Bieńkowice koło Raciborza, czyli po coś go ratowoł?

Dział przeznaczony dla pisemnych i przekazywanych słownie ciekawych relacji regionalnych
Posty: 731
Rejestracja: poniedziałek 23 lut 2015, 00:19
Lokalizacja: Pschow in Preussen

Bieńkowice koło Raciborza, czyli po coś go ratowoł?

Postautor: Markov » czwartek 05 wrz 2019, 22:47

Czyli czy ma coś wspólnego Racibórz, a raczej pobliskie Bieńkowice z Adolfem Hitlerem?
Ano ma. Przez osobę Johanna Jambora. Po mobilizacji 1914 roku jako sanitariusz w 62 pułku piechoty razem z resztą raciborskiego garnizonu wyruszył na Wielką Wojnę.
Jego pułk brał m. in. udział w walkach nad Sommą, i to właśnie tam, nieopodal miejscowości Bapaume 5 października 1916 roku Jambor wynosił z pola bitwy rannego niemieckiego kaprala. Tym kapralem okazał się przyszły wódz "tysiącletniej" Rzeszy. Jambor po dojściu nazistów zdał sobie sprawę kogo wynosił spod ognia.
I tylko jego żona do końca życia pytała z wyrzutem: po coś go ratowoł?

https://dziennikzachodni.pl/johann-jambor-uratowalem-zycie-adolfowi-hitlerowi/ar/381167

Gdyby nie on - nie byłoby II wojny światowej, Polska na prawie pół wieku nie trafiłaby pod macki Związku Radzieckiego i nie jeździlibyśmy... volkswagenami. Historia świata byłaby całkiem inna, gdyby nie Johann Jambor, mieszkaniec podraciborskich Bieńkowic, który uratował życie... Adolfowi Hitlerowi. Tajemnicę śląskiej historii odkrywają Aleksander Król i Jacek Bombor

W maleńkiej wsi Bieńkowice, która przez pół wieku skrywała jedną z największych tajemnic XX wieku, w dalszym ciągu żyje rodzina i przyjaciele Johanna Jambora, w którego rękach znajdowały się losy świata.
Blasius Hanczuch - powiernik tajemnicy

To było w pierwszej wojnie światowej... - zamyśla się na chwilę Blasius Hanczuch, stolarz z Bieńkowic, jeden z powierników tajemnicy Jambora, patrząc na wielką pożółkłą planszę ze zdjęciami dziesiątek mężczyzn w mundurach pruskiej armii cesarza Wilhelma II. Spracowanym palcem pokazuje najpierw podobiznę swojego ojca, a potem sunąc nim po planszy, odszukuje kilka rzędów dalej jego przyjaciela. Johanna Jambora. - Nie służyli razem - dodaje, rozpoczynając opowieść, w którą sam nie mógł uwierzyć przed laty. Doskonale pamięta jak stary już Johann ćmiąc fajkę opowiadał o zdarzeniu, które mogło odmienić losy świata. Miało ono miejsce na początku października 1916 roku, gdzieś na przedpolach Bapaume we Francji.

Jak to było wtedy na wojnie? To nie był blitzkrieg. Jedni i drudzy budowali okopy, w których siedzieli tygodniami - w dwa przesuwali się ledwo o kilometr dalej. W bitwie ginęli tysiącami.

- Ale Niemcy i Francuzi potrafili się dogadać: jak są ranni - robimy przerwa. Jambor, który był sanitariuszem mówił mi, że tego dnia pod Bapaume rannych było wyjątkowo dużo - wspomina Blasius Hanczuch. - Było ich tak wiele, że nie nadążali z wynoszeniem. Johann niósł z kolegą jednego na noszach, chcieli szybko wydostać się na tyły, ale usłyszeli błaganie jeszcze jednego żołnierza. Wrócili się po niego, dali go na nosze. Ale wówczas nad głową zaczęły świstać im kule. Francuzi ruszyli, mimo że z niemieckiej strony dalej ściągali rannych z pola bitwy - wspomina relację kolegi Blasius Hanczuch.

- Tam był okop, wskoczyli do niego, zostawiając rannego na górze. Nie mogli go znieść, nosze się nie mieściły, a ranny był cały zbolały. Zaczął wrzeszczeć, że są tchórzami, że zaskarży ich do sądu wojskowego. Że mają wracać... Dopiero po latach Jambor rozpoznał ten charakterystyczny krzyk, słuchając w radiu audycji... Adolfa Hitlera, wodza III Rzeszy - mówi Hanczuch. To było jednak później. Dużo później. Pod Bapaume Hitler był anonimowym żołnierzem. - Zwykły gefreiter, po naszemu kapral - mówi Blasius Hanczuch. - Gdy się uspokoiło, sanitariusze wzięli pieklącego się kamrata i odciągnęli go do tyłu, na taki bauplatz, gdzie robili opatrunki. Bandażowali i pisali sprawozdania. Wszystko spisywali - jak to Niemcy.
Hitler: będę mógł mieć dzieci?

Każdy żołnierz miał przy sobie swój soldbuch (książeczkę wojskową - red.). Sprawdzili kogo przynieśli - Adolf Hitler tam było - mówi Hanczuch, dodając że Jambor słyszał jak Hitler z lekarzem rozmawiał. - Pytał, czy będzie mógł mieć dzieci, bo dostał w unterleib (red. podbrzusze), ponoć stracił jądro - mówi. Jaka była odpowiedź?

- Jambor nie usłyszał, ale poznał ten głos. Był mu jakoś znany. Zorientował się, że to był ten żołnierz z sąsiedniej kompanii, ten, co zawsze tak krzyczał. Zawsze było tak, że jak jedni walczyli, drudzy odpoczywali. Hitler nie dał swoim długo spokoju. Tylko ich tam ćwiczył i gonił po placu. Wszystko musiało być u niego perfekt. I ten charakterystyczny krzyk... - mówi Blasius Hanczuch.

Przeszła wojna. Przełom lat 20. i 30. - inflacja, bezrobocie. Do władzy doszedł Hitler. - Coraz więcej ludzi było za nim. Rodziny wielodzietne dostały domy, mogli budować te tanie budynki, co to je widzimy na skrajach miast. W Raciborzu też są w Ocicach. Każdy miał mieszkanie. Każdy dostoł robota. Ludziom było coraz lepiej. Racibórz co roku był zalany przez Odrę, dlatego zbudowali kanał - Adolf Hitler Kanal. W dwa lata - łopatami. W okolicy powstały cegielnie, bo w rzece było dużo gliny. Wszystko ruszyło. Ciągle było słychać o Hitlerze - mówi Blasius Hanczuch.

- Jak miała być audycja Hitlera, wszyscy siadali przy radiu. Jamborowi skojarzył się ten głos. Był pewny, że to on we Francji leżał ranny w okopie - mówi.

Ale Johann nie był z tych, którzy się chwalą. - Nikomu o tym nie mówił. Ale w domu wiedzieli, że uratował Hitlera. I żona mu mówiła: Johann jakbyś mu przypomnioł, może byś jakoś robota dostoł. Nie musiołbyś za pługiem chodzić. Ale on się boł. Padoł jej - jak on by se przypomnioł, jak my go transportowali i jak my do tego okopu wskoczyli bez niego - to by dał nam popalić.

- I siedzioł cicho. Przez długie lata w strachu - wspomina z uśmiechem Hanczuch. W niewielkim domu, znajdującym się tuż obok bieńkowickiego kościoła, w którym żył Jambor, teraz mieszka jego rodzina. Wspominają dziadka ciepło. - Opa zawsze był wesoły. W gospodarstwie praktycznie robił od rana do wieczora. Konika my mieli, on jeździł na pole tym konikiem, a ojciec ciągnikiem - wspomina Zygmunt Jambor, wnuk Johanna, który zastępował mu ojca, gdy ten umarł.

- Mój ojciec umrzył jak mi było 13 lat i dziadek się mną zajmowoł. Fest żech z nim był zżyty - opowiada wzruszony Zygmunt Jambor.

Dziadek był wesoły, ale wojna odbiła na nim swoje piętno. - Równo w południe dziadek zawsze klęknął, obojętnie, czy był na drodze, czy na polu, nawet jak wozem jechał to stawał i anioł pański rzykał. Tak żech go zapamiętoł - wspomina wnuk. - Dużo mi opowiadoł, że kogoś ważnego tam uratowoł we Francji. Ale jak my byli łebki, to nie godoł, że Hitlera. My się uczyli polskiej historii. - Boże, co by to było - kłopoty jak pieron. To wyszło dopiero jak komuna podupadła - mówi Zygmunt Jambor. Czy w domu mówiło się o tym, co by było, gdyby dziadek zostawił Hitlera na pewną śmierć? - Eee... raczej nie. Hitlera uratowoł i tyle komuna była, każdy się boł.

Johann Jambor umarł w 1985 roku. Miał 94 lata, spadł ze schodów.
Tajne nagranie u księdza

Po raz pierwszy historia z Hitlerem wyszła na jaw w latach 80. - Syn Jambora budował, a ja mu stolarkę robiłem, schody, boazerię. Johann był już wówczas stary. Zawsze siadał sobie na takim stołku, fajka kurził i godoł na różne tematy. Kiedyś się przeklapnął i powiedział mi, jak to we Francji na wojnie z tym Hitlerem było - wspomina Hanczuch. Ale powiernik nie potrafił zatrzymać takiej sensacji dla siebie.

- Kolegowałem się wtedy z księdzem Franciszkiem Pawlarem, który był już na rencie i wrócił do Bieńkowic z Krzanowic, gdzie był proboszczem. Nie wierzył. Mówił, że Johann stary chłop jest, że może bałamuci. I postanowił go sprawdzić i nagrać. Ksiądz jako pierwszy we wsi miał adapter szpulowy. - Polecieli po Jambora, żeby przyszedł, bo coś ciekawego w telewizji leci. Potem nawiązali temat, jak to było na tej wojnie. Ksiądz był, więc wszystko jak na spowiedzi wygodoł - wspomina Hanczuch.

Już wówczas ksiądz Franciszek Pawlar zastanawiał się, co by było, gdyby Jambor nie uratował rannego Hitlera pod Bapaume. Ta myśl nie dawała mu spokoju.

Gdzie są teraz taśmy, które nagrał ks. Pawlar? - Przepadły. Pawlar mieszkał nad Nacyną, po lewej stronie, za starym mostem, jak się jedzie na Tworków. Miał tam swoje archiwalia. W 1997 roku zalała je powódź. Pawlar już wtedy nie żył - mówi Hanczuch. Do dziś we wsi żyje Franciszek Korczok, który opiekował się ks. Pawlarem, gdy ten wrócił do Bieńkowic, by przeżyć tu swoje ostatnie lata.

- Ksiądz był moim wujkiem, bratem matki. Zawsze rozmawialiśmy na różne tematy. O Jamborze i Hitlerze też. Ale po cichu. W Bieńkowicach to zawsze było tabu. Ksiądz nagrywał te historie Jambora u brata mojego ojca. Mieszkał koło probostwa. Nagrywali to dwa razy. Najpierw raz, a za jakieś dwa czy trzy lata znowu, żeby sprawdzić starego Jambora. Zweryfikować, czy mówi tak samo. Bo jak ktoś jakieś fabuły strzelo, to za dwa, trzy lata zapomni. Ale Jambor nie zapomniał. Wszystko powtórzył idealnie - potwierdza sensację Franciszek Korczok. - Oczywiście, nikt nie powiedział Jamborowi, że go nagrywają - dodaje.

Zalane podczas wielkiej powodzi w 1997 roku taśmy próbowano ratować. - Zawieźliśmy je do Niemiec. Syn mego brata też się historią interesuje - wziął je do siebie, żeby coś odzyskać. Ale nie szło już tego odegrać. Przepadło - mówi Korczok. Zachowały się jednak inne pamiątki.

- Ksiądz Pawlar robił kronikę wsi. Wiedział co robi - każąc Jamborowi pozować z rękami wyciągniętymi do przodu. Przecież na jego rękach ważyły się losy świata. W naszej kronice parafialnej jest o tym, że sanitariusz Jambor uratował życie Hitlerowi - pokazuje zdjęcia w opasłej, starej księdze Franciszek Korczok.
Hitler stracił jądro? Radzieckie archiwa z odpowiedzią są zamknięte

Rozmowa z Bogdanem Klochem, historykiem, dyrektorem muzeum w Rybniku
Jedno jest pewne, gdyby nie było Adolfa Hitlera, nie byłoby dzisiaj volkswagena.
(śmiech) O tak. Nikt dzisiaj tej nazwy nie próbuje rozszyfrować, jaka była jej geneza. A to oznacza "samochód dla ludu". I faktycznie zwykli ludzie nie chcieli od Hitlera podbicia świata. Chcieli zwykłych rzeczy, choćby właśnie auta. Samochód był takim symbolem. Pozwalał dać im namiastkę tego, co miał na przykład bogaty przemysłowiec.

A mówiąc poważnie, gdyby w czasie I wojny światowej zginął pod Bapaume we Francji, Europa byłaby dzisiaj "czerwona"?
W Niemczech ruch komunistyczny był dosyć silny w latach 20. i 30. Myślę, że gdyby poległ na polu bitwy, Europa stałaby przed rzeczywistym widmem komunizmu. Tym bardziej, że Stalin prowadził zbrojenia na taką skalę, które zaskakiwały ówczesny świat. Gdyby Hitlera nie było, Związek Radziecki pewnie i tak by zaatakował, rozpoczynając marsz na Europę. I w pierwszym rzędzie uderzyłby na Polskę. Czy Zachód byłby nam w stanie pomóc, czy znowu zostalibyśmy sami? Kto wie.

Johann Jambor opowiadał, że późniejszy wódz III Rzeszy został ranny w okolice krocza. Kilka lat temu temat podchwyciły światowe tabloidy, brytyjski The Sun czy niemiecki Bild, dorabiając historię, że Hitler stracił jedno jądro. Czy jakieś dokumenty historyczne mogą potwierdzać tę teorię?
Mam wrażenie, że więcej w tym było szukania sensacji aniżeli prawdy. Ja przynajmniej nie słyszałem, że stracił jądro. Dużo mogłyby powiedzieć materiały z archiwaliów rosyjskich, bo lekarze radzieccy wykonywali przecież sekcję zwłok Hitlera. Przypadło im w udziale badanie jego szczątków po wkroczeniu do Berlina wojsk Armii Czerwonej. Niestety, te materiały są nadal zamknięte dla historyków. Ale nie jest wykluczone, że Adolf Hitler mógł skrywać taką tajemnicę, która mogła w opinii publicznej mu zaszkodzić. To, że był ranny, to fakt bezsporny.

Historia żołnierza, który wyniósł Hitlera z pola bitwy pokazuje dobitnie, że o losach świata może decydować zupełny przypadek.
Bieńkowiczanin był tylko trybikiem w olbrzymiej maszynie. Takich przypadków, które ukształtowały przyszłość Hitlera, było więcej. A gdyby został przyjęty na Akademię Sztuk Pięknych, gdzie startował? Być może tam po raz pierwszy zaczął o Żydach mówić źle. Wyrzucił go profesor żydowskiego pochodzenia. Miał ponoć zbyt konwencjonalny talent. Podczas puczu monachijskiego, gdy próbował z gen. Erichem Ludendorffem w nocy z 8 na 9 listopada 1923 r. przeprowadzić zamach stanu, mógł zostać rozstrzelany. A trafił do więzienia.

A gdyby jego zabrakło, mógł go ktoś zastąpić i wywołać wojnę? W latach 30. stosunki polsko-niemieckie przecież się znacznie poprawiły.
Polityka marszałka Józefa Piłsudskiego miała na celu polepszenie kontaktów. Dowód? W Rybniku odbywał się kuriozalny z naszego punktu widzenia proces. Jeden z obywateli Westfalii, Arthur Trunkhardt, katolik, ostro i jawnie potępiał nazizm. Niemiecka ambasada interweniowała u polskich władz i polski sąd skazał go za znieważenie głowy państwa niemieckiego. Na świadka chciano powołać samego Hermanna Goeringa. Ten przykład pokazywał politykę całej Europy wobec Niemiec. Wszyscy starali się mu nie przeszkadzać. Wygrywała polityka uległości, przymykania oczu. Hitler w efekcie mógł działać i rozwijać swoją ideologię, ale nie działał w próżni. W otoczeniu Hitlera byli ludzie wykształceni, Alfred Rosenberg, Martin Bormann, Heinrich Himmler. To ciemne postaci, belfrzy, wykształceni, inni niż Adolf Hitler. Aż dziw, że cała plejada największych zbrodniarzy to często ludzie z doktoratami. Może to oni wykreowali Hitlera? Na wodza nadawał się znakomicie. Pochodził z ludu, był więziony, odniósł rany w wojnie. Idealny. Nie widzę kogoś, kto mógłby go zastąpić.

Wszyscy bohaterowie tej historii spoczywają już na bieńkowickim cmentarzu.
f26c2306d095fab1.jpg
f26c2306d095fab1.jpg (57.52 KiB) Przejrzano 420 razy


d64f4654c6439057.jpg
d64f4654c6439057.jpg (87.14 KiB) Przejrzano 420 razy


I ten Najważniejszy bohater. Człowiek który okazał człowieczeństwo nieczłowiekowi. Tutaj jako Jan, ale takie to były czasy, że Jan był lepszy od Johanna.
4a0cb545ab969e92.jpg
4a0cb545ab969e92.jpg (72.65 KiB) Przejrzano 420 razy

phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Historyczne opowieści, miejscowe przekazy oraz legendy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość