkcję tę pełnił krótko, po przegranej bitwie nie poszedł ze swoim pryncypałem do niewoli.
Schwalbius pisał, że 22 stycznia 1588 roku Maksymilian, na wieść o zbliżaniu się kanclerza i hetmana wielkiego koronnego Jana Zamoyskiego z armią wyruszył jeszcze przed północą z Wielunia w kierunku Byczyny. Marsz odbywał się w bardzo szybkim tempie. Według obliczeń Marka Plewczyńskiego piechota i jazda odcinek około 30 kilometrowy pokonały w 7-9 godzin, czyli w ciągu godziny pokonywano 3 kilometry, w warunkach nocnych i przy silnym mrozie. "Maksymilian całą noc w szyku uchodził. Na polu było bardzo zimno. Do Byczyny przybył 23 stycznia bardzo zmęczony i przemarznięty"
W mieście oczekiwał śląski kapitan Henryk von Waldau z 500 jazdy i 500 piechoty. Gdy Maksymilian wkroczył do miasta von Waldau wycofał się z Byczyny zwalniając miejsce potwornie zmęczonemu wojsku prowadzonemu przez arcyksięcia. W Byczynie miał również znajdować się, a czego nie potwierdza Schwalbius w swojej relacji, pułkownik morawski Bogusław Borzita z 300 rajtarami, 100 arkebuzerami i 500 piechurami.
Dnia 23 stycznia o godzinie 10 wieczorem dotarła wiadomość o nadciągającym wojsku nieprzyjaciela. W sytuacji zagrożenia Maksymilian zwołał radę wojenną, na której jego niemieccy doradcy z Erazmem Liechtensteinem i Engehardem Kurtzem sugerowali dalszy odwrót do Namysłowa, zaś polscy stronnicy byli odmiennego zdania i namawiali wodza do podjęcia bitwy. Abraham Schwalbius skomentował to tak: "arcyksięciu odradzali łajdacy, podli luźni Polaczkowie, którzy tego pobożnego Pana chcieli przekazać w ręce wroga. Pobożny Pan usiadł smutny i powiada: Gdyby tylko tu byli moi Węgrzy. W tym momencie umyślny przynosi wiadomość że przybyli Węgrzy i Morawianie i że znajdują się o jedną milę od Byczyny" Posiłki węgierskie przyprowadził Walentyn Prepostvary (500 jazdy i 1190 piechoty). Razem z nimi przybyły też posiłki morawskie i śląskie (800 ludzi, w tym 500 rajtarów). Dodatkowo siły arcyksięcia zasilił oddział piechoty śląskiej z Kluczborka liczący 600 ludzi.
W tej sytuacji Maksymilian zdecydował się na przyjęcie bitwy. Wojsko arcyksięcia rozstawiono frontem do gościńca królewskiego wiodącego z Byczyny do Uszyc (dzisiejsza DK 487), spodziewając się przybycia nieprzyjaciela właśnie z tego kierunku. Zamoyski, przybywszy do Uszyc zorientował się, że Maksymilian oczekuje go na gościńcu, wobec tego skierował swoje wojsko w niedzielę 24 stycznia boczną drogą z Uszyc przez Sierosławice. Droga prowadziła przez mostek na bezimiennej rzece i groblę. Przejście przez taki teren długą i wąską kolumną stwarzało ogromne zagrożenie, wróg mógł bowiem nagłym atakiem zepchnąć polskie wojska w okoliczne bagna. Mimo że nieprzyjaciel znajdował się zaledwie ćwierć mili dalej uszykowany do boju, Zamoyski podjął świadomie ryzyko, bo frontalny atak głównym gościńcem wprost na paszcze dział i muszkietów musiałby skończyć się masakrą. Ponadto Maksymilian stracił swoje "oczy", dzień wcześniej bowiem wysłany podjazd pod dowództwem Hołubka i Koniecpolskiego pod wsią Uszyca solidnie "przetrzepał" i zmusił do rejterady kilka lekkich chorągwi polskich sojuszników Habsburga.
Winą za ten błąd taktyczny, jakim było dopuszczenie do przeprawy nieprzyjaciela na skrzydle całej armii Schwalbius obarcza oczywiście Polaków - stronników Maksymiliana, których lekkie chorągwie miały pełnić służbę zwiadowczą i ubezpieczającą i w żadnym wypadku nie powinny były dopuścić do takiego rozwoju sytuacji.
Faktem jest, że wytrawny wódz jakim był Jan Zamoyski pierwszy sukces odniósł zanim rozpoczęła się bitwa, a było nim oskrzydlenie nie przyjacielskiej armii i przejęcie inicjatywy strategicznej.

Mostek i grobla prowadząca przez moczary nieopodal wsi Sierosławice. Może to właśnie tędy przeszła armia Zamoyskiego.
Obrazek

W oddali zabudowania Sierosławic
Obrazek

Miejsce mimo upływu wieków chyba nie zmieniło się bardzo. Moczary po obu stronach grobli mogły stać się miejscem klęski Zamoyskiego, tu widać jak wielkie ryzyko podjął prowadząc wojsko niemalże pod nosem nieprzyjaciela przez tak niesamowicie wąskie gardło.
Obrazek

Widok na podmokłą dolinę ze szczytu wzgórza 217,7, głównego punktu oparcia armii Maksymiliana i jednocześnie stanowiska dowodzenia arcyksięcia. Może to właśnie stąd patrzył na rozwijające na polach szyki chorągwie Zamoyskiego kolejno schodzące z grobli.
Obrazek

Na zboczach wzgórza, tu gdzie śnieg, stały oddziały lewego skrzydła armii Maksymiliana. Na nie na samym początku bitwy uderzyli kozaccy harcownicy odpędzeni bez trudu przez niemieckich arkebuzerów. Niemal natychmiast szerokim łukiem mierzącym we flankę Niemców ruszają lekkie chorągwie polskiego prawego skrzydła. Zamoyski nie docenił jednak przeciwnika. Świetnie wyszkolone dwa hufce arkebuzerów błyskawicznie zmieniają szyk i potężna formacja pięciuset jeźdźców utworzyła zionący ogniem karakol, o który rozbijały się kolejne ataki chorągwi kozackich i tatarskich. To gdzieś tutaj zginął przeszyty kulami rotmistrz Hołubek pędząc na czele swych Kozaków do szaleńczego ataku.
W pogoń za uchodzącymi Kozakami rzuciła się samorzutnie jazda niemiecka i morawska, jednocześnie w kierunku polskiego centrum ruszają husarze Stadnickiego, polskiego stronnika Maksymiliana. Wtedy Zamoyski zadaje potężny cios. Do boju ruszają chorągwie husarskie prawego skrzydła i centrum roznosząc ścigającą Kozaków konnicę i świetnie dotychczas bijących się arkebuzerów - ci popełnili śmiertelny błąd - porzucając karakol ruszyli do szarży na białą broń. W starciu z rozpędzoną husarią nie mieli żadnych szans. Ta zaś po rozbiciu Niemców z pełnym impetem uderza w centrum wojsk Maksymiliana, jednak tu karakol z około tysiąca rajtarów i arkebuzerów powstrzymuje szarżę ogniem.
Na piechotę niemiecką i śląską uderzają piechurzy z oddziałów Wybranowskiego i wiążąc ją walką uniemożliwiają wsparcie dla własnej kawalerii. Zamoyski rzuca wtedy do boju husarzy następnego rzutu centrum oraz resztę Kozaków z prawego skrzydła, a dla wzmocnienia efektu uderzenia również pierwszy rzut skrzydła lewego, Kozaków Stanisława Żółkiewskiego, Siedmiogrodzian Zygmunta Batorego (bratanka króla Stefana) i 1200 piechoty węgierskiej Alberta Kiralyego.
Centrum wojsk Maksymiliana chwieje się pod ciosami, rajtarzy idą w rozsypkę, a lewe skrzydło już nie istnieje...

W oddali wieś Roszkowice.
Obrazek

Oraz folwark w miejscu zwanym Piekło. Widać tez drogę prowadzącą do Byczyny, wtedy trakt królewski.
Obrazek

To w tych miejscach rozstrzygnęły się losy bitwy.
Obrazek

Obrazek

Ostatnią szansą Maksymiliana było wykorzystanie faktu ukośnego ustawienia swoich wojsk w stosunku do chorągwi polskich i uderzenie 500 węgierskich husarzy Walentyna Prepostvaryego z boku w polskie lewe skrzydło i centrum. Węgrzy po drodze roznoszą chorągiew Batorego. Wtedy Zamoyski rzuca do rozstrzygającego boju pozostałe rzuty wojsk centrum i swego lewego skrzydła, ponad tysiąc zakutych w zbroje jeźdźców. Polskie chorągwie husarskie uderzają w bok atakującej jazdy węgierskiej rozbijając ją i zmuszając do bezładnej ucieczki.
I to był koniec bitwy. Maksymilianowi pozostało co prawda sześć setek rajtarów i setka morawskich arkebuzerów, jednak ci byli zbyt oddaleni od pola walki by udzielić pomocy masakrowanym Węgrom. Ponadto żołnierze i ich dowódcy od dłuższego czasu z przerażeniem obserwowali uchodzące w panice z pola bitwy niedobitki kolejnych oddziałów i w obliczu przegranej nie mieli już ochoty położyć głów pod husarskie szable. Zresztą sam arcyksiążę, przestraszony perspektywą odcięcia drogi odwrotu przez grasujące już na tyłach jego wojsk oddziały Kozaków i Tatarów wydał rozkaz odwrotu za zbawcze mury Byczyny.

Droga w kierunku Byczyny. Bezładne grupki śmiertelnie przerażonych żołnierzy arcyksięcia uciekają w kierunku bezpiecznych zdawałoby się murów miasta, byle dalej od potwornej rzezi i szalejących polskich jeźdźców.
Obrazek



Abraham Schwalbius dość tendencyjnie zawyżał liczbę żołnierzy Zamoyskiego szacując ją na 12 tys oraz dodatkowe 3 tys w odwodzie, równoczśnie szacując siły Maksymiliana na 5 tys żołnierzy. Marek Plewczyński w swoich badaniach liczbę wojsk Maksymiliana ocenił na 6500, a Zamoyskiego na 6000 żołnierzy, z tym że w liczbie tej mogło być aż 2 tyś husarii, co było siłą ogromną.
W relacji Schwalbiusa można znaleźć też wzmianki na temat czasu trwania bitwy i liczby ofiar. Podaje, że w ciągu 15 minut "3077 ludzi zakłuto, zastrzelono czy zarąbano". Według innych źródeł bitwa trwała 45 minut. Liczba poległych podawana przez medyka zdaje się jednak być wiarygodna.
Zdzisław Spieralski i Jan Wimmer oceniają straty obu stron na około 3 tys ludzi, w tym 1800 Węgrów i Polaków oraz 1200 Niemców ( w tej liczbie zdaje się Morawianie i Ślązacy).
Marek Plewczyński z kolei w swych obliczeniach podaje, że na pobojowisku pozostało ok. 3500 żołnierzy Maksymiliana i ok. 1000 Zamoyskiego.
Dość istotne jest polecenie wydane przez Jana Zamoyskiego w dniu 25 stycznia 1588 roku byczyńskim rajcom dotyczące pochówku poległych w bitwie. Według Abrahama Schwalbiusa pochowano wtedy około 2500 ludzi. Tak ogromna liczba poległych może świadczyć o wielkiej zaciętości walk, ale też o trudnych warunkach atmosferycznych, już podczas marszu z Wielunia do Byczyny wspomina się o dużym mrozie, wskutek którego wielu rannych nie doczekało sie zapewne pomocy.
Wedle uczestniczącego w bitwie kronikarza Marcina Bielskiego żołnierzy hetmana "mało zginęło, rannych tylko a postrzelonych, zwłaszcza w ręce a w nogi, było najwięcej, które wszystkie do Wielunia wzięto opatrzeć". O rannych żołnierzach armii Maksymiliana nic nie wspomina. Można się tylko domyślać ich losu...
Strona polska zdobyła w bitwie 32 chorągwie rot i 14 piechoty, w tym również chorągiew arcyksiążęcą, która do dzisiaj znajduje sie w zbiorach na Wawelu. Łupem zwycięzców padło również około 30 dział, które zostały użyte podczas krótkiego oblężenia Byczyny.




Kanclerz i hetman wielki koronny pisał spod Byczyny:
"Zaleciwszy wierne służby swe w miłościwą łaskę WKMci, Pana mego miłościwego, zdrowia dobrego, fortunnego i szczęśliwego powodzenia od Pana Boga Wszechmogącego WKMci życzę. Oznajmuję WKMci iż dnia wczorajszego przybył arcyksiążęciu Maksymilianowi Prepostwary ze czternastąset pieszych i ośmnastąset koronnych Morawców i Ślązaków. Miał wojska sześć tysięcy pewnie, które było większe niż wojsko WKMci, a dwiema huffy harkabuzyrów bardzo potężne. Zwiedliśmy bitwę z sobą pod Byczyną. Ach, było co czynić z tymi rajtarami, atoli P. Bóg dał zwycięstwo. A co większa, iz po bitwie arcyksiążę wstąpił do miasteczka. Przy nim ks. biskup kijowski (Jakub Woroniecki), wojewoda poznański (Stanisław Górka), marszałek nadworny(Krzysztof Zborowski), Ciołek, Proński (Aleksander Proński, chorąży wielki litewski), dziekan Czarnkowski, Żołądź, Pękosławski. I jest już arcyksiążę w ręku i ci wszyscy(...). Brat mój, pan Żółkiewski, postrzelon, Hołubek zabit. Karchowski przez obiedwie ręce przestrzelon. Towarzyszów też z niektórych rot i pacholików. Srogie było starcie, z tym zwłaszcza huffy arkabuzerskimi. Nieprzyjaciela na dwie mili bito, jeszcze ciał nie policzono, impedimenta wszystkie naszym sie dostały.
Spod Byczyny 25 Januarii 1588.
WKMci, Mego Miłościwego Pana Rada i Służebnik.
Jan Zamoyski, h(etman) i k(anclerz) koronny.

Mury Byczyny nie na długo jednak zapewniły schronienie rozbitkom.
Obrazek

Byczyna została otoczona przez wojska polskie. Pisze Abraham Schwalbius: "Podprowadzono działa które tak haniebnie pozostawiono na polu i żadnego nie użyto" Rozpoczął się szturm na bramy miejskie. W nocy 24 na 25 stycznia 1588 roku ogień płonących zabudowań przedmieść ogarnął miasto. Piechota siedmiogrodzka przypuściła atak wdzierając się na mury i rąbiąc siekierami bramy. Szturm co prawda został odparty, jednak wstrząsnął obrońcami. W tej sytuacji arcyksiążę arcyksiążę postanowił rozpocząć z Zamoyskim pertraktacje. W imieniu arcyksięcia miał je prowadzić Stanisław Ciołek w towarzystwie Aleksandra Prońskiego i niemieckiego dostojnika Jana Logi.
Oczywiście również tu Schwalbius wietrzy spisek, oskarżając Stanisława Ciołka o zdradę, podejrzewając go o spotkanie z Zamoyskim w noc poprzedzającą bitwę.
Opisał też moment spotkania Zamoyskiego i Ciołka pod murami Byczyny: "Gdy ten wyszedł z miasta kanclerz zsiadł z konia, obejmując go i całując"
W czasie trwania pertraktacji na rozkaz arcyksięcia spalono trzy skrzynie z listami i rejestrami, uprzednio zlikwidowano też tajne dokumenty.
Zamoyski zażądał natychmiastowego poddania się Maksymiliana narzucając pozostałe warunki zawieszenia broni, próba ich negocjacji spełzła jednak na niczym i wobec ponownego ciężkiego ostrzału artyleryjskiego arcyksiążę zmuszony był skapitulować.
Według relacji Schwalbiusa około 6 rano wraz z Maksymilianem Byczynę opuścili Stanisław Górka, wojewoda poznański, Andrzej Zborowski, marszałek nadworny koronny, Jakub Woroniecki, biskup-nominat kijowski, Aleksander Proński, chorąży litewski, Stanisław Czarnkowski, dziekan gnieźnieński, Erazm Liechtenstein, Engelhard Jakub Teuffel, Jakub Lobel, Franciszek Keinhiller, Fryderyk Hoffman. Wielu z nich czekała długa niewola i sąd królewski, inni odzyskali wolność po złożeniu przysięgi i okupu. Niektórych zaś, jak niejakiego Tomasza Żołędzia, "wolno puszczono, że chudzina i nie broił nic"

W dniu 25 stycznia do miasta wkroczyły oddziały Zamoyskiego, skontrolowano wszystkie rzeczy pozostawione przez Maksymiliana, spisano je i zapieczętowano.
Do niewoli dostało się również około 1500 żołnierzy arcyksięcia, którym wkrótce zwrócono wolność po uprzednim złożeniu przysięgi, iż w ciągu 14 dni nie podniosą broni przeciwko Rzeczypospolitej. Wszyscy ci żołnierze opuścili miasto żegnani przez hetmana, który wyznaczył 100 konnych niemieckich i 100 kozaków jako ochronę przed Tatarami rabującymi wioski wokół Byczyny. Oddziały ochrony miały odprowadzić byłych żołnierzy Maksymiliana w kierunku Namyslowa, i jak wspominał Schwalbius, prowadziły ich właśnie w obawie przed Tatarami okrężną drogą.
Byczynę, wbrew rozkazowi Zamoyskiego, podpalono. Pożar pochłonął całe miasto, pozostały tylko dwa domy, ratusz i kościół. Oddziały kozackie i tatarskie dopuszczały się rabunków, torturowały mieszczan nie wyłączając burmistrza Marcina Mołdrzyka i sekretarza miejskiego Jana Mączki. Wszystkie te żołnierskie swawole miały sie odbywać bez wiedzy Jana Zamoyskiego. Jeszcze 27 stycznia trwały grabieże, kilku bogatych patrycjuszy Polacy uprowadzili dla okupu. Ten sam los spotkał kilka innych miejscowości, gdyz zagony lekkiej jazdy kozackiej i tatarskiej do których przyłączyło sie wielu zaciężnych z pokonanej armii rozbiegły się po Śląsku docierając aż do Wrocławia. Spłonął Kluczbork i kilka innych miast, ponad 100 wsi i 54 dwory. Taki rozwój wydarzeń zaniepokoił nieco Zamoyskiego, który obawiał się zdecydowanej reakcji cesarza i dlatego 29 stycznia w liście do biskupa wrocławskiego zapewniał, że nie ma mowy o żadnym otwartym konflikcie zbrojnym między Polską a Śląskiem.


I miejsce niezwykle intrygujące. Zagajnik na szczycie wzgórza. Widać, że od bardzo dawna nie jest użytkowane rolniczo, i nie wiadomo dlaczego. Wokół pola a ten niewielki kawałek ziemi nie wiedzieć czemu od dziesiątek albo setek lat nietknięty pługiem. Zdaje się że nikt nigdy żadnych badań archeologicznych tu nie prowadził, a że tutejsza ziemia coś kryje świadczą głębokie wykopy różnej maści "poszukiwaczy".
Może to tu spoczęły ofiary bitwy i pozostał ślad tego w miejscowej tradycji? Podobnie jak nieformalna nazwa wzgórza - Wzgórze Śmierci i miejsce po drugiej stronie drogi, gdzie folwark - Piekło.
Obrazek

I skład walczących wojsk.
Skład wojsk za: Plewczyński Marek, Bitwa pod Byczyną 24.01.1588, „Studia i Materiały do Historii Wojskowości”, t. 1/XVII, Warszawa 1971.

WOJSKA KS. MAKSYMILIANA HABSBURGA
Siły niemieckie i polskie oszacowane "hipotetycznie", część dowódców również.

A. Rajtaria:
- rota niemiecka Erazma Lichtensteina 100 koni
- rota niemiecka Melchiora Redera 100 koni
- rota niemiecka Bernhardswalda 100 koni
- rota śląska Wilhelma Oppersdorfa 700 koni
- rota śląska Henryka Waldau 200 koni
- rota morawska Bogusława Borzity 300 koni
- rota morawska Fridricha Żerotina 300 koni
Razem: 1800 koni

B. Arkebuzeria:
- rota niemiecka Wenzla Brauna 200 koni
- rota niemiecka Wenzla Geisa 30 koni
- rota morawska 300 koni
- rota morawska Jana Hodejowskiego 100 koni
Razem: 630 koni

C. Jazda lekka [kozacka? - W.J.]:
- rota polska Floriana Suchorabskiego 50 koni
- rota polska Krzysztofa Konickiego 50 koni
- rota polska 100 koni
- rota węgierska 30 koni
Razem: 230 koni

D. Husaria:
- polska Stanisława Stadnickiego 200 koni
- polska Stanisława Górki 100 koni
- polska [Zborowskiego? - W.J.] 50 koni
- węgierska Walentyna Prepostvarego 500 koni
Razem: 900 koni

E. Piechota (stan/strzelcy/pikinierzy):
- rota niemiecka landsknechtów Engeharda Kurzta 400/200/200
- rota śląska 400/100/300
- rota śląska z Kluczborka 600/200/400
- rota morawska Jana Hetzera 500/200/300
- rota polska 200/200/0
- rota węgierska 1190/600/590
Razem: 3290/1500/1790
Prawdopodobnie cztery działa ciężkie i kilkanaście falkonetów.

WOJSKA JANA ZAMOYSKIEGO

A. Husaria:
- chorągiew Mikołaja Urowieckiego 200 koni
- chorągiew Piotra Łaszcza 150 koni
- chorągiew Stanisława Bykowskiego 100 koni
- chorągiew Stefana Grudzińskiego 100 koni
- chorągiew Stefana Kazimierskiego 100 koni
- chorągiew Aleksandra Koniecpolskiego 100 koni
- chorągiew Ka[cpra?] Maciejowskiego 100 koni
- chorągiew Piotra Myszkowskiego 100 koni
- chorągiew Joachima Osieckiego 100 koni
- chorągiew Stanisława Pękosławskiego 100 koni
- chorągiew Jana Pieniążka 100 koni
- chorągiew Mikołaja Sobockiego 100 koni
- chorągiew Baltazara Stanisławskiego 100 koni
- chorągiew Broniowskiego 100 koni
- chorągiew Karnkowskiego [biskupa?] 100 koni
- chorągiew Ligęzy 100 koni
- chorągiew podskarbiego (Jana Dulskiego) 200 koni
Razem: 1950 koni

B. Rajtaria:
- Henryka Ramela 100 koni
- szkocka 100 koni
Razem: 200 koni

C. Siedmiogrodzianie:
- Jana Bornemiszy 100 koni

D. Jazda kozacka:
- Gabriela Hołubka 200 koni
- Jerzego Farensbacha 200 koni
- Andrzeja Zebrzydowskiego 150 koni
- Jana Prusinowskiego 150 koni
- Jana Zamoyskiego 100 koni
- Chańskiego 100 koni
- Jaskoleckiego 100 koni
- Stanisława Żółkiewskiego 100 koni
- Andrzeja Karchowskiego 70 koni
- Łaszcza 100 koni
- 2 chorągwie Pszonki 200 koni
Razem: 1470 koni

E. Jazda tatarska:
- Stanisława Przerębskiego 200 koni
- Abramowicza 200 koni
- Jakuba Potockiego 100 koni
Razem: 500 koni

F. Piechota:
- 2x wybraniecka Wawrzyńca Wybranowskiego 500 ludzi
- 2x polska zaciężna Łysakowskiego 500 ludzi
- polska zaciężna Siemaszki 100 ludzi
- 6x węgierska Alberta Kiraly'ego 1200 ludzi
Razem: 2300 ludzi
Źródła nic nie wspominają o liczbie dział.

Posty: 548
Rejestracja: poniedziałek 23 lut 2015, 00:19
Lokalizacja: Pschow in Preussen

Re: Pole bitwy pod Byczyną

Postautor: Markov » sobota 14 mar 2015, 12:01

Godzi się wspomnieć o niektórych uczestnikach bitwy.
Dowódcą jednej z chorągwi kozackich w wojskach Zamoyskiego był późniejszy hetman Stanisław Żółkiewski. Rana odniesiona w tej właśnie bitwie spowodowała że kulał do końca życia.

Natomiast wspaniałe żołnierskie życie innego uczestnika bitwy zakończyło się właśnie tutaj. Rotmistrz Hawryło Hołubek, również dowódca kozackiej chorągwi, poległ w początkowej fazie bitwy.
http://tpl-lukus.kepno.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=21&Itemid=1


phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Pola bitew”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość