Lubliniec - mogiła dzieci, ofiar eksperymentów

Posty: 14526
Rejestracja: niedziela 08 lut 2015, 20:46
Lokalizacja: Sosnowiec

Lubliniec - mogiła dzieci, ofiar eksperymentów

Postautor: Karolina Kot » piątek 02 lut 2018, 23:29

Na terenie cmentarza przeznaczonego dla pacjentów szpitala neuropsychiatrycznego w Lublińcu znajduje się wprawiające w szczególną zadumę miejsce pamięci.
Jest nim upamiętniona prostym krzyżem zbiorowa mogiła 194 dzieci, które zmarły na skutek hitlerowskich eksperymentów medycznych.
W latach 1942-1944 niemiecki psychiatra i członek hitlerowskiej partii narodowej, Ernest Buchalik, wraz z lekarką Elisabeth Hecker, prowadzili na terenie szpitala oddział dla dzieci niedorozwiniętych i opóźnionych umysłowo. Przyjmowano do niego małych pacjentów, nie spełniających nazistowskich kryteriów rasowych i zdrowotnych, np. dzieci uznane za upośledzone lub chore psychicznie. Były one na terenie placówki uśmiercane poprzez testowanie na ich organizmach bardzo wysokich dawek leków, między innymi barbituranów.

Szpital psychiatryczny w Lublińcu był podczas II wojny światowej świadkiem okropnych zbrodni. Nazistowscy lekarze uśmiercali w nim niepełnosprawne dzieci. Po 1945 roku nie ponieśli żadnych konsekwencji.

Wojska niemieckie weszły do Lublińca w pierwszych dniach września 1939 r. Krótko po zajęciu miasta Polski Państwowy Szpital dla Psychicznie i Nerwowo Chorych został przejęty przez władze okupacyjne. 17 września dyrektorem placówki został dr Ernest Buchalik, tego samego dnia szpital przemianowano na Lands-Heil und Pflegeanstalt.
Buchalik urodził się w Rybniku, w młodości grał na skrzypcach i był ministrantem. W 1930 r. ukończył medycynę we Wrocławiu. Trzy lata później wstąpił do NSDAP i SA, gdzie dał się poznać jako gorliwy zwolennik Adolfa Hitlera.
W 1941 r. otwarto w Lublińcu oddział dziecięcy. Składał się z trzech bloków A, B oraz C, który szybko został zlikwidowany. Blok A został ulokowany na oddziale kobiecym, natomiast blok B powstał w jednym z budynków folwarcznych (szpital zajmował założenie pałacowe). W połowie 1942 roku oddział A przemianowano na klinikę. Kierowała nim 47-letnia dr Elisabeth Hecker. Wówczas w Lublińcu zaczął się dramat.

Akcja T4

Naziści po dojściu do władzy w 1933 r. wprowadzili prawo, które nakazywało sterylizację osób upośledzonych. W pierwszym okresie sterylizacji polegały dzieci, później program rozszerzono na osoby dorosłe. W sumie przymusowa sterylizacja objęła ok. 400 tys. osób.
Na początku 1939 r. do kancelarii Hitlera dotarł list, w którym ojciec upośledzonego dziecka wystąpił do władz III Rzeszy o zgodę na uśmiercenie syna. Hitler już w latach 20. mówił o potrzebie eliminacji upośledzonych dzieci, stąd zareagował na prośbę pozytywnie i wysłał swojego lekarza Karla Brandta do Lipska, aby zajął się sprawą. Brandt uśmiercił chore dziecko, lecz jako oficjalną przyczynę śmierci niemowlaka podano chorobę. Hitler nakazał, żeby nie został po tym żaden ślad.
Program eutanazji w III Rzeszy zaczął zataczać coraz szersze kręgi. Pół roku później rozszerzono go na osoby chore psychicznie. W 1940 r. zinstytucjonalizowano narodową eutanazję. Powołano do życia Komisję Rzeszy ds. Naukowej Analizy Poważnych Chorób Dziedzicznych i Wrodzonych, która decydowała, czy chore dziecko będzie żyć czy zostanie poddane eutanazji. Dzieci chore i upośledzone trafiały do specjalnych ośrodków, jednym z nich był szpital w Lublińcu.

Diagnoza

Od momentu powstania bloku B w Lublińcu nastąpił szybki napływ dzieci w wieku od kilku miesięcy do 14. roku życia, choć zdarzało się, że na oddział trafiały osoby 18-letnie. Większość pacjentów miała powyżej 7 lat. Transporty przybywały zarówno z Niemiec jak i z Polski.
Zazwyczaj w Klinice przebywało sześćdziesięcioro dzieci. Głównym zadaniem prowadzącej oddział dr Hecker oraz pomagających jej dr Staniek, dr David, dr Fussel oraz nadpielęgniarki Mattner było diagnozowanie dzieci trafiających do placówki.
Podstawowym badaniem, które zlecano, była pneumoencefalografia polegająca na spuszczeniu części płynu mózgowo-rdzeniowego i zastąpieniu go powietrzem działającym jako kontrast przy wykonywanym następnie zdjęciu rentgenowskim głowy. Badanie było bardzo bolesne, lecz nie stanowiło to problemów dla zlecających badania. Po diagnozie, która trwała od 6 do 8 tygodni, Hecker decydowała o losie każdego dziecka.
Chłopcy i dziewczynki w wieku od 4 do 8 lat, uznane za zdrowe, trafiały do Orzysza, gdzie znajdował się ośrodek dla dzieci wraz ze szkołą. Upośledzone dzieci w wieku od 5 do 18 lat, które zdaniem diagnostów mogły się nauczyć zawodu, transportowano do Leśnicy.
Zdarzało się, że do Lublińca, decyzją sądu, trafiały na obserwacje osoby w wieku od 14 do 18 lat, które popełniły przestępstwo. Jeśli dr Hecker uznała, że nie są w żaden sposób niepełnosprawne, umieszczano je w zakładach poprawczych - dla chłopców w Grotkowie i dla dziewcząt w Lublińcu.
Dzieci upośledzone, sparaliżowane, z zespołem Downa czy wodogłowiem kierowano na oddział B lublinieckiego szpitala. Bywało jednak, że na oddział B trafiały dzieci, które mimo wad rozwojowych były w stanie się uczyć. Zachowała się korespondencja dr Hecker w sprawie chłopca imieniem Peter. Dziecko było co prawda niewidome na jedno oko, niedosłyszało, ale było czyste, potrafiło po sobie posprzątać i się uczyło. Hecker uznała, że niepotrzebnie zajmuje łóżko w klinice, jednak nie chciano dziecka przyjąć w żadnym z ośrodków. Wówczas zmieniła się opinia lekarki o Peterze. - Moczy łóżko, tępy, bezczelny - pisała Hecker. Chłopiec został skierowany na blok B.

"Kuracja"

Oddziałem kierował osobiście dr Buchalik. Poza dziećmi skierowanymi z oddziału A, Buchalik przyjmował też na "kurację" na prośbę znajomych. Terapia polegała na podawaniu pacjentom barbituranów w postaci tabletek weronalu lub luminalu. Szczególnie ten drugi środek był często stosowany. Dzieci dostawały luminal trzy razy dziennie w dawkach znacznie przekraczających terapeutyczną normę: od 0,1 do 0,6 g bez względu na wiek. Przewlekłe stosowanie leków działało wyniszczająco. Dzieci umierały różnie, niektóre po kilku dniach, inne przeżywały kilka tygodni, a nawet miesięcy. Po otrzymaniu luminalu dzieci zaczynały wymiotować, były oszołomione i miały problemy z równowagą. Mimo tego jadły i bawiły się. Część dzieci reagowała gorzej na luminal, były w letargu, leżały blade i bezwładne, choć nie pozwalano im się kłaść do łóżek. Z letargu były wybudzane tylko do jedzenia.
Zachowały się wstrząsające relacje pacjentów Buchalika, które ujrzały światło dzienne pod koniec lat 60., kiedy opublikowała je "Trybuna Robotnicza". Jednym z pacjentów był Jerzy Redlich. Jego ojciec siłą wcielony do Wehrmachtu zginął na froncie. Po jego śmierci matka związała się z oficerem SS. Ojczym nigdy nie darzył pasierba miłością, a nawet jawnie okazywał swoją niechęć do dziecka żony. - Pod koniec 1942 r. ojczym kazał mi się ubrać, oświadczając, że wywozi mnie do sanatorium. Owym sanatorium okazała na "Lands-Heil und Pflegeanstalt" w Lublińcu. Przekraczając bramy tego zakładu nie zdawałem sobie oczywiście sprawy, dokąd mnie ojczym sprowadził. Pamiętam tylko, że w sekretariacie zakładu czekałem niedługo na załatwienie formalności przyjęcia. Zza drzwi doktorskiego gabinetu dochodziły mnie wesołe śmiechy i rozmowy wyraźnie rozbawionych panów. Przypuszczam dziś, że ojczym już wcześniej, dzięki dobrej znajomości z doktorem Buchalikiem, załatwił mój pobyt w tym zakładzie. Kiedy formalności stało się zadość, czekająca już siostra zabrała mnie na oddział B - wspominał Jerzy Redlich. - Najgorsze jednak, najbardziej przerażające były chwile zgonu naszych koleżanek i kolegów. Mogę tylko powiedzieć, że umierali często. I to bynajmniej nie na łóżkach. Umierali leżąc na podłodze, w drodze do ubikacji i w ubikacji - relacjonował.
Historia Jerzego Redlicha sprawiła, że do redakcji "Trybuny Robotniczej" zgłosił się Walter Włoszczyk, kolejny pacjent oddziału B. - Jeśli któreś z nas naraziło się tante - cioci (tak kazano nam mówić na pielęgniarki) albo samemu doktorowi Buchalikowi, było bezlitośnie katowane albo "za karę" karmione tabletkami powodującymi senność, osłabienie i wymioty. Często także aplikowano pensjonariuszom bliżej nieokreślone zastrzyki powodujące identyczne skutki - mówił Włoszczyk.
Po pewnym czasie podawania luminalu młodzi pacjenci zaczynali gorączkować, tracili apetyt, a z ich ust wydobywała się krwawa piana. Zazwyczaj jako przyczynę śmierci podawano zapalenie płuc, choć nie zawsze była to prawda. Jak czytamy w "Przeglądzie Lekarskim": "Stosowanie luminalu prowadziło do przewlekłego zatrucia, powodując prawdopodobnie powikłania w postaci ciężkich schorzeń nerek, wątroby i mięśnia sercowego oraz osłabienia sprawności i wydolności układu krążenia i narządu oddechowego. Przyzwyczajenie do barbituranów powoduje także spadek odporności ustroju i ujemnie wpływa na przebieg chorób zakaźnych".
Po śmierci, dr Hecker zazwyczaj przeprowadzała sekcje zwłok, podczas których preparowała mózgi i wysyłała je do instytutu neurobiologii we Wrocławiu. Po sekcji pacjenci byli grzebani na cmentarzu przy szpitalu. - Pewnego letniego dnia 1944 r., pracując w ogrodzie szpitalnym, zauważyłem, że na pobliskim cmentarzu jeńcy, bodajże w angielskich mundurach, zaczęli kopać groby. Po pewnym czasie widziałem, jak na cmentarz zajechał wóz szpitalny, z którego zładowano skrzynie zawierające zwłoki niedawno zmarłych kolegów - mówił na łamach "Trybuny Robotniczej" Jerzy Redlich.
Wszystkie dawki luminalu były skrupulatnie notowane w zeszycie Buchalika. Dziennik, opisany "Medizin-Kinder-Abteilung B", został znaleziony przypadkowo po ucieczce z Lublińca Buchalika. W zeszycie podane są nazwiska pacjentów, daty i dawki luminalu, które otrzymało dziecko. W momencie śmierci, przy odpowiedniej dacie wstawiano krzyżyk. Dziennik zawiera 256 nazwisk, 194 osoby zmarły, a los pozostałych jest nieznany. Z zeszytu Buchalika wynika, że dzieci przebywały na oddziale od 1 do 276 dni, otrzymując w tym czasie od 0,1 do 165,9 g luminalu.
Ostateczna liczba ofiar nie jest znana i zdaniem niektórych może być nawet wyższa niż 300. Na pamiątkowej tablicy, którą umieszczono w miejscu pochówku uśmierconych dzieci, podano jednak liczbę zgodną z dziennikiem Buchalika.

Nikt nie poniósł konsekwencji

Po wojnie ani dr Hecker ani Buchalik nie ponieśli najmniejszych konsekwencji swoich bestialskich działań. Dr Buchalik co prawda trafił pod sąd, ale został uniewinniony. Wszystkiemu zaprzeczył i zasłaniał się pamięcią. - Jestże to fantazja i nieprawda. Wszystko już zapomniałem - tłumaczył. Po wojnie został znanym psychiatrą zachodnioniemieckim. Zamieszkał w Niedermarsberg, gdzie zmarł.
Również dr Hecker zrobiła karierę po wojnie. Założyła nawet szpital w Westfalii dla chorych psychicznie dzieci. Za swoją działalność w 1979 r. otrzymała honorowe członkostwo Niemieckiego Stowarzyszenia Psychiatrii Dziecięcej oraz została odznaczona Federalnym Krzyżem Zasługi. Zmarła 1 stycznia 1986 r. w miejscowości Marktobersdorf. Za swoje czyny została symbolicznie ukarana już po śmierci. W 2013 r. odebrano jej wyróżnienia i odznaczenia, które otrzymała za życia.
Jerzy Redlich przeżył "leczenie" w Lublińcu dzięki przypadkowi. Jedna z pielęgniarek okazała się być krewną jego ojca. Chcąc uratować chłopca, podawała mu mniejsze dawki luminalu. W 1945 r. został zwolniony z zakładu. Jurek zamieszkał u rodziny w Kluczborku, skończył szkołę i został kierowcą.
Walter Włoszczyk opuścił zakład w 1942 r. po kilku miesiącach pobytu. Doktor Buchalik zdecydował przenieść chłopca do Leśnicy.
Obiekty, gdzie dochodziło do opisywanych wydarzeń, istnieją po dziś dzień. W budynku, gdzie mieścił się oddział A, do 1975 r. prowadzono działalność medyczną. Następnie budynek stał nieużywany i niszczał. W 2005 r. rozpoczął się gruntowny remont. Obecnie działa tam luksusowy hotel.
Budynek oddziału B przeznaczono na mieszkania.


Źródło: czestochowa.wyborcza.pl

Dziś na obelisku upamiętniającym mogiłę przeczytać możemy taki oto napis:

MOGIŁA 194 DZIECI – OFIAR

EKSPERYMENTU PRZEPROWADZONEGO

PRZEZ HITLEROWCÓW W LATACH 1942-1944

W SZPITALU DLA NERWOWO

I PSYCHICZNIE CHORYCH W LUBLIŃCU

POZOSTANĄ W NASZEJ PAMIĘCI


Miejsce to odwiedzane jest jednak rzadko. Położone na uboczu, na terenie mocno zapomnianego cmentarza szpitalnego, znajduje się daleko od uczęszczanych na co dzień dróg i chodników. Niemniej jednak ludzie przynoszą tu nadal zabawki, kwiaty i zapalają znicze.
Moje zdjęcia pochodzą z roku 2016.
Lokalizacja
Załączniki
Mogiła (1).JPG
Mogiła (1).JPG (113.73 KiB) Przejrzano 432 razy
Mogiła (6).JPG
Mogiła (6).JPG (110.18 KiB) Przejrzano 432 razy
Mogiła (5).JPG
Mogiła (5).JPG (83.29 KiB) Przejrzano 432 razy
Mogiła (4).JPG
Mogiła (4).JPG (126.71 KiB) Przejrzano 432 razy
Mogiła (8).JPG
Mogiła (8).JPG (102.39 KiB) Przejrzano 432 razy
Mogiła (7).JPG
Mogiła (7).JPG (74.08 KiB) Przejrzano 432 razy
Mogiła (9).JPG
Mogiła (9).JPG (110.81 KiB) Przejrzano 432 razy
Mogiła (2).JPG
Mogiła (2).JPG (124.32 KiB) Przejrzano 432 razy
Mogiła (3).JPG
Mogiła (3).JPG (111.13 KiB) Przejrzano 432 razy
"Wszystko, co dzisiaj było dla nas pamiątką, jutro może być zasypane pyłem zapomnienia. Obowiązkiem żyjących jest zebrać te ułomki i okruchy najdroższych pamiątek przeszłości i w pamięci przyszłych pokoleń zapisać."

phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Województwo śląskie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości