Pole bitwy pod Braciszowem

Miejsca dawnych walk i potyczek, także te zapomniane
Posty: 659
Rejestracja: poniedziałek 23 lut 2015, 00:19
Lokalizacja: Pschow in Preussen

Pole bitwy pod Braciszowem

Postautor: Markov » środa 27 maja 2015, 01:24

Na przegapioną parę dni temu rocznicę...

Rok 1744 miał przynieść królowi Fryderykowi wielki tryumf. Wybitny ten władca nakreślił błyskotliwy plan rzucenia na kolana habsburskiej potęgi i zabezpieczenia po wsze czasy świeżego i jakże cennego nabytku - Śląska. Zakładal on wkroczenie do Czech, zajęcie Pragi i później razem z ze sprzymierzoną francuską armią - koncentryczny marsz na Wiedeń. By nie alarmować przeciwnika król zdecydował się nie koncentrować wojsk i uderzyć kilkoma mniejszymi zgrupowaniami, i już w sierpniu tego roku w granice Austrii wlały się trzy pruskie armie - z Brandenburgii przez sprzymierzoną a Austrią Saksonię, z Łużyc i ze Śląska. Zgrupowania miały połączyć się w okolicach Pragi, co nastąpiło w początkach września. Po dwóch tygodniach padła oblężona stolica Czech. Niedługo potem Fryderyk z całą potęgą armii wymaszerował w kierunku Budziejowic, by tam oczekiwać na ruch Francuzów znad Renu. Niestety, ci odpłacili pruskiemu królowi pięknym za nadobne, i nie wypełnili sojuszniczych zobowiązań i nie ruszyli na Wiedeń. W kierunku Czech za to ruszyły znad Renu główne siły armii austriackiej pod wodzą księcia Karola Lotaryńskiego i feldmarszałka Trauna.
Sytuacja wojsk pruskich w Czechach stawała się z każdym dniem jesieni coraz trudniejsza. Armia austriacka wisiała złowrogim cieniem nad wojskami pruskimi, zaś jej faktyczny dowódca, feldmarszałek Traun słynął z kunktatorstwa i unikał walnej bitwy słusznie uznając że czas dzała tylko na jego korzyść. Świetnie spisywały się wyspecjalizowane w tzw. małej wojnie oddziały austriackiej lekkiej kawalerii, jej zagony przejmowały transporty i magazyny wojsk pruskich, rozbijały oddziały aprowizacyjne, wyłapywały kurierów, uniemożliwiały prowadzenie rozpoznania. Zła jesienna pogoda, głód i choroby zaczęły dziesiątkować armię pruską, poważnym problemem stała się dezercja, zwłaszcza wśród żołnierzy pochodzenia cudzoziemskiego. W tej sytuacji i wobec nadchodzącej zimy król Fryderyk podjął decyzje o odwrocie w kierunku Śląska. Niestety, 3 tys żołnierzy pruskich z załóg Budziejowic i Taboru padło łupem Austriaków, jedynie załoga Pragi po dramatycznym marszu zdołała wyrwać się z matni, tracąc jednak całą ciężką artylerię.
Prezydent prowincji śląskiej von Munchow widząc to co wracało z Czech a było jeszcze nie tak dawno świetną armią, pisał: " Nie mamy właściwie już armii, a to co mamy nie jest niczym innym jak kupą ludzką trzymaną razem przez nawyk i autorytet oficerów" Na szczęście ocena jego była nazbyt surowa. Żadna z wielkich jednostek nie została rozbita, a rozłożone na leżach zimowych na Śląsku wojska były w szybkim tempie uzupełniane ludźmi, sprzętem i wierzchowcami, odbudowana została dyscyplina, tak że na wiosnę 1745 roku armia Fryderyka Wielkiego znowu była siłą zdolną rzucić na kolana każdego przeciwnika.
Tymczasem cesarzowa Maria Teresa sądząc że armia pruska nie zdołała jeszcze podnieść się z klęski, wymogła na swoich dowódcach inwazję na Śląsk. Na to tylko czekał Fryderyk licząc że uda się mu wciągnąć przeciwników w pułapkę i w walnej bitwie na swoich warunkach rozstrzygnąć wojnę i w tym celu rozpoczął koncentrację swojej armii w okolicach Ząbkowic Śląskich. W tej sytuacji potrzebny był każdy żołnierz, a zwłaszcza 8-9 tys korpus margrabiego Karola Brandenburg-Schwedta obsadzający przygraniczny Krnow.
Niestety, kurierzy wysyłani z rozkazami byli wyłapywani przez wojska austriackie i lekką kawalerię węgierską blokujące miasto. W tej sytuacji Fryderyk wysłał z rozkazami pułkownika Hansa Joachima Ziethena z pięcioma szwadronami huzarów z jego regimentu. W 22 godziny, przebywszy 70km i tracąc 26 ludzi pruscy huzarzy dotarli pod Krnów, gdzie w okolicy wsi Pietrowice weszli w kontakt z wojskami margrabiego Karola. Ta akcja weszła do annałów pruskiej wojskowości jako "przejażdżka Ziethena" Przez wieki aż po dzień dzisiejszy w okolicy funkcjonuje powiedzenie, że ktoś "wyskoczył jak Ziethen z krzaków".
Niezwłocznie garnizon Krnowa rozpoczął ewakuację, załadowano też na 300 wozów pozostałą zawartość wojskowych magazynów.
22 maja 1745 roku o godzinie 3 rano w kierunku Prudnika i Nysy rozpoczęło marsz 13 batalionów piechoty, 15 szwadronów kawalerii oraz wspomniane wozy, razem mogło to być nawet 9 tysięcy pruskich żołnierzy. Niestety, austriackie wojska blokujące miasto od jakiegoś czasu obserwowały przygotowania do wymarszu i jeszcze w nocy obsadziły rejon wzgórz Hulberg (nad Braciszowem) i Eichberg (nad wsią Mokre). Na Prusaków czekało 11 tys wojsk generała Kheula i węgierskiego pospolitego ruszenia pod dowództwem Esterhazyego.
Po minięciu wsi Pietrowice pruska kolumna znalazła się w krzyżowym ogniu kilkunastu dział ustawionych na wspomnianych wyżej wzgórzach. Jednak od tej chwili wszystko potoczyło się inaczej niż to zapewne zakładał generał Kheul. Zdyscyplinowane i świetnie wyszkolone oddziały pruskie nie wpadły w panikę, a same z impetem ruszyły na przeciwnika. Zaledwie czterem i pół tysiącom regularnych wojsk austriackich w sukurs nie przyszło węgierskie pospolite ruszenie, które w ogóle nie przystąpiło do bitwy uchodząc do pobliskiej wsi Zopowy. Tymczasem dotychczas niedoceniana pruska kawaleria miała swój pierwszy dzień chwały: kirasjerzy z 4 Regimentu von Gessler oraz dragoni Ludwika Wirtemberskiego z generałem majorem von Schwerinem na czele dosłownie wyrąbali drogę swym towarzyszom. Białe dragońskie mundury były ponoć "ufarbowane od krwi"... Prusacy "pędzili przed sobą w dół" cztery austriackie bataliony piechoty z regimentów O'Gilvy i Jos z samym generałem Kheulem zajmując wieś Mokre. Od całkowitej klęski uratowała ich kontrakcja austriackiej regularnej kawalerii, ofiarni dragoni Sachsen-Gotha oraz huzarzy regimentów Festeticsa i Kalnokyego umożliwili bezpieczny odwrót Austriaków w stronę Głubczyc.
Margrabia Karol Branndenburg-Schwedt, mimo utraty wozów, mógł uznać się za zwycięzcę, miał za zadanie doprowadzić do głównych sił królewskich swoje wojska i tego dokonał. Kiedy ucichły armaty i umilkł szczęk szabel na polach u stóp dwóch wzgórz pozostało na zawsze 2 oficerów i 24 żołnierzy austriackich oraz 3 oficerów i 99 pruskich. Rany odniosło 16 oficerów i 262 żołnierzy austriackich i 6 oficerów i 116 pruskich żołnierzy.
Wojsko margrabiego szybkim marszem przez Prudnik dotarło już wieczorem 25 maja do Ząbkowic Śląskich, by wkrótce wziąć udział w wielkiej bitwie pod Strzegomiem, gdzie wszystkie walczące pod maleńkim Braciszowem oddziały spisały się równie dzielnie, tak samo jak ich dowódcy których nazwiska zapisały się w annałach historii, z margrabią generałem Karolem Brandenburg-Schwedt.

Za wsią Pietrowice już tylko Krnów.
Obrazek

Na wprost nad zabudowaniami Mokrego-Kolonii Hulberg, bliżej po lewej Eichberg, czyli Dębowa Góra. Widok z drogi do Radyni. Piękny widok na pułapkę zastawioną przez generała Kheula.
Obrazek

Widok ze współczesnej, wtedy jeszcze nie istniejącej drogi, Głubczyce - Krnow na Hulberg
Obrazek

Z tego samego miejsca na skrzyżowanie z drogami prowadzącymi do Braciszowa i Mokrego
Obrazek

Wzgórze Hulberg i droga do Braciszowa
Obrazek

Obrazek

I już jesteśmy na drodze do wsi Mokre, w głębi zionący wtedy armatnim ogniem Hulberg
Obrazek

Pruscy dragoni i kirasjerzy "pędzili w dół" austriackie bataliony. W dole wieś Mokre
Obrazek

Prawda że z Hulbergu piękny widok? Po lewej Dębowa Góra - Eichberg, a rzadki rząd drzew na wzniesieniu na drugim planie to droga do Mokrego. Pole bitwy jak na dłoni.
Obrazek

Wielce prawdopodobne że po bitwie pruskie oddziały margrabiego Karola Brandenburg-Schwedt pomaszerowały właśnie tędy, przez Radynię, Bursztet i ... Pielgrzymów, a potem dalej w stronę Prudnika.
Obrazek

Oto fragment mapy Millera z 1720 roku obejmująca okolicę. Zaznaczona droga z Krnowa na północ, do Prudnika była zapewne wtedy głównym traktem. I musiała zatem prowadzić i przez Bursztet, i przez Pielgrzymów.
Obrazek


No i oczywiście bohaterowie wydarzeń.
Huzarzy regimentu Ziethena, niezwykle barwne wojsko, podobnie jak barwną postacią był jego dowódca, pułkownik Hans Joachim Ziethen. A wkrótce po bitwie strzegomskiej był już generałem.
Obrazek

Pruscy dragoni, rycina co prawda przedstawia żołnierzy regimentu Schorlemera, to ci od Ludwika Wirtemberskiego biorący udział w braciszowskiej bitwie mieli takie same białe mundury i tak samo pięknie musieli wyglądać na tle zielonych wzgórz i pól.
Obrazek

No i wreszcie kirasjerzy 4. Regimentu von Gessler, w swych czarnych kirysach.
Obrazek

Posty: 659
Rejestracja: poniedziałek 23 lut 2015, 00:19
Lokalizacja: Pschow in Preussen

Re: Pole bitwy pod Braciszowem

Postautor: Markov » czwartek 26 maja 2016, 11:59

Niedawno minęła rocznica bitwy i nie obyło się bez wizytacji na miejscu.
Tym razem z racji nieobsiania, albo niewyrośnięcia zasianego można było ładnie pospacerować w miejscu decydujących wydarzeń.Niestety, mimo uporczywego wpatrywania się w okolice butów nie udało się znaleźć najmarniejszej nawet muszkietowej kulki. O armatniej kuli nie wspominając.

W dole wieś Mokre. To być może po tych polach pruscy dragoni i kirasjerzy "pędzili przed sobą w dół" pobite bataliony austriackie.
IMG_5921.JPG
IMG_5921.JPG (86.42 KiB) Przejrzano 1794 razy


I wspomniane wcześniej wzgórza:
Eichberg
IMG_5923.JPG
IMG_5923.JPG (84.13 KiB) Przejrzano 1794 razy


Hulberg
IMG_5924.JPG
IMG_5924.JPG (75.37 KiB) Przejrzano 1794 razy


phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Pola bitew”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość